Od kilku lat mieszkam za granicą. Jak uczyłam się języka, chodziłam przez rok do szkoły z uchodźcami, którzy nie mieli w swoim kraju zrobionej szkoły. Generalnie większość z nich była taka typu „allahu akbar”, w Koranie to, w Koranie tamto, to jest najważniejsze. I tak na jednej lekcji zaczęli dyskutować o czymś z nauczycielką. Pamiętam tylko tyle, że było to jakoś przed świętami Bożego Narodzenia, czyli temat ich dyskusji też tego dotyczył. Nauczycielka, chrześcijanka, coś powiedziała o swoich poglądach, a oni jej w odpowiedzi, że jak tak można, i jak wspomniałam wcześniej – w Koranie jest napisane... i jej argumentują.
Tak gdzieś w połowie lekcji, a raczej w połowie ich dyskusji, inny ziomek, który też jest muzułmaninem, powiedział:
– W Koranie też jest napisane, że nie możecie opuszczać swojego kraju.
Chwila ciszy, bo nieźle zagiął tego, który najbardziej kłapał dziobem. I odpowiedź:
– No tak, ale jeżeli mamy do tego ważny powód, to możemy.
Cieszę się, że już skończyłam tę szkołę ;)
Były to czasy zerówki, a tego pamiętnego dnia bawiłam się w ogródku, budując jakieś budowle z kamyków. Pod jednym z nich znalazłam ogromniastą dżdżownicę, którą po schwytaniu zjadłam (wciągnęłam niczym spaghetti ;)).
Smakowała jak przesolone, brudne, surowe mięso :D
Po czym poznać, że się „wypaliło” w pracy i ma się dość?!
Kiedy przychodzi do ciebie klient, gdy siedzisz na kasie, pyta o rozmienienie 50 zł, ty go informujesz, że drobnych nie posiadasz, a on kupuje gumę do żucia, złośliwie się uśmiechając. Ty odpowiadasz tym samym złośliwym uśmiechem i pomimo ukrytych ostatnich 30 zł w papierkach w kasetce, wydajesz mu resztę w dwóch garściach... Po 10 gr, 20 gr i 1 zł!
Wiem, jestem podła.
Na weekend przyjechałam do rodzinnego miasta odwiedzić rodziców. Podczas dzisiejszej długiej rozmowy z mamą usłyszałam między innymi: „Nie sądzę, abyś dała sobie radę z opieką nad psem, szczególnie takim dużym jak owczarek niemiecki. To duża odpowiedzialność”.
A kilka minut później usłyszałam: „Co to ma znaczyć, że nie chcesz mieć dzieci? Jak możesz tak nawet mówić?”.
Hmmm...
Moim największym marzeniem jest dostać pocztę kwiatową... 🙈
Moja siostra lubi rzucać trawą w kury. Jeśli któraś z kur nie zdąży uciec i trawa walnie ją w łeb, to moja siostra stoi usatysfakcjonowana i szyderczo się śmieje.
Ona ma 32 lata...
Zdarza się Wam położyć coś automatycznie i potem nie możecie sobie za nic przypomnieć, gdzie to położyliście? Właśnie w ten sposób 20 minut temu zgubiłem świeżo zużytą prezerwatywę i po przeszukaniu całego 4-pokojowego mieszkania nie ma jej nigdzie. Wyparowała, a za 10 minut rodzice wracają z pracy...
Jak byłam dzieckiem, chodziłam z prababcią na cmentarz. Przedstawiała mi swoich zmarłych przyjaciół i opowiadała o nich różne historie, a jako że miałam dość sporą wyobraźnię, to dokładnie wiedziałam, jak oni wyglądają i jak się zachowują (na tych grobach nie było zdjęć). Uwielbiałam przesiadywać na cmentarzu, poprawiałam przewrócone znicze i kwiaty. Czułam się niczym strażnik cmentarza.
Jestem już dość stara na takie akcje, ale jak jestem w tym mieście, to chodzę nadal szlakiem mojej prababci i wspominam te chwile, kiedy mi opowiadała o swoich przyjaciółkach, chodzę do nich tylko ja, staram się, aby zawsze było czysto. Ostatnio okazało się, że jeden z tych grobów został zlikwidowany... Tak mi się przykro zrobiło. Pomyślałam wtedy, że i tak wszystkie się spotkały z moją prababcią w Niebie, a te piękne historie zostaną ze mną na zawsze.
W mijającym właśnie sezonie turystycznym wynajmowałem mieszkanie dla turystów za pomocą popularnego serwisu noclegowego. Pośród wszystkich przyjezdnych zdarzali się różni ludzie: pozytywni, neutralni i negatywni. Wyznanie będzie o tych ostatnich, bo ich kreatywność w wymyślaniu różnych spraw mnie powaliła. I co ważne: w 3/4 negatywni byli zza granicy, a Polacy dawali radę (pomimo famy cebuli płynącej).
1. W ofercie było zaznaczone, że nie ma żadnych posiłków. Turyści z jednej rezerwacji następnego dnia po przyjeździe dzwonili, gdzie jest ich śniadanie. Na nic się zdały tłumaczenia, że dotyczy ich oferta i śniadań nie będzie – zadzwonili do operatora systemu rezerwacji z reklamacją, że wynajmujący nie wywiązuje się z umowy. Jakież musiało być ich zaskoczenie, gdy otrzymali informację, że w ofercie faktycznie NIGDY nie było żadnych posiłków, więc reklamacji nie przyjmą. Przy wyjeździe nie nawiązali w ogóle do tej sytuacji, wyjechali za to obrażeni.
2. Standardem było zbieranie po całym (!) mieszkaniu walających się śmieci, niezależnie ile trwał pobyt. Rekord śmieci: cztery worki 60 l po czterech dniach rezerwacji.
3. Jedna rezerwacja do tego stopnia nie dbała o czystość, że nawet nie spuściła po sobie wody w toalecie...
4. Na wstępie każda rezerwacja miała w pakiecie kilka papierów toaletowych, worków na śmieci, wody, ciastek itp. O ile Polacy jak nie zużyli, to zostawiali, ale zagraniczni nie mogli sobie odpuścić – brali wszystko jak leci... Do tego stopnia, że poginęły nawet noże do krojenia, sztućce, naczynia czy ręczniki.
5. Mieszkanie znajduje się na 10. piętrze. Jedynym pomieszczeniem, które nie miało rolety, była kuchnia. Turyści czuli się inwigilowani – stwierdzili, że sąsiad z budynku obok z trzeciego piętra spędza czas na obserwowaniu otoczenia i na pewno oni są głównym powodem jego obserwacji.
6. W kwestii rozliczenia zawsze działał jeden schemat: im ktoś mniej zapłacił (promocja, last minute, itp.), tym bardziej narzekał na to, jak dużo musiał zapłacić.
7. Niestety nie odebrałem telefonu... Oczywiście od razu napisałem SMS-a, że oddzwonię w wolnej chwili. Na nic się to zdało, bo pan dzwonił dalej i dalej... A później w trakcie rozmowy oczywiście nastąpiło wypominanie, że mogłem chociaż SMS-a napisać, że skontaktuję się później.
...można by było wymieniać jeszcze bardzo dużo, ale chyba to były jedne z bardziej sztandarowych przykładów. Oczywiście najbardziej hejtowali w ocenach noclegu ci, którzy nie doczytali oferty i spodziewali się czegoś innego, niż było w opisie... Tak więc oceny nie zawsze są miarodajne.
Złota porada: jeśli będziecie wynajmować noclegi pamiętajcie, że zawsze po drugiej stronie też są normalni ludzie chętni do współpracy. Często kultura osobista i bycie miłym może komuś usprawnić życie... I również Wam się opłacić – sam czasem bardzo szedłem na rękę osobom kulturalnym.
Mam psa rasy Husky, który wabi się Demon. Mam też siostrę Dominikę w wieku 6 lat.
Pewnego dnia moja siostra będąc w szkole na religii, opowiedziała księdzu, że nie mogła spać, bo Demon cala noc wył, bo zrobił coś złego. Szkoda, że siostra nie dodała, że Demon to pies...
Tego samego dnia mieliśmy wizytę księdza. Wypytał, czy u nas wszystko dobrze i opowiedział, co usłyszał od Dominiki. Wytłumaczyłam mu, że Demon to mój pies, który ganiał kury i za karę był zamknięty w kojcu i wył całą noc. Koniec końców i tak poświęcił nam dom, tak w razie czego :D
Dodaj anonimowe wyznanie