#83kOJ
Mam narzeczoną, bardzo ją kocham, zgadzamy się niemal we wszystkim, robimy wszystko razem, każdy uważa, że idealna z nas para. Jest tylko jeden problem, przez który nawet zaczynam się zastanawiać, czy nie odejść i przez który ostatnio ciągle się kłócimy.
Otóż ja zawsze chciałem mieć dużą rodzinę. Za młodu opiekowałem się rodzeństwem, sam wychowałem się w większej rodzinie, natomiast ona nie chce mieć dzieci wcale. Myślałem, że boi się porodu, więc zasugerowałem adopcję, ale nie! Ona po prostu nie chce MIEĆ dzieci. Twierdzi, że to nie tak, że ona nie lubi dzieci, ona po prostu nie chce, żeby były. Uważa, że to niepotrzebny wydatek, masa roboty, a ona ma ze mną inne plany na przyszłość, tj. być razem, podróżować razem, pracować razem, bawić się razem, dzielić smutki razem, zestarzeć się razem i umrzeć razem bez udziału osób trzecich, nawet dzieci.
I zanim powiecie, że mogłem o to zapytać wcześniej... No nie bardzo. My z narzeczoną znamy się od dziecka. Nawet nie zauważyliśmy kiedy to się stało, że zaczęliśmy być ze sobą tak blisko. Zawsze mówiła, że lubi dzieci, poza tym 15-latek (bo wtedy staliśmy się oficjalnie parą) raczej nie myśli jeszcze o takich rzeczach. No... Dzieci lubi, ale nie chce mieć. Na jedno też się nie zgadza, a ja nie mam zamiaru chować jej środków antykoncepcyjnych czy przebijać prezerwatyw, bo to nie o to chodzi. Kocham ją, dlatego tego nie zrobię. Jednak dzieci to coś, na czym zależy mi bardzo, dlatego powoli rozważam odejście, gdyż od półtora roku żadne rozmowy nie przynoszą efektu, tylko kłótnie typu "ale ja chcę być TYLKO z tobą!".
Czy jestem samolubny? Nie wiem, mam straszliwe wyrzuty sumienia, że w ogóle przez "takie coś" chcę odejść, ale z drugiej strony duża rodzina to moje największe marzenie, wiedziała o tym praktycznie od początku. Rozmawiałem z nią dokładnie o wszystkim. Czy się boi, że nie będzie dobrą matką, czy boi się porodu itd. Nie. Ona zwyczajnie nie chce. No a ja jej nie zmuszę, bo nie mam takiego prawa, ani nawet bym nie chciał jej zmuszać do czegoś takiego, bo to jednak niezwykle ważna życiowa decyzja. Pytałem o rady rodzinę, bliskich przyjaciół, ale zwykle słyszałem tylko "namów ją na dzieci, to taka fajna dziewczyna, co będziesz innej szukał", ale ona się nie da namówić, a nie chcę nic robić na siłę. Dlatego postanowiłem, że porozmawiam z nią dzisiaj dokładnie o tym, jak się czuję i że rozważam odejście. Nie wiem, czy dobrze robię, nie wiem, jak to się skończy i boję się tej rozmowy jak diabli. I jest mi bardzo przykro, gdyż pół życia myślałem, że będę miał z nią wspaniałą rodzinę... A tu półtora roku temu, jak zacząłem temat na poważnie, usłyszałem od razu "nie", a wcześniej temat był luźny i nie było sprzeciwów, tylko coś w stylu "zobaczymy".
Życzcie mi powodzenia.
Nie ma sensu jej namawiać. Nie znaczy nie. Chyba faktycznie najlepszym wyjsciem bedzie tutaj rozstanie.
Nie widzę kompromisów w takiej podstawowej kwestii na temat przyszłości.
Nie wspomniałeś ile macie lat. W wieku naście poczucie na temat dzieci może się bardzo zmienić, ze względu na dojrzewanie. Ale jeśli jest już ustabilizowaną kobietą... to jest to poważny konflikt interesów życiowych
Okolice 30+ ponieważ pisał "pół życia myślałem, że będę miał z nią wspaniałą rodzinę.." a jest z nią od 15 roku życia.
to jest jeden z niewielu bezdyskusyjnych powodów do zakończenia związku. liczenie na łut szczęścia, że "jej się odwidzi" albo trucie tyłka tak długo, aż dla świętego spokoju się zgodzi i urodzi niechciane dziecko to pomyłka.
tutaj ty musisz wybrać - albo ona, albo twoje marzenia. zastanów się dobrze, bo kompromis jest niemożliwy.
Nie, nie jesteś samolubny, to jest kluczowa kwestia i taka w której ciężko się idzie na kompromisy.
Daj znac jak poszlo! ;)
Bez wyrzutów sumienia możecie się rozstać. Nie namawiaj, nie nacjskaj. Jezeli ona tego nie chce a zrobilaby dla ciebie to znienawidzi i ciebie i dzieciaka.
Dziwię się, że się oświadczyłes wiedząc to lub wcale o to nie pytając... W każdym razie ja uwazam to za ogromna przeszkodę. Sama chciałabym miec dzieci i jakby wyszlo (ja bym do takiej nieścisłości nie do dopuściła), ze mój narzeczony nie chce mieć dzieci to chyba nie zdecydowałabym sie wyjść za niego. Uważam, ze każdy ma prawo do własnych decyzji i jesli nie chcesz mieć dziewczyny, ktora je truskawki, to masz do tego święte prawo. Dzieci to w ogole kluczowy temat. Zastanow sie czy ona wiedziała wcześniej, ze chcesz dzieci i po prostu tego nie zataila. Po tylu latach razem powinniście się znac na wylot. Życzę mądrych decyzji.
może też dopuszczała myśl, że się jej odwidzi, bo jest jeszcze młoda i ma inne priorytety, po czym kiedy lata mijały a chęć posiadania potomstwa się nie pojawiała, stwierdziła, że najwyraźniej tak już zostanie? ze strony dziewczyny wszystko jest jasne - wczesniej się wahała, teraz określiła się na "nie". uczciwie.
chlef123 tu akurat możesz mieć rację. O tym nie pomyślałam.
Inne wartości. Odejdź i bądź szczęśliwy
Nie jesteś samolubny, bo właśnie szanujesz jej decyzję i nie chcesz zmuszać na siłę. Gdybym była na Twoim miejscu, to bym odeszła, bo z czasem ten brak spełnienia marzenia zacząłby doskwierać, bo jednak posiadanie rodziny, to jedno z tych marzeń, gdzie nie ma 'zamiennika'.
Ciekawe czy jeżeli odejdziesz, to ona będzie tak samo wyrozumiała wobec Ciebie i uszanuje Twoją decyzję.
Daj znać jak poszło