#Owmf2

Ostatnio, wracając z miasta do domu autobusem, wyciągnęłam szkicownik i zaczęłam rysować, jak to zwykle robię podczas dłuższych podróży. Ponieważ uwielbiam czytać fantastykę, a jeszcze bardziej lubię rysować fantastyczne istoty, zaczęłam rysować elfy, demony i inne takie.

Gdy byłam zagłębiona w szkicowaniu, tuż za moim uchem uniósł się pełen oburzenia kobiecy głos, że "co ja sobie myślę, rysując szatany, magię i inne takie, toż to dobrego chrześcijanina niegodne!" I cały wywód o tym, co wypada, a co nie. Odwracam się, a tam poczerwieniała z wściekłości kobieta w wieku dopiero co emerytalnym. Zignorowałam ją, ale kiedy ta sama babka wyrwała mi mój szkicownik z rąk i próbowała go podrzeć, to ostro się wkurzyłam.

Co było dalej, to nieistotne, powiem tylko, że szkicownik odzyskałam. Nurtuje mnie tylko jedno pytanie...

Piczka, czy to ty?

#oex1z

Była nas szóstka, trzy pary. Przyjaźniliśmy się, spędzaliśmy razem wakacje, majówki, grille, długie weekendy, jak nie u jednych to u drugich to u trzecich. Żyliśmy ze sobą jak rodzina. Przyzwyczailiśmy się do tego, że jedna z par była naiwna do tego stopnia, że można było im sprzedać popiół mówiąc że jak się poleje wodą to znów się zrobi węgiel. Każdy miał jakieś wady, ale byliśmy swoi, dla siebie, zawsze w kupie.

No i o tej jednej parze będzie. Uważaliśmy ich trochę za swoje dzieci, ponieważ wszyscy, cała szóstka, byliśmy w podobnym wieku, a mimo to ta dwójka potrzebowała wiecznie z czymś pomocy, rady, czy wpadali na totalnie odjechane pomysły, które im odradzaliśmy, oczywiście argumentując dlaczego to zły pomysł. Pomysły te to były m.in. inwestycja w kryptowaluty, gdy były na górce, ściąganie aut z USA i odsprzedaż w Polsce, zakup najdroższej możliwej zastawy stołowej na własne wesele, by później próbować robić interes na jej wypożyczaniu. Z rzeczy poza zarobkowych, to słuchanie wszelkich guru internetowych w zakresie odchudzania, katowanie się dietami cud, ograniczanie wszystkiego poza wodą i roślinami. Za każdym razem kończyło się słowami "a nie mówiłam/em" ze strony pozostałej czwórki.

Tak sobie trwaliśmy z naszymi dziećmi, aż poznaliśmy kolejną parę. Ona - psycholog, on - kierownik wyższego szczebla. Wpasowali nam na początku w towarzystwo i grono powiększyło się do 8 osób. Nasi nowi znajomi, państwo hop do przodu wykazywali zupełnie inne podejście do ryzyka finansowego i dziwnych pomysłów naszych wieloletnich przyjaciół i za każdym kolejnym nietrafionym pomysłem oni ich dopingowali. Dacie radę! Świetny pomysł! Zdanie naszej czwórki przestało mieć znaczenie, pani psycholog zdiagnozowała nas jako toksycznych narcyzów, zazdrosnych małych ludzi, a jej mąż stwierdził, że bez ryzyka nikt sie nie dorobił, biznes to ciągła inwestycja i ryzyko straty, tylko ci co ryzykują potem wznoszą ręce w geście zwycięstwa, coachowe powiedzonka, you can do it, sky is the limit.

Zostaliśmy odepchnięci od towarzystwa, no bo jak to, czwórka zazdrośników na etacie, mali ludzie pracujący na kogoś, nie ryzykujemy, nie inwestujemy, nie rozwijamy się.

Po pół roku nasze byłe dzieci przepieprzyły większość oszczędności i jeden samochód. Poszli w grę na giełdzie i kryptowaluty do tego stopnia, że dziś na obiady jeżdżą do rodziców. Z nami dalej nie chcą utrzymywać kontaktu, bo to rzekomo my zapeszyliśmy ich inwestycje. Nowi znajomi - urwali kontakt z naszymi dzieciakami, z nami, stwierdzili że towarzystwo jest toksyczne, oschłe, małomiasteczkowe, nierozważne...

A nasza czwórka dalej sobie żyje, wspomina piękne czasy kiedy była nas szóstka i zastanawia się co poszło nie tak. Wystarczyło trochę własnego rozumu.

#dWPgt

Miesiąc temu odszedł mój (a w zasadzie rodzinny) pies. Wydało mi się, że nieźle się po tym pozbierałam, bo od dłuższego czasu był schorowany i miał już swoje lata.
Ostatnio uświadomiłam sobie, że był on jedynym stworzeniem, które rzeczywiście cieszyło się na mój widok i brakuje mi go o wiele bardziej...

Nie mam obecnie możliwości przygarnięcia kolejnego.

#ap6y5

Wczoraj podczas oglądania filmu, bawiłam się gumą do żucia, wyciągając ją z ust i robiąc z niej "nitki". Nagle poczułam między zębami jak coś chrupnęło. Myślałam, że ukruszył mi się ząb, ale to co zobaczyłam po wyjęciu gumy było po prostu obrzydliwe. Okazało się, że przykleiła się tam jakaś paskudna mucha 😱 Od razu odechciało mi się zarówno żucia gumy jak i oglądania filmu...

#fSUOP

Wyznanie, które niedawno tutaj przeczytałam, przypomniało mi coś, co chciałam tutaj opisać.

Miesiąc temu, albo i dawniej, moja koleżanka zaprosiła mnie do siebie. Miałyśmy obejrzeć razem film, pogadać - po prostu spędzić razem czas.

Siedziałyśmy w jej pokoju, i już mieliśmy zamiar włączyć laptopa żeby znaleźć w necie film, gdy nagle moją koleżankę zawołała po coś mama. Wychodząc z pokoju, rzuciła mi tylko, żebym sama znalazła coś do obejrzenia.

Włączyłam laptopa, który był najwyraźniej tylko uśpiony, bo moim oczom ukazała się otwarta karta na której były anonimowe!

Pamiętam, że zdziwiłam się, że ktoś z moich znajomych czyta na tej stronie.

Nagle mój wzrok padł na nick i to co zobaczyłam nieźle mnie zszokowało!

Otóż moim oczom ukazał się nick jednego z najbardziej rozpoznawalnych trolli na anonimowych! Patrzyłam przez chwilę, nie dowierzając. Kasia? Ona, miła, normalna nastolatka w wolnych chwilach bawi się w trolla?

Z ciekawości weszłam w komentarze. Większość z nich kojarzyłam, bo ja sama odpowiadałam na prowokacyjne teksty mojej koleżanki.

Potem zamknęłam stronę i wciąż w szoku zaczęłam szukać filmu, więc mnie nie przyłapała.

Zastanawiam się, czy to przeczyta :D

#zqEHc

Mój ojciec zajmuje się medycyną.
Kilka tygodni temu miał wezwanie do domu, w którym panowała gruźlica, więc po wszystkim zarówno on, jak i jego kolega postanowili przejść przez rutynowe prześwietlenie płuc w celu sprawdzenia czy wszystko okej.

Tydzień później dotarły wyniki - tata zdrowy, a jego kolega... cóż. Czwarte stadium raka płuc. Gdyby nie poddał się prześwietleniu, jego śmierć byłaby kwestią czasu.

#v3S1Q

ZAZDROSZCZĘ...

Zazdroszczę ludziom, którzy mają dobry kontakt z rodzicami i rodziną. Zazdroszczę im tego, że mają przynajmniej jedną osobę, z którą mogą porozmawiać o wszystkim bez żadnych pretensji. Zazdroszczę im również tego, że mogą mieć chwilę dla siebie, nawet te kilka minut, by odetchnąć. Że mogą żyć w normalnych warunkach, nie myśląc o tym, że miejsce, w którym są, za niedługo się rozpadnie. Zazdroszczę im zdrowia, uśmiechu i bezpieczeństwa... 


Jest sporo tego, bo nie doznałam w całym swoim życiu ani prawdziwej miłości, ani spokoju, ani wysłuchania czy zrozumienia.

#O4BSd

Od czasu do czasu śni mi się szkoła (mam 28 lat). Zawsze gdy śni mi się szkoła, śnią mi się nauczyciele, których najbardziej się bałem. W snach mam masę jedynek i wiele zagrożeń, z których się nie wygrzebuję. Walczę o możliwość poprawy jedynek, chodzę i proszę nauczycielki o szansę napisania poprawki sprawdzianu lub dodatkową odpowiedź ustną, aby zdobyć lepszą ocenę. To przerażające, jak chodzenie do szkoły zbudowało we mnie największe koszmary senne. Gdy przypominam sobie lekcje fizyki, matematyki, polskiego, angielskiego, chemii, geografii i niemieckiego w gimnazjum i technikum, chce mi się płakać. Towarzyszył mi ciągły strach i niepokój związany z dostaniem kolejnej niedostatecznej oceny, wywołaniem do tablicy i ośmieszeniem mojej osoby przez błędne odpowiedzi i żarty nauczycielki na mój temat (np. że nic nie umiem, bo mnie zasypał śnieg, który padał w nocy – to były żarty nauczycieli w mojej szkole). Jestem w szoku, jak dziecko w wieku 14-18 lat może żyć z takim strachem 5 dni w tygodniu i nie umrzeć z przerażenia. Wiecie, jakie szczęście odczuwałem, gdy przychodził piątek i zawył ostatni dzwonek? Byłem tak szczęśliwy, że unosiłem się nad ziemią. 

Mam nadzieję, że ta stara gwardia nauczycieli w końcu odejdzie na emeryturę, a nowi nauczyciele będą bardziej wyrozumiali i pomocni dla młodego pokolenia.

#Kz4j3

Moja rodzina jest cudowna, choć trochę stuknięta, ale kochamy się wszyscy mimo to. Mówili mi, że jeśli rzucę studia, najpewniej już nigdy nie zacznę kolejnych, radzili, żebym starała się skończyć te, na których jestem, i zdobyć „ten papier”, który, bądźmy szczerzy, ułatwia życie.


Mimo wszystko studia rzuciłam po 1,5 roku, zrezygnowałam też z Erasmusa w trakcie jego trwania i wróciłam do domu. Stało się to wszystko niespełna 8 miesięcy temu, a ja, nie dość że zarobiłam w tym czasie trochę grosza i porządnie ogarnęłam życie, to jeszcze w październiku zaczynam nowe studia.


Jestem z siebie cholernie dumna :))
Dodaj anonimowe wyznanie