#7tEz2

Jako nastolatka (12, może 13 lat) dostałam w końcu na własność wyczekanego laptopa z dostępem do netu. To były początki lat 2000, przepadłam na internetowych czatach, na których nigdy nie brakowało towarzystwa (ale i szerokiej gamy zboków). Dzięki czatowi poznałam sporo naprawdę ciekawych osób. Zawieranie internetowych znajomości przychodziło mi bez większego wysiłku, chętnie przenosiłam je do reala, ale zawsze z dużą gamą ostrożności. Niektóre z tych znajomości przetrwały do dziś, chociaż czas i odległość zacierają więzi.

W czasie, w którym codziennie można było mnie spotkać na czacie, swoją premierę w „Mam Talent” miał pewien artysta, który wygrał tamtą edycję i do tej pory całkiem nieźle mu idzie. Zanim pojawił się na castingu w tv, ktoś (podejrzewam kto) całkiem sprawnie się pod niego podszywał na owym czacie. Został naszym kompanem codziennych rozmów, wzbudził zaufanie, a w dniu, w którym pierwszy raz zobaczyliśmy „go” na castingu – wszyscy przepadliśmy. Myślę, że niektórzy już wtedy zdążyli domyślić się, że to była ściema, ale ja chyba byłam wtedy na to za głupia, zbyt naiwna, i pognałam na jego koncert (bo czatowaliśmy przez niemal cały okres trwania tamtej edycji programu). Im bliżej koncertu, w którym udział hucznie zapowiedziałam na czacie, tym więcej kwachu z jego strony. Koniec końców na chwilę przed dobrze się pokłóciliśmy.

I teraz wyobraźcie sobie, kiedy po koncercie stoję w kolejce, żeby się przywitać, cały czas mam skruszoną minę, artysta patrzy na mnie z daleka i nie wie, o co kaman. Przychodzi moja kolej – przytulam się i przepraszam za swoje zachowanie, a w odpowiedzi słyszę: „Ale ja cię nie znam...” i WTF na jego twarzy. W życiu nie przytrafiło mi się nic bardziej żenującego. Spaliłam buraka i do tej pory, jak o tym pomyślę, po prostu chciałabym zapaść się pod ziemię.

Pozdrawiam użytkowników tamtego czata i choć celowo nie podaję, który konkretnie mam na myśli, to ta sytuacja z pewnością podpowie niektórym z was, kim jestem. Ot historia, przez którą będzie mi już wstyd do końca życia.
I ten wyraz jego twarzy – MASAKRA.
Dodaj anonimowe wyznanie