Wyskoczyłem sobie wczoraj z dziewczyną i przyjaciółmi do galerii. Wszystko zapowiadało się na fajny dzień ze świetnym zakończeniem... Owszem, zakończenie było świetne. Będąc w sklepie z elektroniką posprzeczałem się trochę ze swoją dziewczyną i tak bywa, że trzeba przeprosić. Gdy wychodziliśmy z tego sklepu przytuliłem ją i nagle stało się coś nieoczekiwanego. Poczułem jakby moja noga się w coś zaplątała. Jak to zwykle ja, szarpnąłem dość mocno nogą, żeby się uwolnić. W taki oto sposób... kopnąłem dziecko.
Na szczęście nic się nie stało, pomogłem małemu wstać i porozmawiałem z jego mamą. Śmiała się, że jestem bardziej przestraszony niż on.
Dodaj anonimowe wyznanie
Po przeczytaniu "sklep z elektroniką" myślałam, że zaplątałeś się w jakiś kabel, pociagnąłeś go i zrzuciłeś jakieś urządzenie...
Ja też
na szczęście wszystkie markety ubezpieczają swój towar przed takimi wypadkami i nie trzeba za to płacić - niestety niektórzy nie wiedzą o tym i pracownicy potrafią im wcisnąć kit, by zapłacili. :/
też o tym pomyślałam ?
Jedynie mógł zaplątać się w przewód. Kable to idą w ziemi :)
ahahahaha, wygrales :D
Dziecko ci i się przyplątało xD
Brawo Ty :D
Brawo ja!
Od razu przed oczami stanęła mi twarz Andrzeja Wrony :P
Mojemu chłopakowi przytrafiła się podobna sytuacja. Szedł dość szybkim krokiem wzdłuż deptaka. Jakieś dziecko biegało sobie beztrosko i nagle wleciało mu pod nogi. Jakoś pech chciał że idealnie naszło mu na rozpędzone kolano...łojejku - jak daleko poleciało! A jak płakało!
Dzięki bogu rodzice nie mieli pretensji, a mój chłopak nie tłumacząc się zbytnio przeprosił i uciekł.
Do tej pory unika biegających dzieci :-D