#7ohGb
Nie mam problemu z kontaktem fizycznym z innymi ludźmi. Nie mam takiego problemu z dziadkami czy innymi członkami rodziny. A moi rodzice są wspaniali, mnóstwo dla mnie robią, mieszkamy nadal razem (jestem już "zupełnie dorosła"), generalnie ich uwielbiam, lubię spędzać z nimi czas, cenię ich jako osoby. Zawsze byli dla mnie dobrzy, nigdy niczego mi nie brakowało, ale też nie byłam rozpieszczona i wyrosłam na dobrego człowieka, otwartego na innych. Są też osobami, którymi mogę się wręcz pochwalić przed przyjaciółmi, zresztą wszyscy moi znajomi ich uwielbiają.
Na festiwalach często chodzę z tabliczką "Free hugs" i nie robi mi różnicy, czy przytuli mnie chłopak czy dziewczyna, dziecko czy dorosły, ktoś bardzo zadbany czy nawet jakiś pijaczek, od którego trochę śmierdzi.
A rodziców przytulać nie umiem. Kiedy mama mnie zaczepia, mimowolnie się odsuwam. Kiedy tato chce mnie przytulić, ja muszę się do tego zmuszać. W jakiś sposób mnie to... obrzydza, jakkolwiek okrutnie to brzmi.
Jestem bardzo spokojną osobą, prawie nigdy z nikim się nie kłócę, bardzo ciężko wyprowadzić mnie z równowagi (choć pozytywne odczucia działają wręcz odwrotnie, potrafię się cieszyć bardzo małymi rzeczami i wzruszać drobnostkami) - ale rodzicielski dotyk jest do tego zdolny, coś się we mnie wtedy gotuje. I nie mam na to innego wyjaśnienia niż "Taka już jestem", nie wiem, kiedy to się zaczęło, i nie umiem sobie wyobrazić, żeby miało się zmienić.
Mam podobnie z młodszym bratem, ale to raczej dlatego, że jak byłam mała, co chwilę mnie przytulał, aż zaczęłam go (i przytulania) nienawidzić.
mam dokladnie to samo :x
Ja mam coś ciut podobnego. Znaczy się lubię, a nawet bardzo lubię czasem się przytulić do rodziców (też nie za często, ale działa to na mnie bardzo kojąco, gdy jestem zdenerwowana, czt smutna), ale czasem mam wrażenie, że nie traktuję ich, jak rodziców. W sensie... Nazywam ich "mamą i tatą", bardzo szanuję, skoczyłabym za nimi w ogień, jednak mam wrażenie, że nasze relacje przypominają bardziej bardzo bliskich przyjaciół, zwłaszcza patrząc na to, że ja mam 23 lata, męża, córkę i mieszkamy osobno, między mną i rodzicami jest w sumie "tylko" 20 lat różnicy i mam dwie małe siostry, które mają 7 i 5 lat. Teraz, gdy przychodzę do nich często czuję się, jak u najlepszej przyjaciółki na kawie, chociaż dziewczyny traktuję na pół jak matka (chociaż rodzice sami świetnie sobie dają sami radę, to chyba różnica wieku tak na mnie podziałała) na pół jak starsza siostra. Nie mówię, że ta relacja jest jakaś zła, patologiczna, czy coś, bo mimo wszystko jest wspaniała i bardzo dobrze nam się w niej funkcjonuje, ale nie wiem do końca, czy to normalne... Że nie czuję tego samego autorytetu wobec nich, co kiedyś, gdy byłam chociażby nastolatką. Może to dojrzewanie, czy coś... Nie wiem, musiałam się komuś "poskarżyć". 😓
Też tak mam. Nie mam problemu z przytuleniem znajomych, ale jeśli jest to ktoś z rodziny, mimowolnie cała sztywnieję i się powoli odsuwam. Swoją drogą ciekawe z czego to wynika.
Ja też ogólnie nie lubię przytulasów od rodziny i nawet bliższych przyjaciół. Siostra się lubi przytulać, więc jak przyjedzie zza granicy daję się jej uściskom, spontanicznym przytulaniom, żeby nie robić jej przykrości, natomiast nie lubię, jak brat się tak zachowuje, bo mnie to irytuje i ja go wolę po prostu klepnąć przyjacielsko w plecy, z rodzicami jak chcę mieć "bliższy" kontakt to siedzę po prostu ramię w ramię z nimi i sobie gadamy. Babcie ja sama przytulam, widząc ich kruchość, natomiast limitów na przytulenie nie ma mój chłopak.
Mnie nawet przy takim siedzeniu z rodzicami ramię w ramię jest w jakiś sposób nieprzyjemnie, nie tylko przy przytulaniu.
Kiedy raz na rok odwiedzam swojego ojca za granicą, każde smyrnięcie naszych nóg, ramion czy czegokolwiek wywołuje we mnie aż taki wstrząs ciała. Zawsze usprawiedliwiam to mówiąc, że jest mi zimno. Ale z mamą tak nie mam.
Też mam podobnie
Ja też się kocham przytulać. Jak idę do pracy to przytulam Mamę. Tata nie chce i mi tylko przybija piątkę. W drodze do pracy za każdym razem przez to płacze...
Coś kiedyś czytałam że to jest dosyć naturalne bo to rodzice i nie myślisz o nich jak o innych ludziach tylko jak o rodzinie xd bo dziadkowie to już dalsza jakby nie było
A myślałam, że tylko ja tak mam...