Będąc ostatnio w sklepie z zielonym zwierzątkiem w nazwie, kupiłem dwa napoje. Miałem zapłacić 6 zł, dałem 20 zł i czekam na resztę. Upłynęło chyba z 30 sekund, zanim kasjerka zaczęła wydawać mi resztę. Okazało się, że wpisała w kasie, iż dałem 50 zł. Przez ten czas myślała, ile powinna wydać.
W końcu dała mi 4 zł i pyta: Jest OK?
Mówię, że jeszcze dycha, a ona: A tak, przepraszam, bo źle mi się wpisało na kasie.
Widać prosta matematyka się na coś przydaje.
Dodaj anonimowe wyznanie
Miałam w pracy koleżankę która nagminnie źle wypisywała kwotę na kasie, po tym jak 5 raz jednego dnia mnie zawołała z prośbą o pomoc przy liczeniu od następnego dnia przy kasie leżał kalkulator.
Sytuacja również w małym sklepie. Kupuję jedzenie na grilla u brata. Białe kiełbasy, chleb, karkówka, ketchup, musztarda itp. naliczyłem sobie 47zł, takie przyzwyczajenie. Kupuję a kasjerka mówi 62 zł płacę dostaję paragon patrzę a na paragonie dodatkowo 3 gorące psy i 2 butelki coli 2L. Mówię do sprzedawczyni że tego nie zamawiałem a ona ,,Oj przepraszam pomyliłam się''. Ja proszę o oddanie moich pieniążków, ona ,,Nie da rady to już jest wbite w utarg i nie mogę panu oddać'' Jak to pani nie może... na co ona przerywa mi mówiąc człowieku jak ci się nie podoba to dzwoń na policję ja ci pieniędzy nie oddam. No troszkę się zdziwiła jak wyciągnąłem odznakę, okazało się potem że nie tylko mnie oszukała na szczęście wszystko było nagrane przez kamerę nawet z dźwiękiem.
Mi, kiedy pracowałam w Żabce, szef kazał takie coś "na wypłatę" robić. Zapisywałam, czy mówiłam mu, że się "walnęłam" i wszystko było spoko, bez żadnego manka. 😀
W Gdyni na Bosmańskiej przy rondzie rżną klientów na potęgę dokładnie w taki sam sposób
U nas w Delikutasach Centrum ostatnio chcieli zrobić w wała mojego męża. Ekspedientka myślała, że jak facet i dodatkowo z wyglądem nastolatka to nie skapnie się, że kilka plasterków krakowskiej wcale nie kosztuje 29 złotych. I to nie pierwszy przypadek w tym konkretnym punkcie. Koleżanki mojej mamy często wychodzą z paragonem, gdzie mają naliczone produkty, których nie kupiły.
To chyba w każdych Delikutasach próbują robić głupków z łodzi kupujących wędlinę! W mojej miejscowości mają krajalnice tak nastawioną że jeden plasterek ma 3-4mm. Czyli jak kiedyś kupiłam 19 plasterków szynki, to wykazało mi około pół kg. Od tamtej pory zakupy robię w konkurencjim tylko raz miałam sytuację że w sąsiednim sklepie braki kiełbasy na grilla i musiałam iść do Delikutasów. Wzięłam 2 pętka, podziękowałam i za chwilę musiałam oddać kiełbasę bo cała była obslizgła i śmierdziała- a sprzedawczyni powiedziała tylko że przyjmie zwrot ale wcale nie rozumie dlaczego mi kiełbasa nie pasuje- przecież " ona taka jest"
A ja wierzę. To był mały sklep, może jej i postanowiła oszukiwać klientów na takie nieduże kwoty - pewnie część się nie zorientowało, a części mówiła, że nie może oddać i niech dzwonią na policję. A że nikomu nie chce się użerać z policją o parę złotych, to pewnie zazwyczaj ludzie odpuszczali. A ona tym sposobem wiele mogła zyskać co miesiąc, jeśli na każdym kliencie około 10 złotych.
@Aleksandrowska987
Dosyc dziwna sytuacja, pracuje w markecie z kwiatkiem w logo i różnica między plasterkiem 1mm (Jest to standardowy rozmiar) a 4mm jest bardzo duża, nie wiem jaki sprzedawca by się odważył komukolwiek takiego rozmiaru plastry sprzedać bez uprzedniej zgody klienta. Ogółem następnym razem po prostu nie przyjmij wędliny i poproś o pokrojenie cieniej, pamiętaj masz do tego prawo. Sprzedawca nie może Ci odmówić zwrotu ponieważ wtedy złamłby Vademecum Stoiska Mięsnego.
Brzmi jak super instant karma 😁 Chciałabym zobaczyć jej minę
A potem się obudziles, wyłączyłeś gta i wróciłeś do polskich realiów, nad Wisłe gdzie nagrywanie dźwięku w nagraniach z monitoringu jest nielegalne xd
Aleksandrowska "delikutasów" autokorekta chyba Ci psikusa robi :)
Herbatka, ale ty tak serio? :D
Jako osoba, ktora pracowala w sklepie powiem, ze na bank nie liczyla ile ma wydac, tylko przez swoja pomylke zapomniala ile jej faktycznie dales:)
Też pracowałam w sklepie, przez pierwsze 3 dni nie umiałam dodawać i odejmować ze stresu. Zdarzyło się, że wydałam 100zl za dużo. Zapamiętanie, gdzie leży dany produkt, podanie go, wbicie ceny i kodu (Nie na każdym produkcie były napisane, bo stare pracownice pamiętały) potem wydawanie, w mędzyczasie tłumaczenie tego klientowi. Ludzie trochę zrozumienia...
Czasem człowiek jest tak zmęczony, że wszystko mu się miesza. Ja sama kilka razy złapałam zwiechę na kasie, albo zapytałam ludzi, czy życzą sobie frytki do tego keczupu XD
Jeżeli nikt nigdy nie robił na kasie, to cóż... Łatwo jest się pośmiać. Ja nie jestem słaba z matmy, mam ścisły umysł. Podczas studiów na polonistów dorabiałam na kasie. Praca to nie tylko stanie na kasie, ale też wykładanie towarów i magazyn. Mimo świetnych wyników na uczelnii, całkowania i różniczkowania na zajęciach, to podczas pracy nie potrafiłam dodawać i odejmować, bo czasami po kilku godzinach pracy mózg się wyłączał. Zwłaszcz jak ktoś przyszedł wieczorem albo rano. Rano nocna zmiana kończy, a wieczorem kończy dzienna, w tych godzinach miałam trudność z odpowiedzeniem na pytanie o moje imię, a dwa plus dwa to ziemniak.
Nie zawsze jest tak że za kasą jest ktoś kto nie potrafi liczyć, ale może być ktoś bardzo zmęczony, albo zestresowany, a za błąd oddaje z pensji. Na studiach nie miałam problemu z liczeniem pochodnych, średnich, czy innych, w sklepie za kasą... Ziemniak
Czasem po zejściu ze zmiany, nie wiedziałem jak się nazywam, więc rozumiem zamotanie kasjerki.
Nawet słońce miewa czasem zaćmienie. Każdemu może się zdarzyć zamotanie i to nie jest temat na anonimowe.
Nierozumiempytania, nie rozumiesz również odpowiedzi.
To bida tak mońców nie odróżniać
a może była zmęczona?
a sklep to żabka
Ja po pewnym czasie już w ogóle o tym nie myślę. Po wpisaniu na kasie kwoty, którą dostałam, kompletnie o tym zapominam i wydaję po prostu tyle, ile mi pokazuje kasa :D I mimo, że np. w szkole wręcz za dużo rzeczy liczyłam w pamięci, to pod koniec zmiany często po prostu nie odważyłabym się sama tego liczyć, bo już nie ogarniam :D