Rok temu w listopadzie miałam wypadek. Nic strasznego, zwykła stłuczka na drodze, samochód już dawno wyklepany i jeździ, nikomu nic się nie stało, ale... Od pewnego czasu odczuwam duży stres, kiedy pomyślę o jeździe samochodem. Czy to jako kierowca, czy pasażer. Cały czas przed oczami mam wypadki, katastrofy związane z samochodami i tym podobne. Nie wiem, skąd się to wzięło, bo przez pewien czas jeździłam bez żadnego problemu, a wręcz bym powiedziała, że jazda sprawiała mi przyjemność i była rodzajem relaksu. Teraz trzęsę się na myśl o tym, że muszę wsiąść i pojechać, jestem zdenerwowana i długo potem muszę odchorowywać dłuższe drogi.
Najgorsze jest to, że moja praca, przynajmniej dotychczas, opierała się na przemieszaniu między miastami i niestety pociągi czy busy nie wchodzą w grę, z kolei najlepsze jest to, że przynajmniej nie mam wymówki, aby unikać samochodu i staram się przezwyciężać lęk.
Dodaj anonimowe wyznanie
No niestety innej drogi nie ma niż wrócić jak najszybciej za kółko. Rok temu miałam pierwsza stłuczkę w życiu i miałam podobne odczucia, maz wpakował mnie za kierownicę jego samochodu tego samego wieczoru, jak po mnie przyjechał i jestem mu za to wdzięczna. Teraz, rok później nie czuje już żadnego dyskomfortu za kierownica. Nawet mam poczucie, że doświadczyłam stłuczki i świat się nie skończyl, więc boje się trochę mniej