#w7qy4

Opowiem wam jedną z najbardziej żenujących, ale i zabawnych historii w moim 19-letnim życiu.

Otóż parę dobrych lat temu, w dzień świąt Bożego Narodzenia, jedziemy na Wigilię do siostry mojej mamy. Tak się złożyło, że po drodze do mojej cioci i wujka mieszka również rodzina mojego taty. Ogólnie rzecz biorąc, nie utrzymujemy aż tak bardzo bliskich kontaktów, no ale że święta, postanowiliśmy ich odwiedzić
Wiedzieliśmy, że wynajmują oni górne piętro (dolne zajmowała inna rodzina) w takim małym domu. Zatrzymujemy auto na podjeździe i razem z tatą wchodzimy do środka (mama wolała zostać w aucie). Po wejściu powiedzieliśmy: „Dzień dobry” i udaliśmy się od razu na górę, nie zwracając uwagi na to, kim są ci ludzi z dołu, wiedzieliśmy tylko, że mieszka tam sobie jakaś rodzinka, ale nigdy nie było okazji ich poznać. Gdy byliśmy już na piętrze okazało się, że w żadnym pokoju nie ma żywej duszy. No ale ja jako mały chłopiec chciałem jeszcze poszukać i zajrzałem do łazienki, a w niej siedzi na klopie, bez majtek, zupełnie mi obcy facet, któremu wszystko widać. Facet (chyba ze strachu) zerwał się na równe nogi i tylko zdołał wypowiedzieć: „Przepraszam”, niestety nie zasłaniając swoich intymnych części ciała. Podejrzewam, że zareagował tak, bo był już jednym z gości Wigilii, która odbywała się na dole oraz pewne nie spodziewał się żadnego dziecka, gdyż na parterze byli sami dorośli.
My z tatą, jak gdyby nigdy nic, stwierdzając, że dziadków (rodziców taty) nie ma w domu, zeszliśmy na dół i powiedziawszy: „Do widzenia” wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy dalej. Cała akcja trwała może parę minut.

Gdzie tu śmiesznie? To teraz wyobraźcie sobie takową historię z punktu tego mężczyzny.

Idziecie sobie na Wigilię do znajomych, rodziny – obojętnie. Musicie iść za potrzebą do toalety. Nagle do ubikacji wchodzi obcy, kilkuletni chłopiec. Mówi: „Dzień dobry” i wychodzi. Wiedząc, że na przyjęciu nie ma dzieci, pytasz się innych ludzi, kim było to dziecko. W odpowiedzi słyszysz od każdego: „Nie mam pojęcia” :D

PS Potem okazało się, że dziadkowie parę dni wcześniej przeprowadzili się gdzie indziej, zupełnie nas o tym nie informując.

PPS Do dzisiaj nie wiem czemu:
– tak z tatą postąpiliśmy,
– czemu facet załatwiał się w łazience na górze,
– czemu nikt z tych gości nie zapytał się nas, kim my w ogóle jesteśmy!

#6LQly

Kojarzycie ten moment w dzieciństwie, kiedy ogarniacie, że mama jest kobietą, a tata mężczyzną? No właśnie :D

Pewnego pięknego dnia znalazłam jakąś książeczkę z obrazkami. Wzięłam ją za kolorowankę i radośnie kolorowałam, leżąc pod stołem. Ale coś mi nie pasowało... Moja mama zastała mnie gapiącą się usilnie na obrazki nagich ludzi, kminiącą, co jest grane.

I dotarło do mnie. TO CHYBA PENIS! :D

Tak więc, owszem, byłam dumna, że odkryłam największa tajemnicę, jaką skrywają mężczyźni, ale jako mały naukowiec-artysta nie mogłam sobie pozwolić na brak potwierdzenia mojej teorii praktyką.

W skrócie? Jak przechodził koło mnie męski członek (he, he) rodziny w spodniach, łapałam go za penisa.

Mam naiwnie nadzieję, że tego nie pamiętają :D

#1moHc

Lata wyśmiewania, obelg i niezrozumienia. Własna matka była w stanie mi powiedzieć, że spasłam się jak świnia. Mąż też potrafił mi się śmiać w twarz podczas kłótni, że jestem gruba albo wyzywać od leni. Ciągła depresja, brak miesiączki, trudności z zajściem w ciążę, zaczątek wdowiego garbu... No po prostu dramat. Były dni, kiedy nie chciałam wstawać z łóżka, leczyłam się na depresję. Gdy poszłam do ginekologa, powiedział mi, że mam przestać chodzić do McDonalda, to okres mi wróci. Kolejny powtórzył to w mniej dotkliwych słowach. Trzeci postawił diagnozę, że to PCOS i mam brać inozytol, witaminę D i będzie lepiej. Nie było. Miałam za sobą specjalistyczne diety: niskowęglową, Dukana, keto, i wiele, wiele innych. Katowałam się na siłowni, byleby schudnąć, ale naprawdę nic to nie dawało i nikt mi nie chciał wierzyć, że naprawdę się staram, ale nie idzie. Po prostu widziałam tylko dno i trzy metry mułu naokoło.

Co się okazało po tych wszystkich latach?

Guz przysadki mózgowej. Uleczalny. Wycięli mi go i w ciągu roku schudłam, nie mam depresji, miesiączka wróciła. Chodzę na terapię małżeńską z mężem i mamy się powoli dobrze. Lekarz uratował mi życie, pomimo tego, że nie było zagrożone, chociaż myślę, że jeszcze kilka lat i pewnie byłabym w grobie. Od lat miewałam myśli samobójcze. To były tak straszne lata... Wiedziałam, że COŚ mi jest, a każdy mnie odsyłał z kwitkiem i mi nie wierzył. Żaden lekarz. Tylko teksty, że wymyślam, jestem przewrażliwiona, taka moja uroda. Własna rodzina mi nie wierzyła.

Nigdy nie sądziłam, że ucieszy mnie diagnoza guza, ale powiem Wam, że ucieszyła. Bo w końcu wiedziałam, co mi jest. Po prostu jestem przeszczęśliwa.

#4EGsf

Kiedyś myślałem, że w sklepie samoobsługowym nie ma kasjerów, tylko klient sam sobie nabija towar (sam się obsługuje) i wrzuca gdzieś pieniądze, a właściciel co tydzień odwiedza sklep i je zabiera. Tak oto jako czterolatek zaplanowałem napad na pobliski market, w którym mieli mi pomóc tata i babcia. Na miejscu się boleśnie rozczarowałem.

#ceQ2P

W wieku 24 lat oświadczyłem się swojej dziewczynie. Byliśmy razem 5 lat, ale znaliśmy się od dawna, była to moja pierwsza poważna dziewczyna oraz pierwsza partnerka.
Miesiąc przed ślubem, świadek w postaci mojego najlepszego przyjaciela postanowił wyprawić mi niezapomniany wieczór kawalerski. A w sumie bardziej weekend niż wieczór. Nie jest ważne w tej opowieści to, gdzie byliśmy i co robiliśmy, a to, że finalnie postanowiłem, że zerwę zaręczyny oraz nie będę się żenić.
Podczas tego wieczoru pozostałych pięciu facetów bawiło się świetnie, każdy z nich starszy ode mnie, jest w stałym, wieloletnim związku. Opowiadali o swoich relacjach z partnerkami.
Jeden z nich stwierdził, że mógłby wraz ze swoją żoną napaść na bank, objechać cały świat, a gdyby była taka potrzeba, pomogłaby mu schować ciało... Kolejny przyznał, że jego narzeczona nieraz już wyciągała go z głupich sytuacji. Zachwalali, jak bardzo mogą polegać na swoich kobietach. W ciągu trzech dni usłyszałem jeszcze kilka podobnych stwierdzeń. W niewybrednych słowach opowiadali, jakie to ich kobiety są dobre w łóżku, że eksperymentują, bawią się, a przy tym dbają też o nich. Poczułem zazdrość...
Dotarło do mnie, że zostałem zmanipulowany, uświadomiłem sobie, że nie ufam narzeczonej, że ona nie lubi mnie, tylko to, co przeze mnie może dostać lub osiągnąć.
Wróciłem myślami do wszystkich sytuacji, w których wyśmiewała mnie, gdy jakiś mały interes, który próbowałem rozkręcić, mi nie wyszedł. A gdy w końcu zaczęło się kręcić i przynosić zyski, ale i problemy, to nie chciała nawet o nich słyszeć. Nigdy nie przyjechała do mnie, gdy do późna w nocy siedziałem i próbowałem dokończyć pracę, choćby po to, by pogadać albo przywieźć kawę ze stacji. Seks trwał tylko do momentu, aż ona doszła. Nie obchodziło jej, że ja jeszcze nie skończyłem... Potrafiła wstać i wyjść z sypialni, zostawiając mnie samego ze sobą. Czułem upokorzenie wiele razy, gdy przy swoich znajomych wyśmiewała moje rzadkie włosy (genetyki nie oszukasz), czułem smutek, gdy leciała na weekend z koleżanką do ładnego miejsca we Włoszech, oznajmiając mi to tylko, ale nie proponując, bym leciał też.
Po tym weekendzie wróciłem do mojego mieszkania (tak, rodzice bardzo mi pomogli) i oznajmiłem jej, że wraca do rodziców. Że ma zostawić kartę kredytową, pierścionek, spakować się i wyprowadzić. Powiedziałem, że jej nie ufam, że jej nie kocham i że ona na mnie nie zasługuje.

Teraz leżę na łóżku, minęło kilka lat. Czuję, że podjąłem najlepszą decyzję w życiu. Firma jakoś się kręci, pracuję dużo za dużo, ale mam też czas, by polecieć w ładne miejsce we Włoszech. Poznałem kogoś, jesteśmy na najlepszej drodze do szczęśliwego związku i... chyba pierwszy raz, tuż przed trzydziestką, czuję motyle w brzuchu i podniecenie na samą myśl o tym, że spotkam się z kobietą.

#DAmE9

Dla niektórych może ta historia nie będzie wiarygodna, jednak dla mnie to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przydarzyła...

W wieku 10 lat poznałam swojego najlepszego przyjaciela. Dokładnie to znalazłam go pod drzewkiem, gdzie był skazany na pewną śmierć... Nie będę go nazywać zwierzęciem, ponieważ dla mnie był kimś więcej...
A moim kompanem okazała się wiewiórka, a dokładniej wiewiór.

W momencie znalezienia miał jeszcze zamknięte oczka oraz był mniejszy od dłoni 10-latki... Wszyscy mówili, że jego szanse na przeżycie są nikłe, bo jak to ma się wychować bez matki? (Jakby ktoś nie wiedział, to wiewiórki karmi się kaszką dla niemowląt)
Jego pyszczek był tak mały, że musieliśmy karmić go strzykawkami...

Jednak po kilku dniach otworzył swoje małe, piękne, czarne oczęta. Wtedy też zaczął chętniej chodzić, a najszybciej człapał do mnie :)
Po pewnym czasie zaczął wychodzić na dwór (mieszkamy przy lesie), ale zawsze pod moim czujnym okiem. Wchodziłam z nim na drzewa, odganiałam od niego ptaki (które wyjątkowo często przy nas latały), chciałam robić wszystko, co zrobiłaby dla niego mama...

Nasz wiewiór niezwykle szybko się u nas zadomowił, później wychodził już sam na dwór, ale zawsze wracał na jedzenie i spanie. Nasz dom był jego domem i on dobrze o tym wiedział.

Żeby udowodnić jak mądrą był istotą, opiszę jak jadł, gdy był starszy...
Zawsze miał dwie miseczki (takie na jajka), w jednej znajdowała się kaszka, w drugiej woda, a obok wszystkiego leżała chusteczka. Ponieważ zawsze gdy jadł musiał się wytrzeć :')

Dzień jego śmierci pamiętam bardzo dokładnie, nie było mnie wtedy w domu... A mój tata nie praktykował tego, że na noc trzeba go wołać... Tej nocy budziłam się kilka razy, ponieważ cały czas śniły mi się koszmary...
A rano tata zadzwonił, że znalazł go pod drzewem...

Tak straciłam najlepszego przyjaciela.
Kogoś, kto nigdy mnie nie osądzał, tylko kochał ponad wszystko.

#2xTuu

Kiedyś byłem u dziadka. Mój dziadek jest starszym, a nawet bardzo starszym panem, który przeżył wojnę (warto przypomnieć, że dziadek stracił rodzinę, a ma tylko nas, mieszka sam, ale kuzyni czasami przyjeżdżają). Niby nic takiego, ale po wojnie dziadek popadł w depresję po tym, jak musiał zabić żołnierza kluczem francuskim. Od tamtego czasu widzi różne rzeczy.

Nic sobie z tego nie robiłem, jak np: patrzył w niebo i mówił, że niemieckie bombowce lecą, albo jak słyszał ryk silnika czołgu i odbijające się pociski.
Ostatnim razem, kiedy u niego byłem, przechodziłem obok salonu, gdzie dziadek sobie często siedzi i patrzy przez taras na pola. Stało się coś dziwnego. Otóż poczułem chłód na ramieniu, jakby ktoś mnie trzymał, po czym dziadek, nie odwracając się, powiedział:
„Radzę ci młody chodzić trochę ciszej, niemieccy żołnierze już tu są i wydaje mi się, że jeden nawet stoi za tobą i w nas celuje”.

Ogólnie nie wierzę w paranormalne historie, zawsze się z tego śmieję, ale od tamtego czasu jakoś dziwnie się czuję.

#gYEr0

Przez wiele lat słyszałam od znajomych, nieznajomych, a nawet rodziny słowa: „Twoja siostra to dziwka”. Mieszkam w małym mieście, gdzie prawie wszyscy się znają, a ci co nas nie znają, to i tak wiedzą tylko tyle, że moja siostra się puszcza. Kiedy poznałam jakiegoś chłopaka i dowiedział się o tym, co robi moja siostra, od razu myślał, że też taka jestem, no bo przecież to twoja siostra, więc pewnie masz to w genach. Nieraz w gniewie, kiedy jej prywatne życie mieszało w moim, potrafiłam krzyczeć, jak bardzo jej nienawidzę. Nasi rodzice niejeden raz powiedzieli jej: „Nawet nie wiesz, jaki mi /nam wstyd przynosisz”.

Moja siostra straciła dziewictwo w wieku 16 lat z chłopakiem, z którym spotykała się bardzo długo i od tego się zaczęło. Od tamtego czasu nie potrafi zaspokoić swojego popędu. Słyszy się często od facetów, że chcieliby robić to kilkanaście razy dziennie, ale żaden który tak mówił nie podołał jej oczekiwaniom. Ona zawsze chciała mieć rodzinę, dzieci, ale jeśli spotykała się z kimś, przez jakiś czas było super, a później koleś wymiękał, a ona nawet jeśli nie chciała, to i tak go zdradzała z przypadkowym facetem (raz nawet zaliczyła proboszcza). Dla mojej rodziny to był wstyd i hańba, że kobieta w naszej rodzinie się tak nie szanuje.

Pewnego dnia poznała chłopaka, przedstawiła go rodzinie, a wszyscy zamiast gratulować, obstawiali zakłady, kiedy go zdradzi. Minęły 3 lata, a ona dalej z nim była, uff... W końcu znalazła kogoś, kto zaspokoi jej potrzeby. Siostra wyszła za niego za mąż, plotki ucichły, rodzina w końcu przestała się wtrącać i dawać rady moim rodzicom, jak mają ją wychowywać, aż w końcu pojawiła się nowina – ciąża. Szczęście jej było tak wielkie, że aż płakała, ciąża była zagrożona i mimo tego, że uprawiała miłość przez całą ciążę (a nawet na sali przedporodowej), urodziła zdrową córkę. Przez poród mąż stracił nią zainteresowanie, starała się hamować, chodziła do psychologa, brała tabletki, które zmniejszają libido, niestety nie dała rady i zdradziła swojego męża. Mąż stara się jej wybaczyć, ale widać, jak ich małżeństwo się sypie. Niedawno jej mąż powiedział: „Masz siostrę dziwkę” i za te słowa miałam ochotę go uderzyć.

Kiedy facet mówi, ile dziewczyn zaliczył, to jest super ekstra gość, a ta Anka, która co weekend ma innego w łóżku, to kurwiszcze. Łatwo jest oceniać, jak się kogoś nie zna. Aktualnie moja siostra się leczy, ale słyszałam, że nie przynosi to żadnych efektów. Jest nimfomanką i to jej uzależnienie albo choroba, z którą stara się walczyć.

#u37cX

Mój ojciec od zawsze był popieprzony. Najpierw zostawił matkę samą z 7-letnią mną i niespełna rocznym bratem, znalazł sobie za granicą kochankę, a nawet kiedy wrócił do Polski i pracował jako przedstawiciel handlowy, przygruchał sobie kolejną flamę. Później znowu wyjechał i znowu zdradzał mamę. Ona wiedziała o wszystkim. Dała mu jeszcze jedną szansę – „albo wracasz do Polski w ciągu miesiąca, albo składam pozew o rozwód”. Nie wrócił. Za bardzo kochał pieniądze, które trzepał na obczyźnie. Mama była załamana, a ja, mimo że było mi jej strasznie żal, cieszyłam się, że on już nie wróci. Byłam już nastolatką i nie potrzebowałam w domu ojca kurwiarza.

Lata mijały, ja już byłam dorosła, brat prawie też. Moja ciotka załatwiła mamie pracę we Francji. Zdecydowała się wyjechać z moim bratem (nasza sytuacja finansowa nie była zła, ale bardzo ratowały nas alimenty) i zabezpieczyć się na przyszłość. Zostałam sama w wielkim domu. Miesiące mijały, kiedy mój ojciec oznajmił, że wraca do Polski i otwiera biznes. Nie byłam tym zachwycona, ale w końcu dom jest też jego, ma prawo w nim mieszkać. Nawet nie wiecie, jak dziwnie żyło mi się z nim pod jednym dachem. Jednak nie był taki porywczy jak kiedyś. Myślałam, że się zmienił, postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę.
Miał zakładać biznes. Zamiast tego zaczął sprowadzać do domu szemranych ludzi. Libacje, ćpanie, huczne imprezy i poker – to była jego codzienność. Nie wysypiałam się do pracy (jeździłam na taksówce), bo potrafili siedzieć do 5, 6 rano. Chciałam się wyprowadzić, ale zwyczajnie nie było mnie na to stać (studiowałam zaocznie).

Czarę goryczy w moim popieprzonym życiu przelała pewna grudniowa noc, podczas której miałam dyżur. Dostałam zlecenie na ul. Niepodległości. Do auta wsiadły dwie... dziwki. Nie powinno oceniać się ludzi po pozorach, ale zaraz po tym, jak wsiadły, przekonałam się, że miałam rację. „Na Krasickiego 59”. Ja się chyba przesłyszałam. Przecież to jest, kurwa, mój adres! Pytam szlaufa, czy jest pewna, czy się nie pomyliła. A ta do drugiej: „Dzwoń do Maćka, czy to na pewno ten adres”. Zmroziło mnie. Ona gadała z moim starym. Odwiozłam panie pod mój dom, życzyłam udanego wieczoru, ojcu napisałam, że życzę udanego jeb**ia z dziwkami, a sama wzięłam wolne i poszłam się schlać. Przenocowałam u kumpla, rano wróciłam do domu, spakowałam się. Najlepsze jest to, że mój ojciec brnął w to, że te laski to były jego znajome...

Nie utrzymuję kontaktu z ojcem od 2 lat. Na początku się go bałam. Później mnie wkurwiał, jeszcze później nim gardziłam, a teraz się nim brzydzę. Brzydzę się tym, że jest moim ojcem.
Dodaj anonimowe wyznanie