#nCT51

Mój facet uwielbia, kiedy robię mu dobrze ustami. Podobno jestem genialna i chyba to prawda, bo jego reakcje mnie o tym przekonują.
No cóż, tylko się cieszyć – zadowolony facet to zadowolona kobieta.
Nie wie tylko jednego... Wszystko, czego się nauczyłam, zawdzięczam oglądaniu gejowskich pornosów.

#XMuWo

Popełniłam błąd w pracy, na skutek którego ludzie z jednego z działów w firmie widzieli dane innych pracowników, których nie powinni, przez co dostałam oficjalne upomnienie. Był to błąd związany z przemęczeniem, byłam pewna, że zaznaczam poprawny kwadracik, jednak kliknęłam kwadracik obok... 
Wiem, że to poważna sprawa, a błędy nie zdarzają się tylko tym, którzy nic nie robią. Moja skrzynka mailowa pęka od setek pochwalnych maili, w których nie tylko wykonałam pracę należycie i na czas, ale i ponad to, co powinnam. Było pełno sytuacji, w których wykrywałam problem jako jedyna i sama daną kwestię poprawiałam, zanim jeszcze zdążyła ona wywołać konsekwencje. Wielokrotnie ratowałam innych członków zespołu, jak i innych pracowników, którzy zgłaszali się do mnie z prośbą, abym szybko pomogła posprzątać ich bałagan. Nawet mój przełożony, jak i dyrektor działu powiedzieli mi, abym się tym nie przejmowała, bo każdy kiedyś musi popełnić jakiś błąd, a ze względu na powagę sprawy muszą wręczyć mi to upomnienie, które po roku i tak zniknie z moich akt. Jednak pomimo wiedzy o tym nie potrafię pozbyć się myśli, iż jestem do niczego. Że zamiast za dwa miesiące dostać obiecaną podwyżkę, powinnam dostać wypowiedzenie, że nie nadaję się do tej pracy, że w ogóle jestem beznadziejna, że powinnam zająć się czymś mniej odpowiedzialnym, np. grabieniem liści w parku, a wszystko to, bo popełniłam jeden błąd. Wiem, jak to brzmi, jednak nie potrafię przestać się samobiczować. Mam wrażenie, że zawiodłam wszystkich, a dla pewnej grupy osób jestem wrogiem numer jeden. Chciałabym się spod tego ciężaru wyzwolić, dać sobie samej drugą szansę, którą inni mi dali (a ja uważam, że niesłusznie), ale nie potrafię.

#h1iOm

Straciłem psa... Po czterech tygodniach, przez które strasznie się męczyła, mało co sypiała i bardzo źle się czuła. Powinienem być na to gotów, a jednak nie byłem... 
Ta psina pomogła mi przejść przez wiele gorszych dni i przez okresy depresji. Miała już swoje lata, ale niestety przez błędną decyzję weterynarza swoje ostatnie tygodnie na tym świecie tylko się męczyła. I w końcu zasnęła, już po raz ostatni... Świat jest okropnie niesprawiedliwy, a psina tak naprawdę była jedną z niewielu rzeczy które mnie trzymały w pionie. A teraz została pustka, już nikt na mnie nie czeka, jak wracam do domu. Nagle wszystko straciło jakikolwiek sens. 
Żegnaj, kochana... Już nic Cię tam nie będzie męczyć ani boleć... Jesteś teraz w lepszym miejscu <3

Dbajcie o swoje zwierzaki.

#OTgI9

Jestem kobietą, lekko po dwudziestce.
Od początku roku wszystko zaczęło się sypać. Mój chłopak dostał kredyt na mieszkanie, które było całe do remontu. Gdy się wprowadziliśmy, zaczęłam się gorzej czuć. Zaczęło się od ucisku w gardle, który przechodził na węzły chłonne. Miałam wrażenie, że nie mogę oddychać. Cała się trzęsłam, gardło mi się zaciskało, robiło mi się gorąco, po prostu czułam się, jakbym miała umrzeć. Okropne uczucie, nie życzę nikomu. Pojawiało się, gdy spokojnie oglądałam film lub odpoczywałam. Zawsze zdarzało się to w domu. Zaczęłam się bać siedzieć w domu, a zwłaszcza w nocy, bo te ataki pojawiały się zazwyczaj nocą. Oczywiście zaczęłam całe moje odczucia wpisywać w Google, przez co bardziej się nakręciłam. Postanowiłam, że pójdę z tym do lekarza.
Nie zbadał mnie, przeprowadził tylko krótki wywiad. Dostałam skierowanie na wyniki, które sama chciałam zrobić (TSH, glukoza) i skierowanie do psychologa, bo stwierdził, że to nerwica. Wyniki wyszły dobre, więc próbowałam w to uwierzyć i zapisałam się do psychologa. Na początku wszystko wskazywało, że może i fakt, to nerwica. Brałam tabletki na receptę, żeby się uspokoić podczas ataku, i działały. Do psychologa dalej chodzę, ale nie wiem czy jakkolwiek mi pomaga. Po kilku miesiącach poszłam do laryngologa, powiedział mi, że gardło jest OK, ale zrobimy wymaz. W wymazie wykryli bakterię, która wskazywała na anginę. Dostałam antybiotyk i po nim jak ręką odjął, skończyły się ataki, gardło przystało dokuczać. Uznałam, że to była nieleczona angina. Niestety po miesiącu spokoju znów się zaczyna... Ucisk na migdałach. Od tamtej pory nie miałam jeszcze żadnego ataku, ale doszły mi bóle w klatce piersiowej i zatok, ucisk się przemieszcza po całej szyi, zauważyłam też białe plamki na migdałach, które pojawiają się i znikają. Ponownie powtórzyłam badania, ale znów dobre.
Nie mam siły do tego. Wolę, aby wykryli coś w badaniach niż męczyć się z niewiadomą. Może popadłam w histerię, nie wiem. Ale jednak czuję to, co czuję. Czy ktoś z was miał coś podobnego?

#gX329

Byłem pół roku temu na ślubie dalszej kuzynki – duża wystawna sala, wszystko starannie zaplanowane, piękne dekoracje... I czekoladka w kształcie serca przy talerzu dla każdego gościa. Po rosole oczywiście naszła mnie ochota na coś słodkiego, rozpakowuję ową czekoladkę, wącham, myślę – o jak super różana. W momencie kiedy wziąłem ją do buzi (przegryzłem i połknąłem), jedna z ciotek zapytała, jaki to smak, na co moja odpowiedzią był sprint przez całą salę do łazienki. Jak się domyślacie, wspaniały prezent od pary młodej leżący przy talerzu był mydłem :DD

PS Rzygałem przez pół wieczoru i litry soku nie pomogły.

#xmq8t

Stresujących sytuacji w naszym życiu raczej nie da się uniknąć, bo jest ich wiele. Ludzie różnie sobie radzą w tych stresowych momentach. Jednych stres mobilizuje, napędza do działania, innych paraliżuje i nie pozwala na zrobienie niczego.
Ja jestem przykładem tej drugiej grupy ludzi. W sytuacji stresowej, począwszy od czasów szkolnych i np. publicznych wystąpień na szkolnych przedstawieniach, do teraz, gdy jestem już dorosła, gdy np. musiałam zadzwonić po karetkę, bo ktoś na ulicy zasłabł, gdy koleżanka z pracy mnie zaatakowała, bo ponoć zrobiłam coś, czego nie zrobiłam, gdy jakaś babka w autobusie czepiła się, że muszę ustąpić jej miejsca... dzieje się magia. Staję się niemową. Nie dlatego, że nie wiem co powiedzieć, bo chcę powiedzieć dużo, mam argumenty, po prostu tak ściska mi gardło, że nie jestem w stanie nic powiedzieć. Czasem aż się duszę, bo nie jestem w stanie złapać powietrza. Nawet w snach, gdy śni mi się, że ktoś mnie goni, nie jestem w stanie krzyknąć: „Pomocy!”, bo czuję ból i ścisk w gardle.
Wbrew temu, co tu opisałam, jestem bardzo (tak mi się wydaje) otwartą, rozgadaną osobą. Tylko w sytuacji, gdy się stresuję, następuje blokada w gardle. Boję się, że gdy tak jak w dzisiejszym śnie ktoś mnie zaatakuje, będzie chciał mnie np. zabić, to nie będę w stanie krzyczeć, by ktoś przybiegł na pomoc.
Niedługo czas noworocznych postanowień, więc postanowiłam pójść z tym do jakiegoś psychologa.
Może to wyznanie nie nadaje się na anonimowe, ale chciałam podzielić się moimi ograniczeniami i zwrócić uwagę na to, że z tym stresem niektórzy nie mają łatwo. Jeden bez nogi po wypadku będzie biegł, inny śmiał się jak głupi podczas przysięgi małżeńskiej, a ja się duszę i staję niemową...

#bxV9e

Kilka lat temu podczas moich początków studiowania miałam przyjemność mieć zajęcia informatyczne z bardzo młodym prowadzącym (może był jeszcze w trakcie studiów magisterskich albo tuż po). Na każdych zajęciach dostawaliśmy zadanie do wykonania, a pod koniec zajęć mieliśmy się z danego zadania rozliczyć.
Na jednych z zajęć byłam bardzo skupiona na zadaniu, które jak na złość nie chciało mi wyjść, wpatrzona w monitor, myślami odcięta od Bożego świata, czytałam linijka po linijce moje wypociny, aż tu nagle niespodziewanie ktoś wpycha mi palec w monitor, z radością mówiąc: „TU MASZ BŁĄD”. A ja co? A ja krzyknęłam z przerażenia i odskoczyłam od biurka, prawie wywalając się wraz z krzesłem. Mój nauczyciel okrążając salę zobaczył, że się zacięłam i chciał mi pomóc. Nie spodziewał się, że może wywołać u mnie mini zawał serca z tego powodu. 
Po tej sytuacji do końca semestru w trakcie zajęć przechadzając się po sali, z daleka krzyczał: „Pani M., zbliżam się do pani!”.

#blKfT

Pracuję w branży związanej z lotnictwem.

Czy chcielibyście wiedzieć, jak było naprawdę z lądowaniem bez podwozia na największym lotnisku w Polsce?

Jak wszyscy wiemy, samolot wylądował z powodu "usterki technicznej samolotu".
Pilot stał się bohaterem. Widywany był w telewizjach śniadaniowych, wiadomościach...

Ale jak było naprawdę?

Powodem niewysunięcia się podwozia było przerwanie zasilania. Układ został przeciążony i bezpiecznik odciął zasilanie, uniemożliwiając doprowadzenie impulsu do przekładni hydraulicznej. Jest to zwykła usterka, dla niewtajemniczonych: piloci za plecami mają całą ścianę takich bezpieczników.

Piloci po takiej awarii, zgodnie z procedurą, skorzystali z Książki Serwisowej, w której znajdują się odpowiednie kroki, by usunąć daną usterkę.

Według tej książki, winą niewysunięcia się trzpieni, a co za tym idzie grawitacyjnego wysunięcia podwozia, był jeden z bezpieczników.

Jeden z pilotów siedząc w fotelu, obróciwszy się i sprawdziwszy wizualnie, nie spostrzegł wysuniętego bezpiecznika. 

Powodem dlaczego nic nie zauważył było to, iż dywanik w kokpicie się zawinął, maskując właśnie ostatni rząd bezpieczników. Najprawdopodobniej ekipa sprzątająca samolot podczas odkurzania po prostu go przesunęła.

Kolejnym mankamentem było to, iż feralne lądowanie było 1 listopada, czyli święto Wszystkich Świętych.

W takich dniach personel na lotniskach sprowadza się do minimum.
W taki właśnie dzień swój dyżur samotnie odbywał najmłodszy stażem mechanik lotniczy.

Udzielił on informacji, że jedyną rzeczą, jaka mu przychodzi to głowy, to właśnie bezpiecznik, jednak nie podpowiedział, by ktokolwiek z załogi sprawdził to osobiście,
ponieważ jest to najprawdopodobniej jedyny możliwy powód.

Po całej sytuacji przyjechali przedstawiciele producenta, by sprawdzić co dokładnie ich zdaniem było usterką. Wcisnęli bezpiecznik i podwozie się wysunęło. 

Co z samolotem? 
Został sprzedany i zezłomowany.

#hBZbz

Kilka lat temu wraz z moją mamą doszłyśmy do sekcji psów ratowniczych z ramienia PCK. Nasze psy przeszły szereg szkoleń, zdały tyle samo egzaminów. Tak czy siak... Hobby jak każde inne, ale jednak dające trochę możliwości. Między innymi, psy mogą się poruszać bez smyczy czy też kagańca po terenie publicznym. Idąc do sedna.
Nie jest dla mnie nowością siedzenie z psem na jakiś pokazach. To na festynach, to na jakichś występach w szkole. I właśnie w drodze na takowy festyn spotkałam się z hipokryzją poziom kosmos.

Spokojnie wsiadam z psem do autobusu, bo przecież to tylko kilka przystanków. Z cztery albo pięć. Ja spakowana w plecak, owczarek na szelkach, na smyczy i oczywiście w kagańcu. Bez żadnego problemu usiadł pomiędzy moimi nogami, opierając pysk o moje udo.
Obok mnie z automatu usiadło kilkuletnie dziecko i z najpiękniejszym uśmiechem na świecie spytało się mnie, czy może pogłaskać. Zgodziłam się, a tu nagle do autobusu wpada spóźniona barbie Karyna z dwoma yorkami na rękach.
Moja sunia nawet nie drgnęła na jej widok, ale jak to bywa z dziećmi, to od razu spojrzało na mniejsze psiaki i wyleciało z tym samym pytaniem do panny różowej. Ta machnęła ręką, dziecko wyciąga łapę i... dwa yorki zaczęły ujadać jak głupie, a na widok przestraszonego malca moja sunia warknęła. Tylko warknęła. I nagle się zaczęło... Babka zaczęła mi grozić policją, bo stresuję jej psy. Co więcej, nawet jakaś starsza kobieta stwierdziła, że nie powinnam wchodzić do autobusu z takim bydlęciem. I zaczęła się awantura, w której koniec końców głos zabrał kierowca i kazał mi wysiąść z autobusu.
Na moje pytania dlaczego ja, skoro tamta ma dwa psy w torebce bez smyczy i kagańców, usłyszałam tylko, że to są tylko małe psy. I wtedy myślałam, że nastąpi finisz. Wiecie, wyjmuję psie dokumenty i do widzenia. Ale nie. Dwa szczurołapy po chwili ciszy zaczęły ujadać jeszcze głośniej, bo mój pies podniósł się z pozycji siedzącej do stojącej, chcąc podsunąć swój pysk pod moją rękę... i wtedy jak w slow motion zobaczyłam, jak Karyna strzela mojego psa w pysk.
Zamiast dokumentów, wyjęłam telefon i zadzwoniłam na policję.
Koniec końców... Za jakiś czas zobaczę się z nią w sądzie.
Dodaj anonimowe wyznanie