Kiedyś kumpel trochę zbyt często wpadał do mnie z czteropakiem lub dwoma. Pewnego razu chcąc zasugerować, żeby może trochę przystopować, mówię do niego:
– Stary, ale tak co dzień piwo pić, to trochę nie bardzo...
A kumpel na to:
– Nooo... Też bym się wódki napił.
Rozłożył mnie na łopatki :)
Zawsze zanim zdecyduję się na wyjazd ze znajomymi sprawdzam, czy w okolicach miejsca, w które się udamy, nie ma żadnych jezior czy basenów.
Zapytacie, dlaczego to sprawdzam? Otóż mam sporą nadwagę i zwyczajnie się tego wstydzę, więc nie chcę, żeby znajomi widzieli mnie w kostiumie kąpielowym.
Poszłam wczoraj na randkę z poznanym przez Internet kolesiem, który grał w jakimś zespole. Randka polegała na spacerze, podczas którego on rozklejał na wszystkich możliwych słupach plakaty informujące o koncercie m.in. jego zespołu, zresztą gadał o nim non stop. Jak już wyczerpał temat, zaczął kolejny – wychwalanie skrajnej prawicy, wywody, dlaczego jesteśmy lepsi od innych, do tego śmiał się z opowiadanych przez siebie rasistowskich dowcipów. Miałam go serdecznie dość, w końcu się pożegnaliśmy. Już zaczęłam odchodzić, ale mnie zatrzymał z tekstem, że o mały włos, a zapomniałby mi czegoś dać. Podbiegł do mnie, szybko wcisnął mi w łapę ulotki o tym cholernym koncercie i powiedział: „Masz, będziesz mogła rozdać znajomym”.
Był niezwykle zdziwiony, gdy wieczorem napisałam mu, że nie jestem zainteresowana kontynuowaniem znajomości. Jak sam powiedział, nawet mu przez myśl nie przeszło, że mnie nie oczarował :D
Wczoraj moja kobieta zadzwoniła do mnie rano. Zapieprzam w robocie, dzwoni telefon, odbieram i mówię: „Cześć, skarbie”, a ona na to: „Humor dopisuje? Może byś przeprosił?”. Zgasiło mnie. Mówię: „Jakie przeprosił? Za co?”, na co ona wkurzona mówi, że się do niej przypieprzałem od rana.
Jak wychodziłem, to spała. Okazało się, że coś jej się śniło i zadzwoniła mnie opierdolić. Tak po prostu, dla zasady :)
Jako dziecko myślałam, że to rodzice będą wybierać mi męża. Zwłaszcza że upatrzyli sobie mojego najlepszego przyjaciela, którego za każdym razem nazywali moim „narzeczonym”. Nie wiedziałam, że to dla żartu i myślałam, że będę musiała wyjść za niego za mąż.
Już trzy lata mamy suczkę – nazwijmy ją w tym wyznaniu Pusią. Bardzo ją kocham, ale to co tworzy z nią moja matka to jest po prostu jakaś masakra.
Oto kilka powodów:
1) Pusia ma swój pokój. Ma tam budę, swoje zabawki i oczywiście wodę z karmą. Natomiast ja muszę dzielić pokój z młodszym bratem. Mówię matce, że przecież Pusia mogłaby spać w tym pokoju ze mną, miałaby swoje legowisko itp., ale dla mojej mamy Pusia to skarb i musi mieć własne duże gniazdko, a to że ja się gniotę z bratem w ciasnym pomieszczeniu to nic.
2) My mamy na obiad 3 dni pomidorówkę albo jemy kanapki z pasztetem, podczas gdy Pusia je najlepsze mięso. Gdy mam jakieś większe kieszonkowe, sama zrobię dla mnie i dla brata obiad, ale bywa, że jestem bez pieniędzy i wtedy to matka kupuje jedzenie. Pamiętam, jak kiedyś były w domu skrzydełka i chciałam je zrobić, to matka powiedziała, że my mamy chleb z masłem, a skrzydełka są dla Pusi.
3) Czasami zdarza się, że Puśka jest chora. Zwykle nic strasznego jej nie jest, ale matka i tak płacze w trzy światy. Od razu myśli, że nasza suczka ma raka. Podczas gdy mówię, że trzeba pojechać z nią do weterynarza, mama od razu mówi, że to nic nie pomoże i Pusia zdechnie!
Dla mnie to dziwne. Nie wiem, może to ja jestem nienormalna i może na mnie posypią się hejty, że nie szanuję psów itp. Tak jak napisałam – uwielbiam Pusię, ale wszystko ma swoje granice.
Mam cichą nadzieję, że to wyznanie nie zostanie źle odebrane przez mojego serdecznego kumpla, którego opisana tu historia dotyczy. W ogóle mam nadzieję, że on tego nie przeczyta, ale jeśli już to... Stary, wybacz. Ta sytuacja była tak komiczna, że musiałem ją tu zamieścić! Do dzieła zatem.
To było paręnaście lat temu, w czasach gdy szczytem marzeń każdego młodzieńca był telefon Nokia 3310 z alarmem wibracyjnym. Tak się złożyło, że Krzyś, mój przyjaciel, który był też moim współlokatorem, sprzęt ten posiadał. Posiadał też piękną dziewczynę, która pomimo niewątpliwej urody była w łóżku wybitnie ospała. A mój kumpel... No, cóż. Lubił eksperymentować i bardzo narzekał na to, że przy swojej ukochanej nie mógł spełnić niektórych ze swoich zachcianek.
Pewnego wieczoru wróciłem z imprezy w stanie pół-trzeźwym i w drzwiach przywitał mnie Krzyś. Blady jak ściana i z miną mocno zmieszaną.
– Stary, odwaliłem – powiedział histerycznym tonem. – Kurde, proszę, nie oceniaj mnie. Jestem hetero i w ogóle, ale zrobiłem coś potwornie głupiego, bardzo żałuję i nie wiem co teraz...
– Do rzeczy, ziomuś! – zrugałem go. – Coś uczynił? Przespałeś się z jakimś wąsatym waginosceptykiem czy co?
– Gorzej... – odparł. – Włożyłem sobie moją Nokię do tyłka i teraz nie mogę jej wyjąć...
Tak, Krzyś, w ramach eksperymentu, zainstalował sobie telefon w zadzie, aby sprawdzić, czy za pomocą wibracji da się stymulować prostatę. Gdzieś wyczytał, że to ponoć całkiem przyjemne.
Szybka ocena sytuacji i narada. Potrzebujemy samochodu, aby dojechać na pogotowie. Nie stać nas na taksę. Zadzwoniłem więc do naszego wspólnego kolegi Piotrka i powiedziałem, jaka jest sytuacja. Gość ze śmiechu mało nie zadławił się słuchawką, ale zgodził się pomóc. Problem w tym, że rozmowie przysłuchiwało się kilku naszych kumpli, którzy akurat u Piotrka siedzieli. W ten sposób wieść o tym, że Krzyś ma telefon Nokia w dupie, rozeszła się po świecie.
Zanim, po kilku godzinach, wyciągnięto obce ciało z tyłka umęczonego pacjenta, zadzwoniła na jego numer połowa osiedla. Niektórzy po parę razy. Krzyś co chwilę rzucał kur#ami, gdy z wnętrza jego ciała dochodziło stłumione BZZZZ...
Proces wyjmowania telefonu z Krzysiowego zada trwałby pewnie krócej, gdyby nie lekarz, który po każdym wibrowaniu Nokii ryczał ze śmiechu i ręce mu się zaczynały trząść, więc biedny musiał robić sobie przerwę na papierosa, podczas której... płacząc z radości wydzwaniał na podany przeze mnie numer. Oczywiście był to numer do leżącego na zabiegowym stole Krzysia, czekającego na kontynuowanie zabiegu.
Kiedy w końcu udało się wyjąć telefon z wiadomego miejsca, okazało się, że Krzyś miał ponad 300 połączeń nieodebranych i prawie 80 SMS-ów z wiadomościami najczęściej adresowanymi do jego szanownego odwłoku :)
Gdy byłam małą dziewczynką (mniej więcej 6-8 lat), to byłam bardzo ciekawa swojego ciała. Jednocześnie mam młodszego o 3 lata brata, którego nieraz widziałam w tamtym czasie podczas kąpieli. Pewnego dnia odkryłam łechtaczkę, a jak już pewnie zauważyliście, widok siusiaka małego dziecka nie był mi obcy. Tym sposobem przez kilka dni biegałam po dworze i chwaliłam się kolegom i koleżankom, że mam siusiaka, tylko trzeba go dokładnie poszukać, bo jest bardzo mały. Oczywiście jak był jakiś niedowiarek, to udowadniałam.
Myślicie, że o tym zapomnieli? NIGDY W ŻYCIU! Kiedy poszłam do gimnazjum, kilku znajomych przypomniało sobie o moim popisie. Przez resztę gimnazjum miałam przezwisko „Siusiak”.
Moja mama jest nauczycielem klas I-III. W klasie I jest dziewczynka, która pochodzi z Rumunii i ma ciemny meszek nad górną wargą.
Tego dnia w klasie odbywały się jakieś zajęcia integracyjne. Dzieciaki usiadły w kole, przegadały temat o komplementach itp. Każde dziecko miało powiedzieć temu obok coś miłego. No i tak mówią, mówią i doszło do chłopca, który miał powiedzieć właśnie tej dziewczynce jakiś komplement. Popatrzył na nią, pomyślał i mówi: „Masz ładnego wąsa” :D
Intencje chyba miał szczere, ale wyszło jak zawsze :)
Zaczęłam klasę maturalną i właśnie zrobiłam prawo jazdy.
Jakieś dwa tygodnie przed egzaminem na prawko zaczęłam popadać w dziwne stany emocjonalne – cały czas chciało mi się płakać, oczywiście tłumaczyłam sobie, że to w wyniku stresu przed egzaminem, no i okresem, który miał też być jakoś w tym czasie, jednakże ten stan wciąż się utrzymuje (jestem już parę tygodni po zdaniu prawka) i oprócz chęci płakania zaczynam odczuwać ciągłą panikę.
Oczywiście może to być również spowodowane stresem przed maturą.
Boję się, że wymyślam i pewnie znając życie, to minie. Nie wiem co zrobić :(
Dodaj anonimowe wyznanie