#Pwm2B

Jak byłam podrostkiem, byliśmy z ojcem u dziadka, który mieszka na odludziu pod miastem. Ojciec wysłał mnie po musztardę do sklepu.

Wróciłam po 15 min bez musztardy, bo nie wiedziałam, gdzie ten sklep się znajduje. Ojciec wytłumaczył i kazał iść znowu.
Wróciłam po 15 min bez musztardy, bo nie mogłam znaleźć jej na półkach, a zapytać się wstydziłam. Ojciec poirytowany tłumaczy, gdzie powinnam szukać musztardy w sklepie. Poszłam.
Wróciłam za 15 min bez musztardy... Bo jak już ją kupiłam, to biegłam szybko do domu i się wywaliłam, a słoik z musztardą się rozbił. Ojciec już wnerwiony, daje mi następne pieniądze i każe przynieść musztardę.
Wróciłam po 15 min bez musztardy... Zgubiłam po drodze pieniądze! Dostałam ochrzan, a ojciec sam poleciał ją kupić.
Wrócił po 15 min bez musztardy... O 18:00 zamknęli sklep.

Do dziś na widok musztardy przypomina mi się ta historia sprzed 30 lat.

#lwHLm

Kiedy na moim ciele pojawiły się charakterystyczne kręcone, ciemne włosy, dość szybko zaczęłam myśleć nad ich usunięciem. Przeszkadzało mi, że są widoczne zza brzegów bielizny, że osiada na nich brud... Najpierw poszły w ruch nożyczki, ale trudno mi było nimi manewrować w pachwinach. Maszynki do golenia nie było komu podebrać, bo ojciec się nie golił, starszego brata nie mam, a matka uważała depilację za fanaberię. Wpadłam na „genialny” pomysł i zabrałam z kuchni zapalniczkę... Wymyśliłam, że najlepiej będzie te znienawidzone kłaki podpalić.
Było sporo dymu i w powietrzu śmierdziało spalenizną, ale się udało.

#6ogcL

Wolałbym, żeby moi rodzice się rozwiedli...
Najpierw przedstawię kilka faktów, aby łatwiej było pojąć sytuację.

Mój ojciec jest dyrektorem na 1/4 Polski w dużej firmie, ma bardzo dużo obowiązków, ale w roli ojca spisuje się świetnie, zawsze mogę na niego liczyć. Wie, że krzykiem niczego nie załatwi, więc zawsze spokojnie tłumaczy, jak zrobię coś źle.
Mama jest nauczycielką, ma dużo wolnego czasu. Jest wybuchowa, potrafi zrobić aferę z niczego. I właśnie o zachowaniu mamy będzie to wyznanie :/

Mama codziennie robi w domu kłótnie, nawet bez powodu. Potrafi przyjść i przyczepić się do czegokolwiek, nawrzeszczeć na wszystkich tak, że się żyć odechciewa, a potem pojechać gdzieś i wrócić nad ranem. To jest człowiek, który nie potrafi żyć w spokoju. Ale na Fb codziennie udostępnia cytaty, jak to dobro wraca do człowieka i inne w tym stylu. 
Najgorsze jest to, że na ojca też wrzeszczy, wszystko co on powie to dla niej jest złe, codziennie go obgaduje do koleżanek i traktuje go jak bankomat. A on na to pozwala, daje sobą pomiatać, a potem się dziwi, że ona tak go traktuje. Jak coś jest nie po jej myśli, to od razu straszy wyprowadzką, kiedyś to chociaż miała gdzie pojechać, a teraz się z większością koleżanek, które mogą ją przenocować, pokłóciła, więc postraszy, poudaje, że się pakuje, a potem i tak idzie do pokoju...
Ostatnio jak zobaczyła, że ojciec ogląda motocykle w internecie, to znowu zagroziła, że jak sobie kupi moto, to ona tego samego dnia się wyprowadzi. Szczerze, to chciałbym, żeby się wyprowadziła i już nie wracała. Jak jej nie ma w domu, to jest spokojnie, ja i siostra super się dogadujemy z ojcem. On jest całkowitym jej przeciwieństwem. Nawet jak coś odwalę, to nie robi z tego afery, tylko zawsze na spokojnie.

Nie rozumiem trochę jego postawy. Mógłby kupić jej mieszkanie i wziąć ten rozwód, a on woli się męczyć z matką. Śpią oddzielnie, mają kompletnie inne cele w życiu, nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz się przytulali...
Ta sytuacja jest chora. Dorośli, wykształceni ludzie, a zachowują się jak dzieci. Pewnie będą komentarze, że żyją razem ze względu na mnie i siostrę. Jak mam mieć taką rodzinę, to wolałbym mieć rozbitą.

#4wKgX

W 2005 roku moja mama dostała diagnozę raka macicy. Płacz, niedowierzanie. Tata namówił ją na zasięgnięcie drugiej opinii. Potwierdziło się. Lekarze powiedzieli jej, że ma czas do końca roku. Dwie małe córki, dom ledwo kupiony, na kredyt, cały do remontu, życie rozsypane dla wszystkich. Pożegnała się z całą rodziną. 
Gdy pojechała do kontroli, do trzeciego lekarza, dowiedziała się, że to wcale nie rak, a trzecia ciąża. Tak właśnie po kilku kolejnych miesiącach urodziłam się ja. Mama zawsze powtarzała, że z tej prognozy śmierci narodziło się życie, a ona sama do tej pory jest zdrowa, żadnych zarzutów do swojego samopoczucia nie ma.
Skończyłam 18 lat kilka miesięcy temu i podczas kontrolnych badań, które mam ze względu na źle pracujący układ pokarmowy, dostałam diagnozę raka wątroby. Jednak śmierć zbiera swoje plony, nawet kilkanaście lat później. Nikt nie wie do tej pory. Po prostu nie potrafię im powiedzieć, że córka, która powstała „z cudu”, umrze.

#cZj5I

Nie potrafię w pełni uwierzyć w siebie po mobbingu, który spotkał mnie w pracy.
We wcześniejszych firmach byli ze mnie dość zadowoleni. Niestety w ostatniej tak nie było i w końcu sama odeszłam. Zatrudnił mnie szef, który był ze mnie zadowolony – do momentu, kiedy do firmy nie wróciła kobieta, która była moją bezpośrednią przełożoną, a jednocześnie dobrą znajomą szefa.
Od początku mnie nie lubiła. Nie liczyło się, ile rzeczy zrobiłam dobrze. Najmniejszy błąd był wyolbrzymiany i przekazywany szefowi. Jednak nie czepiała się tylko pracy, a mojego stylu bycia, tego, że odżywiam się tak, a nie inaczej, bo jem za dużo sałatek, a za mało mięsa, więc pewnie mam zaburzenia odżywiania (takie plotki rozpuściła w firmie, choć BMI mam w normie, nikt nie zwraca mi uwagi, żebym była zbyt chuda, ona za to ma widoczną nadwagę). Że nie patrzę jej w oczy – na co również jako jedyna osoba w moim życiu zwróciła mi uwagę, więc ciekawe.
Zaczęła kłamać szefowi w żywe oczy, o jakieś co prawda głupoty, ale że to ja, a nie ona coś zrobiła, nie dopilnowała. W końcu stwierdziłam, że odchodzę, ale nawet wtedy, kiedy byłam już na wypowiedzeniu, nadal miała do mnie przytyki, a kiedy o cokolwiek zapytałam, to przewracała oczami.
Teraz mam nową pracę, ale nadal w siebie nie wierzę... Ciągle obawiam się, że sytuacja się powtórzy. Choć podejrzewam, że chciała mnie wyeliminować, bo nie spodobało jej się, że początkowo szef mnie lubił, to jednak mimo wszystko siedzi w podświadomości, że może miała rację.

#ag3lC

Mój mąż zarzucał mi kilkakrotnie, że posiadam jedynie wykształcenie średnie. To nic, że mam zdaną maturę, która umożliwia pójście na studia w zasadzie w każdym okresie mojego życia. Według niego to słabe wykształcenie, a większość członków jego rodziny, typu siostry i bracia cioteczni, mają wyższe. To właśnie do nich jestem często porównywana, „nie dorastam im do pięt”.
Te ostatnie to właśnie słowa mojego męża. Człowieka z wykształceniem podstawowym.

#tfDsO

Wczoraj o godzinie 22 wyprzedził mnie motocykl jadący z dużą prędkością (wyprzedzał na pasach z wysepką, podwójna ciągła), następnie wyminął kilka aut i przeleciał na czerwonym świetle między autami jadącymi na zielonym. Widząc, że z gościem jest coś nie halo, ruszyłem w pościg... i dwa skrzyżowania dalej go dorwałem, bo wjechał na parking (gdzie zresztą przetrącił rowerzystkę, która przez niego wjechała w krzaki). Ściągnąłem gościa z motoru i okazało się, że jest pod wpływem... (młody chłopak, 20 lat może), wezwałem policję. Niestety pan chciał sobie odjechać, więc wywiązała się szamotanina, po której gość porzucił motor i zaczął uciekać z buta. Nie myśląc wiele ruszyłem za nim (będąc cały czas na linii z policją) w pieszy pościg... i po dwóch kilometrach wyplułem płuca, ale go dorwałem. Tym razem niespecjalnie już dyskutowałem, tylko złapałem ostro gościa, aby nie próbował uciec (nie ubiegłbym już nawet metra).

Do tego momentu wszystko mi się wydawało super, ale przyjechały trzy radiowozy i szybko gościa zakuli, bo okazało się, że delikwent miał 2,2 promila. Zacząłem luźną rozmowę z jednym z policjantów, podczas której stwierdziłem, że takich się powinno tępić – na to pan władza oświadczył mi, że grubo przesadzam... Szczęka mi opadła, a że adrenalina buzowała w żyłach, to zapytałem go, czy to samo powie w twarz rodzinom ofiar pijanych kierowców? Albo jego rodzicom, gdyby np. zginął lub zabił kogoś dwa skrzyżowania dalej? Policjant spojrzał na mnie zdegustowany i powtórzył, że przesadzam... Reszta funkcjonariuszy była innego zdania.

Hitem była reakcja mojej żony, która stwierdziła, że niepotrzebnie się mieszam i po co mi to (policja przetrzymała mnie 3 godz. na komisariacie), przecież mógł mieć nóż, mógł pobić, bla, bla.

Reasumując, kiedyś zło tępiło się w stylu deus vult – dziś każdy by chciał, aby pijaków na drogach nie było, ale jak już ktoś ich łapie, to nie do końca im to pasuje... A w sytuacjach jak ta wczoraj ludzie odwracają wzrok... Jeden człowiek tylko pomógł, jak już pijak leżał na glebie.

Jako ciekawostkę dodam, że biegnąc za nim cały czas krzyczałem do ludzi, że pijany kierowca i żeby go zatrzymali – minęły mnie trzy rowery i kilku pieszych, ale nikt tyłka nie ruszył, a szkoda...

Chciałbym wiedzieć, czy to ja jestem nienormalny, czy świat zszedł na psy... Więc pytam: czy ojciec i mąż powinien tępić takich ludzi, czy raczej dla własnego bezpieczeństwa się nie angażować?
Dodaj anonimowe wyznanie