#Xg293

Jestem pracownikiem produkcji, więc często zdarza mi się pracować po 12-14 h. Dopada mnie wtedy zmęczenie i ciężko myślę, szczególnie rano.

Raz nie wstałam do pracy (pojawiłam się trzy godziny później niż powinnam), dlatego że przyśniło mi się, że szef mnie zwolnił.

Pretensji nie miał, w końcu była to jego wina. :)

#2uyXE

Basen, czyli jak się ośmieszyć na pływalni.
 
Pochodzę z małego miasteczka, w którym basenu nigdy nie było, a pływać nauczyłam się (w jeziorze) dopiero jako nastolatka. Obecnie mam 29 lat. Korzystając z wakacji, wybrałam się na kryty basen w miejscowości wypoczynkowej w górach. Od pani w okienku otrzymałam „zegarek” i weszłam do damskiej szatni. Na ścianie wisiał czytnik tych zegarków, dzięki któremu można było otworzyć swoją szafkę. Próbowałam chyba z 5 minut, szarpiąc za drzwiczki bez skutku, aż z pomocą przyszła mi dziewczynka w wieku 7-8 lat. Wszyscy patrzyli na mnie jak na niedorajdę. OK. Przebrana w nowy kostium kąpielowy otworzyłam drzwi i ku zdziwieniu wszystkich zamiast na basen, wyszłam... na korytarz pełen ubranych ludzi, czekających w kolejce do kasy. Nikt nic nie powiedział, ale zapewne zastanawiali się, z jakiej choinki się urwałam. W końcu trafiłam na basen, ledwo zamoczyłam jeden palec u nogi, a tu zjawia się ratownik z ochrzanem, że nie wzięłam prysznica przed wejściem. Przeprosiłam i pobiegłam pod prysznic. U ratownika byłam już do końca wizyty na cenzurowanym (ciągle się na mnie podejrzliwie patrzył). 
Pływam sobie pływam, nowy kostium push-up i nagle siup – wypłynęła mi wkładka ze stanika. Unosiła się na wodzie jak ponton... Wszyscy ludzie siedzący na ławeczkach nad basenem to widzieli. Ratownik chyba też. Trudno, włożyłam ją z powrotem, udając, że nic się nie stało. Zamoczyłam twarz i nagle zaczęły mnie strasznie szczypać oczy, wtedy przypomniało mi się, że miałam pomalowane rzęsy i tusz mi się rozpuścił. Postanowiłam skoczyć do szatni. Niestety słabo widziałam, więc zamiast do szatni, dobijałam się do... pomieszczenia służbowego dla pracowników.

Na zakończenie dodam tylko, że poślizgnęłam się na kafelkach, jacuzzi wyłączyli, akurat jak do niego weszłam, zapomniałam majtek, a w czepku wyglądam jak siedem nieszczęść.

#3deHE

Było to na początku jednego z semestrów letnich. Wracałam do mieszkania autobusem, obok mnie siedział mężczyzna w średnim wieku. Akurat miałam „te dni”, więc w małej, wewnętrznej kieszonce mojej torebki spoczywał tampon. W tej samej kieszeni miałam również słuchawki do telefonu, a że jadąc autobusem lubię słuchać muzyki, postanowiłam wydostać je z kieszonki. Pech chciał, że miałam tam wiele innych drobiazgów typu klucze i długopis, dlatego proces wyciągania z kieszeni słuchawek nie przyszedł łatwo – słuchawki zaplątały się w klucze i długopis, a gdy zaczęłam za nie pociągać, tampon jakimś cudem dosłownie podskoczył i spadł prosto na kolana siedzącego obok mężczyzny. Oddał mi go z uśmiechem, a ja byłam tak zażenowana, że wysiadłam na następnym przystanku, mimo że do mieszkania miałam jeszcze kawał drogi.
Na drugi dzień rozpoczynałam zajęcia ze statystyki. Lekko spóźniona wpadłam do sali, w której statystyka od paru minut trwała w najlepsze. A prowadzącym był... nie kto inny niż facet, na którego kolanach wylądował wczoraj mój tampon. Myślałam, że spłonę ze wstydu, ale uspokajałam samą siebie twierdząc, że na pewno mnie nie pamięta. Przez jakieś dwadzieścia minut prowadzący nie zdradzał oznak, że mnie rozpoznał, więc nieco się uspokoiłam – widocznie nie zarejestrował, że ja to ja. Myliłam się. Bo z zamyślenia wyrwało mnie zdanie: „Pomyślcie sami, czy statystycznie możliwe jest, żeby jadąca obok was w autobusie obca kobieta zaatakowała was tamponem?”. Prowadzący patrzył z szerokim uśmiechem prosto na mnie, a ja spaliłam buraka.
Do końca semestru siedziałam w ostatniej ławce.

#OcByp

Dziś w pracy dostałem opierdziel od prezesa.
Od początku pracuję w firmie dość blisko „góry”. Od pół roku nie dostaję wypłaty w terminie. Dziś dostałem opieprz i zagrożenie zwolnieniem od prezesa za upominanie się o terminową wypłatę. Oczywiście tłumaczenia takie, że klienci nie płacą faktur, więc on nie ma z czego płacić pensji. Szkoda, że 30 mieszkań ma na wynajmy, ale na pensje już nie.
Na całe szczęście jak spytał się, czy ma mnie zwolnić, odpowiedziałem, że w sumie mogę się już pakować, bo i tak za trzy godziny kończę pracę w tej firmie. Gość nawet nie pamiętał, że dałem wypowiedzenie trzy tygodnie temu, ale że miesiąc temu dzwoniłem pytać o wypłatę, to doskonale pamiętał. No cóż, tęsknić nie będę.

#djBhW

Kiedy byłam młodsza (podstawówka), byłam bardzo nielubiana w klasie. Wyzywali mnie i nie miałam przyjaciół. Byłam bardzo niedowartościowana, bo w domu też fajnie nie było, więc jako mała zakompleksiona dziewczynka dowartościowywałam się, pisząc niemiłe komentarze innym ludziom. To był jedyny moment, w którym mogłam się poczuć kimś lepszym.
Szczególnie lubiłam wytykać ludziom wagę, bo sama uważałam, że byłam gruba.
Dlatego teraz jak wchodzę na profil jakiegoś „sigmy hejtera” i widzę, że to 12-letni chłopiec, to aż mi się go szkoda robi.

#UWrDQ

Umówiłem się na randkę na mieście z nowo poznaną dziewczyną. Była bardzo sympatyczna i ładna, świetnie nam się gadało. Kiedy zrobiło się już dość późno, zaproponowałem, że odprowadzę ją do domu – i tak mieszkała blisko centrum. Wystarczyło przejść przez park.
Idziemy, rozmawiamy i śmiejemy się głośno, patrzę, a na drodze stoją dwa podpite typy. Ominąć nie było ich jak, a zawrócić trochę głupio, więc modlę się, żeby nic nie było, choć mam jakieś dziwne przeczucie. A jak... Słyszę: „Wyskakujemy z kasy, już już”. Oceniam szybko sytuację. Ja mizerniak, ich dwóch, mordy jak u recydywistów, i to raczej z tych, co mydło rzucają komuś, a nie podnoszą z podłogi. Szanse zerowe. Trudno... wyciągam i oddaję portfel. „A ty co się gapisz? Oddawaj kasę!” Dziewczyna trzęsącymi się rękami wyciąga portfel, ale upada jej na ziemię. Typek schyla się po portfel. W tym momencie widzę serię szybkich ruchów mojej towarzyszki i chwilę potem chłopaków poskładanych na ziemi. Dziewczyna patrzy na mnie i mówi: „Bierz szybko portfele i uciekamy”. Podnoszę więc portfele wraz ze szczęką, która mi opadła, i wiejemy.

Rzeczywiście w rozmowie wspomniała coś, że fascynuje się sztukami walki, nie wspomniała jednak, że jest mistrzynią Europy w pewnej sztuce walki, którą trenuje od dzieciństwa (nie powiem jakiej, żeby została anonimowa).

PS Jesteśmy razem :) Ja zapisałem się na boks. Czasem urządzamy sobie sparingi i nawet zdarza mi się wygrać, chociaż dobrze wiem, że ona mi na to pozwala ;)

#qHMn0

Od kilku lat spędzam sylwestra wspólnie z Jedynką lub Polsatem w swoim mieszkaniu, w towarzystwie jedynie szampana i czegoś słodkiego. Ostatnio z kilku powodów zdarzyło mi się tak spędzić i święta. Nie przeszkadza mi to w wystrojeniu się w ładną kieckę, czarne eleganckie rajstopy i szykowne szpile na 10-centymetrowym obcasie.
Niby nic dziwnego, tylko że mam 29 lat i jestem facetem.

#r6xux

Tydzień temu zerwałem dokumentnie kontakt z osobą, która sterowała moim życiem przez bez mała 40 lat. Nie czuję nic. Ale po kolei. 
Gdy miałem 6 lat, zmarła moja biologiczna mama. Nie wiedziałem wtedy, że mój tata już wcześniej zaglądał do kieliszka. Mama zmarła na raka, to nie miało związku, jednak potem ojciec się kompletnie posypał i rozpił. Mną opiekowała się babcia – nadopiekuńcza dla mnie i rządząca całą rodziną (Niemka z pochodzenia).
Gdy miałem 9 lat, w domu pojawiła się obok ojca nowa pani – najpierw kazała do siebie mówić „ciocia”, a potem bardzo szybko „mama”. Pamiętam zdjęcie szczęśliwego chłopca na ślubie taty i nowej mamy. Chyba ostatnie chwile mojego szczęścia.
Niecały rok później w domu pojawiło się malutkie dziecko – moja przyrodnia siostra. Ja zostałem – w ustach macochy – zdegradowany do „debila, tumana, chu.a pierdo..nego” i innych słów, które jako 11-latek poznawałem bardzo szybko. Uczyłem się szkoły przeżycia.
Ojciec pił coraz więcej, coraz częściej były to płyny niegodne określenia alkoholu spożywczego. Macocha z pomocą sobie tylko znanych kumpli ściągała starego z trawników miejskich, choć często wraz z nim przywlekała do domu dość szemraną klientelę kumpli od denaturatu.
Poza jedynym przyjacielem z podstawówki, od liceum nie zapraszałem nikogo do domu – nigdy nie można było mieć gwarancji, co kolega/koleżanka zastanie. Jedyną oazą był mój pokój, 10 m², w którym jednak nigdy nie doprosiłem się zamka od drzwi.

10 lat młodsza ode mnie przyrodnia siostra po przedszkolu przebywała głównie w domu przyrodnich dziadków – ludzi o złotym sercu, którzy jednak nie chcieli znać prawdy o tym, co ich córka, czyli moja macocha, robi ze mną. W ten sposób macocha miała mnie codziennie na kilka godzin. 

W domu na futrynie drzwi do kuchni wisiały dwa paski. Zaczynało się zwykle od wyzwisk – za cokolwiek, bez powodu też. Potem policzkowanie. Potem: „Przynieś pas i spuść majtki, przełóż się”. Codziennie. Skończyło się to dopiero tuż przed moją maturą. Do tego, jak już miałem te 15-16 lat, doszło molestowanie – macocha w sumie jest ode mnie tylko 19 lat starsza.
Nigdy nie chciałem wracać do domu – trzy ucieczki z domu, straszenie wychowawców na obozie próbą samobójczą... to był tylko wierzchołek mojej góry lodowej. Nikt nigdy mi nie pomógł, aby dotrzeć do podstaw.

A jednak w tym wszystkim byłem chyba genialny. W liceum co rusz wygrywałem olimpiady, potem osiągnąłem sukces zawodowy, dochodząc obecnie do kierowniczego stanowiska. Zawodowo jestem spełniony. Ale nie umiałem w ludzi i wciąż nie umiem. Posypało się moje małżeństwo, nie mam koło siebie nikogo. Przyjaciółmi są dla mnie ... książki.

Zablokowałem moją macochę w telefonie i social mediach. Już nigdy mnie nie usłyszy, nie spotkamy się. Czasem trzeba kogoś zrzucić do przepaści. Zero wyrzutów sumienia.

#QmTdV

Robiłam ostatnio zakupy w jednym z butików, kupowałam koszule dla mojego chłopaka. Gdy zapłaciłam, to przystanęłam przy wyjściu (pech chciał, że koło faceta, który wyszedł przede mną i cały czas mi się przyglądał) zapiąć kurtkę, potem zabrałam torbę ruszyłam do domu. Chciałam właśnie skręcić w swoją ulicę, gdy zorientowałam się, że ktoś za mną biegnie. To był ten facet! Nie zastanawiając się dużo, zaczęłam uciekać (bo kto wie, może zaraz miałam stać się ofiarą tego typa). Nagle ktoś złapał mnie za ramię, już chciałam się wyrywać, gdy mężczyzna śmiejąc się powiedział, że pomyliłam torebki i właśnie trzymam jego krawat. No to wymieniliśmy nasze zakupy i poszłam do domu.
Dodaj anonimowe wyznanie