#uwLmo

Gdy byłam małym smrodem, uwielbiałam bajki. Moja biedna matula musiała ciągle wymyślać nowe i nowe historie, bo bez nich nie mogłam zasnąć.

Jako że jest ona farmaceutką, często opowiadała mi o swoich wymyślonych (wtedy byłam przekonana, że prawdziwych) klientach. Jednym z nich była Pani Pieskowa.
Była to suka, kundel, ale wilczur. Miała ona 5 małych piesków, dla których kupowała lekarstwa, lecz one nie chciały jej słuchać i np. wypijały od razu całą butelkę syropu i zmieniały kolory.

Pewnego dnia musiałam zostać u mamy w pracy, bo moja niania wyjechała. Siedziałam zazwyczaj na zapleczu i kolorowałam... jednak nagle zachciałam popatrzeć, jak mama pracuje. Tak że poszłam do przodu i usiadłam sobie na krzesełku. Wtem zobaczyłam, że przed apteką pewna pani przywiązała wilczura w różowej obroży do słupka (drzwi do apteki były szklane). To wydawało się dla mnie oczywiste - toż to Pani Pieskowa, która nie może przez okropne babsko kupić medykamentów dla swych dzieci!
Krzyknęłam do mamy, że idę na dwór, po czym wyskoczyłam i dopadłam do psa. Szybko odczepiłam psa od smyczy i ciągnąc za obrożę wtargałam do apteki z okrzykiem:
- Mamo, ta okropna pani - tu wskazując na panią, którą mama obsługiwała - chciała, żeby dzieci Pani Pieskowej zdechły! Przywiązała ją, o tam, tam, tak mocno! Dzwoń na policję!
Po czym ze zdezorientowanym psiskiem próbowałam wepchnąć się na zaplecze, jednak przed tym powstrzymała mnie matula i przepraszając klientkę wyprowadziła razem z psem na zewnątrz, po czym przypięła go z powrotem. Ta "okropna pani" okazała się być całkiem w porządku, nie była zła, a na poprawę mojego humoru kupiła mi lizaka :)

#wV029

Mój tata bardzo chciał mieć syna. Jego wymarzonym synem miałam być ja. Rodzice do samego końca nie wiedzieli jakiej płci będę. Dzień moich narodzin. Efekt : dziewucha. Mina ojca - jakby ktoś mu dał w twarz. Spokojnie, znalazł sposób, aby mieć syna. Mianowicie obcinał mi włosy, ubierał w najbardziej męskie ciuchy, jakie miałam i mówił do mnie Adrian. Dobrze że potem wkroczyła mama i jej różowe ciuchy :)

#i8Rke

Akcja wydarzyła się w zeszłym tygodniu
Od roku jestem policjantem w wydziale ruchu drogowego. Zatrzymaliśmy kierowcę za przekroczenie dozwolonej prędkości. Poprosiliśmy, żeby udał się z nami do radiowozu, kierowca już ma sporo wykroczeń na koncie, 6 punktów do zabrania prawa jazdy. Kierowca twierdzi, że popełnia wykroczenia, żeby wystąpić w TVN Turbo (!). Nóż widelec się uda...

Przyznam, że pierwszy raz się z takim czymś spotkałem. Pytał, czy to jest reżyserowane i czy są jakieś castingi.

Widać dla niektórych sława pirata drogowego jest warta każdych pieniędzy.

Panie Radosławie, jeśli Pan to czyta, to przypominam, że 24 punkty można wymienić na rower. Jeszcze tylko 2 ;)

#ZzgGo

Jestem trochę aspołeczna i nie znoszę poznawania nowych ludzi. Bardzo przeżywam wszystkie wpadki i głupoty, które czasem przypadkiem komuś powiem. Do tego jest mi przykro, kiedy komuś dzieje się krzywda. Na przykład kiedy z kimś gram i tej osobie nie idzie. Wiem, że wygrywam uczciwie, ale nie mogę się pozbyć tego uczucia.
Czytając anonimowe zobaczyłam wyznanie dziewczyny, która stworzyła swoje alter-ego, żeby to ono brało na siebie wszystkie wpadki. Stojąc przed lustrem i myjąc zęby postanowiłam spróbować. Zaczęłam sobie powtarzać, że dziewczyna w lustrze to nie ja, ale za to to ona jest głupia i niezdarna, a nie ja.
Zrobiło mi się przykro, że tak jej w życiu nie idzie, i nie mogłam wszystkiego na nią zwalić.

#JDyJy

Gdy byłam młodsza myślałam, że ludzie, którzy zginęli w wypadkach samochodowych są pochowani tam, gdzie stoją upamiętniające to krzyże.
Wyobrażałam sobie, że na przykład jakaś rodzina z Gdańska 1 listopada musi jechać przez całą Polskę na Śląsk, bo jakiś krewny zginął akurat tam. I że pewnie mają problemy z parkowaniem na środku drogi szybkiego ruchu.

#Mj5YE

Mam 21 lat i niedawno otworzyłam swój własny biznes. Jestem sama, nie mam chłopaka, nie mam przyjaciół. Dlaczego? Bo odkąd otworzyłam sklep, wszyscy przychodzą do mnie, pytają, czy z nimi wyjdę, czy się umówię, zaczęli zapraszać mnie na imprezy.
Niedawno poszłam na jedną do mojej znajomej z czasów szkoły. Gdy przyniosłam ze sobą półlitrową butelkę alkoholu, na imprezie powiedzieli mi "Masz swój sklep, to nie mogłaś wziąć więcej?". Jedna z moich koleżanek zaczęła ode mnie nałogowo pożyczać pieniądze. I słyszę ciągle komentarze od niej "no nie mów, że nie masz".
A chłopaki? Nagle dostaję multum wiadomości z pytaniem, czy się z nimi umówię, zapraszają mnie na kawę, jeden ostatnio nawet w ciemno zaprosił mnie na wesele.
A do niedawna byłam zwykłą szarą myszką, której nikt nie zauważał nawet. Teraz nagle jestem popularna tylko dlatego, że otworzyłam coś swojego i zarabiam troszeczkę więcej niż inni. I jak tu znaleźć przyjaciół, faceta? Gdzie byli wszyscy, gdy nie miałam sklepu i pracowałam w pizzerii? Wtedy żaden chłopak nie powiedział mi, że jestem ładna, fajna itp.

Nie wiem, czy pieniądze mnie upiększyły czy jak? Jestem tą samą osobą co jeszcze rok temu, ale cholernie samotną, bo ludzie, którzy pojawiają się w moim życiu po odniesieniu sukcesu są nic nie warci. Ot, taka natura ludzka, że jak się komuś lepiej wiedzie, to wie gdzie przytulić cztery litery.

Ach, no i klasyczny tekst, który słyszę od każdego nowego znajomego, gdy jestem w sklepie "Tak dużo? Myślałem/myślałam, że mi taniej policzysz".

#XE5Qj

Było to parę miesięcy temu, chodziłem na zajęcia dodatkowe z języka angielskiego (byłem wtedy w 1 LO, teraz jestem w 2). Wróciłem świeżo z biwaku z kolegami, a jak to na biwaku bywa, do jedzenia tylko zupki chińskie, inne tego typu dania instant albo napoje gazowane typu cola. Na zajęcia oprócz mnie chodziło kilka chłopaków typu nerd oraz grupka dziewczyn, dwie zawsze przykuwały moje czujne oko... Marlena i Eliza, chcę być z wami szczery w 100%, więc jakby moi znajomi przeczytali wszystko, co tu piszę, uczucia itp., to by się chyba zesrali ze śmiechu. No ale dobra, nie odbiegajmy, sam mogłem stwierdzić, że zwyczajnie się w nich zabujałem, no ale dobra, przechodzimy do najciekawszego, moi drodzy anonimowi :)

Tak jak już wcześniej mówiłem, byłem po biwaku z kumplami, jak przyszedłem na zajęcia, większość grupy czekała już w sali. Źle się czułem po biwaku i tak jak się spodziewałem, nie dało się tego ukryć.

Zaczęło się od oczywistego bólu brzucha, w moich jelitach panowało tornado... Nie zdołałem zgłosić nauczycielce pójścia do toalety, ponieważ czas to pieniądz, a inni uznaliby, że idę się wysrać (po to też miałem tam iść, ale mój charakter na to nie pozwalał :) Nie mogłem więc pójść do klopa ze wcześniej wymienionych powodów, więc zaczęło się od puszczania cichych tajniaków, najpierw poszedł soczysty bączur i poczułem na chwilę ulgę, ale zobaczyłem dziwną minę na twarzy dziewczyn, widać było, że próbowały się domyślić, komu z dupy wyszło coś tak potężnego. W sali capiło jakby sto koni się zwaliło. Udawałem, że to nie ja i że nic nie czuję. Ale to zmieniło wszystko... Ze stresu cała dupa mi się spociła. Nie słyszałem nawet już co nauczycielka gadała. Poczułem, że ze stresu zrobiłem się czerwony jak burak i wtedy stało się najgorsze... Tamy puściły, zwieracze się rozluźniły, a kupa postanowiła wyjść... W gaciach zrobiło mi się gorąco... Nie patrząc na nic, wybiegłem ze sali, pędząc z prędkością światła do ubikacji. Nie chciałem wiedzieć co dzieje się tam w sali, gdy tak biegłem przez salę było już czuć zapach mamuciej śmierdzącej biegunki... Wbiegając do klopa, poczułem, że liczy się tu i teraz. Usiadłem na ubikacji, patrząc na majty, które były całe zielono-pomarańczowe, cały spocony zauważyłem, że moje spodenki są całe w stolcu. Postanowiłem się jakoś oporządzić, ale dupa hulała jak na dyskotece, srałem tyle ile się dało, rozpędził się wtedy cały rollercoaster. Poszło gdzieś z pięć partii. Cały zażenowany próbowałem ukryć ślady zbrodni pod koszulką. Wróciłem do sali nie przemyślając nic, oprócz nauczycielki nie było tam już nikogo więcej... sala się wietrzyła, a na moim krześle leżało moje wodniste gówno, widocznie zesrałem się też na krześle... Cały zażenowany wyszedłem ze szkoły czerwony jak burak, dodatkowo z brudnymi spodenkami.
Ze wstydu wypisałem się z zajęć...

#xQBlf

Czasem śmieszne sytuacje powstają z niczego, a pamięta się je potem latami.
Pierwszy rok studiów. Profesor, u którego ciężko było zdać w pierwszym terminie, miał jakieś sprawy rodzinne i na egzaminie pisemnym musiał go zastąpić dosyć ofermowaty asystent. Takiej okazji nie można było zmarnować.
Było cicho, bo nie chcieliśmy ryzykować, że facet wezwie wsparcie do pilnowania, ale ściągi po sali krążyły gęsto. Asystent widział, że coś jest nie tak, ale studenci byli szybsi i za rękę nikogo nie złapał. Przestał biegać po sali, przyczaił się na chwilę, ale znowu nic.
Obserwował nas dalej i pod koniec egzaminu jak nie wrzaśnie: „Widziałem! Co pani ma między nogami??!!”.
Gruchnął taki śmiech, że aż panie z dziekanatu, który był piętro niżej, przyszły zobaczyć, co się dzieje :)

#asGOu

Od pewnego czasu jedyne, co trzyma mnie przy życiu, to moje dziecko. Dopiero po porodzie zobaczyłam, że mój mąż traktuje mnie tak, jak mój ojciec – a ten zwyzywał mnie od popier...ych kur.w. Przy całej rodzinie, bo stłukłam szklankę. A to tylko czubek góry lodowej.
Czuję się kompletnie samotna i zdałam sobie sprawę, że już od dawna myślę o skończeniu ze wszystkim. Wiem, że powinnam pójść do specjalisty. Nawet poszłam do psychiatry, ale ten powiedział, że nie, tu jest OK, on mi nie pomoże. Chyba źle trafiłam...
Może to nie jest najlepsze miejsce na tego typu wyznania, ale komuś potrzebuję się wyżalić.
Mąż zabrał nas na wakacje, all inclusive. Wszystko było super, póki w drugim dniu nie znalazł sobie kompana do picia i zostałam z 2-letnim dzieckiem pod opieką sama. Jutro rano wylot, on śpi, totalnie pijany. Ja położyłam dziecko spać, spakowałam siebie i malucha. Szczerze? Jeśli sam nie wstanie, to zabiorę dziecko i wrócę do kraju sama.
Od dawna myślę, żeby go zostawić, ale nikt mi w tym nie pomoże. Sama nie zarabiam źle, ale utrzymanie dziecka + kredyt + wynajęcie czegoś dla naszej dwójki + życie przerośnie moje możliwości. A póki nie sprzedamy mieszkania, będziemy musieli spłacać zaciągnięty kredyt. Dodatkowo nikt nie chce wynajmować mieszkań samotnej matce.
Jeśli dotrwałeś do końca – dziękuję. Poświęciłeś mi więcej uwagi niż wszyscy moi „bliscy” przez ostatnie lata razem wzięci.

#bE8tA

Serdecznie pozdrawiam wszystkich hipsterów! Zrobiliście przypadkiem coś dobrego dla sporej części ludzkości!

Moja ukochana ciocia od wielu lat cierpi na celiakię – gluten jej naprawdę szkodzi. Mimo że mieszka w jednym z większych miast w Polsce, po chleb bezglutenowy musiała jeździć do daleko położonej, jedynej piekarni, która miała na stałe w ofercie bezglutenowe pieczywo.

Odkąd trend brodaczy się rozpowszechnił, w praktycznie każdej piekarni są dostępne chleby, bułki, a nawet ciasta bezglutenowe.

Moja ciocia jest w siódmym niebie ;-)
Dodaj anonimowe wyznanie