#vseov

Jestem żołnierzem, odbyłem 5 tur bojowych, tj. 715 patroli w strefie działań wojennych i niezliczoną ilość pościgów za wrogiem. Wyznanie będzie dotyczyło mojego dowódcy –młody, niespełna 30-letni chłopak zaraz po szkole oficerskiej.

Stojąc na płycie lotniska tuż przed wylotem na pierwszą turę, oznajmił naszym rodzinom, że żadnego z nas nie zmuszał do wylotu i że daje im słowo honoru, że jeżeli któremuś z nas ma się coś stać, to dopiero po jego trupie – i słowa dotrzymał. Już 4 tygodnie po aklimatyzacji w bazie i wejściu do czynnej służby mój szef (nazwijmy go Sebastian) jako jedyny wszedł po mnie do budynku, w którym zostałem odcięty. Dostał cały magazynek w kamizelkę, cud, że żadna z kul nie przeszła.
1,5 roku później własnym ciałem zakrył rannego żołnierza z naszego plutonu, nie zważając na ostrzał, po prostu zasłonił go własnym ciałem.
Blisko 2 lata po tych wydarzeniach prowadząc pościg po grotach Dieh e Maneh, kiedy przeciwnik podrzucił nas granatem, Sebastian krzyknął: „Granat, padnij!” i zakrył go własnym ciałem. To był cud, że granat z czasów II WŚ nie wybuchł, po całym zdarzeniu stwierdził tylko, że gdyby któremuś z nas coś się stało, nie mógłby spojrzeć w oczy ani naszym rodzinom, ani sobie.
Odrzucał 9-krotnie odznaczenia za ofiarność na polu walki, do znudzenia powtarzając, że nie dla złomu na klapie munduru służy.

Zmarł rok temu, potrącony przez samochód. Nie mam pojęcia, czy w niebie mają anonimowych, ale służba pod rozkazami Sebastiana do dziś jest dla mnie zaszczytem i mam nadzieję spotkać go jeszcze na wiecznej warcie.

#Ywhmz

Mieszkam u mojego chłopaka za granicą. Wczoraj ze mną zerwał, więc pakuję się i jeszcze dziś wieczorem wracam do Polski.
Przed chwilą powiedział mi, żebyśmy zachowywali się jak dorośli ludzie i poprosił o zrobienie obiadu, ponieważ jest głodny, a nie, że ja tylko chodzę i płaczę.

#Gji6W

Mój dziadek zmarł, kiedy miałam 12 lat. Przez całe życie miałam go za chodzący ideał. Tak też przedstawiała go rodzina. Mojej babci za to nie rozumieli, bo często na niego narzekała, a teraz po jego śmierci nie przychodzi na jego grób.

Po latach babcia wyjawiła mi, że dziadek zdradzał ją na prawo i lewo. Że była nieszczęśliwa w małżeństwie. Na początku wyjeżdżali jeszcze na wspólne wakacje i jakoś się to toczyło, ale później całe życie przesiedziała z nim nieszczęśliwa, zajmując się domem. A w tamtym czasach odejście od męża nie było tak proste jak teraz, szczególnie jeśli pracowało się jako sekretarka i nie miało wysokich dochodów, a oprócz tego dwójkę dzieci.

Jestem w szoku i mój idealny obraz dziadka niestety runął.

#9EL1U

Często wcale nie jest mi przykro na pogrzebach, chyba że umrze ktoś mi bardzo bliski. Cała ta otoczka, łzy ludzi też na mnie nie działają, po prostu jeśli na kimś bardzo mi nie zależało, to jego śmierć jest mi obojętna.
Co gorsza, mam dziwną przypadłość, że często w tej całej powadze chce mi się na nich śmiać. Nie wiem dlaczego, po prostu wiem, że sytuacja wymaga zachowania powagi i smutnej miny, a to wzmaga taki odruch. Nie to, żeby wynikało to z radości z czyjejś śmierci, po prostu często przymus zachowania powagi tak na mnie działa.
Podobnie było np. na ustnych egzaminach na studiach. Kiedyś z koleżanką wpadłyśmy w taką głupawkę śmiechu, że nie wiedziałyśmy, jak się uspokoić przed wejściem.
Na całe szczęście do tej pory skutecznie się od tego powstrzymywałam, ale czy ktoś przypadkiem nie zauważył, jak tłumię uśmiech, nie dam głowy...

#UtsLX

Jak byłem mały i brałem kąpiel, za każdym razem zanurzałem usta w wodzie i udawałem pokemona – Squirtla. W myślach wyobrażałem sobie, jak mój trener wykonuje komendę „Wodny atak, teraz!”  i plułem wodą w wybrane cele – gąbki, butelki z szamponem czy inne obiekty.

W zasadzie robię to do dziś.
Mam 24 lata.

#QvqyW

Mam 19 lat, jestem najmłodsza spośród sześciorga rodzeństwa. Mamy gospodarstwo rolne, dlatego praca fizyczna jest nam znana już od najmłodszych lat. Nigdy jednak nie dorównałam w tej pracy pozostałym członkom rodziny – z tego względu, że technologia poszła na tyle do przodu, że moje rączki w wielu przypadkach były już zbędne. Jednakże robię wszystko, co trzeba... przynajmniej tak mi się wydaje. Mam ogromny szacunek dla wszystkich, którzy poświęcili kawał życia na pomoc rodzicom, ale skoro ja nie mogłam tego robić w takim stopniu, to siłą rzeczy zaczęłam bardziej „inwestować” w siebie. Bardzo dobrze się uczę, uczęszczam na kursy, pracuję dorywczo, przez co od kilku lat nie biorę pieniędzy od rodziców, w dodatku ośmielam się mieć cudownego chłopaka. A to wszystko, żeby zrealizować swoje marzenia i założyć własny biznes, a gdy już się na nim odkuję – wspomóc rodzinę, bo tylko w taki sposób mogę się odwdzięczyć.
W efekcie codziennie wysłuchuję od braci i sióstr, że najmłodszy ma zawsze najlepiej, że jestem pieprzoną egoistką, leniem, a noga mi się kiedyś powinie i to moja wina, że rodzeństwo nie ma szczęścia ani w pracy, ani w miłości.

Przepraszam, że urodziłam się ostatnia.

#59ll5

Kiedyś, gdy miałem może z 5-6 lat, chciałem zrobić mamie niespodziankę. Postanowiłem podlać wszystkie kwiaty w mieszkaniu. Szkoda tylko, że nie podlałem ich wodą, a wódką. Tak, czystą wódką. Mama chyba nie do końca była zadowolona z tej niespodzianki. Ale ważne, że się starałem!

#97sMD

W drugiej klasie LO na początku roku został wylany historyk, a na jego miejsce przyszła jakaś dziewczyna świeżo po studiach, ładna, zgrabna, niziutka.
Kiedy jeszcze nie wiedziałem, że jest nową historyczką, zobaczyłem, że ładna ruda dziewczyna gada sobie z moim kumplem. Podszedłem, przywitałem się z nim i... zacząłem ją podrywać. Już nawet nie pamiętam, co do niej mówiłem, bo spojrzała na mnie jak na ostatniego kretyna, po czym przedstawiła się jako magister historii.
Jestem sporym facetem, mimo to nagle rozpłynąłem się w powietrzu jak Altair uciekający przed hordą templariuszy.

Na szczęście nie jest moją nauczycielką :)

#4sXXP

W weekend pod moim blokiem w sobotę grupa ludzi (faceci i kilka babek) zrobili sobie imprezę. Gdy wyjrzałam przez okno zobaczyłam, że stoi przy nich wózek, taki jak dla niemowlaka, po czym usłyszałam płacz dziecka (była 23:30). Zadzwoniłam więc na policję z informacją, że grupa ludzi robi imprezę i jest z nimi malutkie dziecko, na co pan policjant znudzonym głosem powiedział, że spoko, on już wysyła patrol (brzmiał przy tym, jakby miał pretensje, że mu przeszkadzam).
Towarzystwo zwinęło się godzinę później, patrolu nie było.
I tak się zastanawiam, czy musi się dziecku stać krzywda, żeby policja zareagowała?
Dodaj anonimowe wyznanie