#k6zYe

Nie wiem co się ze mną stało. Od 2 tygodni nic nie czuję, smutku, radości, nie potrafię marzyć, pustka. Aż dotąd prawie codziennie pisałem swoje przemyślenia i wiersze, były to naprawdę dobre teksty. Teraz nic nie czuję, niczego nie pragnę, niczego nie żałuję. Zajmuję się codziennymi zadaniami w pracy i w domu jak robot, jakbym się naszprycował psychotropami. Nawet słuchając muzyki nic nie czuję, gdy wcześniej porywała mnie, czasem wzruszała albo pobudzała. Myślałem, że moja wrażliwość to problem, bo często popadałem w przygnębienie, ale brak wszelkich uczuć jest gorszy. Brak motywacji, brak weny, brak chęci do czegokolwiek. Został czysty rozum, realizowanie planu dnia, układanie planu na kolejne dni, tygodnie, miesiące i koniec. O co może chodzić? Nawet nie czuję niepokoju, tylko czystą ciekawość. Myślicie, że to dobrze, może powinienem to wykorzystać i stać się takim Wolkaninem, czy lepiej udać się do lekarza?

#ybNU6

Zawsze czułam dużą niechęć do mojej matki. Stresowałam się, gdy na mnie patrzyła lub rozmawiałyśmy. Plątał mi się język, zacinałam się w połowie słowa i czerwieniłam się. Całe życie unikałam rodziców. Bywały miesiące, gdy mieszkając w jednym domu, widziałyśmy się raz na tydzień. Mama jest zimną kobietą, która lubi plotkować i oceniać innych. Podczas mojej wyprowadzki nie okazała ani jednej emocji.
Minęły trzy lata, zakochałam się, zaręczyłam i znalazłam swój dom. W momencie gdy zaczęłam być naprawdę szczęśliwa, zdarzyło się coś nieprawdopodobnego. Zaczęłam przypominać sobie jakieś sytuacje z wczesnego dzieciństwa, gdzie moja matka znęcała się nade mną psychicznie. Dzień  po dniu przeżywałam wszystko od nowa.  W trakcie gdy ona mnie poniżała i wyżywała się na mnie, tata siedział w pokoju obok i udawał, że nic nie słyszy.

Oboje twierdzą, że to nieprawda. Jednak ja wiem, że to działo się naprawdę. To są naprawdę przerażające i wstrząsające wspomnienia.

#dvKSl

Chodzę do klasy z ludźmi, którzy mają „ciekawe” pomysły. 
Mam najjaśniejszą skórę w klasie (nawet jakbym siedział cały na słońcu, nic się nie zmieni), dentysta nadmiernie odbudował mi kilka połamanych zębów, mam tylko czarne spodnie i prawie żadnej bluzki z krótkim rękawem, i potrafiłem siedzieć przed komputerem przez długi czas, a dodatkowo nie wysypiałem się, co dało efekt zaczerwienionych oczu. Moi koledzy połączyli te fakty i ustalili, że pewnie jestem wampirem... Wpadli na pomysł, żeby zabić mnie czosnkiem. Za najlepszy moment wybrali matematykę (mieliśmy zastępstwo z księdzem, który wygląda podobnie do mnie i zachowuje się trochę creepy).

Mnie nic się nie stało, ale mina księdza, który po wejściu do sali poczuł zapach 23 bagietek czosnkowych – bezcenna.

#L9JCk

Pracuję w branży zdominowanej przez mężczyzn. W moim zakładzie na ok. 120 pracowników jest tylko kilkanaście kobiet, w tym ja. Jestem kobietą po trzydziestce i żyję w miarę zdrowo (ale bez obłędu), sensowna dieta + dużo ruchu.

W pracy są tylko jedne damskie toalety, podczas gdy męskie można znaleźć w każdej części budynku. Cierpiałam wtedy na dziwne i zupełnie dla mnie nietypowe zaparcia. Pamiętam, że było to późnym popołudniem (zmiana do 22, ok. 3-4 kobiet w pracy w tych godzinach). Po kilku dniach ociężałego i bolącego brzucha wreszcie poczułam potrzebę pójścia na tron. Jeszcze w drodze na posiedzenie nie zdawałam sobie sprawy, że zaraz będę o 5 kg lżejsza.... Tak się stało! Misja zakończyła się sukcesem i myślałam, że zaraz uniosę się w nieco zagęszczonym powietrzu. Z jednej strony wielka radość, a z drugiej... łatwy do przewidzenia problem. Nie dam rady tego spłukać! Toaleta wypełniła się już do krytycznego punktu i poziom jej zawartości bardzo opornie opadał. Chciałam po sobie zostawić porządek, ale z drugiej strony musiałam wracać do pracy. Wewnętrzne rozdarcie, szybki rzut oka na dostępne narzędzia: niestety, brak przepychaczki! Radioaktywne odpadki z mojej osobistej fabryki energii nieco opadły, spuściłam wodę ponownie z nadzieją, że nabierze rozpędu i poniesie ładunek w siną dal kanału. Niestety. Uzupełniłam jedynie zawartość toalety... Nie miałam już czasu czekać aż opadnie. Opuściłam klapę i miałam nadzieję, że ewentualne użytkowniczki wybiorą inną kabinę (są 4). Wróciłam do pracy.

Następnego dnia koleżanka opowiadała, że weszła rano do toalety, a tam nasz konserwator powierzchni poziomych i pionowych, wraz z dwoma sprzątaczami, majstrują coś w jednej z kabin. Na jej pytanie, co robią w damskiej toalecie, odpowiedzieli, że jakaś dama uwolniła największą orkę, jaką w życiu widzieli! Oczywiście wykazałam niebotyczne zdumienie i ze spokojem wysłuchiwałam typowań koleżanki, któż to mógł być sprawcą tego nikczemnego czynu...

#Fo9MF

Byłem w pierwszej czy drugiej klasie liceum. Podczas grania w koszykówkę na lekcji WF-u niefortunnie zderzyłem się z kumplem, upadłem na ziemię i poczułem duży ból w stawie skokowym. Pokuśtykałem usiąść na ławce, zdjąłem but i skarpetkę, a tu noga spuchnięta, jakby ktoś pod skórę wsadził mi piłkę tenisową. Efekt? Zwichnięty staw skokowy, naderwana torebka stawowa oraz noga do gipsu na (chyba) dwa tygodnie. Niby nic takiego, zdarza się.

Kilka dni później wróciłem do szkoły, poruszając się o kulach. Wiadomo... nauka najważniejsza itd. A że miało to miejsce w grudniu, śnieg na dworze, toteż mokro i co za tym idzie ślisko. Gdy schodziłem po schodach, mokre kule rozjechały mi się na boki i źle postawiłem drugą nogę, przez co zjechałem kilka schodów na tyłku. Chyba nie muszę pisać, co się stało? Skręcony drugi staw skokowy ;/ Co prawda nie jakoś bardzo mocno (po ok. tygodniu byłem już w stanie na tej nodze stawać), ale jednak na początku ustać nie potrafiłem. Tak oto, przy publiczności w postaci połowy szkoły, byłem wsadzany do karetki na noszach. Przynajmniej od szkoły odpocząłem ponad miesiąc, bo moje kontuzje zbiegły się ze świętami Bożego Narodzenia.

Jakby tego było mało, mniej więcej 2-3 miesiące później kolega z ławki również skręcił staw skokowy i jak był na prześwietleniu w szpitalu, od pani pielęgniarki usłyszał: „A wiesz... jakiś czas temu był u nas taki chłopak, co dwie kostki skręcił w odstępie jednego tygodnia!”. Na co kolega zareagował uśmiechem i odpowiedział: „Wie pani co? Ja chyba wiem, o kim pani mówi”...

Jestem ciekaw, jak długo jeszcze mówiono o mnie w szpitalu...

PS Po skręceniu drugiego stawu skokowego przez 4-5 dni po mieszkaniu poruszałem się siedząc na tyłku i odpychając się rękami od podłogi.

#uid63

Schodziłam po schodach w parku, nie zauważyłam obluzowanej kostki, na którą nastąpiłam, więc z impetem poleciałam na sam dół. Byłam wtedy sama, grupka chłopaków palących nieopodal papierosy czym prędzej uciekła. Wyłam z bólu. 
Resztkami sił wydobyłam telefon, zadzwoniłam na pogotowie. Miły pan z dyspozytorni powiedział, że karetka jest dla potrzebujących, a ja mogę sobie wezwać taksówkę. Wypadek miał miejsce przy deptaku, żadna taksówka nie chciała wjechać, a do najbliższego postoju było ponad 500 metrów. Dodatkowo miałam nie więcej niż 5 zł przy sobie. W końcu jacyś dobrzy ludzie donieśli mnie do tramwaju (!) i odprowadzili na SOR. Tam trzy godziny czekania. Byłam już nieprzytomna z bólu, tylko adrenalina trzymała mnie przy jakimś sensownym stanie. 

Diagnoza: dwa złamane żebra, pęknięta kość w przedramieniu, złamana kość w stopie. Myślicie, że to koniec? Nie. Po miesiącu, na kontroli u lekarza rodzinnego dostałam skierowanie do ortopedy. Z wyraźnie napisanym „BARDZO PILNE”. Termin wizyty mam wyznaczony na grudzień. Następnego roku...

#KJH1f

#metoo
Chcę Wam opowiedzieć o tym, jak mnie spotkało molestowanie. Zaczęło się niewinnie: ot żarty, które miały uchodzić za flirtowanie. Ani mnie to nie grzało, ani ziębiło. Szybko jednak sytuacja musiała się zmienić. Wypisywanie na FB i pretensje, czemu od ostatnich kilku sekund nie ma odpowiedzi. Wydzwanianie o każdej porze. I to spojrzenie... To obleśne spojrzenie, które przyprawiało o dreszcze (niekoniecznie te miłe). Czasem nawet zdarzało łapanie za krocze, gdy nikt nie patrzył, czy teksty typu, że mamy się bzyknąć i już. Nic nie działało na tę osobę: blokada na każdym portalu społecznościowym czy numeru telefonu, stanowcze mówienie „nie” czy wprost „wypierdalaj”.

Teraz mogę powiedzieć to wprost: mam 25 lat, jestem mężczyzną i byłem molestowany przez koleżankę z pracy. O ironio, ta sama osoba przed tym zajściem mówiła coś na temat molestowania samym patrzeniem się.
Dodaj anonimowe wyznanie