#8Axyr

Jak zamawiam kotu karmę przez internet, to zawsze staram się wybierać różnorodne i zróżnicowane smaki. Dzięki temu potem mogę w tych karmach przebierać i zastanawiać się, czy zaserwuję swojemu sierściuchowi dzisiaj kawałeczki kurczaka w galaretce czy łososia, a może wołowinkę. Czuję się wtedy jak szef kuchni, mimo że wcale nie potrafię gotować, ale jak kot wpierdziela ze smakiem, to mam satysfakcję, że mu „ugotowałam” danie jak z 5-gwiazdkowej restauracji.

#OtnWK

W wieku około 6 lat zacząłem bardzo rozpaczać nad śmiercią Jezusa. Myślałem, jak by to było dobrze, gdyby nie został ukrzyżowany. 
Spytacie pewnie, jaki był tego powód. Było mi żal, że on umarł? Byłem mocno wierzącym chrześcijaninem?
Nie. Otóż pomyślałem, że gdyby nie umarł, to nie musiałbym już nigdy więcej chodzić do kościoła.

#oq5gV

Poznałem pewną dziewczynę. Zakochałem się bez pamięci w niej i w jej córeczce. Żyło nam się dobrze, ja pracowałem, a ona studiowała i zajmowała się domem. Zawsze starałem się, aby niczego im nie brakowało.

Pewnego dnia, gdy moja ukochana wracała z uczelni, została potrącona przez samochód. Na szczęście nic się nie stało, ale musiała pobyć trochę w szpitalu. W tym czasie zajmowałem się naszą córką, pracowałem i codziennie odwiedzałem ją w szpitalu. Wydobrzała, wróciła do pełni sił.
Gdy skończyła studia, pewnego dnia, gdy byłem w pracy, spakowała siebie i córkę i bez słowa wyjaśnienia wyjechała. Jak się później dowiedziałem – za granicę.

Jest mi ciężko, bo byłem bardzo zaangażowany w ten związek. Najbardziej przykro mi z powodu córki. Nie jestem jej biologicznym ojcem ani nie byłem w formalnym związku z jej matką, przez co nie mogę sobie rościć do niej żadnych praw i boję się, że już nigdy więcej jej nie zobaczę.

#7W2nq

Jednym z moich dziwactw jest mania wąchania wszystkiego. Przedmioty, jedzenie, ludzie, wszystko co popadnie, co w rączki wpadnie. Różne miejsca, sytuacje, ludzi itd. pamiętam z zapachu, który akurat pojawi się w otoczeniu, a ulubione zapachy noszę przy sobie. Tak samo jest z obmacywaniem różnych przedmiotów – ulubione w dotyku noszę przy sobie. Czasami nie potrafię się powstrzymać od dotykania rzeczy.

Jakby ktoś kiedyś zobaczył wariata, który namiętnie pieści i obwąchuje jakiś przedmiot, wiedzcie, że to ja.

#Cfw4y

Kiedy chodziłam do przedszkola, zawsze odbierała mnie mama. Pamiętam, jak pewnego razu wracałam z nią właśnie do domu, gdy mój wzrok przykuł staruszek, który szedł drugą stroną ulicy. Ogółem wyglądał normalnie – oprócz oczu, których nie było widać, wyglądało to jakby zamiast okolic oczu miał tylko jakby biały pasek, nie mógł być to raczej żaden plaster, pan szedł normalnie, bez pomocy. Trochę mnie to wystraszyło, ale o tym zapomniałam.

Przypomniałam sobie o tym dopiero kilka lat później, gdy brat opowiedział mi, że na pobliskim cmentarzu jest grób starszego pana, któremu ciągle ktoś wydrapuje oczy na zdjęciu nagrobnym.

#bTREl

Pracuję w żłobku. Jedno dziecko chodzi do nas już bardzo długo, od czasu, kiedy żłobek został otwarty i kiedy maluch ten skończył 6 miesięcy, obecnie ma 2,5 roku. Można zatem stwierdzić, że jest takim naszym pupilkiem, którego wszystkiego uczyłyśmy. Michałek jest z nami zawsze najdłużej, przychodzi już przed 7 rano, a wychodzi przed 17, dlatego traktuję go prawie jak własne dziecko. Michaś jest bardzo inteligentny, wszystko zawsze rozumiał, lecz długo nie chciał zacząć mówić. Kiedy skończył 2 lata, pojawiały się słowa, później w niewyobrażalnym tempie całe zdania. 
Pewnego upalnego dnia, będąc z dzieciakami na naszym podwórku, Michaś zaczepiał przechodniów, słodko krzycząc „ceś”. W pewnym momencie Michaś podnosi wzrok i pędzi do mnie, wrzeszcząc na pół osiedla: „Ciocia CIPO”. Zamarłam! Myślę, nie odzywam się, może mi się przesłyszało, ale gdzie tam. Michaś biegnie i cały czas drze się na mnie: „Ciocia cipo!”. Ludzie w śmiech, sąsiedzi na podwórkach obok obserwują, co się wydarzy. Ja już cała spocona, czerwona, łapię młodego i rura z nim do środka. Postawiłam buntownika na dywanie i pytam, czemu tak mówi. A ten patrzy na mnie swoimi oczkami i ze zdziwieniem pyta: „To tobie nie jeśt cipło?”. 
No tak, jak jest upał, to musi być „cipło” :D

#3pXKz

Kiedyś zapytałam się mojego taty, w jaki sposób poznał mamę.
„Na dyskotece – odpowiedział. – Ale... coś ci powiem. Tylko nie mów mamie! – powiedział ciszej i wskazał palcem w stronę pomieszczenia, w którym właśnie była mama. – Nigdy nie pamiętałem, jak ona się nazywa i w sumie nawet nie wiedziałem, która to ona, bo specjalnie przychodziłem bez okularów, żeby lepiej wyglądać, no i słabo widziałem. Zawsze koledzy musieli mi mówić jej imię i pokazywać, która to ona, aż w końcu zapamiętałem. Dobrze, że ona o tym nie wie” – zaśmiał się tata. Ja też.

I tylko mamie, która właśnie weszła do pokoju, w którym siedzieliśmy, nie było do śmiechu.

#V93ug

Mój dziadek podczas wojny był małym chłopcem. Pewnego razu Niemcy zatrzymali się we wsi, w której mieszkał i zajęli dom pewnej rodziny, a także ich stodołę, gdzie składowali swój ekwipunek. Jednej nocy dziadek niepostrzeżenie zakradł się do stodoły i ukradł walizkę, wyobrażając sobie, że jest tam amunicja lub coś podobnego i przyczyni się tym do ratowania Ojczyzny.
Schował walizkę tak, żeby nikt jej nie znalazł i przez 2 tygodnie nie wychodził z domu, bo bał się, że Niemcy domyślą się, co zrobił.

Gdy wróg opuścił wieś, postanowił otworzyć walizkę i sprawdzić jej zawartość... Okazało się, że dziadek zabrał Niemcom walizkę z kilkoma prześcieradłami i pościelą, ale i tak jestem z niego dumny :)

#oBxrN

Ostatnio dość długo spóźniał mi się okres, ale machnęłam na to ręką, bo czasem miewam nieregularny cykl. Ale w końcu po prawie miesiącu przyszedł.

Idąc dziś rano do pracy, musiałam zaaplikować sobie tampon. Zabrałam się do dzieła, wszystko pięknie, do czasu aż nie spojrzałam na swoją dłoń. Zobaczyłam na niej małą, jasnoróżową formę. Szybko połączyłam fakty. Parę dni wcześniej nosiłam trochę ciężkich rzeczy w pracy, do tego spóźniony okres, więc wniosek nasunął się sam – byłam w ciąży i właśnie poroniłam. Od razu skoczyło mi ciśnienie, ale przyjrzałam się bliżej temu, co miałam na dłoni... Okazało się, że nie poroniłam, po prostu to był wilgotny i zwinięty papier toaletowy umoczony we krwi, bo chwilę wcześniej korzystałam z toalety i musiałam się podetrzeć.
Dodaj anonimowe wyznanie