#OtnWK
Spytacie pewnie, jaki był tego powód. Było mi żal, że on umarł? Byłem mocno wierzącym chrześcijaninem?
Nie. Otóż pomyślałem, że gdyby nie umarł, to nie musiałbym już nigdy więcej chodzić do kościoła.
#oq5gV
Pewnego dnia, gdy moja ukochana wracała z uczelni, została potrącona przez samochód. Na szczęście nic się nie stało, ale musiała pobyć trochę w szpitalu. W tym czasie zajmowałem się naszą córką, pracowałem i codziennie odwiedzałem ją w szpitalu. Wydobrzała, wróciła do pełni sił.
Gdy skończyła studia, pewnego dnia, gdy byłem w pracy, spakowała siebie i córkę i bez słowa wyjaśnienia wyjechała. Jak się później dowiedziałem – za granicę.
Jest mi ciężko, bo byłem bardzo zaangażowany w ten związek. Najbardziej przykro mi z powodu córki. Nie jestem jej biologicznym ojcem ani nie byłem w formalnym związku z jej matką, przez co nie mogę sobie rościć do niej żadnych praw i boję się, że już nigdy więcej jej nie zobaczę.
#7W2nq
Jakby ktoś kiedyś zobaczył wariata, który namiętnie pieści i obwąchuje jakiś przedmiot, wiedzcie, że to ja.
#Cfw4y
Przypomniałam sobie o tym dopiero kilka lat później, gdy brat opowiedział mi, że na pobliskim cmentarzu jest grób starszego pana, któremu ciągle ktoś wydrapuje oczy na zdjęciu nagrobnym.
#bTREl
Pewnego upalnego dnia, będąc z dzieciakami na naszym podwórku, Michaś zaczepiał przechodniów, słodko krzycząc „ceś”. W pewnym momencie Michaś podnosi wzrok i pędzi do mnie, wrzeszcząc na pół osiedla: „Ciocia CIPO”. Zamarłam! Myślę, nie odzywam się, może mi się przesłyszało, ale gdzie tam. Michaś biegnie i cały czas drze się na mnie: „Ciocia cipo!”. Ludzie w śmiech, sąsiedzi na podwórkach obok obserwują, co się wydarzy. Ja już cała spocona, czerwona, łapię młodego i rura z nim do środka. Postawiłam buntownika na dywanie i pytam, czemu tak mówi. A ten patrzy na mnie swoimi oczkami i ze zdziwieniem pyta: „To tobie nie jeśt cipło?”.
No tak, jak jest upał, to musi być „cipło” :D
#8ik6s
Uprzedzając pytania: tak, było dobre.
#3pXKz
„Na dyskotece – odpowiedział. – Ale... coś ci powiem. Tylko nie mów mamie! – powiedział ciszej i wskazał palcem w stronę pomieszczenia, w którym właśnie była mama. – Nigdy nie pamiętałem, jak ona się nazywa i w sumie nawet nie wiedziałem, która to ona, bo specjalnie przychodziłem bez okularów, żeby lepiej wyglądać, no i słabo widziałem. Zawsze koledzy musieli mi mówić jej imię i pokazywać, która to ona, aż w końcu zapamiętałem. Dobrze, że ona o tym nie wie” – zaśmiał się tata. Ja też.
I tylko mamie, która właśnie weszła do pokoju, w którym siedzieliśmy, nie było do śmiechu.
#V93ug
Schował walizkę tak, żeby nikt jej nie znalazł i przez 2 tygodnie nie wychodził z domu, bo bał się, że Niemcy domyślą się, co zrobił.
Gdy wróg opuścił wieś, postanowił otworzyć walizkę i sprawdzić jej zawartość... Okazało się, że dziadek zabrał Niemcom walizkę z kilkoma prześcieradłami i pościelą, ale i tak jestem z niego dumny :)
#oBxrN
Idąc dziś rano do pracy, musiałam zaaplikować sobie tampon. Zabrałam się do dzieła, wszystko pięknie, do czasu aż nie spojrzałam na swoją dłoń. Zobaczyłam na niej małą, jasnoróżową formę. Szybko połączyłam fakty. Parę dni wcześniej nosiłam trochę ciężkich rzeczy w pracy, do tego spóźniony okres, więc wniosek nasunął się sam – byłam w ciąży i właśnie poroniłam. Od razu skoczyło mi ciśnienie, ale przyjrzałam się bliżej temu, co miałam na dłoni... Okazało się, że nie poroniłam, po prostu to był wilgotny i zwinięty papier toaletowy umoczony we krwi, bo chwilę wcześniej korzystałam z toalety i musiałam się podetrzeć.