#6oVj8

Kiedyś miałam tak, że najpierw mówiłam, a dopiero potem myślałam...

Zatrudniłam się w jednej sieciówce i dostałam 3-miesięczny okres próbny. Po trzech miesiącach podchodzę do kierownika i mówię:
– Kierowniku, okres mi się skończył...
– No to gratuluję – odpowiedział kierownik z głupim uśmieszkiem i poszedł sobie...

#n1Ewe

Mąż nie miał zbyt dobrych relacji ze swoją matką. Gdy był dzieckiem, zdarzało jej się stosować wobec niego przemoc, dużo krzyczała, a koleżanki i papierosy były ważniejsze niż on. Po wyprowadzce przez kilka lat nie miał z nią kontaktu. Postanowił jednak zaprosić ją na nasz ślub. Kiedy tylko dostała zaproszenie, to od razu zadzwoniła i – płacząc do słuchawki – przepraszała go za wszystkie krzywdy, mówiąc, że widzi swoje błędy i dziękuje, że daje jej jeszcze jedną szansę. Po tym, jak urodził się nasz syn, teściowa wydawała się babcią na medal. Jednak kiedy młody skończył 5 lat, zaczęły się pierwsze dziwne komentarze ze strony mamusi. „Powinnaś mu czasem dać klapsa!”, „Dziecko trzeba wychowywać, lejąc czasem po tyłku!”, „Jakby to było moje dziecko, to spróbowałby tylko zacząć płakać... tak bym zlała, że wtedy dopiero miałby powód do płaczu!”. No ale na komentarzach się skończyło... a tak przynajmniej myślałam.
Ostatnio mąż musiał zostać dłużej w pracy, a ja miałam umówioną wizytę do lekarza. Zadzwoniłam do teściowej, która zgodziła się na tę godzinkę lub dwie przyjść popilnować synka. Jako że w firmie męża pojawiły się kolejne problemy, to po wizycie u lekarza byłam pierwsza w domu. Przywitał mnie widok mojego zapłakanego dziecka. Nie chciał powiedzieć, co się stało. Wyręczyła go babcia. „No przyznaj się mamie, co zrobiłeś! To babcia kawkę pije z koleżanką, a ty przychodzisz i zawracasz mi głowę! No mówiłam ci, Natalko, że to dziecko trzeba wychować! Wiesz, jak ja się czułam? To ja zapraszam kogoś na kawę, a smarkacz robi mi wstyd i pokazuje, jakim jest niewychowanym dzieckiem!”. Na nic się zdały moje pytania o co właściwie chodzi. Stwierdziła, że mam pytać syna, ubrała się i wyszła obrażona.
Postanowiłam porozmawiać z dzieckiem. Syn powiedział nam, że teściowa zaprosiła do naszego domu swoją koleżankę, przeszukały wszystkie nasze szafki, oglądając ubrania, naczynia, kosmetyki... ba! Nawet lodówkę przeszukały. Komentowały przy tym, co jemy, w co się ubieramy i nabijały się, że zapewne stać nas na lepsze rzeczy, ale jesteśmy skąpi. Gdy młody skończył rysować, chciał pokazać babci rysunek. Ta siedziała w kuchni przy winku i kawie, dalej plotkując. Gdy syn zapytał ją, co sądzi na temat jego dzieła, zaczęła krzyczeć i... uderzyła go w twarz, mówiąc, że jest niewychowany i będziemy się za niego wstydzić, gdy opowie nam, jaki jest bezczelny.

Mąż, gdy się o wszystkim dowiedział, od razu dzwonił do swojej matki, by powiedzieć jej, że nie życzy sobie więcej jej wizyt. Co usłyszał? Że powinien być dumny, że ona chciała poprawić nasze błędy wychowawcze, że zawsze postępowała dobrze, a przeprosiła go tylko dlatego, że bała się, że zrobi sobie dziecko i wychowa taką pokrakę życiową, jaką on sam jest.
Jacy rodzice potrafią być troskliwi...

#FxiiH

Ostatnio szłam z przyjaciółką do galerii handlowej. Pod ową galerią zawsze stoją od rana do wieczora ludzie z ulotkami. Było tak również tego pięknego dnia, kiedy wzięłam ulotkę od pewnego bardzo przystojnego i sympatycznie wyglądającego chłopaka. Uśmiechając się i wyciągając rękę, aby podać mi ten papierek, rzucił jedno pytanie: „Z numerem czy bez?”. Zaniemówiłam, nie wiedziałam, o co mu chodzi. Powtórzył pytanie, a ja dalej rozkminiałam, po co mi jakiś numer, w końcu i tak nie interesowała mnie ta ulotka. Zabrałam grzecznie samą ulotkę, uśmiechnęłam się i speszona odeszłam. 

Dopiero za rogiem przyjaciółka uświadomiła mi, że ja temu chłopakowi wpadłam w oko i chciał mi dać swój numer telefonu, a ja nawet nie pomyślałam o tym, że mógłby na mnie zwrócić uwagę. Nigdy nie byłam otwarta na flirty i nigdy nie przyjmowałam do wiadomości, że facet bierze moją osobę poważnie. Chyba skończę jako stara panna z kotem ;)

#EoahX

Pewnego ranka szykowałam się jak zawsze do pracy. Mieszkam z dwiema dziewczynami (takie tam studenckie klimaty). Na moje nieszczęście złapał mnie potworny ból brzucha i poczułam, że czym prędzej muszę do toalety. Niestety była zajęta, kumpela brała z rana solidny prysznic. Czekałam w bólach 5 minut, prosiłam, żeby się pospieszyła, ale i tak już było za późno. W pewnym momencie nastąpiła kulminacja, wiedziałam już, że nie zdążę i zrobiłam kupę do kosza na śmieci w pokoju... Zaraz potem szybko wyniosłam worek na balkon i na koniec pozbyłam się go, wychodząc ze śmieciami ostatnia z mieszkania.
Nigdy więcej takich sytuacji :/

#DEYgX

Zrozumiałym dla mnie było, że randkowanie służy poznawaniu się i selekcji potencjalnych partnerów od całej reszty. Ludzie oceniają po najdziwniejszych atrybutach – jak świat światem laski oczekują sześciopaka, a faceci zgrabnych nóg, jednak to co się odwaliło na jednej z moich randek przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Otóż mojego ewentualnie przyszłego chłopaka poznałam przez serwis randkowy. Opisywał się jako człowiek bardzo kulturalny i inteligentny, wydawało się, że ideał. Taki też był na naszych spotkaniach. Może trochę sztywny, ale jednak gentleman, z klasą, manierami i obyciem. Raz doszło do bliższego kontaktu naszych twarzy, coś jednak mu nie pasowało. Sprawdziłam dyskretnie oddech, zapytałam, czy wszystko w porządku. Powiedział, że jest jeden element mojej twarzy, którego nie zniesie. Zaczynałam myśleć: czy to krzywe zęby, źle zrobione brwi, kurde, może mam zeza? Nie. Brzydziły go moje WŁOSY W NOSIE. Od razu uprzedzam – nie mam żadnych włosów zwisających z nosa i sięgających ust, normalne włoski w nosie, z tego co pamiętam z biologii – spełniające swoją funkcję. Rozstaliśmy się tego wieczora, kilka dni później zaprosił mnie do restauracji. Zapytał się mnie, czy rozważyłam jego słowa. Szczerze nawet nie pomyślałam o tym kretyńskim stwierdzeniu. Nachylając się nad stołem, próbował mi dyskretnie przekazać, iż chodzi o moje owłosienie w przegrodach nosowych. Nerwowo zachichotałam i próbując to jakoś złagodzić i ominąć, w bardziej kulturalnych słowach powiedziałam, że chyba do końca zdurniał. Na co on uznał, że niestety, tu następuje koniec naszej znajomości, on tego nie zdzierży, widać tak musiało być. Na koniec dodał, że nigdy nie śmieszyły go moje żarty. Zapłacił, wstał od stolika, szarmancko zarzucił swój długi płaszcz, i powiedział: „Żegnaj, Izabelo”.
Byłoby to nawet romantyczne, gdyby nie powód naszego rozstania.

Pozdrawiam cię, Rafale. Nadal nie depiluję nosa.
A wy bądźcie uważni na to, jak wyglądacie.

#OhgoJ

Co niedzielę cała moja rodzina chodzi do kościoła. W ostatnią niedzielę dostałam okresu, ale moich rodziców nie przekonuje to, że boli mnie brzuch itp. Nie chciało mi się iść, więc musiałam coś wymyślić.
Gdy siedziałam w toalecie, pomyślałam, że mogę udawać, że leci mi krew z nosa (chciałam użyć krwi z miesiączki). Niestety drzwi do łazienki jakimś cudem się nie zamknęły (albo zapomniałam przekręcić klucz), więc mama wchodząc zobaczyła, jak stoję z rozłożonymi nogami na środku łazienki, wygrzebuję krew spomiędzy nóg i wkładam do nosa.
Nie wiem, kto miał gorszą minę w tamtym momencie. Do tej pory nie mogę spojrzeć mojej mamie w oczy... co za wstyd.

PS Do kościoła nie poszłam, bo się okazało, że jest sobota, a nie niedziela.

#8R2zm

Parę tygodni temu byłam pierwszy raz w mieszkaniu nie tak dawno poznanego faceta. Nie powiem, podobał mi się nieziemsko. Zarówno z wyglądu, jak i charakteru, więc wiadomo, chciałam przed nim wypaść jak najlepiej.
Wszystko świetnie, siedzimy w kuchni przy smacznym jedzeniu, tematów do rozmowy nie brakuje, namiętnych spojrzeń między nami również, kiedy nagle odczuwam niesamowitą potrzebę pójścia do toalety. Dwójka. Pytam więc, czy mógłby mi wskazać drogę do toalety. Sprawa poszła szybko i gładko, spłukuję. Już chcę opuścić deskę, a tu widzę, że jeden duży kawałek, cóż... nie chciał. Naciskam spłuczkę po raz drugi. Ten durny, uparty kawałek kupy nadal się nie dał i pływał na powierzchni. Cholera no, jakim cudem!? Spłukuję po raz trzeci, już nieco zirytowana, bo koleś pewnie pomyśli, że jakaś straszna sraka. Niby naturalna sprawa, ale jednak w takiej sytuacji niezręczna... Kiedy i ta próba skończyła się niepowodzeniem, mój mózg wpadł w lekką panikę. Dorzuciłam więc trochę papieru i w takim towarzystwie chciałam kupę posłać do lochów kanalizacji. Bez skutku. Na skraju wyczerpania emocjonalnego, w głowie już przygotowując plan wyjazdu do Meksyku jako Pakalu Papito, kątem oka ujrzałam zbawienie (nie, żaden bóg mi się akurat nie objawił, ale jestem pewna, że po cichu i tak cisnął ze mnie bekę) – PRZEPYCHACZKA DO KIBLA. Spokojnie stała w kącie łazienki, trochę schowana za szafką, szyderczo się do mnie uśmiechając (tak mi się w tym momencie przynajmniej wydawało). Z jej pomocą poszło. Za piątym razem...

Całe wydarzenie wspominam, jakby trwało wieczność. W istocie musiało minąć zaledwie parę minut. Kiedy z udawaną gracją wreszcie opuściłam felerne pomieszczenie, opisałam mu sprawę wprost. Zaczął się śmiać i powiedział, że skoro tak, to bardzo mu ulżyło, bo już myślał, że jest aż tak złym kucharzem.

Tak, nadal się spotykamy :) Ale gdybyśmy mieli kiedyś razem u niego zamieszkać, to na pewno kupę, tfu, kupię mu lepszą spłuczkę!

#8Axyr

Jak zamawiam kotu karmę przez internet, to zawsze staram się wybierać różnorodne i zróżnicowane smaki. Dzięki temu potem mogę w tych karmach przebierać i zastanawiać się, czy zaserwuję swojemu sierściuchowi dzisiaj kawałeczki kurczaka w galaretce czy łososia, a może wołowinkę. Czuję się wtedy jak szef kuchni, mimo że wcale nie potrafię gotować, ale jak kot wpierdziela ze smakiem, to mam satysfakcję, że mu „ugotowałam” danie jak z 5-gwiazdkowej restauracji.

#OtnWK

W wieku około 6 lat zacząłem bardzo rozpaczać nad śmiercią Jezusa. Myślałem, jak by to było dobrze, gdyby nie został ukrzyżowany. 
Spytacie pewnie, jaki był tego powód. Było mi żal, że on umarł? Byłem mocno wierzącym chrześcijaninem?
Nie. Otóż pomyślałem, że gdyby nie umarł, to nie musiałbym już nigdy więcej chodzić do kościoła.
Dodaj anonimowe wyznanie