#IJ7Br

Historia krótka, zdarzyła się jakieś 2 lata temu. Pracuję na poczcie. Sprzedajemy tu między innymi bilety komunikacji miejskiej. Jest sobota - tak zwany dyżur - czyli zamiast czterech okienek czynne są tylko dwa i to skrajnie od siebie oddalone. Skoro czynne tylko dwa okienka to już waszej wyobraźni pozostawiam kolejkę która się tam ustawiła. 

Obsługuję młodego chłopaka, wydałam mu przesyłkę i on pyta mnie o ww. bilety komunikacyjne. Akurat nie miałam takich, którymi był zainteresowany, ale żeby zadowolić klienta pomyślałam, że zapytam koleżanki, czy takowych nie posiada. Żeby zaoszczędzić czas i nie chodzić na drugi koniec sali obsługi postanowiłam, że do niej krzyknę. Facet chciał bilet 20-minutowy i tu niefortunnie połączyłam słowo "minutowe" i "bilety", więc moje pytanie wykrzyczane na całą pocztę zabrzmiało: "Kaśka, masz jakieś MINETY?".

#Lu0N9

Kilka lat temu wstecz przyszło mi studiować w mieście oddalonym od domu nawet niedaleko, gdyż jakieś 50km. Studia dzienne, weekend w domu, zajęcia od poniedziałku, więc w niedzielę w nocy jadę, żeby z rana się tak nie spieszyć. Pojechałam swoim samochodem - stary gruchocik (prezent od kochanych dziadków, którym do dzisiaj za niego dziękuję). Samochód mimo wieku był niezawodny, więc dzięki temu zaoszczędzałam te kilka godzin by spędzić czas z rodziną.

Tyle słowem wstępu, teraz akcja właściwa: Jadę, noc i okres zimowy. Nie miałam jednak większych obaw. Znałam drogę, przejazd przez kilka wsi, miasteczek i lasy. Droga jak droga. Jednak na mojej trasie był jeden odcinek, przejazd przez park krajobrazowy. Kilka kilometrów krętą drogą. Wiedziałam, że ślisko, więc nie ma co się spieszyć, lepiej ostrożnie. Toczę się w najlepsze, ciemno dookoła. Jedyne co widzę, to światła mojego samochodu i biały śnieg. Nawet fajnie, ale jak wszystko, do czasu.

Jakoś w połowie tego odcinka wszystko zgasło. I nie chodzi, że zemdlałam, to zrobił mój samochód. Zgasły, światła, kontrolki i o zgrozo silnik. Samochód przetoczył się jeszcze z kilka metrów, aż udało mi się go zatrzymać i end. W pierwszym momencie szok, jak to? Mój niezawodny bolid zdechł. Do dzisiaj pamiętam jak nerwowo przekręcam kluczyk w stacyjce z naiwną nadzieją, że tym razem zapali. Nawet rozrusznik nie ruszył, jakby nagle stracił całą elektrykę. W całym szoku, bo nie ukrywam spanikowałam, dotarło do mnie, że jestem sama. Od jakiejś chwili nie widziałam żadnego samochodu, jestem w lesie. Samochód jest ciemnego koloru, nieoświetlony, nawet jak ktoś nadjedzie, to zwyczajnie mnie sprzątnie - byłam niewidoczna i stałam zaraz za zakrętem. Chciałam wysiadać, ale jestem sama w lesie, może dzwonić? może może może... powracam do trybu paniki.

I w tym momencie nowy aspekt. Oczy szybko przyzwyczaiły mi się do ciemności (może była pełnia i przez to widziałam kontury). Siedząc za kierownicą spojrzałam w swoją lewą stronę i zobaczyłam trzy duże, drewniane krzyże. Znam zwyczaj ustawiania takich smutnych pamiątek przy drogach. Jednak te były stare i dość duże (jakieś 2m). W tym momencie włosy mi dęba stanęły na głowie. Smarkata studentka jadąca przez ciemny las i samochód, który zgasł jej właśnie w tym miejscu.

Ooo, w tym momencie pożegnałam się z logiką, łap za kluczyk i znowu próba odpalenia samochodu. I wiecie co? Odpalił bez problemu, tak samo jak światła drogowe. Wszystko działało i roztrzęsiona ruszyłam dalej. Piszę to i nawet teraz jest mi z tym dziwnie. Trudno to wytłumaczyć, ale do dziś sporo pamiętam z tamtej sytuacji. To uczucie gdy wszystko zgasło i głucha cisza. Nagły powrót mocy i odjazd. Stałam tam chwilkę, ale dla mnie była to wieczność z przedawkowaniem bujnej wyobraźni. Nigdy więcej nie jechałam tam sama po nocy, tylko raz tak mi padł samochód.

#pugnC

Historia miała miejsce gdy liczyłam sobie 4 wiosny. Były wtedy wybory prezydenckie, a ja bardzo zainteresowana życiem społecznym poszłam z mamą na wybory. Oczywiście największą frajdę sprawiło mi wrzucenie arkusza do urny.

Gdy już wychodziliśmy, wielce zafascynowana polityką zapytałam mamę "Kto to ten plezydent, a kto to plemiel" (tak sepleniłam, nic nowego). Mama w drodze do domu wytłumaczyła mi, że prezydent, to taki jakby tata - reprezentuje nas i podejmuje najważniejsze decyzje, a premier to mama - zarządza domem, planuje wydatki, decyduje o sprawach mniej ważnych i właśnie nowego "tatę" wybraliśmy.

Gdy już wróciłam szczęśliwa do domu, tata pomógł mi zdjąć płaszczyk. Popatrzyłam na niego ze zdumieniem i po chwili zapytałam mamy: "Co tu robi ten stary tata?".

#KOO8R

Mój trzyletni siostrzeniec ma bardzo długi język.
Zacznę od tego, że młody nie potrafił zrozumieć, że dziewczynki i chłopcy noszą co innego w majtkach, więc wszystkim głosił teorię, że jego mama i babcia ma siusiaka. Jakiś czas później miał kryzys i nie chciał się myć, więc siostra postraszyła go, że odpadnie mu ten jego skarb narodów, który ma w majtkach. 

Pewnego razu zobaczył siostrę nago. Od tego czasu opowiada wszystkim ludziom – w sklepie, w autobusie, w przedszkolu, przy znajomych – że jego mama się nie myła i odpadł jej siusiak. Plus jest taki, że myje się bardzo chętnie. :)

#YyO2x

Na to chyba nikt nie wpadł jeszcze, rok temu miałem covida. Jak grypa tylko mocniej mnie potargała z bonusem. Nie miałem węchu ani smaku. Lubię ostre rzeczy i wtedy zrobiłem kanapkę jalapeno, nie czułem nic. Jalapeno i tak jadłem jak chipsy ale! Zjadłem habanero, również ledwo coś tam było. Trinidad też zero praktycznie, zarzuciłem ekstrakt mad doga, ledwo ledwo. W smaku nic, ale pociłem się, kaszlałem i miałem inne objawy, ale wszystko przetrzymałem. Na 2 dzień pupa... dramat, widać tam covid nie działał nic a nic. To samo siusiak piecze aż płakałem. Minęło kilka miesięcy, a ja znowu zachorowałem, po 5 dniach zjadłem paprykę, poczułem nic, także to wróciło. Szybko zapisałem się na onlinowe jedzenie papryk. Organizator wysyłał pudło potem każdy zrywał plombę i zjadał to co tam było. Bez problemu doszedłem do scorpion, jolokia, carolina reaper. No i 3 z 3 ekstraktów łyknąłem bez problemu. Potem wiadomo cierpiałem, ale ani grama smaku i to już odsuwa 90% wszystkiego.

Po wygranej 4 osoby analizowały materiały bo to nie było możliwe z tego co widzieli do tej pory. Wygraną otrzymałem, ale chcieli zrobić test, założyli mi coś jak wykrywacz kłamstw na nadgarstki, tors, głowę, uda, stopy.

I podawali papryki, ale nie jakieś super hoty. Maksymalnie była habanero.

No i tam skumali, że albo mam potężną infekcję albo stwardnienie rozsiane.
Postanowiłem poddać się testom, bo wiedziałem, że to osoby w pełni zaszczepione, poza mną.

Dzisiaj mamy omikrona chyba tak? Zylionową falę, a ja teraz siedzę w Berlinie w szpitalu i oddaję krew żeby ratować ludzi. Nigdy się nie szczepiłem, ale nigdy też nie chorowałem. Moja liczba p. ciał przy obecnych mi niezagrażających infekcjach, których nie miałem żadnych objawów to - coś pomiędzy koktajlem ze wszystkich szczepionek, a miastem ozdrowieńców. Ciekawe, że tak jest. Tymczasem mój brat umiera na raka prostaty w wieku 29 lat. Dobranoc.

#YEOiP

Mam wspaniałą odżywkę do włosów, którą się ciężko spłukuje (dziewczyny zrozumieją ten ból), a już zwłaszcza z moich włosów (grube, gęste, kręcone). Zawsze mam z tyłu od spodu we włosach resztki szamponu albo odżywki. A dzisiaj jak miałam głowę odchyloną w tył, niczym modelka w reklamie szamponu, stwierdziłam, że może się przechylę w przód i idealnie opłukam sobie włosy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, trzymając słuchawkę od prysznica nad moją głową, nawet nie jakoś szczególnie energicznie, ale się pochyliłam.

To był błąd. Woda z włosów pod wpływem grawitacji poleciała mi na twarz, ja – nieumiejąca pływać – od razu w odruchu biorę wdech nosem. Kolejny błąd. Woda znalazła się w nosie. Zaczęła się panika. Woda mi wlatuje do oczu, do ust (!), generalnie woda wszędzie. Ja nie wiem, co się dzieje, no bo ej – topię się pod prysznicem!

Już widzę św. Piotra u bram, który gestem zaprasza mnie do siebie, aż nagle wspaniała myśl – Opuść ten prysznic, kobieto! Podziałało. Woda zniknęła. Zaczęłam oddychać i trochę pluć wodą, ale co najważniejsze, przeżyłam :D

Tak oto zostałam chyba pierwszą osobą, która topiła się pod prysznicem.

#JavBy

Jak byłam młodsza, a Bluetooth dopiero wypierał podczerwień, lubiłam wchodzić do galerii czy innych publicznych większych miejsc i tam łączyłam się z ludźmi w ten sposób. Potem była reakcja w stylu paniki, odrzucenia mojej prośby czy też akceptacja i wtedy wysyłałam jakieś dziwne obrazki, które wcześniej wgrałam na telefon. Lubiłam patrzeć, jak ktoś przestraszony rozgląda się po sklepie i szuka tego gamonia, który próbuje coś wysłać.

#UEADA

Niedawno przy śniadaniu z moją nową dziewczyną chciałem popisać się, jak w prosty sposób obrać jajko.Otóż trzeba z jednej i z drugiej strony odkruszyć trochę skorupki i je „wydmuchać".
Gdy cały stół, zastawa i jej twarz była pokryta jajkiem, które wystrzeliło z impetem... oniemiała. Po chwili niezręcznej ciszy i mojej obawy o życie, zaczęła się histerycznie śmiać.

Będzie moją żoną :D

#ZgGjt

Moja matka ma jakiegoś bzika na punkcie ewentualnych przyszłych wnuków. Czasem pyta, jak nazwałabym swoje dzieci, twierdzi, że chciałaby już zostać babcią i pomagałaby w opiece nad wnukami, obraża się za każdym razem, gdy mówię jej, że nie chcę zakładać rodziny i rodzić dzieci.

Nie wie jednak, że nie chcę tego, ponieważ boję się, że byłabym taką samą matką jaką ona kiedyś była. Nie chcę, by ktoś kiedyś przeze mnie cierpiał, płakał, bał się mnie, chciał uciekać lub zakończyć życie.

#urz0d

Nigdy nie oglądałem tych wszystkich, ostatnio strasznie popularnych, seriali, ale w końcu dałem się namówić znajomym. Mam kiepski internet, więc ściąganie pierwszego sezonu „Gry o tron” zajęło mi tydzień. Zrzuciłem sobie te pliki na przenośny dysk, wziąłem laptopa i pojechałem w Bieszczady na odpoczynek i oglądanie.

Na miejscu okazało się, że ściągnąłem 80 GB zapętlonego Ricka Astleya w niezapomnianym hicie „Never Gonna Give You Up”...
Dodaj anonimowe wyznanie