#fm8tv
Wszyscy pracownicy oprócz mnie, bo przecież sam złożyłem wypowiedzenie...
#uJeHn
Mój chłopak pracuje.
On tego nie wie, ale codziennie, jak wychodzi, ubieram się w ładne rzeczy, szpilki, sukienkę, robię sobie staranny makijaż i fryzurę – mimo że nigdzie nie wychodzę, bo nie mam znajomych i okazji, aby założyć takie ładne rzeczy. Siadam do biurka i uczę się do nowej pracy albo udaję, że jestem duszą towarzystwa, rozmawiam sama do siebie.
Przed jego przyjazdem zmywam makijaż, przebieram się w normalne ciuchy.
Boże, jestem taka samotna :/
#6LrkS
#bqmPa
Po powrocie i wejściu na klatkę schodową myślałam, że zwymiotuję. Odór był nie do wytrzymania. Zadzwoniłam do spółdzielni. Pani nie bardzo się tym przejęła, bo powiedziała, że w jednym z mieszkań mieszka zbieracz i może w gratach zdechło mu zwierzątko. Ale nie mogła zignorować zgłoszenia, więc chcąc nie chcąc zjawiła się kierowniczka spółdzielni z policją.
Okazało się, że w uzbieranych gratach nie zdechło żadne zwierzątko, ale właściciel. Starszy pan od miesiąca rozkładał się w tym mieszkaniu. Kiedy przyjechała policja i otworzyli to mieszkanie i go wyciągnęli, to... no takiego smrodu jeszcze w życiu nie czułam.
W bloku mieszka ok. 100 osób. Każdy czuł smród, ale najprościej mieć wszystko w dupie, nie interesować się. No bo po co. Nich ktoś inny to zrobi. Swoją drogą, to bardzo smutne – umrzeć i nikt nawet tego nie zauważy. Albo zauważy tylko przez to, że zaczyna się śmierdzieć.
#VUt1c
Niestety siłą rzeczy w pewnym momencie rozrywki po prostu się skończyły, zostawiając nam tylko wyżej wymienioną atrakcję w postaci stosu cegieł, drutów i innych typowych dla ruin przedmiotów. Znaleźliśmy dziurę w siatce i weszliśmy na teren rozbiórek.
Po paru minutach łażenia po gruzach potknąłem się i lecąc na pysk, zahaczyłem policzkiem o wystający pręt. Mina kolegi, gdy mnie zobaczył, ból i krew na łapach powiedziała wszystko – trzeba stąd spier...lać i wracać do domu.
Oczywiście pierwszym pytaniem mamy było, co się stało. Nie chcąc dostać po d... za złamanie zakazu, wpadłem na „genialny” pomysł i powiedziałem, że zostałem zaatakowany drutem kolczastym przez jednego gnojka z osiedla. Usłyszał to starszy brat, który zaczął dopytywać o konkrety, czyli kto dokładnie, gdzie i kiedy. Był wówczas jeden chachar na osiedlu, więc zwaliłem na niego, dodając całej historii prawdopodobieństwa.
Mama wsadziła mnie do auta i pojechaliśmy do szpitala na szycie. W tym czasie brat udał się na osiedle, namierzył gościa i wymierzył mu sprawiedliwość, spuszczając klasyczny wpier...ol. Oczywiście nie dawał wiary wyjaśnieniom „zbira”, wybijając mu z głowy przemoc.
Dziś mam 34 lata, bliznę na policzku, a prawdziwa wersja tej historii wciąż pozostaje moją tajemnicą.
#Cawim
Przyniósł mi worek lodu, ale ledwo zdołało to przytamować krwotok. Krew lała się jak z węża ogrodowego, a ja zamiast płakać, to śmiałem się z komizmu sytuacji. W końcu krew przestała lecieć. Do dziś mam dosyć widoczną bliznę pół centymetra nad okiem. Pół centymetra niżej i pisałbym to wyznanie, widząc wszystko tylko lewym okiem.
Pewnie pomyślicie, że od razu pobiegłem ze skargą do mamusi? Nic bardziej mylnego! Oczywiście wielka na pół twarzy plama krwi nie uszła uwadze moich dociekliwych starszych. Ale ja jako przykładny braciszek wcisnąłem im kit, że dostałem na spacerze gałęzią w głowę (aż dziwne, że to łyknęli).
Brat do dziś jest mi wdzięczny, a ja uważam się za wielkiego farciarza i cieszę się, że mogę widzieć lewym i prawym okiem naraz.
#DWMlI
Moja ciocia ma dwie córeczki: 6-letnią Agę i 3-letnią Kamilkę. Starsza ma celiakię, co jest ważne w tej historii.
Osobiście nie lubię dzieci, zwłaszcza małych dziewczynek – ich widok i słuchanie jazgotu to dla mnie antykoncepcja silniejsza niż tabletki. Więc wyobraźcie sobie mój wewnętrzny wkurw, gdy rodzinka postanowiła w pewien weekend urządzić zjazd rodzinny (wynajęcie kilka kempingów), a ja wylądowałam w domku razem z nimi.
Wujostwo robi z dzieciaka kalekę. Nie rozumiem, jak można stać nad 6-latkiem i mówić „Agnieszko, jaka ty jesteś biedna... jaka ty słoneczko biedna jesteś...” – smuteczek, żal itp. Codziennie padają do tego dziecka takie słowa. Kiedy Aga chce do kibelka, to stoi pośrodku pomieszczenia i potrafi przez dwadzieścia minut wołać: „Mamo, ja chcę kupę. Mamo ja chcę kupę!”. Nie wytrzymałam raz i zapytałam małej: „Jesteś już duża, nie potrafisz sama iść?”. Na co najmłodsza Kamila z bananem na gębie: „A ja potrafię!”.
Nie rozumiem, jak 3-letnie dziecko jest bardziej zaradne niż 6-latek.
Rano o 6 ta sama śpiewka, biedna Agusia woła na kemping: „Ja chcę kakałko!”. Tak długo, póki ciotka/wujek nie wstaną i tego kakao jej nie zrobią. Młoda siedząc na huśtawce woła mamę, by ją pohuśtać, bo inaczej siedzi nieruchomo. Rodzice robią za nią wszystko, dzieciak potrafi stać przy półce z naczyniami i krzyczeć o talerzyk. A wystarczy sięgnąć ręką.
Aga w przedszkolu nie potrafi sama jeść, a ciocia zawsze krzyczy na spotkaniach, jakie te przedszkolanki są wredne, bo zwracają uwagę na to, że dziecko jest niesamodzielne!
Krzywdzą dzieciaka tak, że pali w oczy i uszy, a każda uwaga jest odbierana jako akt przemocy psychicznej w ich stronę. Bo ja nie mam dzieci.
Szkoda mi tylko kuzynki, która pójdzie do podstawówki za rok, a dzieci są niestety okrutne. Ciekawe co ciotka wtedy zrobi, bo oczu raczej nie otworzy za szybko.
#TOhgG
Gdy byłam w 6 klasie, zaczęły mi się śnić sny, ekhm... romantyczne. Całowanie, przytulanki, dotykanie, w dodatku za każdym razem „partner” był inny.
Przez długi czas bardzo wstydziłam się tego, że moja dusza jest taką dziwką i nawet nie może sobie wybrać jedną duszę do zabaw, tylko ciągle je zmienia.
Myślałam tak do 2 klasy gimnazjum.