#daoBP

Pracuję w kwiaciarni. Dziś przyszła młoda para. Pani trzymała się za ciążowy brzuszek, może czwarty miesiąc. Chcieli zamówić małą kompozycję na urnę. Ludzie umierają, to normalne, jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś zamawia wieńce na pogrzeb.
Oni jednak zamawiali kwiaty dla swojego nienarodzonego dziecka. Okazało się, że pani jest chora i nieunikniona jest terminacja ciąży.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio doświadczyłam czegoś tak smutnego.

#D8U4D

Historia opowiedziana przez mojego ojca.

Działo się to, zanim zjawiłem się na świecie. Wówczas na wsi, nieopodal mojego domu, odbywał się festyn. Były to czasy, kiedy do użycia wprowadzano telefony komórkowe, zatem na tymże festynie spotkać można było wypełnione helem balony w kształcie ówczesnych komórek (czyli starych cegieł z charakterystyczną antenką). Jeden z takich balonów wylądował na polu naprzeciwko naszego domu, po drugiej stronie ulicy. Przedmiot ujrzała przez okno moja siostra, która miała wówczas 5 lat. Od razu pobiegła do mamy i oznajmiła, że chce balonika. Moja rodzicielka bała się jednak, że zadepcze komuś zboże, zatem o przyniesienie przedmiotu poprosiła teściową (która wraz z mężem z nami mieszkała, a nawet oboje mieszkają do tej pory).

Moja babcia, nieświadoma kształtu balonu oraz wyglądu telefonu komórkowego, wróciła szybko. Była przerażona. Dlaczego? Otóż po dostrzeżeniu ukrytego między kłosami obiektu przeraziła się, myśląc, że to KOSMICI. Tak, kosmici. Babcia myślała, że to statek cywilizacji pozaziemskiej, której przedstawiciele właśnie obserwowali ją przez tę antenę.

Usłyszałem tę historię dzisiaj i z tego co wiem, nie jest ona zbyt często opowiadana na rodzinnych spotkaniach. Zatem czekam na najbliższą okazję.

PS Siostra dostała ten balonik. Dziadek po niego poszedł :)

#Q4z5S

Dziś usłyszałam wołanie mojego taty: „No wyjdź na dwór, taka piękna pogoda, co się będziesz kisić w domu”. Nie miałam nic do roboty, więc odpowiedziałam, że w sumie to może wyjdę, na co ojciec: „JA DO KOTA MÓWIŁEM...”.

#b3sy4

Jak byłam mała, co roku wraz z rodzeństwem jeździliśmy w wakacje do dziadków na wieś. Dla miastowych dzieciaków z betonowego osiedla było tam mnóstwo atrakcji.

Pewnego dnia dziadek nas zawołał, bo w szopie zauważył małego, dzikiego króliczka. Z siostrą aż piszczałyśmy z ekscytacji, a starszy brat też był bardzo zainteresowany. Dziadkowi udało się króliczka złapać i dzięki temu mogliśmy go z bliska dokładnie obejrzeć – był niesamowicie słodki. Dziadek się zaśmiał, że babcia zrobi z niego pyszny rosół, wydaliśmy z siebie jęk rozpaczy i oczywiście króliczek został wypuszczony na wolność na łąkę za domem. Chwilę stał w bezruchu, po czym ruszył do przodu, uroczo kicając przez trawę.
Staliśmy tak rozkoszując się tym widokiem i dobrym uczynkiem, gdy nie wiadomo skąd wyleciał jastrząb. W mgnieniu oka chwycił królika i odleciał razem z nim... Królik przeraźliwie piszczał, darł się jak diabli.

Nigdy potem tak szybko nie przeszłam z maksymalnego rozanielenia do zupełnej rozpaczy :)

#ZL1re

Mój wujek spowodował wypadek, potrącił rowerzystę. Na szczęście nikomu nic się nie stało, rowerzysta jedynie ma kilka zadrapań i zepsuty rower. Ale nie o to chodzi. Po całym zajściu wujek zachowywał się, jakby to go wręcz bawiło. Na moje i reszty rodziny pytanie, czy nie jest mu głupio nie okazać skruchy, skoro prawie kogoś zabił, ten stwierdził, że dobrze się stało, bo rowerzysta miał na sobie koszulkę z logo partii, której akurat on nie lubi.
To jest po prostu straszne...

#BkN1d

Dziewczyna mnie zostawiła. Nie mogłem się pozbierać emocjonalnie. Chciałem odreagować i poczuć się jak gówno, więc wypiłem sześć piw, zadzwoniłem na numer z anonsu towarzyskiego i się umówiłem.
Jestem na miejscu, dzwonię, podaje mi dokładny numer mieszkania. Wchodzę do windy, a tam taki smród, jakby ktoś się zesrał... Wstrzymuję oddech, wysiadam z windy, trochę mi się zakręciło w głowie. Pukam, otwiera dziewczyna. Wchodzę i... rzygam jej na chacie w przedpokoju.
Rzuciłem jej 100 zł na ziemię obok wymiocin i uciekłem.

Nie zapomnę jej wyrazu twarzy. Była naprawdę zdziwiona.

#JpJ7N

Kilka miesięcy temu oddałam konsolę do naprawy. Mówię co i jak, okej, sprawdzili. Po kilkunastu dniach dostałam nową – okazało się, że tamtej nie da się naprawić.

Jakiś czas po tym chciałam ze znajomymi oglądać film. Podłączamy lapka do tv, ale nie ma obrazu. Bierzemy inny kabel – działa.

Okazało się, że problem był z kablem, a nie konsolą. Nie dziwne, że nie mogli naprawić, skoro nie było co naprawiać :D

#c2SRc

W drugiej klasie podstawówki zachorowałam. Najpierw w piątek bolało mnie gardło i do szkoły nie poszłam. W sobotę było gorzej: gorączka, brzuch boli, w końcu pojechałam z mamą do szpitala. Tam mnie przywitał lekarz, na oko może 35 lat. Powiedział mi, że to grypa. Mama wkurzona, bo jak grypa, skoro mam czworo rodzeństwa, a inni zdrowi. Ale OK.
Następnego dnia znowu pojechałam do szpitala, karetką, bo nie mogłam ruszać nogami. Jak się może domyślacie, trafiłam na tego samego lekarza. Tym razem to była angina. My z mamą wkurzone, ale po 6 godzinach mnie wypisali.
W poniedziałek znowu karetka o 4:30 nad ranem, bo straciłam przytomność. Na szczęście tym razem dyżur miała fajna pani ordynator, która była znajomą mamy. Zajęła się mną i w ciągu 5 minut wiedziała, co mi jest – zapalenie lewej nerki z podejrzeniem zapalenia drugiej. Po dwóch dniach byłam w domu z odpowiednimi lekami.

Teraz piszę do was po przeszczepie nerki, o którą walczyłam już 6 lat. I to wszystko przez te dwa dni spóźnienia przez tego lekarza i nieodpowiednie leki, które mi zaszkodziły.
Myślę teraz tylko, czy przeszczep się przyjmie, bo jestem bardzo słaba.
Dodaj anonimowe wyznanie