Siedzimy sobie przy wigilijnym stole i ja pytam się babci:
– Pieprzyłaś?
– Kogo? – zapytała z pełną powagą babcia.
Wtedy nastała niezręczna cisza. A mi tylko chodziło o to, czy pieprzyła zupę...
Jak byłam mała, to tata wyjechał do Stanów pracować, nie było go długo, chyba z rok. Pewnego dnia rysuję coś sobie, podchodzi mama:
– Co narysowałaś?
– Tatę.
– Ale... czemu to Murzyn?
– Bo jest za granicą.
Tak, wydawało mi się, że jak jest długo za granicą, to stał się Murzynem.
Przez rok pracowałam jako kelnerka w jednej z restauracji w mieście, w którym mieszkałam. Nie była to tania miejscówka. To, czego doświadczyłam, naprawdę mocno zmieniło moje podejście do ludzi. Może zacznę od tego, że spora część klienteli uważała się za Bóg wie kogo tylko dlatego, że może wydać 400 złotych na jedzenie i że przy TAKICH KWOTACH to już się jakiś rabacik należy (nie była to kwota nie wiadomo jaka, patrząc na ceny dań w karcie). Zachowanie w stosunku do obsługi też pozostawiało wiele do życzenia – pewien pan zaczął przy barze przechwalać się, ile to on nie zarabia, bo może sobie pozwolić na zakup czegoś tam, bo pracuje więcej i ciężej niż ja. Hitem stała się sytuacja, w której jedna z klientek zaczęła straszyć pozwem, bo spytałam o nazwisko, kiedy chciała odebrać zamówienie, BO RODO. I kiedy myślałam, że już widziałam w zasadzie wszystko, nadszedł dzień, w którym zwątpiłam w ludzi.
Duży ruch, sporo rezerwacji przed nami. Jedna, wspólna toaleta na cały lokal. Otóż ktoś dosłownie zesrał się na rzadko na podłogę OBOK toalety, opryskując przy tym ściany. Nie wiem, jakim człowiekiem trzeba być, żeby zrobić coś takiego.
Niektórzy klienci chyba zapomnieli, że my też jesteśmy ludźmi, nie służącymi. Są pewne minimalne zasady przyzwoitości, które powinny być jednak zachowane w kontakcie z drugim człowiekiem. Szanujmy się.
Oddaję krew od dłuższego czasu. Wszyscy gratulują, że honor i super postawa, dobry człowiek.
A ja tylko chciałem tę bransoletkę na rękę za darmo i jakoś z przyzwyczajenia już oddaję :)
Gdy studiowałem pedagogikę, pewna pani prowadząca zajęcia wiele razy mówiła o metodzie na tzw. „kalendarzyk”. Według niej każda inna metoda jest zawodna i bez sensu. Nawet prezerwatywy. Za przykład podawała siebie, że stosuje tę metodę od kilku miesięcy i może potwierdzić, że działa w 100%, szczególnie jeśli kobieta zna swoje ciało.
Po niedługim czasie dowiedzieliśmy się, że owa prowadząca jest na zwolnieniu z powodu ciąży.
Ta... Stuprocentowa metoda.
Mam pewien problem. Na nerwowe albo po prostu nieciekawe sytuacje reaguję śmiechem. Kłopot jest w tym, że jest to nieadekwatne do sytuacji. Np. uderzyłam kogoś przez przypadek – śmieję się, dostałam smutną wiadomość – też się śmieję. Ludzie patrzą na mnie z wyrzutem i oburzeniem, ale ja po prostu tak reaguję i nie umiem inaczej postąpić.
Dziś z ziomkami szliśmy ulicą i dostrzegliśmy krzywo zaparkowane auto. Jeep zajmował całe dwa miejsca, stojąc na skos. Postanowiłam uwiecznić głupotę kierowcy na zdjęciu, po czym poszliśmy dalej.
Później, oglądając to zdjęcie, dostrzegłam za szybą szczerzącego się za kółkiem faceta.
Oglądałam kiedyś jakiś film na TVP1. Jak to z tą z stacją bywa – zero reklam przez cały film. I w pewnym momencie strasznie zachciało mi się siku. Ale uznałam, że wytrzymam do końca seansu. W końcu nie wytrzymałam i pobiegłam do łazienki. Łazienkę mam położoną może ze dwa metry od mojego pokoju, a mama akurat myła podłogę. Mokra podłoga i wełniane skarpetki raczej nie idą w parze... Wywróciłam się i z wrażenia zlałam w majtki. Mama musiała myć podłogę drugi raz.
Mam 190 cm wzrostu, ale totalnie nienawidzę tego, bo dochodzi do tego jeszcze budowa ciała, która dla mnie jest masywna. I do tego moja głowa wydaje się duża… Trudno mi z tym, ale nienawidzę swojego wyglądu… Czuję się większa od innych kobiet i nieatrakcyjna.
Nie dostałam od męża na święta nic. „Ja nie wiem co ci kupić, sama możesz przecież”. Rozumiem, że mamy wspólne konto, ale to było dla mnie bardzo, bardzo przykre. Nie chodzi mi o drogi prezent, tylko o to, żeby się postarał. Żeby pomyślał o mnie. A nie dostałam od niego nic.
Zna moje zainteresowania. Ma dostęp do wszystkich moich kont na różnych stronach, często mam tam dodane jakieś produkty do obserwowanych (i na przykład czekam na niższą cenę). Kiedyś potrafił mi zrobić prezent, wiedząc o mnie dużo, dużo mniej niż teraz. Zawsze się cieszyłam.
A teraz nic. „Bo ja nie wiem co”. Bo mu się nie chciało włożyć odrobiny wysiłku, żeby mi sprawić radość.
Dzieci chciały kupić mi prezent pod choinkę, ale ja musiałam z nimi pójść. Starsze dziecko, mimo że nie ma 5 lat, samo mi wybrało prezent i zapłaciło. Trafiło idealnie. Młodsze też mi coś wybrało, choć potrzebowało pomocy w płaceniu. A mąż nic. Mimo że wiedział, jaką wartość mają dla mnie święta. Że ja mu prezent od siebie kupiłam. Że kupiłam z dziećmi coś dla niego.
Chyba jeszcze nigdy nie było mi tak przykro przez niego.
Dodaj anonimowe wyznanie