#uFopS

Idziemy sobie z siostrami w Gdańsku. Obok publicznej toalety stała wycieczka dzieciaków. Pani, która z nimi była, zaczęła krzyczeć:
– No, dzieci! Jeżeli ktoś chce do toalety, to przygotujcie 5 zł i ustawcie się w kolejce!

Była tam jedna mała, puszysta dziewczynka, co na pierwsze słowa już na początku kolejki stała. Po chwili posmutniała, zwiesiła głowę, zaczęła się cofać i westchnęła:
– Zrobiłabym kupę, ale mnie nie stać...

#R0al0

Niedawno przeczytałam o dziewczynie, która się spotkała z chłopakiem z internetu, po czym on ją wyśmiał, jak można zakochać się w kimś przez internet.

A jednak można.

Poznałam go ładnych kilka lat temu. Zaczęło się od wiadomości, czy chcę iść z nim dalej na wyższy poziom wieży (tak, tak, Metin 2 ;)).
No i tak jakoś rozwinęła się znajomość, pisaliśmy cały wolny czas na gg, aż napisał mi po niecałych 2 tygodniach, że się zakochał. Dziwne, prawda? A jednak. Ja na początku nie podchodziłam do tego jakoś entuzjastycznie, ale no koniec końców również zaczęłam czuć coś do niego i odwzajemniłam jego uczucia. Umówiliśmy się, że spotkamy się na wakacje (ja szkoła, on również ostatni rok, ale w UK). Odliczaliśmy dni do spotkania, był płacz, chęć bliskości.
No i się stało. W moje 18 urodziny spotkaliśmy się. :) Przyszedł do mnie z misiem i cukierkami. Nasze najpiękniejsze chwile w życiu. I wiecie co? Nigdy już nie wrócił do UK. Było ciężko czasami, ale udało się. Dzisiaj mieszkamy razem, a ja pisząc te wyznanie mam go obok siebie. I codziennie słyszę z jego ust, jak bardzo mnie kocha i się cieszy, że napisał do mnie tę głupią wiadomość na grze.

Tak że no, miłość przez kabelek jest możliwa. Moja z happy endem.

#h67gv

Jak byłam mała, byłam święcie przekonana, że sztuczny śmiech, puszczany po rzekomo zabawnych scenach w filmach, jest prawdziwy. Podchodziłam więc jak najbliżej telewizora i śmiałam się najgłośniej jak potrafię. Myślałam, że ludzie oglądający filmy w tym momencie słyszą w domach mój śmiech. Czasami robiłam to w momentach, gdy ktoś umierał i zastanawiałam się, co pomyślą wtedy inni widzowie.

#KWPd5

Przewinęło mi się tutaj wyznanie, że ktoś za młodu był trzymany krótko, nie wyszalał się i teraz koło trzydziestki ma coraz większą depresję, kryzys etc. Było to jakieś parę miesięcy temu.
Miałem podobnie, za pięć dwunasta wszystko sobie odkułem. Oczywiście nie bez walk. Ale nie o to chodzi.
Też jak byłem nastolatkiem byłem trzymany krótko, nauka, okres studiów też bez jakichś przygód i większych wspomnień z młodości, dopóki się nie wyprowadziłem. Mieszkam od dwóch lat na swoim, żyję na własnych zasadach, satysfakcja jest nieporównywalna, nawet jak czasem wiążę gorzej koniec z końcem. Ale jedno mnie zastanawia. Będąc na obiedzie u rodziców, kiedy temat zszedł na życie, w końcu, mając swoje życie, swoją niezależność, wiedząc, że zawsze mogę wstać i wyjść, spytałem się, dlaczego wszystkiego mi zabraniali, jak byłem młody. Tak jakby wizja mnie wracającego z imprezy czy od dziewczyny była równa porażki wychowawczej. Zaczęło się argumentami trochę z tyłka, od kwestii prawnych, do ukończenia 18 lat po jakieś odwracanie kota ogonem i wymyślanie dziwnych realiów. Gdy połączyłem fakty i lekko przycisnąłem w dyskusji, zadając trochę niewygodnych pytań, prawie wpadli w panikę, prawie się pokłócili, jakby się czegoś bali. To zabrzmi śmiesznie, ale wyszło, jakby ten nieudany okres był częścią większego planu.
Od spotkania minęły tygodnie i nadal zastanawia mnie głęboko ich reakcja. Moim zdaniem nie była normalna. I podejrzana.
Gdy idę np. do galerii, widzę wtulone, nastoletnie pary. Słucham, jak grupy młodych ludzi się chwalą przygodami z jakichś wyjazdów, imprez. Po prostu już mają kronikę wspomnień, którą będą rozwijać.
Gdy się zapytałem, czemu to mnie ominęło przez zakazy i kontrolę, nie otrzymałem odpowiedzi. A reakcja była dziwna.

#1wKxI

Mam 25 lat i nigdy nie byłem w związku. W akcie desperacji postanowiłem zaryzykować i skorzystać z portalu, dzięki któremu być może moja złudna nadzieja na poznanie kogoś w końcu się spełni. O dziwo, nawet zacząłem konwersację z pewną niewiastą, a po jakimś czasie wymieniliśmy się zdjęciami. Wszystko cacy do momentu spotkania, kiedy to umówiliśmy się w pewnym łódzkim centrum handlowym. Przybyłem punktualnie i zająłem wygodne miejsce w kawiarni. Po krótkim czasie ujrzałem przekraczającą próg kobietę wyglądem pasującą do zdjęć. Wstałem więc w celu przywitania i po chwili zobaczyłem tylko, jak raptownie odwróciła się na pięcie i opuściła lokal, a ja oszołomiony runąłem tyłkiem z powrotem na krzesło. 
Jak się potem okazało, nie wiedziała, że mam tylko 171 cm wzrostu. Nigdy więcej poszukiwań przez internet...

#eWMal

Za dzieciaka często słyszałem, że prezenty na Boże Narodzenie przynosi Mikołaj lub Gwiazdor. Nigdy nie pomyślałem o tym, że to są różne „imiona” tej samej postaci, dlatego wyobrażałem sobie dwie osoby.

Jak wygląda Mikołaj wszyscy wiedzą, każde media go pokazują. Gwiazdora nigdy nie widziałem, więc uznałem, że jest to... Elvis Presley, bo był gwiazdą rock and rolla.

#JgFyL

Mamy z małżonką dwójkę małych dzieci. Oczywiście to była całkowicie nasza decyzja, ale w tle było przeświadczenie, że dzieciaki w podobnym wieku, jak tylko troszkę podrosną, będą się bawić ze sobą i nabiorą samodzielności.
Nic bardziej mylnego.
Starsze ma objawy spektrum autyzmu i nie nadaje się do większości zabaw lub aktywności charakterystycznych dla dzieciaków. Codzienność stała się dla nas wymagająca, miejscami koszmarna, niedająca chwili na odpoczynek, jednak z pomocą opiekunki oraz najbliższej rodziny jakoś ogarniamy...

Gdzie tu miejsce na wyznanie?

Ano w tym, że razem z małżonką przeglądamy się w naszym synu jak w lustrze. Widzimy, co nas denerwuje i przypominamy sobie, jakie były nasze problemy w dzieciństwie, jak reagowaliśmy na otoczenie, jak się bawiliśmy... Ja wróciłem do swoich traumatycznych wspomnień – przemocy domowej, poniżania, absolutnej separacji rówieśniczej i towarzyskiej... Po zgłębieniu tematu autyzmu byliśmy w szoku – to historia o nas! Za jakiś czas mamy umówione wizyty u psychiatrów na diagnozę autyzmu w dorosłości :)

Myślicie, że to nas przytłacza? Wręcz przeciwnie!

Autyzm może być nareszcie odpowiedzią kluczem na wieczną odmienność. Inną wrażliwość, inne potrzeby, branie na serio słów wypowiadanych do nas na odczepkę, niechęć do zwracania się do innych o pomoc, brak umiejętności interpersonalnych (a przynajmniej wewnętrzna niezgoda, że większość ludzi funkcjonuje inaczej od nas), specyficzne i hermetyczne hobby, i wiele innych...

Na półmetku życia czujemy się, jakby ktoś nam zrzucił ogromny kamień z serca i wyleczył poczucie winy, że nie dorastamy do wymagań rodzinnych, sąsiedzkich, towarzyskich, a większość energii zużywamy na udawanie, że jesteśmy jak inni.

#uGPON

Jakiś czas temu rozstałam się z narzeczonym. Nie byłoby w tym niczego "anonimowego", bo przecież takie rzeczy się zdarzają, gdyby nie to, co działo się po naszym zerwaniu.

Pewnego dnia koleżanka powiedziała mi, że widziała mojego ówczesnego narzeczonego na mieście z jakąś blondyną. Oczywiście wyśmiałam jej podejrzenia, bo mój K nie byłby w stanie wdać się w jakiś tam romans. Był ciapowatym mężczyzną, a nie typem lowelasa. Tak więc nie ruszyło mnie jej wyznanie. Później jednak zaczęłam się zastanawiać. Dotarło do mnie, że od dłuższego czasu K chodził spać, zanim przychodziłam do łóżka, albo mówił, że jest zmęczony, gdy próbowałam zainicjować igraszki. Kochaliśmy się dwa, trzy razy w miesiącu. Coś mnie tknęło i przy najbliższej okazji sprawdziłam jego telefon. Znalazłam SMS-a od jakiegoś niby M, ale jako że nie kojarzyłam żadnego M, otworzyłam konserwację. Nie było wątpliwości. Wiadomości były skasowane, ale dwóch najwidoczniej nie zdołał usunąć. "Chcę Cię poczuć w sobie" i odpowiedź K "Ja też tego chcę".
Nie będę opisywać, co wtedy czułam. Wygarnęłam mu wszystko, łącznie z tym, że nasza koleżanka widziała go z tą babką. Nazajutrz się wyprowadził.

I na tym mogłaby się skończyć ta historia, gdyby nie to, że miesiąc później odkryłam, że jestem w ciąży. Uznałam, że mimo wszystko ten dupek ma prawo wiedzieć, więc miałam powiedzieć mu na imprezie u znajomych. Niestety on ponownie pokazał, jakim jest palantem. Okazało się, że wszystkim odpowiadał, że to ja go zostawiłam, bo wdałam się w romans z kolegą z pracy (szkoda, że to nieprawda, bo mam tam dużo przystojnych kolegów). W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam wszystkim, że to on mnie zdradził, a teraz jeszcze okazało się, że nie mogę się od niego uwolnić, gdyż jestem z nim w ciąży. Większość naszych przyjaciół i tak wiedziała, że miał romans, ale po tych słowach patrzyli na niego z ogromnym wyrzutem. On tymczasem, kiedy wreszcie otrząsnął się z szoku, zaczął mówić, że to na pewno dziecko mojego kochanka. Załamałam się i zaczęłam płakać. Wtedy znalazł się obok nas jakiś facet. Dodam, że widziałam go po raz pierwszy.
- Kur*a, nie wytrzymam tego. Przez pół roku sypiałeś ze mną, nie, sorry: rżnąłeś się ze mną jak królik i nikomu nie chciałeś przyznać się, że jesteś gejem. Nawet narzeczonej. Wybaczałem ci to wszystko, bo cię kochałem. Ale ubliżania ciężarnej i zwalania na nią winy nie zniosę - powiedział KOCHANEK mojego męża i odszedł.

Miny K nie da się opisać. Uciekł z imprezy, nie patrząc nikomu w oczy. Od tamtej pory go nie widziałam, choć kontaktował się ze mną w sprawie opieki nad nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Wszystko ustalam jednak z jego rodzicami. Po co mi on, skoro jest 500+? Żart, oczywiście ;)
Po prostu nie potrzebuję takiego robaka. Żadna kobieta nie zasługuje na takie upokorzenia.
Dodaj anonimowe wyznanie