#RO2O0

W moim młodym życiu największym szokiem dla mnie nie był fakt, że Mikołaj nie istnieje czy to, że tak naprawdę moi dziadkowie nie wypuszczają króliczków na łąkę, kiedy dorosną.
Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że moja mama ma tak naprawdę 53 lata, a nie 43, jak przez cały czas to mówiła.

Inni mistrzowie trollingu mogą chować się przy mojej mamie, która ukrywała ten fakt przede mną przez 13 lat mojego życia.

#kVQwP

Zbliżała się druga rocznica mojego związku, a że zaczęły się wtedy klarować między nami dość poważne plany na przyszłość, w duchu liczyłam na to, że właśnie w nasze święto padnie pytanie 'wyjdziesz za mnie?'.

Dzień wcześniej pojechałam do domu na urodziny mamy, chłopak został w wynajmowanym przez nas mieszkaniu. Wracając następnego ranka (właśnie tego szczególnego dnia) uznałam, że dam mu znać, kiedy tylko wysiądę z autobusu (mniej więcej 5 minut drogi pieszo), żeby miał czas na przygotowanie ewentualnej niespodzianki (nie chciałam go zaskoczyć i zepsuć planów romantycznych oświadczyn).

Dzwoniąc do niego od razu zauważyłam, że jest zaskoczony tym, że wróciłam tak wcześnie, więc szybko się rozłączyłam, zadowolona, że wszystko idzie po mojej myśli. W dodatku luby czekał na mnie w drzwiach z szalikiem w ręku. Powiedział, że koniecznie musi mi zawiązać oczy, bo spodziewał się mnie znacznie później i ma do zrobienia jeszcze parę rzeczy. Serce biło mi jak oszalałe, byłam już pewna tego, co się za chwilę wydarzy.

Stojąc tak z zawiązanymi oczami w przedpokoju, ćwiczyłam w myślach ton i opracowywałam scenariusze tego, w jaki sposób przyjmę oświadczyny. On w międzyczasie robił sporo hałasu, słyszałam stukanie szklanek, szafek, butelek, szelest worków. Z niecierpliwością stałam tam, nie mogąc doczekać się ujrzenia tego, co mój kochany wymyślił. Po chwili zaprowadził mnie do kuchni i pozwolił odsłonić oczy. Podekscytowana zabrałam się za zdejmowanie szalika.

To, co ujrzałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania - 2 worki ze śmieciami, cały zlew naczyń, walające się chipsy i papierki, a nawet piramida z puszek po piwie.
- Udało mi się ogarnąć to wszystko w 10 minut. Chcesz może pomóc mi skończyć? - zapytał, a ja myślałam, że się popłaczę i go uduszę.

Okazało się, że pod moją nieobecność luby zaprosił kolegów. Impreza trochę ich przerosła i powstał, łagodnie mówiąc, artystyczny nieład.

Mój szybki powrót zerwał go na nogi, a nie chcąc, bym była zła za wszechobecny chaos, zabrał się za porządki, które również go przerosły. Ten szalik wymyślił na poczekaniu, licząc na to, że wygra kilka minut i nic nie zauważę. Logika facetów zderzyła się z wybujałą wyobraźnią kobiet i zapoczątkowała kłótnię. Przeżyłam zawód, o którym mu nie powiedziałam, więc myślał, że byłam zła przez imprezę.

Po dwóch dniach jednak naprawdę klęknął przede mną z pierścionkiem, a ja, totalnie zaskoczona, ledwie wydusiłam z siebie nędzne 'tak' (na nic się zdały obmyślane wcześniej scenariusze). :)

#K7P4R

Byłem dzisiaj w piekarni. Nie wziąłem ze sobą portfela tylko kilka drobnych monet na bułki i chleb. Pech chciał, że gdy chciałem zapłacić (wyszło około 6 zł i tyle miałem w kieszeni) jedna złotówka wpadła mi w szczelinę lady. Sprzedawca stwierdził, że on tego nie będzie wyciągał i mi nie sprzeda towaru.

#LTCHY

Jestem zawodowym strażakiem, do pracy muszę dojeżdżać około 60 km – spora część najkrótszej trasy wiedzie przez małe wsie i miasteczka, w których jest głównie teren zabudowany. W pracy naoglądałem się wiele wypadków i sam staram się przez to jeździć w miarę zgodnie z przepisami. Wolę wyjechać do pracy trochę wcześniej niż pruć drogą jak wariat, przez co bardzo często młodzi chłopcy, nieuznający jakichkolwiek ograniczeń, wyprzedzają samochody gdzie tylko popadnie.
Taka sama sytuacja miała miejsce również tego feralnego dnia.
Cała sytuacja miała miejsce na podjeździe pod górę w zalesionym terenie z wieloma zakrętami, czyli ogólnie widoczności brak, tym bardziej że na początku podjazdu jak byk stoi znak „zakaz wyprzedzania”. Pech chciał, że młodemu chłopakowi (19 l.) bardzo się spieszyło i stwierdził, że zakręt to idealne miejsce do wyprzedzania... Głupi nie jestem, widząc, że zaczyna manewr wyprzedzania, instynktownie zwolniłem, żeby go przepuścić. Kiedy był mniej więcej pół długości samochodu przede mną, za zakrętem pojawił się motocyklista. Co z tego, że on jechał prawidłowo, jak ten młody chłopaczek miał w d**ie przepisy i znaki... Wszystko co potem się działo to były tylko sekundy.

Samochód stop, torba medyczna do ręki i gnam do motocyklisty, drugi gość, który właśnie dojechał, pobiegł rozłożyć trójkąt, wzywając jednocześnie pogotowie.
Widziałem w życiu wiele, ale motocyklista bez głowy trafił mi się pierwszy raz w życiu... Nie wiem co się potem działo, w takim byłem szoku. Pamiętam, że ostatecznie znalazłem się we wnętrzu auta sprawcy wypadku, zabezpieczając jego kręgosłup szyjny. Przyjechała karetka, przyjechali koledzy z jednostki, przyjechała policja i zamiast w pracy, wylądowałem na komisariacie, a potem wróciłem do domu.

Jedyne co mam do dzisiaj przed oczyma, to żółto-czarna naklejka na bagażniku auta sprawcy z napisem: „Patrz w lusterka, motocykle są wszędzie”.
Okropny zbieg okoliczności...

Na koniec prośba – znaki i przepisy drogowe nie są po to, żeby nas ograniczać i robić nam na złość, ale są dla bezpieczeństwa naszego i pozostałych użytkowników dróg. Patrzcie więc na znaki i włączajcie myślenie, włączając silnik samochodu.

#46TMD

Mój tata jest wędkarzem. Sytuacja miała miejsce dobre ponad 12 lat temu, kiedy byłam kilkuletnim dzieckiem. Otóż tata trzymał w lodówce białe robaki na ryby. Jak to małe dziecko, wpadłam na genialny pomysł... zrobienia sobie wyścigów owych robaków. Kiedy mama weszła do kuchni, zastała mnie siedzącą na podłodze i krzyczącą: „Biały, sypko biegnij!”.

#D3iAP

Ostatnio chodzę często przemęczona, przez co zdarza mi się przysnąć na niektórych nudniejszych wykładach. Tak było wczoraj. Siedziałam, starałam się ze wszystkich sił skupić na tym, co opowiadał prowadzący, jednak zasłonięte rolety powoli ze mną wygrywały. Nim się zorientowałam, usnęłam, rozłożona na ławce na samym przodzie, i może przeszłoby to jakoś niezauważone, gdyby nie fakt, że nagle obudził mnie mój własny pierd! Nie był ani długi, ani śmierdzący, ani nawet szczególnie głośny, ale zdarzył się w momencie gdy na sali panowała absolutna cisza. Słychać było, jakby ktoś wystrzelił... Momentalnie zrobiłam się czerwona. Ale uradowana, że w sali istna noc, udawałam, że śpię dalej...
Dodaj anonimowe wyznanie