#73HYG
Rozmowa w pracy.
Kolega pierwszy: „Maksymalnie jedno dziecko i koniec. Sam jestem jedynakiem i nigdy mi nie brakowało rodzeństwa”.
Kolega drugi: „Ja mam młodszą siostrę, taka tępa laska, że masakra. Może jeszcze zmądrzeje. A ty masz jakieś rodzeństwo?”.
Ja: „Tak, jest nas ośmioro”.
Nieskończony rechot i teksty: „Co, starzy nie wiedzą, jak się robi dzieci? Telewizora nie było?” itp.
Mój tato jest ginekologiem ze sporym dorobkiem naukowym, mama filologiem języków włoskiego i francuskiego i tłumaczem, była wykładowcą jeszcze w czasach, kiedy te języki w Polsce były czystą fantastyką. No ale przecież nie można zrozumieć, że ktoś woli mieć kochającą liczną rodzinę, zamiast nowego auta co rok i wygodnej leniwej egzystencji? Nie, nie jeździliśmy co roku na narty w Alpy, a latem na Karaiby, ale niczego nam nie brakowało, a najniższe wykształcenie w rodzinie to magister inżynier.
Masz jakieś wewnętrzne frustracje i żal. Atakujesz ich tym chochołem z bogactwem, a potem jeszcze łechtasz sobie ego tytułami xD
Odnosząc się do komentarzy. Wszyscy oceniamy zawsze i wszędzie. Ładna, brzydka dziewczyna, przystojniak, brzydal. A w kwestii wyznania, mnie również irytują takie teksty. Razem z żoną posiadamy liczne rodzeństwo i mamy troje dzieci. Kiedyś żona usłyszała w pracy że troje dzieci to "patola". I tak się zastanawiam czy wybudowany dom bez kredytu, dobra praca żony i moja firma to taka wielka patola.
Nie uważam że autor ma "jakieś wewnętrzne frustracje i żal". Szarganie dobrego imienia rodziców chyba ma prawo irytować. Komentarz dotyczy również Heparyna.
Odpowiadaj: stać nas to mamy. Patola jest gdy kogoś nie stać i robi dzieci.
Będzie im głupio że są zbyt biedni ;).
Mam podobne odczucie jak miednica. Księga terapii nakazuje: jeśli coś cię wkurza, zastanów się co w tym jest i co to w tobie porusza, bo inna osoba w TEJ SAMEJ sytuacji nie czułaby specjalnie nic.
Ma prawo być dumna z rodziny i się tym chwalić. Natomiast nikt nie ma prawa w tak prostacki sposób atakować jej rodziny, tylko dlatego, że w głowie ma chore stereotypy.
A ja się do pewnego stopnia zgadzam z miednicą. Jeżeli autor sprawia takie wrażenie w pracy, jakie odniosłam po przeczytaniu tego wyznania, to uważam, że jest na podobnym poziomie tolerancji co jego koledzy. Oni się naśmiewają z wielodzietności, okej, brzydko. Autor? Autor do mniejszych rodzin podchodzi lekceważąco; widzi w nich materializm i wygodnictwo. Przecież i tu zestawił kochającą liczną rodzinę z nowymi autami i wygodną, leniwą egzystencją. Tak samo krzywdzące jak i ich komentarze (bo oczywiście małe rodziny nie są kochające, tylko liczą hajs, tylko leniwi nie chcą więcej dzieci, a bez dzieci to czysta sielanka i nic nie trzeba robić, a jak ktoś do tego ma pieniądze na auta i wakacje, to już w ogóle pustak z życiem bez wartości).
Ty oceniasz ich, oni oceniają Ciebie. Oni się wywyższają, Ty również uważasz, że jesteś lepsza.
Jesteście dokładnie tacy sami.
Nie, nie są, ona jest tylko wkur*iona, oceną ludzi przez pryznat ilosci posiadania dzieci. Dlatego to wyznanie tak brzmi. Zreszta, wielu na tej tej stronie tez tak sie zachowuje, jak koledzy autorki.
No niestety, ale widać, że uważa współpracowników za gorszych. Nazywa ich życie "leniwą egzystencją" i zakłada brak miłości w rodzinie, bo nie było mnóstwa dzieciaków 😂
@ohlala
Kazdy wyczytuje to co chce. Mam wrazenie, ze masz takie same poglady jak koledzy autorki :)
Jestem jedynaczka ze sredniej klasy , mam 4 dzieci i jestem (chyba) zamożna. Jak okreslisz mnie? Tez sie wywyższam 😂
Nie obchodzi mnie, ile ktoś sobie dzieciaków zrobi, dopóki jest w stanie je utrzymać. Ogólnie w nosie mam życie obcych ludzi dopóki nie wbijają do mojego. Ale słownictwo użyte przez autorkę jasno pokazuje, że uważa się za lepszą od współpracowników. A współpracownicy za lepszą od niej. Swoją drogą muszą mieć fajną atmosferę w pracy.
Antek: To czwarte bylo naprawde planowane? Czy zdarzylo sie?
Mi się wydaje że tak duża rodzina nie moze być normalna. Skąd wziąć czas na 8dzieci? Tak serio,zeby dla każdego miec czas,dla siebie też i nie oszaleć.Chyba że sie ma pomoc domową. Jak starsze dzieci niańczą młodsze to też nie jest zdrowe. Moge się mylić,ale nie wydaje mi się to możliwe
W punkt. Dokładnie to samo chciałam napisać. Nie wystarczy dzieciom dać jeść i spać. Więc dla mnie to jednak jest patologia :)
Bardzo częstą opinia... Zazwyczaj pochodząca od osoby która dużej rodziny z bliska nie widziała.
1. Mama nie pracowała przez większość życia - jak słyszę coś takiego to od razu mi się kojarzy patologia. Jak dla mnie kobieta zależna finansowo w 100% od innej osoby robi krzywdę i sobie i dzieciom.
2. Porozmawianie o pierdołach typu co tam w szkole to nie jest poświęcenie wystarczającej uwagi dziecku. Takie pytania może tez zadać sąsiadka. Zapewne nie wiesz, jak powinna wyglądać zdrowa relacja rodzic-dziecko, więc nie zrozumiesz, że mogłoby byc inaczej.
3. W rodzicielstwie nie chodzi o to, żeby rozmnażać się jak króliki i zapewnić dzieciom minimum bytu (czyt. jedzenie i ubrania), a na inne rzeczy dzieci muszą dorabiać. Jak mnie ledwo stać na 7 to nie robię 8 dziecka.
Wybacz, ale cokolwiek nie powiesz, nie przekonasz mnie, że to nie jest patologiczne. Człowiek w 10-osobowej rodzinie nie ma chwili spokoju tylko dla siebie. A kobiety nie są tylko do rozpłodu
Nie mam w planach Cię przekonywać bo i po co? Wyrobileś/wyrobilaś już sobie jak widzę opinię bez większości danych. Może jedynie doprecyzuje. Mama nie pracowała tak jak wiele kobiet w tamtym okresie - był to częsty model rodziny który w tych czasach. Co tam w szkole to był tylko przykład - rozmawialiśmy na różne tematy i to nie tylko o pierdolach. Dorabialismy bo chcieliśmy a nie musieliśmy. Mało to młodzieży teraz dorabia niezależnie od ilości dzieci w rodzinie? Wystarczy się przejechać na sezon do jakiejkolwiek miejscowości nadmorskiej by to zobaczyć. Co do finansów - nigdy nam niczego nie brakowało więc nietrafione. I oczywiście od razu stwierdzasz że nie wiem jak wygląda zdrowa relacja rodzic-dziecko. Po 1 komentarzu. To ciekawe... Jestem dorosła, byłam i jestem szczęśliwa, nie mam problemów emocjonalnych, jestem w wieloletnim związku, mam też swoje dzieci. Jeżeli moje dzieciństwo to według Ciebie patologia to życzę takiej każdemu. Pozdrawiam ciepło.
Niepracująca kobieta to nie jest częsty model w rodzinie w latach 90 (późnych!). Chyba, że mówimy o jakiejś wsi, która się zatrzymała w średniowieczu.
Może i faktycznie z tym częstym to przesadziłam lecz nie był to też model aż tak rzadko spotykany. Nie chce mi się szukać dokładnych danych ale na przełomie wieków średnio co 5 kobieta w Polsce nie pracowała. To raczej nie mało
wygląda na to, że nie tylko koledzy z pracy lubią osądzać innych i się pławić w blasku własnego ego
W tak dużych rodzinach zastanawia mnie jedna rzecz. Czy dzieci w ogóle dostają uwagę od swoich rodziców? Mając 8 dzieci jest szansa żeby poświęcić czas każdemu z nich z osobna? Czy raczej te starsze wychowują te młodsze.
Jesli sa tylko rodzice to i owszem, nie najlepiej to wyglada. Bywa jednak, ze sa to rodziny wielopokoleniowe i/lub rozgalezione. Przy duzej ilosci osob doroslych kazde dziecko ma szanse na duzo uwagi i (przede wszystkim) nie ma obowiazkow opiekunczych wzgledem rodzenstwa. Model dosc skomplikowany logistycznie ale jak najbardziej realny i funkcjonujacy.
Poza tym mozna miec nianie, au pair itd.
Znałam tylko jedną taką rodzinę i odpowiedzialność za opiekę nad młodszymi spadała na starsze. Np. koleżanka nigdy nie mogła nic robić po szkole, bo zawsze musiała biec do domu zajmować się rodzeństwem, dzień w dzień.
Ale też zauważyłam, że tak się dzieje, gdy różnica wieku między dziećmi jest duża. U jednej znajomej jest 10 lat, ma jednego brata, a jej rodzice praktycznie nie przyłożyli się do jego wychowania (byli młodzi, gdy on się urodził, bo znajoma była dosyć wczesną wpadką).
@Corazwiecejpustki
Nawet w opisywanej przez Ciebie sytuacji dzieci wprawdzie dostają uwagę od dorosłych, ale nie rodziców. A to ogromna różnica.
@ ohlala: Wbrew pozorom, nie. Najwazniejsza jest jakosc spedzanego razem czasu i zaufanie.
@Corazwiecejpustki
Tak, jak mówisz, jest pewnie w przypadku, gdy dzieci nie nawiążą specjalnych, głębszych relacji z rodzicami, gdy są małe. Oznacza to, że rodzice od małego nie poświęcali im wystarczająco dużo uwagi. To w sumie po co mieć dzieci, skoro odpowiedzialność za nie zrzuca się na wszystkich dookoła?
No i, czy istnieją jakieś badania popierające Twoją teorię?
@ ohlala: To nie teoria a empiria. Znam dwie takie rodziny, jedna z nich czteropokoleniowa wrecz. Dzieci sa tam szczesliwe. Potrafie to rozpoznac.
Oczywiscie nie twierdze, ze jest to regula. Po prostu tak moze byc, bo w dwoch konkretnych przypadkach tak jest.
Corazwiecejpustki - Czyli robią dzieci dla starszego rodzeństwa albo dla babci, dziadka, cioci? No sorry, ale jak ja chcę mieć dziecko to jest to mój i partnera obowiązek, a nie całej rodziny.
Nic nie stoi na przeszkodzie aby duza rodzina mogla zyc razem, jesli tylko tego chce.
Mam 8 rodzeństwa i nigdy nie brakowało mi uwagi rodziców. Fakt że mama nie pracowała przez większość życia tylko zajmowała się domem i nami na pewno odgrywa tu dużą rolę. Wiele rzeczy robiliśmy wspólnie, całą rodziną ale zawsze była też chwila by porozmawiać co tam w szkole itd itp. Pamiętam jak Mama pomagała nam odrabiać lekcje, chodziła do lekarza, Tata pomagał się uczyć, żartował lub śpiewał, zawsze byli przy nas gdy ich potrzebowaliśmy. Co do finansów bywało różnie - nie byliśmy jakoś szczególnie bogaci ale też nigdy nie mieliśmy problemu by nam brakowało na jedzenie, ubrania itd itp. Ale też gdy chcieliśmy kupić sobie co co nie było jakoś bardzo potrzebne np komputer (późne lata 90 więc nie był on jeszcze tak oczywistym wyposażeniem w domu) to razem z rodzeństwem szliśmy dorobić np na truskawkach czy czymś takim. Patrząc na inne dzieci to chyba dość szybko robiliśmy się samodzielni. Nie zauważyłam bysmy odstawali od innych rodzin. Tak to wyglądało z perspektywy tej środkowej;) ani najmłodszej, ani najstarszej.
1. Mama nie pracowała przez większość życia - jak słyszę coś takiego to od razu mi się kojarzy patologia. Jak dla mnie kobieta zależna finansowo w 100% od innej osoby robi krzywdę i sobie i dzieciom.
2. Porozmawianie o pierdołach typu co tam w szkole to nie jest poświęcenie wystarczającej uwagi dziecku. Takie pytania może tez zadać sąsiadka. Zapewne nie wiesz, jak powinna wyglądać zdrowa relacja rodzic-dziecko, więc nie zrozumiesz, że mogłoby byc inaczej.
3. W rodzicielstwie nie chodzi o to, żeby rozmnażać się jak króliki i zapewnić dzieciom minimum bytu (czyt. jedzenie i ubrania), a na inne rzeczy dzieci muszą dorabiać. Jak mnie ledwo stać na 7 to nie robię 8 dziecka.
Wybacz, ale cokolwiek nie powiesz, nie przekonasz mnie, że to nie jest patologiczne. Człowiek w 10-osobowej rodzinie nie ma chwili spokoju tylko dla siebie. A kobiety nie są tylko do rozpłodu
Odpowiedziałam Ci wyżej tam gdzie wcześniej był dodany komentarz. I tak jak napisałam nie będę Cię przekonywać
Kiedy w Polsce filologia francuska i włoska była fantastyką bo nie pamiętam tego???? a tata to nie był ginekolog tylko zwykły dzieciorób. Zresztą kiedy matka autora miała czas na pracę jeżeli ciągle albo leżała pod dzieciorobem albo rodziła kolejne dziecko. No i oczywiście te wymyślone dialogi gdzie autor cytuje innych pracowników tylko poto by samemu się postawić w lepszej pozycji. Same magistry i doktory dzieciorób i tłumaczka spłodzili....medal im nasza duda powinna dać.
Po co obrażasz ludzi, którzy mają dużo dzieci? Jak obrazi się kogoś, kto nie chce ich mieć, to wszyscy się (słusznie) oburzają, a jak obrazi się kogoś, kto ma ośmioro, to już totalnie akceptowalne.
U mnie w pracy jest chłopak, młodziutki, ledwo 20 letni, najmłodszy z 10 rodzeństwa. I praca nie żadne wyższe sfery, a co się biedak musi nasluchac to jego. I zazwyczaj nie od sobie równych wiekiem, ale od babeczek o krok od emerytury. Z tym, że chłopak mega pozytywny i wywalone ma na te ich zaczepki.
Tatuś nie był czasem ginekologiem od wywoływania miesiączek? Bo nie bardzo wiem jak można utrzymać na przyzwoitym poziomie ósemkę dzieciaków i jeszcze posłać je na studia, z jednej pensji ginekologa i jednej pracownika naukowego. Przecież sama niańka będzie kosztować majątek, chyba że mama dzieciaki targała ze sobą na uczelnię?
Ty myślisz, że przeciętna polska rodzina, zatrzymuje się na dwójce dzieci , żeby móc jeździć na Karaiby i co roku zmieniać samochód? Masz dziwne wyobrażenie o zarobkach w Polsce. No jacy wygodniccy, wolą się zatrzymać na dwójce dzieci i mieć je za co nakarmić.
"No ale przecież nie można zrozumieć, że ktoś woli mieć kochającą liczną rodzinę, zamiast nowego auta co rok i wygodnej leniwej egzystencji?"
Bo ci co mają jedno czy dwoje dzieci, to lenie i nieroby, przecież wiadomo, że dopiero od piątki w górę zaczyna się prawdziwa praca.
Akurat jeśli miał prywatną praktykę, to myślę, że mógł nieźle zarabiać. Mój ginekolog bierze 200zł za standardową wizytę, nawet taką bez cytologii, która trwa góra 15 minut. A kolejka do niego jest zawsze
Moja ciotka ma 5 dzieci i mimo że wujek zarabia wystarczająco żeby utrzymać rodzinę, to dzieciaki są strasznie zaniedbane emocjonalnie. Ciotka rodząc kolejne dzieci, mniej interesowała się starszymi. Tak więc najstarszy pije i ćpa, kolejny ma problemy z agresją, kuzynka ma kuratora, a ciotka dopiero co z pieluch z ostatnim wyszła i nie bardzo rozumie że starszymi też się trzeba opiekować, nie umie bo zainteresowanie przekładała zawsze na noworodki i jakoś zapomniała o nastolatkach.
No chyba starzy wiedzą, jak się robi dzieci, skoro zrobili was ośmioro.