W ramach zemsty wpisywałam numer telefonu dziewczyny, która zniszczyła mi życie, na stronach typu „Wygrałeś iPhone’a! Podaj swój numer, a odezwiemy się!”, które czasem samoistnie się wyświetlają.
Nie żałuję.
Od pewnego czasu, często kupuje różne herbaty z różnych sklepów, i zaparzam herbatę...
W wannie z 80 torebek i się w niej kąpie. Tak po prostu nie wiem czy wszystko ze mną okey...
W pierwszej klasie liceum, założyłem się z kolegami, że podbiję do najbrzydszej i najgrubszej dziewczyny w szkole. Udało się, była wniebowzięta, że ktoś lubiany przez wszystkich w ogóle z nią rozmawia.
Nie bierzemy ślubu za kilka miesięcy, nie zostanę ojcem. Byliśmy razem przez trzy lata i przez ten czas bardzo się "wylaszczyła", schudła, maluje się, ma zadbane włosy, ale najlepsze jest to, że rzuciła mnie dla kogoś lepszego. Może nie powiedziała o tym wprost, ale to jest po prostu jasne. Jestem przegrywem (?)
Także ten, karma jednak istnieje i wraca, drodzy Anonimowi.
Stało się to zaledwie 2 tygodnie temu.
Moja babcia zmarła na początku września. Była chora na raka, moja mama strasznie to przeżyła. Na stypie i pogrzebie byłam przy niej i ją pocieszałam.
Mam 15 lat i różne problemy, w tym ze zdrowiem psychicznym. Czasami miałam myśli samobójcze, a niekiedy w myślach prosiłam Boga lub zmarłe osoby z rodziny, by po mnie przyszły. Tak też się stało. 2 tygodnie temu, gdy moja mama z siostrą wybrały się na zakupy, ja nie mogłam z nimi pojechać, ponieważ miałam mieć lekcje. Chodzę do liceum i mam nauczanie indywidualne przez komputer. Do lekcji została mi godzina, więc nie mogłam z nimi pojechać, ponieważ były to nie tylko zakupy spożywcze, ale i budowlane (w tym czasie mieliśmy mały remont w domu). W domu zostałam tylko ja i mój wujek, który był na górze (mamy piętrowy dom i mieszkamy na wsi).
W pewnym momencie, siedząc na łóżku, usłyszałam, jak z pokoju babci ktoś lub coś mnie woła, trzykrotnie powtarzając moje imię i słowo ''chodź''. Byłam przerażona, więc zadzwoniłam do mamy i poprosiłam ją, żeby zadzwoniła do wujka, żeby przyszedł na dół. Tak też się stało. Gdy przyszedł, spytał mnie co się stało, lecz byłam zbyt wystraszona, żeby mu cokolwiek odpowiedzieć. Później gdy mama z siostrą wróciły, zapytały się co się stało lecz nic nie powiedziałam. W sumie nie byłam pewna, czy głos, który słyszałam, należał do babci, ponieważ jako osoba wierząca zdaję sobie sprawę z istnienia sił ponadnaturalnych i nieczystych. Czasami myślę, czy dobrze postąpiłam, nie wchodząc do pokoju, lecz wtedy przychodzi mi myśl o tym, iż tak naprawdę nie miałam pewności, czy nie była to jakaś siłą nieczysta podszywająca się pod babcię.
Moja historia nie kończy się tylko na tej opowieści.
Następną część dodam, gdy będę w stanie, ponieważ gdy myślę o tej, przychodzi do mnie niepokój, jaki czułam wtedy.
Mam w pracy koleżankę, która, bardzo delikatnie mówiąc, jest głupia niczym podduszony pępowiną chomik.
Jakiś czas temu dostała urlop i od razu pobiegła do pobliskiego biura podróży, gdzie wykupiła sobie 10-dniową wycieczkę do Austrii, bo (jak sama mówiła) od zawsze marzyła o zobaczeniu tego kraju.
Wróciła bardzo niepocieszona. Zapytałam ją o powód tego smutku. Powiedziała mi, że wydała kupę kasy na ten wyjazd, a przez cały swój pobyt nie widziała nawet jednego kangura.
Zapewne na biologii uczono was (a przynajmniej mnie), że obojnactwo u ludzi nie istnieje. Nic bardziej mylnego. Jest coś takiego i ja jestem tego przykładem.
Co to jest obojnactwo? Proste. Dziecko rodzi się z narządami obu płci. Wtedy lekarze ustalają, którą płcią jesteś. W moim przypadku wybór był oczywisty, narządy żeńskie były, jakby to nazwać... niedorobione. Potem bierze się hormony. Ponoć czasem czeka się z tym, aż dziecko zacznie dorastać i samo sobie wybierze, na co się czuje, ale u mnie tak nie było, przewaga męska, no i sprawna, bo teraz jako osoba dorosła nie mam żadnych problemów z bezpłodnością (sprawdzałem), czy w ogóle z tymi sprawami (też sprawdzone!).
Jak to się na mnie odbiło?
Prawie wcale. Dowiedziałem się wcześnie. Wstydziłem się przyznać komukolwiek, w sumie logiczne, bo w szkole stałbym się pewnie przez to kozłem ofiarnym. Ale poza tym nie czuję pociągu do mężczyzn, jestem hetero, mam dziewczynę. Jedyne co może mnie różnić od typowego faceta, to niektóre formy zachowania i upodobań, np. uwielbiam urocze rzeczy (na czym "cierpi" moja dziewczyna, bo często kupuję jej jakieś słodkie ciuszki, lubię dobierać jej ubrania, ale sam w kobiece się nie przebieram), albo oglądam z moją lubą komedie romantyczne. Nie są to jakieś wielkie sprawy, człowiek, który nie wie o mojej "przypadłości" nie widziałby w tym raczej nic dziwnego.
Na tym wszystkim chyba najbardziej ucierpieli moi rodzice, którzy właściwie całe moje dzieciństwo bali się, że wybrano złą płeć, szczególnie dlatego, że miałem w pewnym wieku fazę na lalki (która potem "na szczęście" zmieniła się na fazę figurek superbohaterów). Czyli u mnie się udało, ale pewnie dlatego, że trafili. Nawet jak do mnie dotarło, kiedy to wszystko zrozumiałem, nie miałem depresji czy myśli, że powinienem być dziewczyną, nie bałem się, że robię teraz coś babskiego i wszyscy mnie będą wytykać palcami. Miałem kolegów, przyjaciół (nawet do dziś), którzy znali mnie od samego początku i moje zachowania były dla nich normalne, uważali, że taki po prostu jestem. Moja dziewczyna wie, ale jej to nie przeszkadza (nawet się cieszy, bo często jej jakiś bibelocik czy maskotkę kupię dla mojej własnej frajdy).
Jedna rzecz jednak czasem mnie nurtuje... Co jeśli te wszystkie osoby, które naprawdę walczą (nie dla szpanu) o to, by zmienić płeć, zostały pokrzywdzone przez los w podobny sposób, w jaki ja mogłem zostać? Może nawet nie wiedzą, że miały kiedyś taką operację, albo narządy drugiej płci w ogóle się u nich nie wykształciły, ale umysł został inny niż ciało? Moi rodzice byli bardzo tolerancyjni w tej kwestii, ale rodzina często przy obiadkach mówi rzeczy w stylu "Tym dzieciakom się teraz w głowach poprzewracało, jakby mój X chciał się na babę przerobić, to bym go z domu wyp... Niech się jak >autor< nażrą hormonów, to im przejdzie!".
Kręcą mnie psycho typy.
Chyba tak właśnie zacznę. Jestem z tych osób które realizują się zawodowo, mają swoje pasje, ciągle brakuje im czasu bo mają co robić... i kręci mnie tego kompletna przeciwność. Koleś z depresją, nie wychodzący z domu, z brakiem znajomych, skrzywdzony przez los i świat. Aż mi się robi dobrze na samą myśl. Miałem kilka takich znajomości i to chyba nie jest cool, ale w jakiś sposób mnie to ekscytuje.
Takie osoby nie mają znajomych, więc są tak jakby "tylko dla mnie", nie zdradzą, bo nie mają z kim, są samotne, więc doceniają każdą troskę i chłoną emocje jak gąbka. Mam w takich relacjach poczucie ważności, że de fakto "jestem najlepszym co je w życiu spotkało". Nie wiem czy to egoizm, czy fetysz, czy strach przez przeciętnymi/normalnymi osobami, że one jednak mają swoje życie i mogą cię do niego na chwilę zaprosić, a potem powiedzieć "pa pa". Tutaj tego życia nie ma, w pewien sposób to Ty nim jesteś dla tej osoby.
I piszę tu o kolesiach (zdecydowanie wolę kolesi, gay allert i te sprawy) z takim trochę zaprzeczeniem archetypu. Wrażliwych, wycofanych społecznie - nie jakiś emosach, zwyczajnych, dresiarzach nawet, ale z problemami i potrzeba bliskości... to jest cholernie sexy.
Ostatnio (po czterech latach nieobecności) wróciłam do Polski i, żeby nie było, kiedy jeszcze przebywałam z dala od rodzinnego domu, normalnie rozmawiałam z rodzicami, normalnie odbierałam telefony, z bratem, siostrą, babcią i resztą rodziny też zdarzało mi się gadać.
A więc: otwieram drzwi do domu, wchodzę do salonu i widzę wujka, do którego matka nie odzywała się od pięciu lat (właściwie cała rodzina się od niego odwróciła, gdy przyznał się do molestowania i kilku innych rzeczy). W ten sposób dowiedziałam się, że rok temu stanął pijany pod domem i zaczął wrzeszczeć, że albo go wpuszczą, albo coś podpali.
Oczywiście to nie koniec, bo następnego dnia poinformowano mnie, że brat ma sprawę w sądzie (napadł na kogoś), małoletnia siostra spodziewa się dziecka, matka regularnie odwiedza psychiatrę i się leczy, ojciec stracił pracę, babcia postanowiła odciąć się od rodziny i wyjechała gdzieś, a dziadek nie żyje o dwóch miesięcy.
Nie ma to jak w domu.
Kiedyś umówiłam się na pierwszą randkę z kolesiem z mojego miasta. Wydawał mi się dziwny, ale chciałam dać mu szansę. Na wszelki wypadek na spotkanie do torebki wsadziłam nóż.
Już na spotkaniu zadzwonił do mnie telefon, a w tym czasie zapytał, czy mam może pożyczyć chusteczkę. Kazałam otworzyć sobie torebkę i wyjąć. Otwierając ją, zauważył na wierzchu nóż. Potem zapytał mnie, po co noszę nóż w torebce.
Dobrze, że była jesień, powiedziałam, że z rodzicami na grzybach byłam i zapomniałam wyjąć.
Sceneria: ciemne czeluści sypialni grubo po 22.00.
Sytuacja: Ja po obejrzeniu thrillera, jeszcze nieco roztrzęsiona rozglądam się naokoło próbując zobaczyć zbliżających się na paluszkach morderców, ale tylko czerwona piłka z kąta cicho sunie w moim kierunku (normalka, pokój jest nieco pochyły). Zaczynam nasłuchiwać, czegokolwiek, leżę opatulona po same uszy, bojąc się poruszyć by odłożyć telefon. I nagle, dostaję wiadomość od kolegi. "Czy ktoś za tobą stoi?".
Skamieniałam, adrenalina mi skoczyła, ciśnienie w końcu miałam normalne, serce tłukło w piersi. Chyba dziesięć minut leżałam, rozważając czy się odwrócić.
Ostatkiem zdrowego rozsądku napisałam "Czemu pytasz?"
Po kilku sekundach odpisał, a właściwie wysłał mi art z całującymi się, gołymi kobietami.
Konkluzji nie będzie, art został zachowany, ale bliżej zawału to chyba nigdy nie byłam w całym moim siedemnastoletnim życiu.
Dodaj anonimowe wyznanie