#gBHTt

Mam na imię Sylwia. W I LO byłam w żeńskiej szkole. Miałam krótkie włosy i siostra dyrektor powiedziała publicznie na apelu, że mam je zapuszczać, bo w tej szkole nie toleruje się chłopięcych fryzur.
Jakiś czas potem, na święta, przyjechałam do niewielkiej miejscowości, w której mam rodzinę. Włosy już nieco odrosły i osoby z rodziny wysłały mnie do fryzjera: „Tu blisko, po schodkach”, aby nadać fryzurze bardziej dziewczęcy kształt. Wyszłam, szukam. Nic nie znalazłam. Poszłam na sąsiednią ulicę. Patrzę – jest fryzjer! I to po schodkach, co prawda w dół, co trochę mi nie pasowało. Wzruszyłam ramionami i weszłam. W środku był starszy pan w grubych okularach. Założył mi pelerynkę, wziął do ręki maszynkę i mówi zachrypniętym głosem: „To jak masz na imię, chłopcze?”. Byłam zszokowana. Zamarłam. Nie mogłam się ruszyć. Przełknęłam ślinę.
„Sylwek” – wyszeptałam.

Kiedy wróciłam do szkoły z włosami na poborowego, siostra dyrektor stwierdziła, że specjalnie złamałam regulamin. Do końca szkoły miałam przesrane i uważana byłam za buntownika :D A wszystko przez to, że wstydziłam się panu fryzjerowi MĘSKIEMU przyznać, że jestem dziewczyną.

PS  Fryzjer po schodkach był w tym samym bloku. Nie zauważyłam go po prostu...

#Ml4Ao

Chodzę na masaże erotyczne, bo nie mam dziewczyny.
Dwa razy masażystki spytały mnie skąd pomysł, żeby tu przyjść, bo jestem młody. Zrobiło mi się wtedy strasznie głupio. Fakt, że może wyglądam na młodszego (mam 23 lata), ale jednak trochę to dołujące, że jestem ich najmłodszym klientem.

#83JT5

Mój mąż nigdy nie przywiązywał wielkiej uwagi do wyglądu, nie jest też facetem, który godzinami okupuje łazienkę, ale dbał o podstawowe zasady higieny. Jesteśmy razem w sumie osiem lat, od trzech mieszkamy razem, cztery miesiące temu wzięliśmy ślub.
Początkowo tego nie zauważałam – widywaliśmy się w weekendy, on pracował w jednym mieście, ja studiowałam w drugim, wspólne mieszkanie trochę zmieniło. Z czasem coraz częściej zauważałam,  gdy wychodził w dziurawych skarpetkach, w spranym podkoszulku, brudnych spodniach. Teraz coraz częściej czuję nieprzyjemny zapach z jego ust. Delikatnie zwracam mu na to uwagę. 
Do napisania posta skłoniła mnie sytuacja w naszym związku. Nie znoszę, gdy bez wcześniejszego mycia chce spać w naszej sypialni, stawiam wtedy warunek: albo prysznic, albo śpij w salonie. I tak właśnie się to kończy, pomimo że po pracy ma mnóstwo czasu na prysznic, odwleka go do późnego wieczora, koniec końców zasypia na kanapie. Prysznic bierze rano, mi mówi, że nie wie kiedy zasnął, że w sypialni się nie wysypia, bo łóżko jest za małe, albo że woli myć się rano, bo łatwiej ułożyć mu włosy. 
Ta sytuacja trwa od ponad pół roku. Sporadycznie śpimy razem. Ostatnio przeglądnęłam historię w jego telefonie i zobaczyłam, że wieczorami ogląda filmiki albo zdjęcia nagich kobiet. Fakt, że woli zaspokajać swoje potrzeby w internecie boli, czuję się coraz bardziej samotna.

Czy przesadzam z tym wieczornym myciem, może powinnam odpuścić? Zbliżenie bez wcześniejszego prysznica odpada, nie byłoby to dla mnie przyjemne, ale moglibyśmy spać w jednym łóżku, jak na małżeństwo przystało.

#3Q3Kl

Przez ostatnie 14 lat współpracowałem z pewnym portalem transportowym jako freelancer. Pisałem przeciętnie 10 felietonów rocznie, głównie dotyczących życia kierowców, bo sam jestem zawodowym kierowcą, i ogólnie transportu; osiągałem 12 000 – 40 000 wyświetleń swoich tekstów.
Po tych 14 latach dostałem nagrodę, którą mi od dawna obiecywano. Kartkę z życzeniami świątecznymi i ozdobne ciasteczko, których wysłanie przewyższało ich wartość. Nikt mi już nie powie, że zawód kierowcy cieszy się jakimkolwiek szacunkiem. Jest mi zwyczajnie przykro.

#P8wI2

Zaznaczam, że nie wiem, czy we wszystkich szkołach tak jest, czy tylko moja klasa jest nienormalna.

Rozumiem, że nie z każdym trzeba być mega przyjacielem, ale my w ogóle nie jesteśmy zintegrowani. O to kilka przykładów.
- Nikt ze sobą nie rozmawia, oprócz trzyosobowych grupek osób, które znają się jeszcze z gimnazjum.
- Ludzie organizują osiemnastki w lokalach, a z klasy zapraszają jedynie tych, z którymi znają się od gimnazjum. 10 lat temu, gdy mój brat chodził do liceum, to na osiemnaste urodziny zapraszano wszystkich z klasy, nawet jeśli nie rozmawiało się z nimi zbyt często. Było mi trochę przykro, no ale dobre tyle, że urodziny mam w październiku, więc miałem czas zorientować się jak to wygląda i też zaprosiłem tylko 3 osoby, z którymi najczęściej rozmawiam. Reszta gości spoza klasy i szkoły.
- Jest problem, żeby się spotkać poza szkołą. Kolega chciał zorganizować ognisko na pożegnanie wakacji, bo ma działkę. Jednak 3/4 klasy o dziwo nie mogło przyjść (tak jak na poprzednie propozycje). Oczywiście nic nie doszło do skutku, bo obecność potwierdziło tylko 5 osób, a kolega na konfie klasowej stwierdził, że dla 5 osób to mu nie warto organizować. Tak że no, na 2 i pół roku mieliśmy tylko jedno ognisko w celu poznania się. A to też przyszło tylko 6 osób.
- Gdy ktoś ściąga, to zawsze znajdzie się jakaś menda, która podejdzie do biurka nauczycielki i to zgłosi. Wiem, że uczciwość uczciwością, no ale w gimnazjum i podstawówce nikt takich akcji nie robił.

Powiedzcie mi, czy przesadzam, czy coś jest z moją klasą nie tak. A może też tak macie?

#CFXos

Zacznę od tego, że jestem dość niska.
Ostatnio w sklepie była promocja na doniczki, których właśnie potrzebowałam, więc ochoczo poszłam na zakupy.

Jak to zwykle bywa, to co mi się podoba lub to czego potrzebuję jest poza zasięgiem mojej ręki, tak było też tym razem, nie byłam w stanie do nich dostać. Czekałam, aż może ktoś nadejdzie na dział ogrodniczy, ale nikogo nie było, a chodzić po całym sklepie i prosić ludzi byłoby mi głupio.
Jednak, jak to na dziale ogrodniczym, znalazłam... grabie. Wzięłam je i przy ich użyciu ściągnęłam moje piękne doniczki.

Wielkie było moje zdziwienie, kiedy nagle obok mnie pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy patrzyli na mnie jak na głupią. Ale co tam, poradziłam sobie sama i jestem z tego dumna :) Grunt to kreatywność!

#WVOAK

Jestem normalnym, 20-letnim chłopakiem. Mam przyjaciół i spokojne życie. Mam też miśka, którego nazwałem Jeremy. Traktuję go jak przyjaciela. Zdarza mi się nawet zakładać mu słuchawki na głowę i włączać jakąś muzykę albo filmik na YT. Tak, pluszowemu miśkowi włączać muzykę lub filmik. Czasem sadzam go na swoim fotelu i sobie siedzi. Opiekuję się nim jak synem.

Powtarzam, mam znajomych i normalne życie. Waszym zdaniem jest ze mną coś nie tak?

#PTB8R

Ostatnio zaczęłam nową praktykę w czasie drogi do pracy i z pracy. Staram się to zrobić łącznie trzy razy dziennie.

Otóż, jak widzę osobę (zarówno kobietę, jak i mężczyznę), która w jakikolwiek fajny, pozytywny sposób się wyróżnia z tłumu, podchodzę i prawię komplement. Najczęściej dotyczy to włosów oraz tatuaży.

Ludzie reagują różnie.
Z reguły jest to chwilowe osłupienie i wydukanie "Dziękuję" (bo nie każdy się spodziewa przecież, że ktoś do niego podejdzie i zacznie prawić komplementy). A inna część osób mówi "Dziękuję", a uśmiech z ich twarzy nie znika, póki nie stracę takiej osoby z oczu.

Z tego miejsca każdego mieszkańca Warszawy przepraszam za tak stresującą sytuację.
Dodaj anonimowe wyznanie