#711SB
Mojego partnera poznałam wiele lat temu. Była to miłość od niej wejrzenia i od razu zostaliśmy parą. Kupował mi kwiaty, zabierał w różne miejsca, myślałam że spotkałam ideał. Moja rodzina go uwielbiała nie wiedząc, że rok później rozpoczął się mój koszmar. Zaczęło się niewinnie. Kontrolowanie mojego telefonu, włamywanie się na moje media społecznościowe, ograniczenie mi spotkań ze znajomymi, bo podobno się źle prowadzą. Tak oto dałam się zamknąć w "złotej klatce".
Pewnie pomyślicie sobie, ze byłam słaba psychicznie i mało asertywna toteż dałam sobie wejść na głowę. Otóż zaraz po studiach zaczęłam pracę w dużej korporacji, gdzie na ten moment zarządzam setką osób z dużym powodzeniem. Ale kiedy tylko pojawiał się on, mój oprawca, nagle odejmowało mi mowę i posłusznie dałam sobie wmawiać kolejne bzdury.
Doszło do tego, że tylko on decydował co leci w telewizji, on podejmował decyzję co kupujemy do jedzenia, kiedy idziemy spać. Nie mogłam nawet włączyć swojej muzyki, zaproponować wyjścia z domu czy pofarbować włosów na kolor jaki to ja wybiorę. Subtelnie zostałam pozbawiona własnego zdania, a próby odzyskiwania decyzyjności kończyły się zarzutem, że "rozpoczynam kłótnie o nic". Cały czas byłam poniżania, niewystarczająco zadbana, niewystarczająco dobra.
Źle gotowałam, miałam nie taką fryzurę czy zły kolor paznokci choć, gdy jakaś inna dziewczyna taki miała to było ok. Wielokrotnie zostałam wyzwana od najgorszych, gdy tylko zobaczył, że piszę z jakimś kolegą, doszło nawet do przemocy fizycznej. Rodzina i bliscy problem widzieli oczywiście we mnie. I ja też widziałam w sobie, bo myślałam, że gdybym była lepszą dziewczyną może wtedy zasłużyłabym na jego miłość i szacunek. Wierzyłam, że nie byłam wystarczająco dobra dla niego.
Na co dzień nie miał znajomych, twierdził że wystarczam mu ja. Ale gdy maraton gnębienia osiągał punkt kulminacyjny i przechodziłam kolejne załamanie nerwowe, on nagle mnie zostawiał i diametralnie zmieniał życie zostając imprezową duszą towarzystwa. Nagle znajdował kolegów i zaliczał ich dziewczyny. Gdy to mu się nudziło znów odzywał się do mnie jak gdyby nic się nie stało. I znów stawał się pozornym chłopakiem z zasadami. Z zasadami, które tylko mnie obowiązywały. Bo gdy znów przeobrażał się w swoją drugą wersję przestawało się liczyć czy dziewczyna zaliczyła pięciu czy stu kolesi.
Czy świeci tyłkiem i cyckami na Instagramie przed tysiącami osób. Lub czy zmienia chłopaków co tydzień lub czy zalicza skok w bok. Ważne, że ja rozmawiałam z kolegą z pracy i dostałam miano puszczalskiej. Obecnie jestem po 7 załamaniu nerwowym i dwóch próbach samobójczych. Mój kat bawi się w najlepsze. Ja czuję się jak śmieć.
Zdajesz sobie sprawę, że jesteś ofiarą i to połowa sukcesu.
Musisz się od niego odciąć. Jeśli pracujesz w dużej firmie, na odpowiedzialnym stanowisku to chyba możesz pozwolić sobie na wyprowadzkę? Chociażby do kawalerki.
Może zwróć się do rodziny/psychologa?
Przecież ty oszalejesz, jak to się będzie dalej ciągnąć.
"Rodzina i bliscy problem widzieli oczywiście we mnie."
Rzeczywiście, nie zwróciłam uwagi, ale nadal pozostaje opcja: psycholog.
A tak z ciekawości skoro cokolwiek nie zrobisz i tak będziesz gnojona to czemu się starasz? Czemu go chcesz. Zawsze będzie coś nie tak nawet jak będziesz ideałem wśród wszystkich kobiet.
To jest notmalny mechanizm uzależnienia. Zmaltretowana, zrozpaczona i pozbawiona jakiegokolwiek normalnego wsparcia osoba próbuje zyskać choć trochę ciepła od oprawcy, bo zwyczajnie on jest najbliższą jej osobą. Przed innymi często musi udawać, że nie ma żadnych problemów, że jest ok - i potem głupio jej nagle się przyznać, że tak naprawdę nie jest super, tylko tragicznie - zwlaszcza, że często pierwszą reakcją bliskich jest złość na ofiarę: "jak ty moglaś tak mu się dawać", "głupia jesteś, czy co? może lubisz być popychadlem", "pewnie liczylaś na jego kasę" itp.
A mnie zastanawia jak bardzo musiała mieć słabą psychikę już przed poznaniem jego, skoro nie jest w stanie żyć sama ze sobą, bez jakiejkolwiek najbliższej osoby.
Może dlatego, że całe życie byłam zdana dla siebie i zawsze to ja byłam dla siebie najważniejszą osobą, a może dlatego, że jestem introwertyczką, ale wolę być sama, nie mieć nikogo kto by mnie kochał (dokładnie na takim etapie jestem teraz), niż żyć w ciągłym poniżaniu, znęcaniu się, ograniczaniu.
Dla mnie jedynym sensownym wytłumaczeniem jest, że autorka go naprawdę kocha, bo tylko miłość może doprowadzić człowieka do takiego stanu.
przed nim mogła mieć silną. sam użyty przez autorkę termin "gaslighting" polega na łamaniu psychiki partnera tak, aby przestał wierzyć sobie i zaczął uważać się za bezradne zero. na czym dokładnie to polega? ano sabotujesz różne, losowe wydarzenia w życiu partnera. z początku rzadko, żeby cię nie rozpracował, potem coraz częściej. przykład: partner wraca do domu i - jak zwykle - zamyka za sobą drzwi. potem, kiedy jest w toalecie/jest zajęty, ty po cichu je otwierasz i niby przypadkiem potem zagajasz: kochanie, zamknąłeś drzwi? partner jest pewny, że tak - w końcu zawsze tak robił. ty podchodzisz do drzwi, pokazujesz że są otwarte i z troską mówisz: oj, oj, coś ostatnio kiepsko u ciebie z pamięcią. albo: macie iść na imieniny do Twojej babci 14 stycznia. ty specjalnie mówisz partnerowi, że macie iść 13 stycznia, po czym kiedy ten 13 szykuje się do wyjścia, ty patrzysz na niego jak na wariata i mówisz: ale... mieliśmy iść 14, przecież mówiłem.
i tak dalej w ten deseń, aż partner ma się za osobę tak nieporadną i zakręconą, że musi polegać na tobie, żeby nie zginąć. dlatego też psychopaci starają się odciąć ofiarę od innych blikich: żeby ofiara nie zorientowała się, że przypadki jej "nieogaru" pojawiają się jedynie na linii ona-psychol, a przy innych jakoś nieszczególnie.
Zawsze miałam silną psychikę, miałam też kiedyś partnera, który próbował mnie w ten sposób zmanipulować. Spróbował dwa razy - pierwszy, gdy zrobiłam mu herbatę, wiedziałam, że nie slodzi, więc nie posłodziłam, podałam mu herbatę i wyszłam do innego pokoju, on po chwili przychodzi z pretensjami, dlaczego posłodziłam, skoro wiem, że on nie słodzi. Wiedziałam, że nie dotykałam nawet cukru, on dał mi do spróbowania, a herbata faktycznie była słodka. Mi się wtedy zaświeciła lampka, że coś z tym człowiekiem jest nie tak i powiedziałam mu wprost, że jeśli ma zamiar sobie sam słodzić herbatę, żeby zrobić ze mnie wariatkę, to niech sobie daruje bo mu się to nie uda.
Drugi raz spróbował z jogurtem. Wychodziłam do sklepu i zapytałam co kupić, poprosił o jogurt truskawkowy. Dopytałam dwa razy i sobie zapisałam. Kupiłam więcej smaków, też dla siebie. Gdy wróciłam, dałam mu ten, który chciał, a on do mnie, że przecież chciał brzoskwiniowy. Powiedziałam "ano tak, ten jest dla mnie" i dałam mu brzoskwiniowy. Więcej nie próbował, zostawił mnie ;)
Właśnie dlatego uważam, że autorka już wcześniej musiała mieć słabą psychikę, skoro dała się tak zmanipulować.
cóż - good for you. nie każdy niestety potrafi stanąć po swojej stronie. niektórzy mają uległy charakter, innym rodzice wpajali ustępowanie na każdym kroku i przedkładanie cudzych potrzeb ponad swoje, jeszcze inni po prostu chcą wierzyć, że ich partner jest najlepszy i wolą już uwierzyć we własną winę niż dopuścić do zniszczenia idealnego wizerunku partnera, który sami sobie kreują - tak czy siak, osobowość podatna na gaslighting jest dość powszechna, zwłaszcza wśród kobiet.
Oczywiście, że każdy jest inny, ale dokładnie o to mi chodzi, że podatność na manipulacje właśnie o słabym charakterze świadczy.
Jestem trochę zdezorientowana, 2 próby samobójcze i rodzina, bliscy dalej byli przeciwko Tobie? O jego wypadach nic nie wiedzieli? Nikt się nie zainteresował przyczynami? Dziwne trochę. Terapii żadnej też nie miałaś po tym? Czy nawet rozmowy z psychiatrą/psychologiem?
Nie wiem, co tym sądzić. Ty chyba czekasz, że on Ci znowu kwiatki zacznie przynosić, innego wyjaśnienia w tym poniżaniu nie widzę.
Czas się wyrwać - raz na zawsze i nieodwracalnie pod żadnym pozorem.
Może łatwo się mówi, ale proszę nie daj się mu więcej. Nie dawaj mu następnej satysfakcji ze swojej słabości i nie pozwól, żeby robił z Ciebie wrak człowieka, masz w sobie siłę, na pewno większą niż on, bo to tylko tchórz z zaburzeniami, nie facet. Udowodnij sobie że możesz, że on już więcej nie wróci, że pokonujesz swojego oprawce, zrób sobie przyjemność i spraw żeby już nigdy więcej nie mógł Cie skrzywdzić.
Może mi się wydaje, ale czytałam tego typu wyznanie dawno temu. Tak dawno, że nie wiem czy było identyczne czy też podobny sposób opisania tego zjawiska.
Sama poznałam takiego faceta, a wszystko odbywało się powolutku i nie idzie tego zauważyć. Takich ludzi trzeba usunąć że swojego życia...
Kopnij go w dupe, radzę Ci to jako facet.
Też byłam w takim związku. Miałam dokładnie identycznie. Cokolwiek nie powiedziałam czy nie zrobiłam zawsze było źle. Bałam się już później odezwać żeby nie sprowokować w nim ataku szału. Traktował mnie jak śmiecia, wyzywał od dziwek to było na porządku dziennym. Zmieniał się z kochającego chłopaka w potwora w przeciągu kilku sekund. Nie mogłam się sprzeciwić, wyjść gdziekolwiek bez niego, nie mogłam nic bez pozwolenia króla... Ale dzięki mojej mamie udało mi się z tego wyjść i tobie na pewno też się uda! Wiem że to nie łatwe bo chociaz jesteś gnojona to zawsze do niego wracasz i wierzysz w każde "zmienię się"... Dla mnie to też nie było łatwo, zrywalam i wracałam setki razy ale w końcu się udało, uda się tylko i wyłącznie dzięki całkowitemu odcieciu się od niego i jego znajomych czy otoczenia. Poprostu ZERO KONTAKTU. Chwilę poboli ale obiecuję że będziesz sobie wdzięczna.
Mój mąż nie wie co za stanie w domu jak wróci z pracy, bo byłam już ruda, bląd, niebieska, fioletowa, różowa, wiśniowa, kolorowa (taki mały jednorożec) a teraz czarna. Miałam długie włosy, krótkie, potem przedłużyłam a teraz mam włosy trochę dłuższe niż on. I to w przeciągu 2 lat. Bo uwielbiam się zmieniać i nigdy ale to przenigdy nie patrzyłam na to co on by chciał tylko to co ja w danym momencie czuje. Trzymaj się nie wracaj do tego psychola. Żyj swoim życiem i nie załamuje się, nie przez takiego faceta. To on jest nic nie warty, masz w sobie siłę, tylko dobrze jej poszukaj 😉
Zawsze mnie zastanawia jak malo szacunku trzeba miec do samej siebie, zeby pozwalac na cos takiego. Czasami trzeba czasu, zeby wylapac, ze ktos jest manipulantem i toksyczna osoba (nie tylko w zwiazku, ale w rodzinie, wsrod znajomych). Jak jestesmy z kims takim na codzien to ciezej to wylapac. No ale kurcze dziewczyno jestes w zwiazku, facet cie zdradzil, a ty go przyjmujesz z otwartymi ramionami i nogami? I to nie raz a wielokrotnie? To powinien byc ostatni dzwonek zeby sie otrzasnac i otworzyc oczy! Idz do dobrego psychoterapeuty, bo problem jest glownie w tobie. Samoswiadoma osoba nie pozwoli sie tak traktowac i niszczysz sama siebie pozwalajac jemu na takie traktowanie.
twoje podejście jest zabójcze dla ludzi ze skłonnościami do bycia ofiarą. takie osoby szukają przede wszystkim wsparcia innych ludzi - i lgną do oprawców, bo oni im je dają. wprawdzie za cenę absolutnego podporządkowania się i spełniania każdej, najwet najdziwniejszej i najbardziej upokarzającej fanaberii, ale dają. bliscy ofiar, którzy reagują jak ty, sprawiają, że ofiary nie odchodzą - bo jakakolwiek próba wygadania się spotyka się z opinią, że "sama sobie jesteś winna" i "jak można być tak głupim" - czyli mamy kolejną osobę, która odrzuca ofiarę i odmawia jej wsparcia. od kogo więc spróbuje ona je uzyskać? oczywiście - od oprawcy, do którego wróci.
Chlef123 no właśnie nie, takie osoby nie lgną do ludzi I często odrzucają pomoc, zbyt często. Do tego kryją oprawcę I go usprawiedliwiają. Jak ktoś im powie: on cię źle traktuje, zdradza, okrada, wykorzystuje, to potrafią taką osobę zaatakować. Rodzina często się odwraca, bo ile można oferować pomocną dłoń po to, żeby ktoś ją odrzucił, albo wręcz na ciebie nasrał? Wiele ludzi chętnie pomoże, tylko ta pomoc musi być zaakceptowana. Autorka jeszcze nie jest na etapie akceptowania pomocy, tylko powolnej realizacji, że to chyba nie tak powinno być.
Mam nadzieję, że wiesz, że to psychopata. Jedynym wyjściem dla ciebie jest rozstanie.