#6v6as

Czy pieniądze dają szczęście?
Kiedyś myślałam, że nie. W sumie dalej tak myślę, tylko nie w 100%. Ale po kolei.

Jestem młodą mamą, razem z partnerem wynajmujemy mieszkanie. Spłacamy drobną pożyczkę. Żyjemy skromnie, ale ani my, ani dziecko głodne nie chodzi. Starcza nam, jak to się mówi, od pierwszego do pierwszego, czasem zdarza się, że jesteśmy zmuszeni pożyczyć drobną sumę, którą zaraz po wypłacie oddajemy. Oszczędzamy jak tylko możemy, zero nałogów, zbędnego wydawania pieniędzy na coś, czego nie potrzebujemy.
Co w tym anonimowego?
Mimo tego całego oszczędzania, wystarcza nam na naprawdę niezbędne minimum. Moim marzeniem na chwilę obecną jest kupienie sobie czegoś, ale czegoś takiego tylko dla siebie. Wejść do sklepu i kupić bluzkę, która mi się po prostu spodoba, a nie tylko dlatego, że akurat jej potrzebuję. Nigdy za specjalnie nie miałam parcia na posiadanie dużej ilości ubrań i butów, ale w tym momencie posiadam 4 pary butów, na zimę, jesień, klapki na lato i adidasy, które zostały zakupione na bazarku i służą mi kolejny sezon. Za każdym razem gdy któreś zakładam jest mi cholernie smutno, że mimo ciężkiej pracy nie mogę pozwolić sobie na jakąś małą zachciankę.

Dla niektórych może wydawać się to błahym problemem, ale mi to nie daje spokoju, czuję się fatalnie z tym, że skarpetki zaszywam, bo boję się wydać kilka złotych, których może mi później zabraknąć.
Podsumowując, pieniądze czasem mogą dać szczęście. A dziurawe skarpetki doprowadzić do płaczu.
Igraszka Odpowiedz

Nasuwa mi się takie powiedzenie, że "pieniądze szczęścia nie dają, się lepiej płakać w mercedesie niż na przystanku". Z pieniędzmi wszystko jest spokojniejsze i łatwiejsze.

worm

"Pieniądze szczęścia nie dają tym, którzy ich nie mają"

Promp

Zależy jeszcze skąd te pieniądze i ile ich masz. Wiele osób z niższych klss jak wygrają na loterii wpadają w amok kupowania wszystkie go i potrafią skończyć nawet jako bezdomni ze swojego nagłego nieopanowanego rozporządzania pieniędzmi (i mowa tu o kwotach milionów). Statystycznie również w krajach pierwszego świata największą szansę na samobójstwo ma samotny biały mężczyzna w średnim wieku wyższej klasy. Życie biznesmena jest miestabilne i ich pieniądze mogą być przekleństwem. Ostatecznie szczęście przynosi to co można dostać za pieniądze, nie one same. Jakby żyć na swoim, być samowystarczalnym i mieć wszystkie interesujące nas dobra to niezależnie czy mamy jeden grosz czy jeden milion odczuwali byśmy równą satysfakcję.

Jebactennick Odpowiedz

Czemu niby pieniądze miały by nie dawać szczęścia? Jeśli nasze szczęście łączymy z czymś materialnym to są niezbędne, jeśli z czymś nie materialnym są przydatne, ale nie niezbędne. Taka o to prosta filozofia po prostu zależy to od tego czym kierujesz się w życiu
a ocenianie tego czym należy się kierować w życiu to już inna bajka.

Halusia Odpowiedz

A ja bym się przyjrzała budzetowi. Może macie jakąś "dziurę", którą kasa ucieka?
Mój mąż się śmieje, że siadam na pieniądzach jak kwoka na jajach, ale czasami to jest jedyne wyjście, żeby wylezc na prostą. Nam się udało, trzymam kciuki za Ciebie :)

ZapachZimy Odpowiedz

Wścibiam nos w nie moje sprawy (aczkolwiek autorka sama się o to prosi), ale zasanawiam się ile wynosi ich miesięczny przychód, zakładając że oboje pracują i mają zasiłek na dziecko i czy na prawdę nic z tego nie zostaje?... '_'

Ono1996

Również się zastanawiam ...

livanir

Wynajem mieszkania w Np. Krakowie może wyjść w cholerę dużo. Takie dwupokojowe to nawet 1,5k Albo w podobnej ceine spłacają własne mieszkanie. Jeśli oboje pracują za najniższą, to mieszkanie i media zjadają jedną wypłatę.
Przy dziecku trzeba opłacić przedszkole/złobek(nawet w państwowym się chyba płaci za nadgodziny). Samochód. Małe dzieci szybko rosną. Jedzenie czegoś więcej niż makaronu z sosem... Trochę się tego zbiera.
Wystarczy, ze zarabiają o pare złotych za dużo, by nie łapać się na zasiłki.

Szalka

Wy serio myślicie ,ze dziecko to zasiłek? 😂 mamy jedno, obydwoje pracujemy - nawet na becikowe się nie załapaliśmy bo za duży dochód 😂

XX2411

@ZapachZimy, a gdzie jest mowa o tym, że dostają zasiłek na dziecko?

Alexiu

@Szalka jeśli nie załapaliście się na becikowe, i macie jedno dziecko, to musicie zarabiać ok. 6tyś, bo tam próg jest prawie 2tyś na 1 członka rodziny. Przy takich dochodach to trudno mi uwierzyć, że jest wam aż tak ciężko

Pauliluap

Ja wynajmuje w Gdańsku za 2100-2300 z opłatami. A dziecko pochłania pieniądze. Serio

ZaklinaczkaDeszczu

Ja również się zastanawiam. 3 lata temu zarabiałam mniej niż najniższa krajowa, mąż chorował i jego zarobki też nie były imponujące. Fakt, nie mieliśmy dzieci, jednak nie pamiętam sytuacji bym nie mogła pozwolić sobie na bluzkę...

Szalka

No i co z tego? ;) dlaczego ja zapieprzajaca z moim partnerem nie możemy dostać becikowego nawet gdy nieroby dostają wszystko? 😂

windywindy Odpowiedz

A ja polecam od siebie polować na lumpexy w dni wszystko za 1zł, tyle co się obkupiłam perełek za złotówkę to moje:) A wychodzi nawet taniej niż ciuszki z bazarku

KaskaDupaska Odpowiedz

A widzisz...błąd. Trzeba rzucić w diabły pracę, dorobić jeszcze tak z czworo dzieci i nie wynajmować mieszkania tylko domagać się socjalnego i to już teraz. Panie z MOPS-u powinny znać Cię z imienia i PESEL-u, a Caritas powinien wysyłać Ci cotygodniowe paczki żywnościowe.
Ale jak Ty głupia wolisz pracować i jeszcze partnera do pracy gonisz, to już Twój problem. Ceruj sobie te skarpetki.

Ojaoja

Hmmm to chyba jedyne rozwiazenie,aby przeciętny człowiek "żył na poziomie" musi zrobić sobie gromadke dzieci i mieć wyjebane. Uczciwość i sumienna praca nie popłaca.

Sara1234567

Dokładnie. I facet musi Cię bić i pić.
Znaczy noe musi, ale tak powiedz, to "zarobisz" więcej, bo choroba alkoholowa.

BigMomma

Sara1234567 ma rację. O ile nic się nie zmieniło... Parenaście lat temu matka chciała wysłać mojego kilkunastoletniego brata na kolonię. Nam się nigdy nie przelewało a dzieciak nic poza własnym miastem nie widział. Pani w okienku poinformowała moją mamę, że owszem, mają taki program, że wysyłają dzieci na kolonie. Ale warunkiem jest alkoholizm w rodzinie. U nas nikt nie pił. Matka, może za ostro, ale narobiła rabanu, że dzieciakom bez patologii nic się nie należy. No i wywalczyła tę kolonię. Brat wrócił z odwodnieniem. Urzędy obmyły ręce, bo chociaż oni organizowali to albo to była wina opiekunów albo dzieciaków. Jeśli chcesz coś dostać od państwa to musisz podkolorować. Każdy kogo znam, kto korzysta albo korzystał ze świadczeń w dużej mierze oszukiwał, udawał że jest bardzo chory, że jest mu bardzo źle.

Ono1996 Odpowiedz

Współczuję ci autorko... nie byłam w takiej sytuacji , nigdy nie przymieralalm głodem, czy nie musiałam żałować sobie 30 zł na bluzkę z sieciowki. Ale nie potrafię zrozumieć jednej rzeczy...
Jako młoda osoba zawsze bylam w stanie jakoś zarobić. Zawsze. Tata ani mama trochę nam zalowali, do 15 roku życia nosiłam ciuchy po siostrach ( od 15 -nastki zaczelam kupowac sama ). To podlapalam robote na targu , to ulotki roznosilam. Teraz szanuje sobie swój czas i nie poszlabym do pracy za 1700 zl miesięcznie. Nie i koniec. Stać mnie na więcej . Oprócz tego zawsze coś obracalam w kase- robilam paznokcie, wience na święta itd... I teraz nie wyobrażam sobie nie mieć rezerwy finansowej , tak samo nie potrafię sobie wyobrazić jak dorośli ludzie z dzieckiem takiej rezerwy nie maja. I nie wiem czy to ja mam szczęście, czy Ci ludzie są po prostu niezorganizowani... fakt współczuję ale też myślę, że sami to sobie niektórzy robią, z każdym pracodawcą można NEGOCJOWAC..

XX2411

Wiesz, każdy ma swoje priorytety. Dla jednego będzie to rezerwa finansowa, dla innego ładowanie każdej złotówki w wykończenie domu lub mieszkania, a dla innego spędzenie popołudnia z dzieckiem. Życie nie jest czarno białe, patrząc na rok w twoim loginie, myślę że z czasem zweryfikujesz swoje poglądy.

Ja również nigdy nie wyciagalam ręki po pieniądze do nikogo tylko sama sobie zarabialam na jakieś tam drobiazgi już od dziecka. Od 18 roku życia mieszkałam sama i nie miałam wyboru i musiałam pracować za minimalna, która wynosiła 1300. Byłam wtedy sama, wynajmowalam pokój, coś tam zawsze odkladalam na czarną godzinę, ale nigdy nie wiesz co Cie spotka i nawet taka rezerwa pieniędzy Ci nie pomoże, a może jeszcze i zadluzyc będziesz musiała. I takie sytuacje nie wynikają z nie ogarnięcia ludzi albo złego zorganizowania.

Ono1996

Xx2411 - tak się składa, że mam męża oraz dziecko w drodze, do tego budowę domu na karku. Chodzi mi po prostu o to , że JA JAKO JA nie potrafię zrozumieć takich osób, bo mimo młodego wieku jestem zorganizowana i znam swoją wartość (chodzi oczywiście o zarobki )
Fredrica - nie słodz mi tak skarbie z tą młodością:) mnie na szczęście również usadzila- ale tylko i wyłącznie dzięki mojej organizacji, zaparciu i być może szczęścia. Również pozdrawiam cie ze Śląska:*
Anonimowa - w takim razie wytłumacz mi proszę jak do tego doprowadziłas, ze masz kase tylko od 10 do 10 ... ze nie masz na bluzkę buty czy kurde droższe podpaski.. u mnie zawsze rodzina organizowała się do pilnowania berbeci, jak brakowało komus to jako rodzina czułam się zobowiazana pożyczyć na wieczne nieoddanie - gdzie jest w takim razie twoja ? ( wybacz wscipskość :) )

Ono1996

Tak jak napisalam w głównym komentarzu , autorko ja naprawdę ci współczuję... Ale myślę też, ze skoro już napisałaś to wyznanie, dostałaś nasze odpowiedzi to teraz wypadałoby wziąć swoje życie za kudły i podciągnąć do góry:) czekam na kolejne twoje wyznanie za kilka lat, pozytywne, ze zmianami oczywiście :) !

XX2411

@Ono1996, ja za to mam żonę i dziecko. Mam też budowę domu na karku i do spłaty kredytów więcej, niż niektórzy zarabiają. Czasem są takie chwile, że brakuje Ci od pierwszego do pierwszego, więc nie pieprz mi że rezerwa finansowa to standard lub że jestem niezorganizowany.

XX2411

Są rzeczy których nie przewidzisz i twoje rezerwy szlag trafia, a i dobra organizacja w niczym nie pomaga.

Ono1996 cieszę się, że jesteś taka zorganizowana i super zaradna, cieszę się również, że masz rodzinę która może Ci przypilnowac ewentualnie dzieci, albo wspomóc w jakiś sposób, naprawdę bardzo mnie to cieszy. Ale bardzo mnie też smuci to, że każdy ocenia swoją miarą"Skoro ja mam rodzinę do pomocy to napewno ktoś też ma" "Ja nie pójdę do pracy za 1700 bo znam swoją wartość i cenie swój czas" są takie sytuacje w życiu, że człowiek musi schować godność do kieszeni i pójść nawet za 1200. I to nie jest kwestia, że ktoś jest nieporadny. Gdybym była lekkoduchem i nie posiadała wyuczonej organizacji i zarządzania to w tym momencie nawet bym mogła nie mieć na jedzenie dla dziecka. Nie siedzę i nie czekam aż ktoś mi coś da, próbuję w jakiś sposób coś zmienić. Na chwilę obecną taka jest u mnie sytuacja jak w wyznaniu, ale to nie oznacza, że zamierzam się poddać i wegetowac tak do konca życia.

Igotnojams Odpowiedz

Czasami trzeba swoje życie przewartościować. Nie mówię tu o zostawieniu partnera i dziecka, żeby robić karierę, tylko podejść z głowa do tego. Może trzeba lepiej budżet ustalić albo zmienić mieszkanie na tańsze. Czy nawet zmienić prace. Jest dużo możliwości, trzeba tylko chcieć.

@Igotnojams a co w sytuacji kiedy mieszka się w mieście w którym w ciągu miesiąca pojawiają się tylko 4 ogłoszenia z mieszkaniem do wynajacie w kosmicznych cenach(1200 plus rachunki za mieszkanie o powierzchni 32m2) a chętnych całe tabuny, gdzie zarobki w największym zakładzie pracy wynoszą 1600 a wokół sami prywaciarze którzy kombinują z umowami i na rękę ma się w wyniku końcowym jakieś 1500? Dla rodziny w której pracują dwie osoby to jeszcze ok, bo, zostaje jedna pensja na życie ale co w sytuacji kiedy kobiecie kończy się macierzyński a w mieście brak żłobka? Jest jeden prywatny, miejsc brak a jak już ktoś się dostanie to opłata miesięczna kosmos. Opiekunki do dzieci na dzień dobry wołają minimum 10 zł za godzinę bo taka jest płaca minimalna. I wcale nie przesadzam tak właśnie wygląda sytuacja w mojej mieście. Wybrano nowego burmistrza, który obiecuję prywatny żłobek, wszyscy czekają z niecierpliwością.

Igotnojams

@Anonimowa: z każdej sytuacji jest wyjście. Nie mówię tego złośliwie, ale skoro tak kiepska sytuacja jest w waszej miejscowości, to może lepiej pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania? Nie zawsze w większych miastach ceny są z kosmosu, a i o prace łatwiej. Nawet zdalną. Ludzie się śmieją, ze prace chałupnicze typu składanie długopisów, to poniżenie, jednak trzeba patrzec przyszłościowo i pozytywnie, bo dla osób, którym zależy na pracy, zawsze coś się znajdzie. Sama byłam w sytuacji, gdzie żeby się utrzymać musiałam pracować fizycznie 12h 5,6 dni w tygodniu. I to nie było pierdzenie w stołek w biurze. Wiem, ze zmiany są trudne, szczególnie, kiedy ma się dziecko na utrzymaniu, ale życie człowieka nie polega na wegetacji. Będę trzymać mocno kciuki, ze wam się uda z tego wyjść obronna ręka!

KaskaDupaska

Tak sobie teraz przeczytałam Waszą rozmowę i właściwie Igotnojams ma troche racji. Skoro i tak już jest tragicznie, to co Was trzyma w tamtym miejscu? Mieszkania swojego nie macie, pracuje tylko mąż/partner, zero perspektyw, żeby było lepiej, bo póki co dziecka do szafy nie schowasz, żeby pójść do pracy... Może nsprawdę warto przemyśleć wyprowadzkę do większego miasta, gdzie jest więcej możliwości.

qwertyasdf

W dużym mieście z kolei wynajem mieszkań jest dużo droższy, więc tak źle i tak niedobrze.

BigMomma

To też nie takie proste wynieść się do innego miasta. Sama wyprowadzka kosztuje, a z tego co czytam to i nie mają jak odłożyć. Wierzę, że w końcu sobie poradzicie, tylko się nie poddawaj! Ważne, że masz ten dom, rodzinę która nie jest głodna i że sama nie głodujesz. Ludzie mówią, że jak jest zdrowie to i pieniądze się znajdą. Powodzenia!

Kotkot

Wiem, że wiele osób sie nie zgodzi ale wyjazd za granicę to też dobre rozwiązanie. Parę miesięcy się przemęczą na odległość ale potem mogliby się przenieść do większego miasta i mieć wiecej możliwości

Pelikanowa

1200 plus rachunki za mieszkanie o powierzchni 32m to i tak mało. Ja 1200 +media to mam 25m2... :/ i tak to jest mieszkanie, co chyba remontu nie widziało od roku 1980...

Ikso1032

Anonimowa2694. Pytanie jest jedno, podstawowe. Czy gdy decydowaliście się na dziecko mieliście dobrą pracę, mieszkaliście w miejscu gdzie był blisko żłobek, stać was było na opiekunkę do dziecka, mieliście jakiekolwiek perspektywy ? Domyślam się,że nie, więc nie rozumiem co trzeba mieć w głowie żeby w takiej sytuacji decydować się na dziecko a potem płakać,że jesteś w takiej patowej sytuacji i nawet na bluzkę Cię nie stać ? Jesteście z mężem egoistami, którzy musieli zaspokoić swój zwierzęcy instynkt przekazania genów, totalnie nie myśląc o tym jaką przyszłość temu dziecku zapewnicie. Inteligentny człowiek jak chce mieć dziecko ale nie ma dla niego warunków to robi wszystko żeby najpierw mu je zapewnić a dopiero potem zsyłać go na ten świat.

XX2411

@Ikso1032, oświeć mnie proszę ile trzeba miesięcznie zarabiać, by było mnie stać na dziecko. Jestem ciekaw czy się łapię?

Ikso1032 - a i owszem mieliśmy dobrą pracę, perspektywy. Zdecydowaliśmy się świadomie, wiedzieliśmy z czym to się wiąże i było nas stać. Wypadek losowy sprawił, że jesteśmy w takiej sytuacji więc proszę nie nazywaj nas egoistami.

shineondiamond Odpowiedz

Szkoda tylko ze zdecydowalas sie na dziecko skoro macie taką beznadziejną sytuacje finansową.Dobra skonczylam mozecie dawac juz minusy

Antarees

Niestety masz święta rację...

Synaja

A może dziecko nie było planowane?

XX2411

Chodzą głodni? Nie mają gdzie mieszkać? Nie mają kasy na rachunki, na życie? Zalegają ze spłatą kredytu? Nie oddają pożyczonych pieniędzy? Czy żeby mieć dziecko trzeba zarabiać 10.000 zł na miesiąc? Może zaraz napiszecie są typową patologią? Ja pier*olę!

Redhairdontcare

Moja mama przez jakiś czas zarabiała grosze i też starczalo ledwo do pierwszego. Pamiętam jakie inne dzieci miały fajne zabawki a ja jakąś lalke z bazarku (i to kupowana od święta). Na urodziny dzieci dostawały wymarzone prezenty a ja bluzkę i kolorową gazetkę. Dziecku powinno zapewnić jakąś przyszłość, a nie tylko przeżycie. Nie poszłam na studia, bo mojej rodziny nie było stać, a miałam do tego świetne predyspozycje (najlepeiej zdana matura w szkole). Wyjechalam za granicę, pracuje fizycznie, ale przynajmniej mnie na wszystko stać. Także jak ktoś nie ma odpowiedniego zabezpieczenia finansowego, nie powinien brać się za dzieci

XX2411

@Redhairdontcare, czyli wyszłaś na ludzi i coś osiągnęłaś? Więc jednak rodzice nie zmarnowali twojego życia! Gdyby wyszli z założenia, że nie stać nas na dziecko, to byś to z nami dziś nie pisała. Skoro studia są dla ciebie takie ważne, to idź i się ucz - przecięż teraz stać cię na wszystko.

#Redhairdontcare oczywiście, że najlepiej dla dziecka by było gdyby od urodzenia miało np odkladane jakieś pieniądze na przyszłość czy coś podobnego. Ale czy uważasz, że skoro żyjemy od pierwszego do pierwszego, nie możemy odłożyć jakiś pieniędzy czy kupywac drogich rzeczy to nie zaslugujemy na dziecko bo zapewniamy mu tylko przeżycie? Zapewniamy mu przede wszystkim bezpieczeństwo i ogrom naszej miłości, a to czy w dorosłości ktoś pójdzie na studia to nie zależy od pieniędzy.

Redhairdontcare

Stać mnie, bo pracuje. Praca fizyczna i studia zaoczne to chyba trochę za dużo dla mnie. Co z tego, że wyszłam na ludzi, skoro dzieciństwa mi to już nie zwróci?

Tak, uważam, że jeśli ktoś żyje od pierwszego do pierwszego nie powinien mieć dzieci. Miłość miłością, ale rzeczy materialne też są ważne. Wypadałoby też z dzieckiem pojechać na jakieś wakacje, pokazać kawałek świata, a nie tylko wegetowac w domu.

XX2411

@Redhairdontcare, sorry, ale pieprzysz głupoty. Ok, a co z sytuacją, gdy wiedzie się dobrze, a w wyniku pewnych komplikacji traci się 1/3 wpływów i masz problem by wytrzymać od pierwszego do pierwszego przez dłuższy czas? Co wtedy? Oddać dziecko, bo mnie na nie nie stać?

XX2411

@Docha, piękne podsumowanie!

Redhairdontcare

Dużo mniej jest rodzin, które straciły dochody, a dużo więcej takich co mieli już wcześniej beznadziejna sytuację finansową. Nie wiem jak to jest oglądać z ojcem film, bo nas zostawił jak miałam 5 lat. Jakoś szczególnie tego nie odczułam, szkoda, że od płacenia migal się jak mógł i to jeszcze pogarszalo nasz status. Ja bym się chętnie zmieniła z tym ludźmi, którzy mają ekskluzywne wakacje i jeszcze dużo wolnego czasu w domu, bo rodzice są w pracy.

Może i jestem leniwa, ale wiem, że nie dałabym rady połączyć ciężką pracę i studia. Jak będę miała 30 lat to wtedy pomyślę, jak już się w życiu trochę ustawie. Tak na początku to ciężko bez wsparcia rodziców utrzymywać się i jeszcze uczyć. Niektórzy mają szczęście i mogą w spokoju się uczyć nie musząc się martwić czy będą mieli co zjeść i gdzie spać.

Zobacz więcej odpowiedzi (5)
Odpowiedz

Jestem autorką tego wyznania. Nie sądziłam, że spotka się ono z takim odzewem więc postanowiłam coś napisać i wyjaśnić wszelkie wątpliwości i zapytania z komentarzy.
1. zasiłków żadnych nie pobieramy bo nam się poprostu nie należą ze względu na minimalne przekroczenie dochodów.
2.ja obecnie wykonuje drobne prace chałupnicze, są z tego niewielkie pieniążki.

Teraz pewnie pomyślcie skoro pracuje na umowę tylko facet i przekracza próg dochodowy a ja dorabiam to w czym problem? A więc, żeby załapać się na 500 plus nie może przekroczyć 800 na osobę, czyli w naszym przypadku 2400, partner na umowie ma niecałe 2800.
Dodałam wcześniej pod wyznaniem komenatrz odnośnie sytuacji w moim mieście, jak wyglądają opłaty za mieszkanie, sytuacja ze zlobkiem itd. Co do przeprowadzki to jak ktoś słusznie zauważył na to też potrzebne pieniądze, kaucja za nowe mieszkanie, ewentualny transport rzeczy itd. Obecny wynajem i rachunki wynoszą nas około 1300 miesięcznie, partner dojeżdża do pracy więc dochodzą koszty, innych wydatków nie będę rozpisywać bo to się mija z celem, myślę, że każdy wie ile kosztuje codzienne życie, dziecko, leki jeśli ktoś na stałe przyjmuje itd.

Co do pomocy z mopsu czy innych takich instytucji to są bardziej potrzebujący, u nas w rodzinie nikt głodny nie chodzi,dziecko jest czyste i zadbane, tak jak napisałam żyjemy skromnie. Bardzo chcieliśmy mieć dziecko i jest ono naszym szczęściem, a wyznanie jest o tym, że czasem tak błachę rzeczy jak kupienie czegoś drobnego może sprawić dużo radości. Nigdy nie miałam parcia na posiadanie rzeczy materialnych, kupywanie masy ubrań czy kosmetyków. Ale doszłam do takiego momentu w życiu, gdzie poprostu nie mogę sobie na to pozwolic i moja samoocena bardzo spadła.

Są to anonimowe gdzie każdy może się czymś podzielić więc proszę nie atakujcie mnie tylko dlatego że moim marzeniem jest moc wydać na siebie kilka groszy bez wyrzutów sumienia

niedoskonala

Rozumiem Cię w pełni, autorko. Sama żyłam tak jak Ty przez kilka lat...
Pamiętaj, to jest sytuacja przejściowa. 🙂

Antarees

Autorki, jak siedziałam w domu, bo zawaliłam studia, to zaczęłam bawić się w konkursy internetowe, tylko nie te typu "udostępnij, polub, może cię wylosujemy", ale konkursy w pisanie opinii, opisywanie np. swojej pielęgnacji włosów, robienie zdjęć, często telefonem, pod konkretny temat. W tamtym czasie przez kilka miesięcy wygrałam w sumie kosmetyki warte gdzieś około 1000 łącznie. Teraz siedzę za granicą, więc już się w to nie bawię, ale moja siostra siedzi z dziećmi w domu i tak w zasadzie dorabia do budżetu- a to wygrała bon na kilka tysięcy na meble w radiu, a tu 500zł w innym radiu, za śmieszny wierszyk, zestaw drogich kosmetyków za zdjęcie, jakiś bon towarowy albo wejściówki za zabawny tekst albo często kosmetyki czy gadżety do testowania choćby ze strony wizaż. Może to nie wyjście, ale zawsze w ten sposób można się dorobić czegoś, co by się przydało, ewentualnie sprzedać, a kasa w portfelu zostaję. Powodzenia, trzymam kciuki :)

Antarees

*autokorekta, miało być "autorko" :)

ZaklinaczkaDeszczu

Zabijcie mnie hejtem, ale w takim razie chyba czas podjąć normalną pracę.

Zobacz więcej komentarzy (22)
Dodaj anonimowe wyznanie