#6ujT5
Pewnego pięknego dnia jak zwykle wybrałam się z bratem do ogrodu, wyjadać nasze pyszne truskawki (a właściwie to babcine pyszne truskawki). Jemy w najlepsze, nieważne, że były brudne od ziemi, miały pełno piachu w sobie, praktycznie na nic nie zwracaliśmy uwagi. W końcu ja miałam już dość, byłam pełna i tylko przyglądałam się, jak mój brat zrywa kolejną truskawkę i przykłada do ust. Pamiętam ten moment bardzo dokładnie, dosłownie w zwolnionym tempie. Ugryzł truskawkę i momentalnie ze środka wylazło pełno mrówek. Wyglądało to tak, jakby się wylały ze środka truskawki, a była ona naprawdę duża. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Dodam jeszcze, że to nie były takie zwyczajne, malutkie, czarne mróweczki, tylko duże, straszne, czarne mrówy... Ale to chyba dlatego, że babcia mieszka zaraz obok lasu, a w lesie takich pełno.
Co było później, łatwo się domyślić. Brat od razu wszystko wypluł, sekundę później byliśmy już w domu, a brat prawie że płakał z głową przy kranie.
aż mną zatelepało od samego wyobrażenia sobie tej sceny, nienawidzę mrówek
Nie tknę nigdy truskawki prosto z krzaka... dzięki... aż mnie ciarki przeszły. Współczuję bratowi! ;_;
Bratu, bratowi chyba nie możesz współczuć
Bo mają. Truskawek nie powinno się długo myć ani trzymać pod wodą, bo nasiąkają i nie są już tak słodkie.
Jak że sklepu to wiadomo, że są tam różne "dodatki", ale babcia na pewno nie dodaje żadnych chemikaliów do truskawek :)
aż mnie ciary przeszły
U babci wszystko jest smaczne i piękne. Do czasu.
Wow... Fascynujące.