Mam męskich przyjaciół i kolegów, co nigdy nie przeszkadzało mojemu chłopakowi. Nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości, a on sam na tym polu ufa mi bezgranicznie. Nie przyszłoby mu do głowy, aby zabronić mi kontaktów z płcią przeciwną, a w razie czego, ja i tak bym się na to nie zgodziła. Potrzebuję zarówno męskiego, jak i kobiecego towarzystwa, rozmów o sukienkach i wspólnego grania, babskich wieczorów z winem i wyjść z kolegami do baru, a moje zachowanie zmienia się w zależności od towarzystwa. Nigdy nie kokietuję w obecności innych mężczyzn, nie komentuję ich atrakcyjności. Wiedzą, jak bardzo ich cenię, choć przyjaźń okazuję w chłodny sposób. Robię co w mojej mocy, żeby nie zawieść jego zaufania. Co w tym anonimowego? Chorobliwa zazdrość, wręcz nienawiść do I., jedynej przyjaciółki mojego lubego. Mówi o niej ciepło, tak ciepło, jak wyraża się o swojej mamie, najlepszym przyjacielu i młodszym bracie. Kiedy źle się jej dzieje, przejmuje się nią tak samo, jak przejmuje się najlepszym przyjacielem lub chorą babcią. Nie mam więc niby powodów do zazdrości. Jednak m spędzamy całe wieczory na kanapie, bo jest zmęczony, za to z nią robi masę ciekawych rzeczy. Choć potrafimy spędzać długie godziny na rozmowie, to oni mają więcej wspólnych tematów. Interesuje się wszystkim tym, co on. Pewnego razu, podczas oglądania filmu, zachwycił się urodą jego ulubionej postaci, po czym dodał, że przypomina mu I. Wiele razem przeszli, wiedzą o sobie wszystko i mimo że nie w „ten” sposób, kochają się. Prawdziwi przyjaciele.
Jestem od niej ładniejsza, ale, jak wiadomo, uroda nie jest najważniejsza. Poza tą jedną, małą przewagą, pod każdym względem czuję się gorsza, choć nie mam ku temu powodów, a luby dba o mnie, codziennie okazuje mi mnóstwo miłości i jest niemal ideałem. Każde ich spotkanie, opowieść o tym, co robili, zdjęcie, które mu wysyła, każde napomknięcie o niej doprowadza mnie do białej gorączki. Myślę wtedy o tym, co by było, gdyby rozstała się ze swoim wieloletnim chłopakiem. Może gdyby nie jej chłopak, już od dawna byliby parą? Oddałabym niemal wszystko, żeby zniknęła.
Ale przecież mu tego nie powiem, bo sama mam bliskich przyjaciół odmiennej płci, a swoją hipokryzję wolę zatrzymać dla siebie. I dla Was, Anonimowi.
Dodaj anonimowe wyznanie
A kto inicjuje te różne rzeczy, które z nią robi? I co to są za aktywności? Może sam z siebie siedziałby na kanapie, a potrzebuje kogoś kto wyciśnie go do czegoś?
To nie jest normalne, skoro masz złe przeczucia to znaczy że coś jest nie tak. Ja nigdy nie pozwoliłabym swojemu chłopakowi na jakąkolwiek bliską relację z niespokrewnioną kobietą. Postaw mu ultimatum: albo ona albo ty
Rozumiem, ze to tez bedzie ok jak on jej postawi ultimatum, on albo koledzy?
Nie, dlatego że autorka traktuje kolegów bez jakiejkolwiek kokieterii. Nie mówi o nich ciepło ani nie robi "ciekawych rzeczy". Z doświadczenia wiem, że taka bliska zażyłość z przyjaciółką ZAWSZE oznacza zdradę
Jeśli chcesz te sytuację zalatwic w sposób dojrzały i jedyny właściwy - przyjdź z tym do niego. Nie rób mu wyrzutów o spotkania z przyjaciółką, tylko po prostu opowiedz mu jakie uczucia i wątpliwości to w Tobie budzi i co konkretnie budzi te wątpliwości. Powiedz mu, że martwi Cię, że masz wrażenie, że z nią lepiej się bawi i robią razem ciekawsze rzeczy i że chciałabyś żeby z Tobą też je robił. Może wypracujecie jakiś kompromis. A może okaże się, że jemu jednak któryś z Twoich kolegów przeszkadza i obydwoje będziecie musieli postawić granicę znajomym, żeby zapewnic komfort partnerowi.
Ja jestem dla mojego męża jednocześnie przyjaciółką (i vice versa, on mi przyjacielem) i tylko na taki układ bym się pisała. Nie mogłabym tak się co chwila wewnętrznie gotować. Też mam kolegów, co prawda już wszyscy się porozjeżdżali i jest jedno spotkanie raz na ruski rok, i to o ile w ogóle. Mąż w ogóle jest zdania, że nie ma przyjaźni damsko-męskiej i pewnie by się niepokoił na częste spotkania, więc ja dla dobra związku najpewniej ograniczałabym spotkania.
Skoro to Ci przeszkadza to Sama masz coś za uszami
No nie wiem, mi też by przeszkadzały spotkania mojego męża z przyjaciółką sam na sam. Spotykacie się w ogóle w 4?
@Postac a czy jemu by przeszkadzały Twoje spotkania z przyjacielem sam na sam?
Myślę, że tak, ale nie miałam okazji sprawdzić. Nie przeszkadzało mu moje nocowanie u kolegi, gdy w domu była też jego żona. Mi nie przeszkadza, że on miał damskie koleżanki i spotykał się z nimi w mieszanym towarzystwie.
Ale wyjścia we dwoje to inny poziom. Według mnie zarezerwowany dla związku. Chociaż wiem, że ludzie mogą mieć na ten temat inne poglądy i ważne, żeby w związku się zgadzać.