#6B2JA

Jestem uzależniona od jedzenia. Może się to wydawać śmieszne lub głupie, bo przecież jedzenie jest niezbędne do życia. Jednak to prawda.
Gdy widzę fast foody lub inne jedzenie, które uwielbiam, nie umiem się powstrzymać. 
Gdy mam tabliczkę czekolady i chcę wziąć jedną kostkę, chwilę później zostaje samo opakowanie. Nie panuję już nad tym. Moja waga ciągle rośnie, przy wzroście 165 cm ważę 92 kg (nie widać tego po mnie, jednak normalnie też nie wyglądam).
Od dwóch dni jestem na odwyku (i diecie). Wyrzuciłam z mojego jadłospisu wszystko to, co kochałam: fast foody, makarony, soki, słodycze, napoje gazowane i wiele innych.
Mimo że to dopiero drugi dzień, zostałam już wystawiona na próbę. Na kolację była pizza... Jednak ze łzami w oczach przechodziłam od niej jak najdalej się da. I udało się. Nie tknęłam ani kawałka! 

To dla mnie ogromny krok w dobrą stronę i mam nadzieję, że będzie ich więcej. Trzymajcie kciuki, drodzy Anonimowi!
MaryL4 Odpowiedz

Co to znaczy „na kolację była pizza”? Jesteś nastolatką i mieszkasz z rodzicami? Domyślam się co teraz czujesz, podekscytowanie, dumę, mobilizację. Ale szczerze, nie wrócę powodzenia tej akcji :/ tak się nie zmienia nawykow, a już na pewno żywieniowy, a już na pewno-pewno nie u kobiety. To jest typowy błąd u osób zaczynających odchudzanie: Chcesz zmienić za dużo rzeczy na raz i za bardzo wbrew sobie („uwielbiam, ale się zmuszę i wytrzymam!”) - no, nie wytrzymasz. Jeżeli czytasz ten komentarz to prawdopodobnie już wiesz o czym mówię. Spróbuj wprowadzać zmiany pojedynczo, mając na celu nie odnowienie sobie czegoś dziś, teraz, ale nauczenie się tego nowego nawyku i pokochanie go. Np zacznij od zamiany sokow na wodę z cytryną i herbatę. Zmiany środowiska, żeby Cię nie triggerowalo, czyli np wyrzucenie z domu napojów, nie kupowanie „dla gości”. Potem skup się na porach posiłków - naucz się wybierać pory, które są dla Ciebie komfortowe, a nie „bo obiad trzeba w południe zjeść, a śniadanie jak najwcześniej”. Z moim trybem życia harmonizuje duża obiadokolacja o 19-20.00, siadam sobie wtedy zrelaksowana, na spokojnie, co miałam zrobić/kupic/zalatwic/ jest ogarnięte, juz nigdzie sie nie spieszę. To jest tez godzina wyjść ze znajomymi, to nie musze sobie odmawiać i ze sobą walczyć. Nauczyłam się jeść znacznie rzadziej (2-3 razy wystarcza i reguluje u kobiet hormony, układ nerwowy). Naprawdę, nic nie forsuj, wszystko w zgodzie ze sobą, przyglądaj się sobie, co Cię triggeruje, zmieniaj swoje otoczenie, nie traumatyczny swojego ciała i głowy. :) zaufaj mi i powodzenia!

Domandatiwa

Bardzo autorytarnie napisane.

Powodzenia dla Autorki, niezależnie od tego, jaką strategię wybierze :)

MaryL4

Czemu autorytarnie? „Autorytarnie - działanie w sposób narzucający swoją wolę, wymuszający bezwzględne posłuszeństwo i nieznoszący sprzeciwu” Napisałam zwykłą radę, skupiłam się na tym, by nie forsować się, a wybrać drogę, która jest dla jej psychiki i ciała komfortowa. To raczej przeciwieństwo autorytaryzmu. To że jestem czegoś pewna, że jakieś działanie jest nieskuteczne, znaczy od razu, ze jestem autorytarna? Nie mogę czegoś być pewna?

Domandatiwa

Autorytarnie, bo mając niewiele danych, od razu piszesz w tonie pewności, że wiesz lepiej noż autorka, co jej pomoże. Piszesz dosłownie: "nie wytrzymasz".

A istnieje pewna szansa, że autorka należy do osób, którym łatwiej na początek odciąć wszystko co nie sprzyja odchudzaniu, a później stopniowo wrócić do części tych produktów. Niektórzy wolą wchodzić do zimnej wody po kawałku, inni wskoczyć od razu.

Stwierdzenie "tak nie dasz rady" jest autorytarne i może poważnie zniechęcać i podważać kompetencje. Stwierdzenie "dla wielu osób natychmiastowe odcięcie wszystkiego nie jest optymalną strategią. Obecnie proponuje się częściej bardziej kompleksowe podejście do tematu" jest już ciut łagodniejsze w brzmieniu i pozostawia rozmówcy szacunek do jego wyboru.

MaryL4

Przeczytaj jeszcze raz mój komentarz. Właśnie o to chodzi, że ona nie odcięła się od tych produktów. One dalej są w domu, rodzina je je, pachną. Jestem pewna, że każda osoba uzależniona od jedzenia (a tak określiła się autorka) pozostająca w stałej ekspozycji na swoje trigery nie da rady z dnia na dzień przestać sięgać po wszystkie te rzeczy.

Nie będę się bawić w tworzenie zdań „wiele osób, istnieją osoby, które uważają że…, niektórzy ludzie czasami w pewnych przypadkach, które nie muszą dotyczyć ciebie, ale mogą…”. Może moja wypowiedź jest kategoryczna, ale na pewno nie autorytarna 😅 zresztą, główne przesłanie jest „rób to w zgodzie z sobą, słuchaj siebie, sprawdź co ci służy” które samo w sobie zostawia tak szerokie pole do działania i indywidualnego podejścia, że nawet nazwanie tego komentarza ‚kategorycznym’ wydaje mi się jakieś dziwne.

Domandatiwa

Odcięła się wewnętrznie. Wiele osób to potrafi zrobić w jakimś momencie życia. Na rodzinę niekoniecznie ma wpływ.

Nadal uważam, że Twoja pierwsza wypowiedź jest napisana w tonie bardzo autorytarnym. Jeśli zawarcie w swojej wypowiedzi wzmianki o tym, że nieproszona rada, którą z naciskiem dajesz, negując podejście autorki, nie jest jedynie słuszna, uważasz za bawienie się językiem, to mamy kompletnie różne podejście do tematu.

Dragomir

Ale Marylka bardzo dobrze ujęła ten problem. Tak zalecają też osoby, które się na tym znają i zajmują zawodowo - powoli zmiana nawyków na lepsze, bo cel to nie byś szczuplejszym, tylko zdrowszym a prawidłowa masa ciała to nie cel sam w sobie, a "skutek uboczny". Szukasz problemów na siłę a sama nie napisałaś nic konstruktywnego w tym temacie - w przeciwieństwie do Marylci. Serio, czepiasz się na siłę i szukasz dziury w bardzo spójnym i merytorycznym komentarzu.

Gargamel427 Odpowiedz

Trzymam kciuki. Jak chcesz się "wyleczyć" z fast foodów, to pooglądaj sobie dokumenty na temat tego, jak powstają. Nie na każdego to działa, ale ja już Big Maca nie tknę.

Dodaj anonimowe wyznanie