#60aY6
Parę razy w tygodniu mam dodatkowe zajęcia w pracowni artystycznej blisko centrum mojego miasta. Z racji tego, że bardzo lubię słodycze, zawsze wchodzę do sklepu, idąc na autobus powrotny do domu.
Tak zrobiłam też tym razem - jak normalny obywatel wzięłam dwie paczki cukierków miętowych i położyłam na ruchomej taśmie. Przede mną kupował jakiś mężczyzna, który rozmawiał przez telefon, chyba po hiszpańsku (aczkolwiek nie jestem pewna). Chciałam wyciągnąć dziesięć złotych z portfela, ale razem z tym wypadł też banknot dwudziestozłotowy. Wypadł z portfela, wpadając do siatki mężczyzny przede mną.
No cóż, byłam przerażona, ale w końcu taki majątek jak dwadzieścia złotych należy ratować. Stukam więc faceta w ramię i staram się powiedzieć, co się stało, ale on najwyraźniej nie rozumie nic. W końcu po prostu mnie ignoruje i znowu mówi do telefonu. Ja już przestraszona, że moje pieniądze stracę, jestem gotowa walczyć. W tym momencie facet odsuwa telefon od ucha i włącza głośnomówiący, z którego jakaś kobieta pyta mnie, co się stało - normalnie, po polsku. Wytłumaczyłam grzecznie, a ona chyba przełożyła to na ten język, którym mówił ten mężczyzna. Po chwili zaczął się śmiać i wyciągnął z tej siatki moje dwadzieścia złotych, które wzięłam z powrotem.
Nigdy nie zapomnę min kasjerki i ludzi w kolejce, i chyba czas poszukać nowego sklepu do zaopatrywania się w słodycze.
Nie, nie jesteśmy razem, nie mamy dwójki dzieci i trzeciego w drodze, jakby ktoś pytał.
Cukierki mietowe nazywac slodyczami?
A co to jest? Coś innego niż słodycze?
Bardzo proszę nie obrażać miętówek, miętówki były jednymi z nielicznych słodyczy mojego wczesnego dzieciństwa!
Słodkie są, więc słodycze :P
bardzo mi przykro, ale muszę się bić o honor tych cukierków, słodycze jak każde inne-
Przesadzasz trochę, zwykła sytuacja, a nie jakaś niewiarygodna. Ludzie się patrzą, jak się coś dzieje i tyle. A akcja taka, że już po wyjściu ze sklepu o tym zapomnieli.
To bardziej ty sama niepotrzebnie się stresujesz.
No nie wiem, moim zdaniem to jest nietypowa sytuacja. Przynajmniej mi się nigdy nie zdarzyło przypadkowo podrzucić komuś kasy, i to obcokrajowcowi. Chociaż może się mylę, może dla niektórych to codzienność, a tylko ja mam to szczęście, że moje pieniądze raczej samodzielnie nie idą do kogoś innego?
Poza tym wierzę, że sama sytuacja mogła być nietypowa, zwłaszcza, że zapewne cała akcja trwała dobre parę minut.
Chociaż też sądzę, że tak naprawdę nie ma w niej nic złego i nie ma żadnego powodu do wstydu, a tym bardziej szukania innego sklepu ;)
Dla mnie dlatego zwykła, bo chodzi o dogadanie się, nawet na migi, nic więcej. Sam powód owszem, niecodzienny, ale nie jakiś żenujący czy coś, i nie za to wstydzi się autorka, tylko, że skupiła uwagę innych.
Twoja ironia niepotrzebna.
Zresztą, Hiszpan sobie poradził przez co i ona powinna się cieszyć ;)
Chyba zostałam źle zrozumiana. Ja tylko mówię, że sytuacja była nietypowa, a nie że jest powodem do wstydu... Właściwie to napisałam coś wręcz przeciwnego.
Dla mnie wizja banknotu wypadającego z portfela prosto do siatki obcokrajowca to jak scena z komedii pomyłek (w dodatku jedna z tych, które wydają się mniej prawdopodobne).
Ale nie ma w tym winy autorki, nie zrobiła ona nic co by mogło być w jakikolwiek sposób źle postrzegane, sama sytuacja zakończyła się dobrze i generalnie nie rozumiem o co ta spina :/
Żadna spina, wydaje mi się, że mówimy o różnych sytuacjach, Ty o samym wpadnięciu do siatki cudzoziemcowi jako nietypowe (z czym wyżej zgoda), a ja o całości sytuacji w sklepie - czyli o "przygodach" w kolejce jako zwykłe, codzienne wydarzenia. Stąd i wspólne podsumowanie, że nic strasznego się nie wydarzyło. Przynajmniej tu się zgadzamy ;)
Od 1-ej klasy miałaś zajęcia z angielskiego. Po poście odnoszę wrażenie, że byłaś w śzkole średniej lub na "wylocie" szkoły podstawowej (po deformie) lub gimnazjum. Nie mogłaś zagadać po angielsku?
zupełnie o tym wtedy nie myślałam, byłam strasznie zestresowana, aczkolwiek nie mogę zakładać, ze mówił po angielsku - to tak, jakby powiedzieć, że na pewno umiał mówić po polsku, bo był w polsce
Okej, zacznijmy od tego, że nie każdy ma w podstawówce angielski, więc nie ma co zakładać. Po drugie - żeby jeszcze to o czymkolwiek świadczyło to byłoby dobrze 😂
Dokładnie, ja również jak Postac jestem z takich okolic, że to niemiecki jest tym językiem ważniejszym, niż angielski i w szkole głównie uczy się niemieckiego. I prędzej przełamie się do mówienia po niemiecku, niż po angielsku :)
Fajna historia...aż do dwóch ostatnich zdań.
Oczywiście wszyscy się gapili, oczywiście trzeba wybrać nowy sklep bo wstyd (jaki wstyd???), no i klasyka na koniec.
Skaczę ze śmiechu pod sufit i klaszczę.
ostatnie zdanie wolałam zaznaczyć, bo inaczej pewnie byśmy zobaczyli tutaj takie komentarze jak 'mamy dwójkę dzieci i trzecie w drodze', co jest już klasykiem na anonimowych
TO zdanie o dzieciach na końcu wyznania, brzmi już jak formułka o przetwarzaniu danych na CV...
Akcja to by była wtedy jakbyś sama wyciągnęła ręką a facet wezwał policję i złożył wniosek o ekstradycję do Hiszpanii. Tak to było tylko trochę śmiechu.