#5zTQI
Ja i moja siostra naszym zdaniem byłyśmy dla naszych rodziców prawie idealnymi dziećmi - w szkole same piątki i szóstki, wygrywane konkursy, wszyscy nauczyciele nas chwalili i gratulowali naszym rodzicom. Ale wiadomo, jak to dzieci czasem pyskowałyśmy i robiłyśmy histerie, więc trzeba było nas postawić do pionu. Problem tylko jak.
Nie wściekam się o klapsy i stanie w kącie. Tych rzeczy nawet nie pamiętam. Trochę wściekam się o szarpanie nas za włosy, bo to po prostu bolesne i upokarzające. Jednak najbardziej wściekam się o inną karę - wyprowadzanie nas za furtkę.
Kiedy któraś z nas takimi dziecięcymi pyskówkami i wrzaskami wystarczająco zdenerwowała rodziców, oni, wściekli, kazali się nam ubierać do wyjścia, wyciągali nas z domu i przez podwórko do furtki. Potem otwierali furtkę i wypychali nas na zewnątrz, na chodnik, krzycząc, że jak nie umiemy się zachować, to wynocha z domu, mamy iść i nie wracać. Ja i moja siostra rozhisteryzowane i płaczące chciałyśmy wejść z powrotem, no bo jak sobie poradzimy same na ulicy, ale rodzice dalej nas wypychali. Kiedy uznawali, że już dość nas nastraszyli, to mówili, że mamy wracać i się porządnie zachowywać.
Taka sytuacja zdarzyła się co prawda tylko kilka razy. Ostatni raz z moją siostrą w trzeciej klasie podstawówki, po tym jak wykłócała się z rodzicami, że nie chce by monitor komputera był ustawiony daleko od niej, bo w szkole monitory stoją bliżej dzieci. Ale moim zdaniem nasi rodzice z tą karą po prostu przesadzili. Już wolałabym klapsy niż upokorzenie i paniczny strach, że wylądujemy na ulicy.
Minęło wiele lat, mamy młodszego brata, który teraz jest w podstawówce i ma lekką chorobę umysłową. On nie jest w ten sposób karany, prawie w ogóle nie jest karany i mimo to wyrasta na dobre dziecko. Kilka klapsów dostał jak był młodszy. Obecnie rodzice są dla niego wyrozumiali, cierpliwi, tłumaczą mu spokojnie, jak ma się zachowywać, nie oczekują też od niego dobrych ocen, aby na trójkach zdawał. Czemu nie mogli robić tak z nami?
Kiedy trochę czasu temu przypomniałyśmy rodzicom o tym wyprowadzaniu za furtkę najpierw stwierdzili, że to w życiu się nie wydarzyło. Potem powiedzieli, że widocznie na to zasłużyłyśmy. Zasługiwałyśmy na straszenie wyrzuceniem z domu w podstawówce? Mówią też, że ogólnie zasługiwałyśmy na obrywanie od nich i szkoda, że mocniej nie obrywałyśmy, to może byłybyśmy grzeczniejsze. Kocham ich bardzo, ale o to mam żal. Gdyby chociaż za to przeprosili. Ale oni uważają, że zachowali się jak najbardziej prawidłowo.
poważnie, nazywasz ich dobrymi rodzicami? dobry rodzic nie znęca się nad swoimi dziećmi, a to, co opisujesz, to przemoc i znęcanie się psychiczne oraz fizyczne. przykro mi, ale nie widzę tu miłości. to, że się o was troszczą, to ich obowiązek, a nie okaz miłości. okazem miłości by było, gdyby po latach przyznali się do "błędu" i was przeprosili. napisałam błędu w cudzysłowie, bo znęcanie się nie jest błędem wychowawczym, tylko patologią.
Nam kiedyś mama kazała się z domu wynosić. Było lato. No to brat i ja się wynieśliśmy. Jak nas szukali przez pół nocy, to nigdy więcej tak nie powiedzieli. A myśmy sobie wzięli prowiant, cieplejsze ubrania, i siedzieliśmy w krzakach blisko domu. Byliśmy w tym uciekaniu zupełnie poważni. Zamierzaliśmy żyć w lesie. Ale jak nam się spać zachciało poważnie, to poszliśmy do domu spać. Odechciało się uciekać. Żadnej kary za to nie dostaliśmy.
Wychowaliście rodziców :)
"mam bardzo dobrych rodziców" No nie masz. Nie, takie zachowania absolutnie nie są dobre. Anonimowy smaczek: kiedyś powiedziałam pierworodnej, że jak dalej będzie się tak zachowywać, to ją wyniose na śmietnik. Nie pamięta tego, miała trzy lata. Ja żałowałam już minucie, nigdy nie powtórzyłam takich paskudnych tekstów. Mnie rodzice nigdy nie skrzywdzili ani słowem, ani uczynkiem, więc jest mi bardzo wstyd, że 5 lat temu palnelam takie świństwo mojej wyczekiwanej córeczce.
no ja bym ich dobrymi rodzicami nie nazwala, szczegolnie jesli stosowali wobec was przemoc i zamiast sie przyznac i pokajac wmawiaja wam, ze klamiecie albo przerzucaja na was odpowiedzialnosc za ich emocje, ktore kazaly im karac was w rozny sposob
A ja uważam, że to idealny sposób na rozhisteryzowane bachorki. Kto nie chce słuchać, musi poczuć konsekwencje. Po co mieli rodzice słuchać histerycznego darcia się o nic? Przy histerii dobrze działa strzał z liścia albo właśnie olewka, a najlepiej won z domu, póki się nie uspokoi. Wartość edukacyjna jest tutaj najwyższa - nie dość że dzieciak widzi, że histeria o byle gówno nie działa i nie osiągnie tym nic, to jeszcze naje się wstydu. Największa szansa, że się takie zachowanie więcej nie powtórzy. Jak się uspokoi to można pogadać, wyjaśnić na spokojnie. Najgorsze co można zrobić to iść na ustępstwa i dać sobą rządzić bachorowi. Szanujmy siebie nawzajem, reagujmy adekwatnie i uczmy dzieci, jakie są granice.
Dzieci nie maja narzędzi i umiejętności często by w inny sposób zakomunikować rodzicom, że coś im nie odpowiada. Czego uczy przemoc i wyrzucanie dziecka za dom? Tylko tego by milczeć, a to nie jest sposób na radzenie sobie z emocjami. Pójście na ustępstwo jest najgorsze? Dziecko to mały człowiek, ma swoje potrzeby, charakter, sympatie i antypatie i ma prawo mieć zdanie na jakiś temat
I to jest panie i panowie wychowanie a'la Drago czyli gorliwy katolik i osoba głęboko wierząca:
"Przy histerii dobrze działa strzał z liścia albo właśnie olewka, a najlepiej won z domu, póki się nie uspokoi."
Czyli przemoc, ignorowanie i wyrzucenie z domu...
A potem zdziwienie na stare lata, czemu dzieci nawet nie zadzwonią? Te które rzecz jasna nie zaginą po wyrzuceniu z domu.
Rodzice stosują przemoc wobec dzieci nie dlatego, że to jest słuszne, ale dlatego, że mogą. Dzieci są mniejsze i zależne od nich. Pytanie, czy rozhisteryzowanego męża też można wyrzucić z domu? Dać mu z liścia? Współpracownika, który jest załamany czymś i nie panuje nad emocjami?
bardzo dobre pytanie maryl. dzieci to ludzie, tyle że mniejsi. jeśli dorosły człowiek stosuje przemoc psychiczną czy fizyczną wobec dziecka, to zwyczajnie znęca się nad słabszym, a to świadczy o słabym i podłym charakterze. dragomir to najgorszy typ chrześcijana, bo chętnie nawraca tych, których jedynym "przewinieniem" jest brak wiary w boga, a sam nie ma oporów, by uderzyć własne dziecko. gardzę takimi ludźmi.
A tak w kwestii formalnej Drago żeby mieć jasność, twoje metody wychowawcze zostały nawet ujęte w kodeksie karnym i kodeksie wykroczeń pominę kwestię przemocy fizycznej i psychicznej:
Kodeks wykroczeń, zakładam że ma zastosowanie jak ktoś zostanie przyłapany ale dziecku nic się nie stało:
Art. 106. Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo nad inną osobą >>>>niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem<<< (podpowiedź ode mnie dlaczego wystawianie małych dzieci za drzwi jest beee), dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany.
Kodeks karny, zakładam że jest wyciągany jak jednak coś się stanie:
Art. 160. § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Art. 210. § 1. Kto wbrew obowiązkowi troszczenia się o małoletniego poniżej lat 15 albo o osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny osobę tę porzuca, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli następstwem czynu jest śmierć osoby określonej w § 1, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Masz więcej dobrych porad które mogą narazić dziecko i posłać jego rodziców za kraty?
Możecie sobie pozwalać żeby rozhisteryzowany, bezstresowo wychowywany gówniok właził wam na głowę. Ja bym sobie nie pozwolił, ale co kto lubi.
Danie klapsa kiedy 100 razy ignoruje słowa to nie przemoc, to przywrócenie ustawień fabrycznych. Na ulicy jak odwali akcję z jakąś histerią to w najlepszym razie każdy sobie pójdzie, czyli zignoruje (moja rada). Czasem ktoś zadzwoni po panów z kaftanem, albo zadzwoni na pały, co też w sumie nie byłoby złe. W najgorszym specyfikuje gównioka tak, że odbierze stosowną lekcję. Ale ilu ludzi, tyle przypadków.
są jeszcze inne metody wychowawcze, poza biciem i straszeniem. moi rodzice nigdy nie dali mi nawet klapsa, ale potrafili mnie wychować tak, żebym nie weszła im na głowę, choć do najgrzeczniejszych dzieci nie należałam i przechodziłam etapy buntu. jestem im za to dozgonnie wdzięczna, kocham ich ponad wszystko, są dla mnie najważniejszymi ludźmi na świecie. a wychowałam się w latach 80 i 90, miałam też inne rodzeństwo, rodzice pracowali, często bywali zmęczeni, ich cierpliwość nie była z gumy. skoro oni sobie poradzili wtedy, to widocznie nie jest to niemożliwe. trzeba tylko chcieć, zamiast iść na łatwiznę i szukać wymówek dla przemocy.
dobry rodzic powinien uczyć dzieci, że absulutnie nikt nigdy, nie ma prawa podnieść na nie ręki, a nie samemu to robić ☹ strach, poniżenie i ból nie uczą dobra ani szacunku, tylko ślepego posłuszeństwa. naprawdę checie, by wasze dzieci nie robiły czegoś ze strachu przed karą, a nie dlatego, że zdają sobie sprawę, że to jest złe? czytałam kiedyś badania, z których wynikało, że osoby, które w dzieciństwie były karane przemocą psychiczną i fizyczną, w dorosłym życiu są bardziej podatne na wchodzenie w toksyczne związki, bo ich mózg odbiera przemoc jako coś normalnego i nie potrafią stawiać granic. w dzieciństwie musiały zasłużyć na miłość rodziców dobrym zachowaniem, więc to normalne, że taraz muszą zasłużyć na miłość partnera. naprawdę tego życzycie swoim dzieciom? nawet jeśli teraz nie widzicie nic złego w takim karaniu dzieci, to pomyślcie o ich przyszłości.
No tak... Bo jak powszechnie wiadomo jak się nad dzieckiem nie znęca to to dziecko z automatu staje się rozhisteryzowanym roszczeniowym potworkiem. Dokładnie tak to działa...
Zastanawiam się jak ktoś kto jest tak głęboko wierzący może promować okrucieństwo wobec dzieci.
Tak swoją drogą, jak często Tobie ktoś w dzieciństwie "przywracał ustawienia fabryczne"?
Odpowiadam - parę razy dostałem. Nie mam żalu o to, nie skrzywdziło mnie to.
Parafrazując - przecież powszechnie wiadomo, że są dwa style życia- albo picie na umór każdego dnia i przepijanie wszystkich pieniędzy, albo absolutne niepicie i uciekanie od alkoholu na kilometr, bo to zło. Na pewno nie ma spotkań w gronie znajomych przy piwku lub lampce wina, a jeśli są to jest to skrajny alkoholizm.
Podpowiadam, że chodzi tu o to, że znęcanie się nad dzieckiem a danie mu klapsa w tyłek, gdzie największe mięśnie osłaniają naczynia krwionośne i nerwy i niemożliwe jest doprowadzić w ten sposób do ich uszkodzenia to nie to samo. Tak samo jak uderzenie kogoś pięścią w twarz nie jest tożsame z klapsem jako karą na setne olanie słowa rodzica i testowanie jego cierpliwości. Wy jesteście jacyś opętani przez jakieś dziwne ideologie, tacy sami ludzie jak wy zostają eko-aktywistami, wege-propagatorami i tymi, co stoją z transparentami z napisem "Flüchtlinge willkommen".
Ktoś kto obrywał za dzieciaka sam propaguje takie metody... No zdziwienie totalne...
Bo po co posłuchać tego co mówią mądrzejsi, psychologowie czy pedagodzy, po co zadać sobie trud i dowiedzieć czemu dziecko histeryzuje, nie? Łatwiej dać w dupę, bo przecież nic mu się nie stanie i wystawić za drzwi. Oponentom w rozmowie walnąć kompletnie nie adekwatnym przykładem ,"argumentem równi pochyłej" i postraszyć niemieckim językiem (co za tandetna erystyka...) Bo przecież wcale nie jest tak że poczucie osamotnienia i publiczne upokorzenie dzieciaka może mieć jakiś wpływ na jego psychikę, nie?
Oh wait...
Może.
Jaka rozpieszczona gówniara.
Brawo dla twoich rodziców, jak sobie zasłużyliście tak was traktowali
Byli dziećmi. Zachowywali się pewnie podobnie do wszystkich innych dzieci w ich wieku. Młodych ludzi trzeba wychowywać, a nie się nad nimi znęcać.
Musiał cię ktoś bardzo skrzywdzić