#5v399

Nie cierpię być zaczepiana przez biednych/bezdomnych lub kreujących się na nich, którzy proszą o pieniądze albo jedzenie. Było to spowodowane przez szereg sytuacji, które chcę opisać, również jako przestrogę.

Mieszkam w mieście wojewódzkim, które zrobiło bardzo wiele dla takich ludzi. Są miejsca, gdzie mogą zjeść, ogrzać się, gdy jest chłodno, zaopatrzyć się w ubrania, uzyskać darmową pomoc prawną, są organizowane warsztaty z doradztwa zawodowego i kursy kwalifikacyjne. Mimo to wielu ludzi nie chce się ruszyć, woli pasożytować albo na pieniądzach podatników, albo na tych wpłaconych przez ludzi dobrej woli - wiele takich miejsc jest prowadzonych przez Kościół (Caritas, zakony itd.).

1. Kilka lat temu, gdy miałam 17 lat i serce chętne do pomocy wszystkim, którzy wyglądają na takich, którzy jej potrzebują, szłam z przyjaciółką przez starówkę. Zaczepił nas mężczyzna, wyglądał na bardzo przestraszonego. Opowiedział nam, że zamknęli jego zakład pracy (faktycznie na krótko przez tym upadła spora firma stolarska), od dwóch miesięcy nie dostawał pensji, ma małe dziecko, nie może pić mleka matki i potrzebuje modyfikowanego, a jutro się skończy i boi się, że 3-miesięczny Antoś zginie z głodu. Za tydzień ma zacząć nową pracę, ale na razie został bez grosza przy duszy. Nie powiem, wzruszyłyśmy się. Kupiłyśmy mu nie tylko trochę tego mleka, jak poprosił nas o nieco pieluch i jakiś kremów do pielęgnacji, też nie miałyśmy nic przeciwko. Dałyśmy mu też nieco pieniędzy tak po prostu, powiedziałyśmy, gdzie może szukać pomocy, wyglądał na takiego, który o tym nie wiedział. Poszło na to moje miesięczne kieszonkowe, ale kij z tym, pomogłam człowiekowi!
Parę miesięcy później w tym samym miejscu zaczepił mnie ten sam mężczyzna. I ta sama gadka. Nie powiem, wkurzyłam się okropnie, zwłaszcza że było po nim widać, że był podpity. Miałam ochotę wziąć go za fraki i potrząsnąć, krzycząc "Oddawaj moje 50 złotych, ty gnoju!", czego z oczywistych przyczyn nie zrobiłam. To było pierwsze załamanie. Prawdopodobnie sprzedawał te produkty gdzieś na lewo.

2. Cyganie, plaga mojego miasta, też często proszą, wręcz szarpią za ubranie. Parę razy chcieli ukraść mi torebkę, za każdym razem jestem wulgarnie wyzywana i obrażana. Milutko.

3. Parę tygodni temu jakaś menelica powiedziała, że ma prośbę. Śmierdziało od niej tak, że pomyślałam, że na łaźnię faktycznie bym jej mogła dać parę groszy. Gdy powiedziała wprost, że chce na piwo i najlepiej, żebym to ja jej je kupiła, bo wyrzucają ją z okolicznych sklepów, odeszłam. Ta życzyła mi, żeby moje wszystkie dzieci umarły, żebym wpadła pod samochód, a moich rodziców zabili w męczarniach.

Było tego wiele więcej. Wiem, że są potrzebujący, ale większość to zwykli naciągacze. Uważajcie na nich.
LeoForWin Odpowiedz

To tak dla rownowagi dodam, ze czasami pomiedzy takimi naciagaczami znajda sie prawdziwi potrzebujacy.
Rodzice mnie nauczyli, zeby nigdy nie dawac pieniedzy, a jedynie jedzenie, jesli ktos o nie zapyta. Kilka razy i na tym sie nacielam i widzialam, jak raz jeden rzekomy "glodny bezdomny" wyrzucil bulki, ktore mu kupilam.
Mialam tez jednak wiele sytuacji, gdzie ludzie naprawde byli wdzieczni za odrobine jedzenia.
Szczegolnie nie zapomne, jak kiedys pod sklepem osiedlowym podszedl do mnie starszy pan - wygladal w miare schludnie, ale biednie. Bardzo uprzejmie mi sie zapytal, czy nie kupilabym mu kawalka chleba i troche maslanki. Chcial cos najtanszego. Cos mnie tknelo i i stwierdzilam, ze zrobie mu wieksze zakupy. Kiedy podeszlam do niego z wypchana produktami siatka, az sie poplakal (a ja z nim). Odprowadzilam go do jego domu - okazalo sie, ze Pan Wladyslaw mieszkal sam w malutkim mieszkanku, prawie cala emerytura szla na leki. W tamtym dniu byl na ciaglym glodzie przez kilka dni juz i z desperacji schowal dume w kieszen i zdecydowal sie poprosic kogos pod sklepem o troche jedzenia. Podobno stal tam dosyc dlugo nie mogac sie odwazyc, zeby do kogos podejsc. Ja bylam pierwsza osoba, do ktorej sie zwrocil o pomoc - podobno "dobrze mi z oczu patrzylo" :)
To bylo krotko przed moim wyjazdem do Niemiec, ale zostawilam Pana Wladzia w dobrych rekach - opowiedzialam o jego sytuacji zaprzyjaznionym wolontariuszom oraz moim rodzicom. Dzisiaj Pan Wladyslaw dostaje pomoc od lokalnej organizacji i udziela sie w klubie seniora.
Historia troche ckliwa, ale zareczam, ze prawdziwa :) Chociazby dlatego nigdy nie odmowie nikomu jedzenia - bo co jezeli trafie na kolejnego Pana Wladzia?

Uzytkownik404

Jesteś dobrym człowiekiem, mam nadzieję, że to dobro do Ciebie wróci ❤️

pablot Odpowiedz

Naczytałem się tyle historii o podobnych sytuacjach, że nigdy już nie daję pieniędzy. Kiedy ktoś mnie poprosi o kilka złotych mówię wprost, że ich nie dostanie, ale mogę mu coś kupić do jedzenia. Wiem, że to też nie jest do końca dobre, bo w ten sposób taki człowiek będąc już najedzony wyciągnie po prostu kasę od kolejnego naiwniaka i już ma na flaszkę. Rozdając pieniądze utwierdzamy ich w postawie roszczeniowej i w myśleniu, że nie muszą pracować. Można im też zaproponować wykonanie pewnej pracy, na przykład przerzuceniu węgla do piwnicy, ale to też wymaga odpowiednich warunków, bo nie każdy ma piwnicę.

kristof

Myślę, że to dobry kierunek. Zawsze lepiej kupić bułkę i kawałek wędliny, niż dać pieniądze, z których uciułają sobie na wódeczkę. Kiedyś powiedziałem takiemu facetowi, że kasy mu nie dam, ale mogę mu coś kupić w sklepie. Odpowiedź? ,,To kup piwo''.

TumpTumpTump

@Pablot kierunek może i dobry ,jednak ja bym się trochę bała takie osoby zapraszać do domu i proponować im tego typu pracę

sosczostkowy Odpowiedz

Też kiedyś zostałem w Krakowie zaczepiony przez gostka, który zbierał pieniądze na mleko modyfikowane dla chorego dziecka. Pieniędzy mu oczywiście nie dałem, ale zaoferowałem, że mogę mu je kupić. Pomyślałem jednak, że to po prostu naciągacz z łzawą historyjką, no gdyby faktycznie było jak opowiadał, to zamiast stać cały dzień na ulicy, dorobiłby na boku tych parę złotych...
Jakiś czas później we Wrocławiu zostałem zaczepiony przez pana z identyczną opowieścią o mleku modyfikowanym...
To przykre, że ludzie tak grają na emocjach i wykorzystują innych. A kiedy ktoś faktycznie potrzebujący pomocy o nią poprosi, zostanie oceniony przez pryzmat naciągaczy.
Myślę, że już nie żyjemy w czasach, żeby ktoś naprawdę nie miał co jeść. Jest tyle instytucji oferujących pomoc, że ci, którzy wystają na ulicach to ludzie zbierający na flaszkę lub wynajęci naciągacze, oddające zebrany haracz elegancikowi w mercedesie za rogiem.

NWP

Też we Wrocławiu miałam taką sytuację, a na dodatek coś wtedy stało mi się w kostkę, późny wieczór, czekamy z chłopakiem na ubera, a tamten podchodzi i sprzedaje historię, dodaje, że możemy z nim iść zobaczyć i w ogóle. My twardo, że nie damy nic i nigdzie nie będziemy iść. Jak zobaczył, że wsiadamy do auta to krzyczał, że się wozimy taksami, a na dziecko żałujemy. Nie dosc, że mnie wystraszył to wzbudził totalne poczucie winy...

Zgubilamsida

Mojej mamie brakuje pieniędzy na jedzenie, leki. Jej renta to 1100 zł, z czego 1000 zł to same opłaty. Gdy zwróciła się o pomoc, to dostała jasną odpowiedź- budżet przekroczony.

StaryTapczan Odpowiedz

W moim mieście był taki bezdomny pijak. Każdy wiedział, że to pijak, dlatego nikt pieniędzy mu nie dawał. Któregoś razu przyszedł do baru na świeżym powietrzu, w którym pracowałam z chłopakiem i zaczął płakać, że nie ma co jeść, że jest głodny, nie ma pieniędzy nawet na suchą bułkę, bo mu nikt pieniędzy nie chce dać i czy może nas prosić o jakieś frytki. Zlitowaliśmy się wtedy nad nim i kupiliśmy mu te frytki, był nam bardzo wdzięczny i chyba z pół godziny nam dziękował. Nas te 5/6zł wtedy nie zbawiło, a facet naprawdę je przy nas zjadł, pomyśleliśmy, że niech ma, przynajmniej coś faktycznie zjadł, a nie przepił. Wrócił za jakieś dwa dni i ta sama śpiewka, dobra, niech ma te frytki, niech zje, co nam to. Wrócił za kolejne dwa dni i to samo. Wtedy już mu odmówiliśmy, bo się typ po prostu wycwanił. Co uzbierał na mieście od turystów to przepił (sami kilka razy widzieliśmy, małe miasto, a on się nawet nie krył). Ani razu za wyżebrane pieniądze nie kupił sobie jedzenia, tylko alkohol. Cwaniak jeden, co miał to przechlał, a jak żołądek ścisną to szedł do nas na darmowe jedzenie. Pogoniliśmy dziada, on jeszcze coś tam jęczał, że głodny, że zaraz padnie z głodu, bo nie ma siły nawet ustać, ale nie ustąpiliśmy. Powiedzieliśmy mu wprost, że widzieliśmy, na co uzbieraną kasę wydaje, skoro jednak mu ktoś groszem sypie, to niech idzie po bułkę i nam dupy nie zawraca.

JeslemKrolem Odpowiedz

Zawsze patrzę z politowaniem na ludzi co dają zebrakom pieniadze.. jakby nikt im nie placil to by nie żebrali

sjhdjd Odpowiedz

Ja Cię rozumiem. Była ze mnie nawet większa naiwniara niż Ty. Nawet rodzina robiła ze mną, co chciała.
Nie warto. Ludzi trzeba traktować z wzajemnością. Nie szkodzić im; pomagać wtedy, gdy ta pomoc nie będzie za dużo nas kosztowała. Zwłaszcza, jeśli chodzi o rodzinę. Bo potem się okazuje, że mimo że masz serce na dłoni, to nikt Cię nie szanuje.

Arres Odpowiedz

Spoko, tez miałem podobna sytuacje
Ide miastem, koleś podchodzi i mówi, ze jest bardzo głodny, ze nic nie jadł cały dzień i ogólnie słabo wyglądał, ja z dobrego serca mówię mu, poczekaj chwile- i już dosłownie wchodziłem do pobliskiej żabki żeby kupić mu coś do jedzenia, na co on bierze mnie za rękę, ja się odwracam, a on pokazuje mi palcem na pobliskiego kebaba
No beka :) w takim razie nic nie dostał, a chciałem mu zrobić porządne zakupy, chociaż na kilka dni.

bozena18cm Odpowiedz

Nawet nie wiecie jak ja się okropnie czułam, jak musiałam żebrać na dworcu w Warszawie by mieć pieniądze na powrót do domu (około 7h drogi pociągiem). Miałam wtedy 16 lat, ukradli mi portfel, dzięki Bogu kartę z legitymacją szkolną miałam w kieszeni plecaka, ale i tak to nic nie dało, bo na koncie miałam jakieś 30 zł a bilet do mnie do domu kosztował conajmniej 50 ( to bylo dawno nie pamiętam juz) więc bylam zmuszona zaczepiać ludzi prosząc o pomoc, udało mi się uzbierać jakieś 70 zł, dzięki pomocy pewnego Pana, który widząc mój płacz dał mi 50 zł, a wczesniej udalo mi sie juz kilka groszy uzbierać. Poprosilam tego o pana o numer konta, nie chcąc go oszukać, jednak zgubiłam karteczkę. Mimo, że minęło już tyle czasu czuję się jak złodziej :(

Jestjakjest Odpowiedz

Na anonimowych brakuje zakładki "wyżalanie" - czy to na zły świat ogółem, czy na rodzinę, pracę, czy cholera wie co, choćby na żebraków na ulicy.

AimeeSi Odpowiedz

W moim mieście pod Lidlem siedzi dzień w dzień chłopak. "Chłopak", bo ja mam lat 30, a jemu daję niewiele więcej, więc mój rówieśnik. Siedzi na wózku. Nogi ma obie, ręce też. Nie twierdzę, że udaje, ale codziennie pod tego Lidla przywozi go kumpel. Przywozi, zaciąga hamulec, stawia przed nim puszeczkę i odchodzi. Facet za każdym razem gapi się na mnie tak, że mam ochotę mu przywalić. I to wcale nie dlatego, że patrzy na mnie, jakby chciał się na mnie rzucić. Wręcz przeciwnie - on się gapi na mnie z niesamowitą wręcz pogardą. Bo do Lidla chodzę często, czasem nawet jeżdżę, a samochód mamy porządny (nie jakieś wielkie luksusy - ford S-Max), zawsze z dwójką dzieci, często mamy pełny koszyk, a starszy syn ma obiecane, że może sobie przy kasie wziąć jedną rzecz i zawsze korzysta ;) Odpakowuję mu to zawsze po wyjściu ze sklepu. I ten dziad. Siedzi i się gapi. Bo śmiem mieć więcej, a jemu nic nie dam. No, nie dam, bo naprzeciwko Lidla jest MOPS, a podczas spacerów co i rusz w witrynach ogłoszenia o poszukiwaniu pracowników. Nie, nie fizycznych. Nie daję pieniędzy. Nigdy, nikomu. Moim tłumaczeniem jest to, że mam własną rodzinę, która jest dla mnie priorytetem i muszę sama na nią zarobić.

ja1234567890

Z założenia taki żebrak ma 0 złotych a ja mam kredyt na 500 tysięcy to zawsze mówię, że gdybym miała 0 złotych to bym z radości skakała, on jest bogatszy ode mnie bo nie ma żadnych minusów i ewentualnie to on może wspomóc mnie a nie ja jego.

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie