Nie umiem stwierdzić, czy chorobę udaję, przesadzam z interpretacją chorób, czy może naprawdę objawy występują. Dzieje się tak przez ciągłe podejrzenia rodziców w młodości - "udajesz, bo nie chce ci się iść do szkoły" (pasek przez wszystkie lata szkoły). Wtedy to można było uznać za racjonalne, ale teraz boję się iść do lekarza. Obawiam się, że mnie wyśmieje, bo udaję chorobę. Kiedy weekend z gorączką spędzam w łóżku, nikt nie usłyszy ode mnie, że czuję się źle. Boję się, że pomyśli, że za bardzo się nad sobą rozczulam i co gorsza udaję. Mój narzeczony to rozumie, ale ktokolwiek nas odwiedza nie. Usłyszą, że dobrze się czuję i już mam wrażenie, że to jak zobaczyli mnie w piżamie, nieumalowaną, uznają za zwykłą szopkę. Miałabym to gdzieś, jak większość opinii innych na mój temat, ale w tym jednym przypadku nie umiem.
Piszę o tym, bo niedawno podczas choroby i wizyty rodziców narzeczonego na pytanie teścia odpowiedziałam, że dobrze się czuję. On spojrzał na mnie z rodzicielską miłością i dodał "przecież widzę, że tak nie jest".
Dodaj anonimowe wyznanie
Jeśli rodzic na każdy sygnał od dziecka, że źle się czuje reaguje, że dziecko udaje to nie ma w tym niczego racjonalnego. Może się zdarzyć, że dziecko czasem nie będzie chciało pójść do szkoły, ale od tego jest rodzic żeby się dzieckiem zaopiekować i się spróbować dowiedzieć skąd się ta niechęć wzięła, czego dziecko się boi itp. Taka reakcja, że "udajesz" uczy dziecko jedynie braku zaufania do siebie i do rodzica. I widać to po Twoim przykładzie, że sobie jako dorosła osoba nie wierzysz w to co sama czujesz.
Też tak miałam, wmawiałam sobie że wymyślam, przesadzam i rozczulam się nad sobą.
Aż wylądowałam w szpitalu w stanie zagrażającym życiu. To nie kwestia zrozumienia, tylko samooceny.
Męska grypa jest legendarna, ale kobieta nie ma prawa do chwili słabości.
Lekarz to jeszcze się ucieszy nawet jak udajesz, byle byś receptę wykupiła. Sama sobie robisz na złość za jakieś dziecięce nieporozumienia z rodzicami.
To nie jest dziecięce nieporozumienie tylko wmówienie dziecku że nie ma prawa się źle czuć
Przynajmniej wychwywana była jak należy, przy użyciu paska. No i patrz, działa do dziś.
Bardzo skuteczna metoda.
Ten pasek to na świadectwie był. Nie dopowiadaj sobie. No słabo że rodzice bagatelizowali jej skargi, ale pewnie wiele dzieciaków symuluje więc myśleli że ona też. Ale jak jest już dorosła to powinna zrozumieć, że już jest sama za siebie odpowiedzialna i zatroszczyć się o swoje zdrowie, tym bardziej że ma wsparcie w narzeczonym.