#5qWtV
Mama miała piękny, jasnobeżowy, turecki kożuszek z zamszu, mięciutki jak puch. Zawsze o nim mówiła, że nie założy jeśli pada/może padać, bo by przemókł i się zniszczył. Już pewnie wiecie, co postanowiłam zrobić by pomóc mamie. W mojej małej główce zrodziło się przekonanie, że ciocia przysłała to jej, by sama go sobie pomalowała. Starczyło tylko na kawałek rękawa. Bardzo się zdziwiłam i coś mi zaświtało, że chyba moje rozumowanie było błędne, bo coś tego mało jak na cały płaszcz, ale po prostu schowałam buteleczkę po lakierze i udawałam Greka.
Mama jak zobaczyła co stało się z jej kożuszkiem, po prostu siadła i się rozpłakała rzewnymi łzami. Nie skojarzyła zaginięcia buteleczki z plamami na rękawie, oskarżając tatę o niechlujstwo w obchodzeniu się ze swoimi lakierami. Rodzice mieli o to ciche dni przez kilka miesięcy, aż tata kupił jej na milczące przeprosiny nowy, dla świętego spokoju "przyznając" się w ten sposób do winy.
Mnie nigdy nikt o tą zbrodnię nawet nie podejrzewał, a na sugestię ojca, że może to ja coś zmalowałam, niemal wydrapała mu oczy bo "takie mądre, spokojnie, dobre dziecko nie mogłoby czegoś takiego zrobić, no i skąd by lakier wzięło?!!!" a on potem stwierdził, że miała całkowitą rację. Z czasem chyba nawet zaczął wierzyć, że to on jakimś cudem ten płaszczyk wybrudził.
Milczałam latami, bo się bałam i było mi nieziemsko wstyd. Tata zmarł na zawał i w końcu przyznałam się mamie, jak to było, by oczyścić go w jej oczach. Uderzyła mnie w twarz i zerwała kontakt. Nie rozmawiamy ze sobą od trzech lat, mimo moich usilnych prób odzyskania go. Czasami... czasami prawda chyba jednak nie wyzwala.
Czekaj czekaj... Co, kur..cze? Matka zerwała kontakt, bo przyznałaś się do błędu, drobnej głupoty popełnionej w dzieciństwie?
Widocznie ostro się musieli wtedy pokłócić . Może coś zepsuło się między nimi. Potem ojciec zmarł a dopiero po tylu latach przyznało się dziecko.. Wiem, że matkę to nie usprawiedliwia ale jednak coś ostro na rzeczy było.
Być może główną przyczyną był ból po stracie męża. Na ten ból dodatkowym cieniem rzucił się fakt, że matka kiedyś wyrządziła mu przykrość, której już nie naprawi.
Nie wyjaśnie to jednak, czemu sprawa ciągnie się tak długo.
Twoja matka ma ogólnie problem. Najpierw rzuciło mi się to w oczy, gdy pisałaś, że nie wierzyła ojcu i tak bardzo była przeciwko niemu, zamiast pomyśleć, że to może faktycznie wina dziecka. A teraz ta końcówka.
Do głowy mi przyszło, że może ona jakoś się zemscila na ojcu za ten płaszcz, a teraz, gdy wie jak było naprawdę, to bardzo tego żałuję. Nic nie jest jednak w stanie jej usprawiedliwiać
Myślę, że masz rację z tą końcówką. Ciche dni przez kilka miesięcy? Samo to jest okrutne a nie wątpię że poza tym było coś jeszcze, jakaś zemsta.
Ty no ale to tylko płaszcz, jaka zemsta.... za ubranie ?
Chyba że faktycznie ma nierówno pod sufitem i mściła się za płaszcz i śmiertelnie obraziła na jedyne dziecko i członka rodziny ....
Zdenerwowala sie, bo nie uwazal z jakimis lakierami. Moze nie pierwszy raz? Skoro matka tak byla zakochana w tym plaszczu to zapewne nie byl to bylejaki plaszcz z sieciowki, moze bardzo drogi na co odkladala latami? Wtedy wcale sie nie dziwie, ze wsciekla by sie, ze stary chlop nie potrafil uwazac, by go nie zniszczyc...
W latach 90 nie było takiego dostępu do świetnych ubrań, myślę, że teraz można powiedzieć że "to tylko ubranie", ale wtedy było inaczej, szczególnie na początku dekady. Z opisu widać, że mama autorki bardzo dbała o płaszczyk, więc równie dobrze to mogła być jedyna cenna rzecz w jej szafie.
Mówicie: to tylko płaszczyk, tylko ubranie, ale zastanówcie się: czy lubicię jak ktoś niszczy Wasze rzeczy? Ten płaszczyk ewidentnie sporo znaczył dla mamy autorki, skoro nawet jak padało to go nie wkładała, by go nie zniszczyć. Możliwe, ze traktowała go jako najcenniejsza swoją rzecz. Zreszta kiedyś nie było tyle ubrań co teraz i sklepów na każdym rogu, dlatego dobre ubrania były cenne. Oczywiście kilka miesięcy milczenia i zerwanie kontaktu z córka to jednak przesada, bo ludzie są ważniejsi od rzeczy....
A nie zrobiłaś tego czasami zaraz po śmierci taty? Albo w podobnie trudnym momencie? Może po prostu puściły jej emocje, że nawet nie może go już przeprosić za te ciche dni...no tak mi się nasunęło
Może emocje puściły, ale mama wciąż nie rozmawia z autorką.
Wtedy się nie dziwię że była zła, ale tyle lat przeżywać jedno ubranie co pewnie dzisiaj i tak już by było nie modne i jeszcze dostać w twarz..
Wydaje mi sie, ze nie przezywa w ten sposob ubrania, tylko zawod, ze to zniszczylo w jakis sposob jej relacje z mezem.
Ze co?! Kurcze, sama jakis rok temu mialam podobna sytuacje - w koncu przyznalam sie po latach rodzicom, ze pociete nozyczkami firany to nie byla sprawka mojej trzyletniej wtedy kuzynki, tylko moja pelna premedytacji proba artyzmu. Tylko, ze u mnie rodzice smiali sie z tego przez kilka dni. Wspolczuje, autorko :(
Matka uderzyła Cię w twarz i zerwała kontakt, dlatego że jako 5-latka, zapewne kilkanaście lat temu, zniszczylas jej płaszcz? Ojjj...ktoś tu chyba ma problem z głową.
Wierz lub nie, ale prawda cię wyzwoliła - od matki wariatki...
Czekaj... Co?
Przepraszam, ale czy Twoja mama nie jest lekko stuknięta?
To bez sensu, płacić po tylu latach za ciekawość i głupi pomysł małego dziecka, czy z twoją matką wszystko jest ok?