#5qILU

Nienawidzę świąt.

Pewnie wielu z was kojarzą się one z rodzinną atmosferą, wspólnym posiłkiem i różnymi tradycjami. Dla mnie jednak jest to rok w rok ten sam schemat: robota ponad siły, a potem chlanie ponad siły.

Rodzice pracują we własnej firmie cateringowej. Jest to jedyne źródło utrzymania naszej 5-osobowej rodziny, więc mama przyjmuje wszystkie zamówienia (a przynajmniej większość). Zwłaszcza w święta, kiedy można zarobić więcej. Cała rodzina więc pomaga, przyjeżdżają dodatkowi pracownicy. Robota trwa często dzień, noc i kolejny dzień, potem krótki sen, rano śniadanie wielkanocne, a następnie znów do kuchni, bo trzeba ugotować jedzenie na imprezę. Gdy nadchodzi koniec, tata rzadko kiedy idzie odpocząć, częściej zaprasza gości (w końcu święta) i pije do upadłego, co nie jest trudne, patrząc na jego poprzednie dni i poziom wykończenia.

Rok w rok, święta w święta, nieważne, czy Wielkanocne, czy Bożego Narodzenia, historia wygląda tak samo.

Może niewielu to obejdzie, ale potrzebowałam się wygadać. Wyznanie piszę po ogarnięciu z mamą młodszych sióstr i ojca, który narąbany zasnął przy stole.
pozbawiony Odpowiedz

To się nazywa "żniwa". W każdej pracy jest taki okres, że nagle jest 10 razy więcej pracy niż zwykle. W handlu zwykle przed gwiazdką, w zaopatrzeniu przed końcem roku jak firmy wydają swoje budżety. Każda branża tak ma. Nadchodzą żniwa i się pracuje do upadłego póki jest klient który płaci (a zwykle podczas żniw ceny są wyższe niż normalnie).

pozbawiony

Ale nie powinno się mieszać dzieci w co? W biznes rodzinny? Wszyscy mają udawać że nie pracują w cateringu? Poza tym że tak zacytuję przepisy prawne:

"
Podstawowym obowiązkiem każdego dziecka jest pomoc we wspólnym gospodarstwie. Pojęcie to jest szersze niż gospodarstwo domowe i może obejmować również obowiązek pomocy w gospodarstwie produkcyjnym rodziców. Powszechnie przyjmuje się, że obejmuje ono również pomoc w prowadzonej przez rodziców lub rodzica działalności gospodarczej.

Pomocy ze strony dziecka musi odpowiadać fizycznym i duchowym siłom dziecka – a przy tym jest możliwa tylko wtedy, gdy nie ucierpi na tym jego wychowanie i zdobycie wykształcenia (uchwała SN z dnia 28 czerwca 1989 r., III CZP 65/89,).
Przez analogię obowiązek takiej pomocy dotyczy również dziecka w sytuacji gdy zamieszkuje ono u dziadków czy starszego rodzeństwa.

Szczególny obowiązek spoczywa na małoletnim dziecku, które uzyskuje dochód z własnej pracy. Zgodnie z art. 91 § 1 krio jest ono zobowiązane do współfinansowania kosztów utrzymania rodziny. Konieczną przesłanką warunkującą zastosowanie wspomnianego artykułu jest zamieszkiwanie dziecka u rodziców, przez co należy rozumieć także mieszkanie u jednego z nich, z tym zastrzeżeniem, że wówczas obowiązki określone w art. 91 ograniczają się do tego jednego z rodziców.
"

CzarnyCzwartek

@pozbawiony tutaj potrafią tylko krzyczeć i cytować, że trzeba utrzymywać dziecko do 26 roku życia... Zawsze tylko przywileje, a obowiązków nigdy. Jednak Etanolan ma rację, że chlac nie powinno się do upadłego

bazienka

pozbawiony- zasadnicza kwestia- czy dzieci maja placone za swoja prace? jesli nie, to sa wykorzystywane

bazienka

te artykuly kt przywolales sankcjonuja niewolnictwo- czyli prace za jedzenie i dach nad glowa]
a to jest u nas nielegalne :)

Feniks06

Weź Bazienka... Nie wiem czym się w życiu zajmujesz ale od prawa to się trzymaj z daleka bo to nie jest Twoja mocna strona.

Odpowiedz

Odpowiadając na niektóre komentarze: nie narzekam na "niewolniczą pracę" w firmie rodziców, pomagam na tyle, na ile mogę. Jasne, cały dom i opieka dwójką młodszych sióstr (6l. i 2l.) spada na mnie, ale rozumiem to - praca to praca, zwłaszcza w gastronomii. Mama przyjmuje większość zamówień ze względu na pieniądze, które są potrzebne (brak innego źródła dochodów). O największe rozgoryczenie przyprawia mnie widok 20 osób pijących sobie w salonie na maksa, a potem do ogarnięcia wszystko zostaje mi i mamie, bo ojciec przysypia na stole, zmęczenie i duża ilość alkoholu robią swoje. I dzieci, którym trzeba tłumaczyć, że "tatuś jest zmęczony i dzisiaj śpi w salonie żeby mógł odpocząć, a wy możecie z mamusia w sypialni" a potem widzą, jak mama go praktycznie zawlecze na tą kanapę bo nie jest w stanie utrzymać się w pionie, a co dopiero iść o własnych siłach.

Firefly Odpowiedz

Może warto "przesunąć" święta? Oczywiście zależy jak bardzo jesteście wierzący. U mnie często się tak robiło jeżeli akurat domownicy nie mogli się zebrać.

NeedYou Odpowiedz

Wiesz.. ja też nienawidzę świąt, jednak z innych powodów. Współczuję Ci autorze strasznie. U mnie święta były.. znośne, aż do 16tki, kiedy straciłam tatę, mama zostawiła mnie samą w domu i wyniosła się do swojej mamy, a mojej babci. Mam jeszcze brata, dzięki niemu i jego pomocy osiągnęłam coś w życiu, ale od tej 16tki upieram się, że świąt nie obchodzę. Mam obecnie 27 lat. Obchodzić zacznę wtedy, gdy na świat przyjdzie moje dziecko/dzieci. Nie chcę mu/jej odbierać jej magii świąt, której będę szczerze zazdrościć. Bo bez mojego taty nie ma, i nie będzie świąt.

arbuzek

Niestety sama siebie skazujesz na taki los. Jakbyś chciała bo byś miała cudowne święta, obchodzone po swojemu. Niestety zamknęłaś się na to, z własnej woli, bo brak ojca nie jest powodem by cierpieć całe życie.

arbuzek Odpowiedz

Nienawidzę tzw. ogarniania naje*anych osób. Od już ładnych kilku lat przestałam z matką ogarniać nawalonego ojca, kiedy to się wstawił na jakiejś imprezie. Jeżeli narozrabia kiedykolwiek - to już sam ma po sobie posprzątać, bodaj i w tym syfie siedzieć ma do rana. Także się zastanów co o komu "pomagasz", bo to nie jest pomoc ani jednorazowy wybryk, bo ojciec robi to co święta...

Czas by matka także się ogarnęła, bo branie zamówień ponad siły jest nieumiejętnością odmawiania innym oraz zadbania o własne zdrowie i inne potrzeby.

Xanx Odpowiedz

Będziesz miała swoją rodzinę to będziesz spędzać święta po swojemu, skoro im odpowiada takie życie to co się czepiasz?

Mikser

A to, że jej nie odpowiada a też w tym musi uczestniczyć? Nic dziwnego. że chciałaby normalnie spędzić święta

Xanx

To niech się postawi i powie że nie będzie pracować z rodziną ( swoja droga uważam że powinna jeśli dostaje kieszonkowe itd.) niech sobie ugotuje i spędzi je samemu po swojemu. Normalnie to pojęcie względne bo dla mnie, osoby nie obchodzącej świat, normalnie to jest inaczej niż dla osoby wierzacej

Xanx

Ich obowiązkiem to zapewnić jej edukację, dach nad głową, wyżywienie i środki higieny. Tyle jest nakazane prawnie. Wszystko inne to dobra wola rodziców którzy też mają swoje życie i problemy. Dziecko nie jest powodem by rezygnować że swojego życia byle ono było zadowolone

Xanx

Dziecku nigdy krzywda się nie stała wg opisu więc bezpieczeństwo ma w domu zapewnione. Nie ma zapisu w prawie o obowiązku zapewnienia szczęścia....

Xanx

@koczek bo każdy tu podnosi lament bo ojciec się upija w święta. Nie popieram ale tak robi, jest dorosły i nikogo nie krzywdzi. To że autorka ma inne wyobrażenie świata to jej problem. Wg prawa ma obowiązek pomagać w rodzinnym biznesie i też z punktu widzenia prawa wszystko jest w porządku, więc nie wiem czy osoby tu wypowiadające się maja wyższe kompetencje niż Ci którzy prawo uchwalili. Jestem Ciekaw czy każdy z nich jest takim stworzeniem nieomylnym i doskonałym czy tylko w internecie wymyślają perfekcyjny obraz świata.

arbuzek

Stań przed ścianą i się rozpędź, może ta ciężka blacha, co zamyka ci rozum w końcu pęknie.

Fajnie, zachlany ojciec przy stole, dzieci na niego patrzące, którą są zmuszane by "tatusia położyć spać" nie są krzywdzone. Jasne! Może niech dzieci za nich tę pracę wykonują, bo przecież są ich dziećmi, więc muszą pomagać rodzicom. Ba! Może niech za rodziców wszystko robią i zajmują się biznesem, bo przecież być może biznes zostanie im 'przepisany'. Jak sobie chcesz być takim bezmyślnym, antyemocjonalnym robotem to sobie bądź, i nie zarażaj głupotą innych, bo poza myśleniem "z punktu widzenia prawa" to ty nic nie wiesz.

HehNie Odpowiedz

Moja rodzina kocha święta i nie mogą pojąć, że ja ich nie cierpię. Nigdy nie lubiłam kontaktu z ludźmi, a w święta jest go aż za dużo, dodatkowo od kilku lat robię za niańkę chociaż wszyscy wiedzą, że dzieci nienawidzę

arbuzek

No to nie wrabiaj się w niańkę.

Niestetyjaa Odpowiedz

Ja mam rodzine porozrzucaną po całym świecie,ze względu na religie (a raczej jej brak) świąt nie obchodze,ale nie wiesz ile bym dała żeby usiąść z całą rodziną przy stole,a nie w samotności jeść kanapki..w młodości też przeżywałam libacje alkoholowe mojej rodziny,wiem że cięzko się na to patrzy,ale wkońcu rodzina to rodzina,może przyszłe święta ty postaraj się zorganizować,tak aby każdy czuł się komfortowo

arbuzek

Serio? Dać się poniewierać, wykorzystywać i upokarzać zachlanemu towarzystwu w imię czego? Rodziny? Rodziną jest ten, kogo wpuścimy w bliższe relacje czy łaski traktowania jak członka rodziny, a nie ludzi, którzy poza podobnym DNA nie zasługują, by im się dawać doić.

Dodaj anonimowe wyznanie