#57vNP
W tamtym czasie, mimo że ciągle studiowałem, miałem fajną pracę, którą mogłem wykonywać zdalnie - potrzebowałem tylko komputera i netu.
Była późna jesień. Jak zwykle zaparkowałem samochód przed wejściem do domu. Światła były zgaszone. Chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do mamy. "Cześć, Krzysiu! Fajnie, że już przyjechałeś. Jesteśmy z tatą u ciotki na imprezie. Wrócimy późnym wieczorem. Klucze są tam gdzie zwykle. W lodówce masz zupę...".
Otworzyłem sobie drzwi, wstawiłem wodę na herbatę, wziąłem lapka pod pachę i poczłapałem na górę, popracować. Robota szła mi całkiem szybko, bo nikt mi nie przeszkadzał. Po jakiejś godzinie usłyszałem jednak hałas z pokoju obok. "Znowu myszy..." - pomyślałem i poszedłem zobaczyć co jest grane. W pomieszczeniu panowała jednak cisza.
Sytuacja powtórzyła się parę razy i naprawdę zacząłem czuć się trochę nieswojo, szczególnie, gdy wyraźnie usłyszałem za ścianą czyjeś kroki po skrzypiącej podłodze. "Pier#olę, idę do samochodu." - mruknąłem. Zamknąłem laptopa i zbiegłem na dół. Kiedy mocowałem się z drzwiami od wozu, kątem oka zauważyłem światło palące się na górze domu. Spojrzałem tam i zaprawdę powiadam wam - prawie umarłem.
Mało tego, że w pokoju, z którego dobiegały dziwne hałasy, paliło się światło, to jeszcze w oknie stała jakaś starsza pani i gapiła się na mnie. Dokładnie pamiętam jak wyglądała. Miała koczek, taką koszulę z koronkami, a na jej twarzy malowała się złość.
Patrzyła wprost na mnie z oskarżycielską miną, tak jakby miała do mnie żal o coś. Stałem tak sparaliżowany strachem, nie wiedząc co mam zrobić.
Prawie padłem na zawał, gdy za moimi plecami rozdarł się klakson samochodu moich rodziców, którzy właśnie wrócili od ciotki. Aż usiadłem na mokrej ziemi, bo mi się w głowie zakręciło. Spojrzałem znowu na dom. Światło było już zgaszone, a w oknie nie widać było już nikogo.
Rodzice, a szczególnie mój tata - śmiali się, że palę za dużo trawki i że najwyższy czas przestać oglądać horrory. Oczywiście nie uwierzyli w moją historię.
Tymczasem dwa tygodnie temu wpadły mi w ręce dokumenty własności domu rodziców. Wynika z nich, że jego pierwszą właścicielką była jakaś starsza pani z Podlasia, która na początku ubiegłego wieku dożyła w nim swoich ostatnich dni.
Nie wiem co o tym sądzić - racjonalne myślenie mi w tym na pewno nie pomaga...
Może była samotna i chciała się zaprzyjaźnić?
Wtedy chyba nie miałaby takiej "złej miny"
Złą minę miała, bo była smutna, że nikt się z nią nie bawi :<
Czy tylko ja mam już troszeczkę dosyć historii typu: widziałam ducha, jak się potem okazało umarł w tym domu ktoś wyglądający jak on?
Marudzicie.
Opowiem Wam moja historie z duchami. Kiedyś jak mialam moze z 10 lat przyjechała do nas babcia. Babcia jak to babcia zawsze wnukom cos da. Mi i moim braciom dala figurki duszkow z napisem "noś mnie". Mama i moja kuzynka nie mogły opanować śmiechu przez wlasnie te duszki. Z czasem zrozumiałam, ze to nie były duchy tylko figurki kondomow. 😲
Ja tam lubię takie historie :)
Dawajcie ostrzeżenia, żeby nie czytać w nocy, karwa kawka!
"Klucze są tam gdzie zwykle" pewnie pod wycieraczką :)
U mnie są w lodówce. :P
Pozdrawiam z zadupia Białegostoku :D a historia okropna, współczuję Autorze
Ona chciała się tylko zaprzyjaźnić. :)
Pewnie chciała sobie z tobą zagrać partyjkę gwinta :D