#54B3W

Opowiem wam historię, której niesamowicie się wstydzę, ale nie chcę, żeby ktokolwiek inny popełniał mój błąd.

Byłem wtedy sam od kilku miesięcy. Przez przypadek poznałem pewną dziewczynę. Wracała z imprezy. Uderzyła we mnie barkiem, zatoczyła się i wtedy ja - przystojniak z refleksem - uratowałem ją od upadku. Nawet mi nie podziękowała, jej koleżanki nie dały nam nawet sekundy na zapoznanie się. Wyrwały ją z moich ramion i śmiejąc się zniknęły w bocznej uliczce.

Minęło kilka dni i wtedy pod kolejnym durnym postem na fejsie zobaczyłem komentarz, z którego uśmiechała się do mnie najsympatyczniejsza twarz na świecie, którą uratowałem przed upadkiem. Postanowiłem działać. Napisałem, bo co innego mogłem zrobić?

Rozmawialiśmy bardzo długo i bardzo dużo. Była bardzo nieśmiała, na krótki spacer dała się wyciągnąć dopiero po kilku miesiącach internetowej znajomości. Poprawiała mi humor, była najbardziej pozytywną i zakręconą osobą na świecie. Myślała o poważnych sprawach w sposób tak komiczny, że nawet największy gbur by się uśmiał. Zakochałem się po uszy.
Pierwszy sygnał dała mi całując mnie w policzek. Nie mogłem odpuścić. To była dziewczyna moich marzeń! Wyrozumiała, zabawna, dziewczęca, prosta i taka moja. Dokładnie taka, jaką chciałem.
Było nam razem cudownie, aż do momentu wybuchu mojej zazdrości.

Koleżanki, wyjścia - zrezygnowała dla mnie ze wszystkiego, a ja i tak nie potrafiłem jej zaufać. Nie chodzi o to, że coś zrobiła, bo była zawsze szczera. Jestem draniem, nie znoszę ludzi i nie ufam im. Widziałem, jak ją bolało moje zachowanie i zostawiłem ją, ale nie mogłem żyć bez niej. Nie zauważyłem momentu, kiedy wszystko stało się obsesją. Ona żyła w klatce, a ja kontrolowałem wszystko wokół niej. Mimo to nadal była, kochała mnie, co doceniłem po czasie, bo wtedy uważałem, że wciąż mnie okłamuje i umawia się z innymi. Myślałem, że to co mówi o naszej miłości to brednie.
Przestałem ją lubić, mimo to wciąż kochałem. Zostawiłem ją. Błagała mnie, mówiła, że kocha, jest szczera, że nigdy mnie nie zawiodła, że wszystko mi wybaczy. Nie wróciłem. Byłem dzieciakiem, znienawidziłem w niej wszystko. Jej bujne włosy, wielki uśmiech, kocie oczy, kiedyś najpiękniejsze na świecie, były dla mnie nie do zniesienia.
Wiem od jej koleżanek, że było jej okropnie ciężko. Nie umiała się pozbierać, bo facet, z którym wiązała przyszłość ją zostawił bez tłumaczenia.

Doceniłem ją po kilku miesiącach. Dorosłem, zrozumiałem, że była moim skarbem, że chciała dobrze i naprawdę mnie KOCHAŁA. Pisałem, dzwoniłem. Nie odzywała się. Wypytywałem jej koleżanki, mówiły, że nie umie mi wybaczyć.

Minęły dwa lata, spotkałem ją przypadkiem na ulicy. Zagadała, z uśmiechem wspomniała, że nie mam za co przepraszać, że to dawna sprawa, że teraz jest szczęśliwa z innym, że spodziewa się dziecka, że dawno mi wybaczyła.

A ja dalej cholernie żałuję, że byłem tak zazdrosny i głupi, nie potrafię sobie tego wybaczyć, bo doskonale wiem, że to mogła być ona, ta jedyna.
kociambe Odpowiedz

Aż miło się czyta:)))) jakaś sprawiedliwość na świecie jest :))

tramwajowe Odpowiedz

Ona się uwolniła z toksycznego związku.
Dobrze dla Was obojga, ze to nie przetrwalo.
Życzę Ci żebyś sie pozbierał, popracował nad samooceną i też stworzył zdrowy szczęśliwy związek.

Cero Odpowiedz

Porzucić osobę, która cię kocha tylko dlatego, że nie potrafisz nad sobą zapanować to egoizm, którego nie jestem w stanie pojąć. Dobrze, że do ciebie nie wróciła i jest szczęśliwa z innym. Nie kochałeś jej skoro nie było cię stać na coś tak prozaicznego jak terapia. Sama wiem, co mówię... nic tak nie wk**wia jak tak skrajny egoizm i lenistwo drugiej osoby ukryte pod płaszczykiem "powinnaś/powinieneś sobie znaleźć kogoś lepszego". Jeśli ta osoba cię kocha to się, urwał, weź w garść i pracuj nad sobą, stań się lepszym człowiekiem, skoro teraz uważasz że nie jesteś dość dobry/a. Ale egoisci wolą się wybielic takimi durnymi tekstami, bo w końcu oni tacy dobrzy są i wspaniali, że łaskawie pozwolą drugiej połowie znaleźć kogoś lepszego, ojoj ojoj.
Gówno prawda. Tak naprawdę mają w dupie uczucia drugiej strony, to że łamią jej/jemu serce, ważniejsze jest nie mieć wyrzutów sumienia i nie musieć się zmieniać.

bylylektor

Oj jak nie znasz życia i te wasze słowo klucz - TERAPIA. Wiedział, że ją osacza i nie chciał tego robić. Kochał do przesady i z tonu wpisu wynika, że nadal kocha. Weź poprawkę, że to facet i myśli inaczej niż kobieta.
Po przeczytaniu kilku komentarzy zaczynam się zastanawiać czy @rockandroolqueen nie ma racji.

Cero

@bylylektor, nie martw się o mnie, bardzo dobrze znam życie. Sama byłam osobą, którą można nazwać toksyczną w związku i zamiast porzucać faceta, który pomimo moich chorób i zaburzeń mnie na prawdę kocha to właśnie poszłam na TERAPIĘ. Mimo, że miałam same złe wspomnienia związane z terapiami czy lekarzami to przełamałam się i poszłam. Dla niego. I on mnie przy tym wspierał (nadal wspiera). Przed pierwszą wizytą, po latach, u lekarza aż się trzęsłam i miałam łzy w oczach, normalnie atak paniki (złe wspomnienia, trauma swoje robią), ale on przy mnie był.
Teraz od lat nie jestem toksykiem, bo potrafiłam wysilić się dla osoby, którą kocham. Mi też dobrze terapia zrobiła... i leczenie.
Z drugiej strony po mojej zmianie mój partner zaczął mieć fazę "nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry" (całe szczęście z tym skończył, ale to też była długa droga).

Sama też tak zerwałam z poprzednim, bo "ja jestem toksyczna i tylko cię niszczę". Zdaję sobie sprawę, że złamałam mu serce, miałam duże wyrzuty sumienia, ale potrafiłam też się przed sobą przyznać, że zerwałam tak na prawdę nie dla dobra drugiej osoby (choć trochę też, tak w 10%), ale przede wszystkim dla mojej wygody, by nie mieć więcej wyrzutów sumienia. To nie była osoba dla której byłam w stanie się wysilić. Nie kochałam go tak naprawdę, gdybym kochała to bym poszła na terapię. Ale wybrałam wygodę.

Dlatego właśnie znam sytuację z obu stron i dlatego wiem czemu ludzie walą takimi tekstami.
A terapia serio pomaga, trzeba tylko znaleźć dobrego terapeutę, który równocześnie podpasuje nam swoimi technikami. Odkąd popracowałam nad sobą, czuję się sama ze sobą o wiele lepiej i już nie ranię osób, które kocham.

rybaczki

Więc wypowiadaj się za siebie i za swoją relację i pracę. Moim zdaniem, czasem lepiej złamać jednemu człowiekowi serce i dać szansę na normalne życie, bo się go KOCHA i chcę się jego dobra, a nie skazywać na być może lata terapii u swojego boku. Albo przynajmniej dać tej drugiej osobie wybór - idę na terapię, możesz zostać, ale być może to będą lata walki i dalej będę cię osaczał i ranił, albo odejść. Nie każdy chce być Matką Teresą i znosić lata cierpień. Ja nie dałam rady trwać przy toksyku (totalna sinusoida, kłótnie dzień w dzień...) i sama potem potrzebowałam terapii.

Wrath Odpowiedz

No i dobrze ci tak.

GrazynaPiczkas Odpowiedz

Tak to je jak grzechy zawladnom mlodym czlowiekiem, modl se wiencej

Imaginarium Odpowiedz

Skoro nie potrafiłeś ogarnąć swojej obsesji i całej toksyczności, to zostawienie jej było najlepszym co mogłeś dla niej zrobić.

O ile ta schematyczna do bólu historia jest prawdziwa.

Karynaaaa Odpowiedz

Mój (już teraz) mąż też był chorobliwie zazdrosny. Skończyło się tak, że po jednej z kłótni, w której miał do mnie pretensje, że ktoś się na mnie spojrzał (człowiek mi nie znany), gdy szliśmy przez miasto, spakowalam się i wróciłam do swojego miasta (przejechałam dla niego prawie całą Polskę). Trzy dni wogole się do siebie nie odzywaliśmy. Już chciałam mu odesłać jego rzeczy pocztą. Gdy stanął wieczorem przed drzwiami i na kolanach prosił żebym wróciła. Zrozumiał, że przesadził i od tamtej pory, kilka lat już minęło, jest spokój. Teściowa opowiadała, że jak się dowiedziała, że wyjechałam to wpadła i niezły sajgon mu zrobiła, bo ja jestem jej córeczka i żadnej innej baby sobie na tym miejscu nie wyobraża, beze mnie może nie wracać. Czasem facet musi dostać porządnie w łeb żeby się obudzil, trzeba nim po prostu potrząsnąć.

Dragomir

On się wystraszył mamy, to się nie liczy :)

hyde989 Odpowiedz

Dużo szczegółów się różni ale brzmi prawie jak moja relacja z byłym. Odciął mnie od znajomym i był zazdrosny nawet o to, że ktoś się za mną oglądnął na ulicy. Chory związek, na szczęście już za mną.

Termalna Odpowiedz

No cóż, takie życie. Dostałeś nauczkę, bycie zazdrosnym o wszystko i traktowanie drugiej połówki jak swoją własność to najgorsze co można zrobić. Byłam w takim związku, typ zazdrosny o wszystko I wszystkich, pretensje na każdym kroku. Zerwanie z tym typem było najpiękniejszym dniem w moim życiu.

Dragomir Odpowiedz

Bardzo mądra dziewczyna, i tak za dużo czasu zmarnowała na palanta.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie