#4ywBE
Kuzynka codziennie rano je na śniadanie płatki z mlekiem. Miliard razy pokazywałam jej jak nastawia się mikrofalówkę, żeby mogła podgrzać mleko. Nic z tego, albo budzi mnie, żebym jej zrobiła te płatki, albo je je z zimnym mlekiem. Na zakupy zawsze chodzi wtedy co ja, bo ona wstydzi się płacić przy kasie, więc tę czynność również wykonuję ja. Zawsze muszę odprowadzić ją na przystanek autobusowy, do którego droga jest bardzo prosta i zajmuje dwie minuty, no ale dziewczynka może się przecież zgubić.
Nie wspomnę, ile takich codziennych czynności muszę za nią wykonywać, albo w ilu muszę jej pomagać, bo nawet nie jestem w stanie tego zliczyć. Ostatnio jednak przebiła wszystko.
Z racji tego, że praca mojego chłopaka związana jest z ciągłymi wyjazdami, dosyć rzadko spędza on u mnie weekendy. Jednak jakiś czas temu przyjechał do mnie w piątek i miał nocować do niedzieli. Kiedy tylko przekroczył próg mieszkania, kuzynka zamknęła się w swoim pokoju i nie wychodziła z niego do momentu, aż pojechał. Rozumiecie? Trzy dni bez jedzenia, mycia się, bez załatwiania potrzeb fizjologicznych, a to wszystko dlatego, że się wstydzi - tak przynajmniej powiedziała mojej przyjaciółce, bo kiedy ja się jej zapytałam o co chodzi, to twierdziła, że się źle czuje. Oczywiście od razu wiedziałam, że kłamie, bo wówczas miałabym tysiąc nieodebranych połączeń od jej matki, a mojej ciotki, żebym się nią zaopiekowała, zapisała do lekarza albo żebym skoczyła do apteki po lekarstwa.
Całą tą sytuacją jestem już zmęczona, nie umiem spojrzeć na tę dziewczynę w pozytywny sposób, widzę tylko dziecko, które zostało potwornie skrzywdzone przez swoich rodziców, którzy "wychowali" ją w taki sposób. Czasami mam wrażenie, że mam pod opieką kilkuletnie dziecko, a przecież jest to pełnoletnia, starsza ode mnie (!) kobieta.
Jej rodzice w ogóle nie reagują na moje sugestie, zlewają temat, bo przecież nie wszyscy są tacy jak ja, są też osoby nieśmiałe. No OK, ale aż tak? W tym przypadku sprawdza się niestety powiedzenie, że z rodziną to tylko na zdjęciu.
To nie jest nieśmiałość, to są już zaburzenia życia w społeczeństwie.
Cos wiecej na ten temat mozna?
Mojastaratrup
Sęk w tym, że opisana dziewczyna ewidentnie cierpi na rodzaj lęku społecznego i powinna dla swojego dobra skorzystać z porady psychologicznej. My sami oraz nasze otoczenie mamy tendencję do usprawiedliwiania naszych patologicznych zachowań, ponieważ nie chcemy zmierzyć się z lękiem - póki problemu nie zdefiniujemy, to nie musimy go rozwiązywać. W tym i w bardzo wielu podobnych przypadkach najłatwiej powiedzieć: "Ona jest nieśmiała, wstydliwa, skromna, nie lubi tłumów, jest indywidualistką, artystyczną duszą" itd. - argumentacja zależy tylko od Twojej kreatywności. Tymczasem negowany problem cały czas się pogłębia, ponieważ prawdziwą przyczyną unikania ludzi, publicznego transportu, izolowania się w takich przypadkach jest LĘK napędzany niskim poczuciem własnej wartości. Musisz wtedy powiedzieć sobie wprost - mam problem i sięgnąć po profesjonalną pomoc, porozmawiać z najbliższymi. W innym wypadku zaburzenie zacznie zabierać coraz większe obszary Twojego życia - przestaniesz się rozwijać, bo STRES, uczyć się, bo STRES, poznawać nowych ludzi, bo STRES, aż pewnego dnia wyhodujesz piękną, dojrzałą depresję, a walki z tą chorobą nie życzę najgorszemu wrogowi.
Twierdzisz, że rodzice potwornie ją skrzywdzili, a sama co robisz? Kontynuujesz ich dzieło. Po kiego grzyba ją wyręczasz, odprowadzasz na przystanek itd? Na cholerę odbierasz telefon od jej matki? To jest Twoja współlokatorka, a nie Twoje dziecko. Nie pomagaj jej w niczym dla jej własnego dobra. Albo się ogarnie, albo nic jej już nie pomoże. Ale to już nie Twój problem.
Łatwo powiedzieć, nie jestem w stanie zliczyć, ile razy odmawiałam jej pomocy, a to i tak nie skutkowało. No, może na dwa albo trzy dni, po czym przychodziła do mnie z płaczem i błagała na kolanach dosłownie, żeby np pójść z nią na przystanek. Czasami jej odmawiałam, a czasami robiłam to, bo po prostu nie miałam już cierpliwości do jej lamentów. A co do telefonów ciotki, niejednokrotnie nie odbierałam, wylaczalam telefon żeby nie dzwoniła, ale wtedy podejmuję ryzyko, że przyjedzie do nas, już kilka razy się tak zdarzyło. Ewentualnie wydawania do moich rodziców/dziadków i oczernia w najgorszy możliwy sposób. Moim zdaniem kuzynka i tak się odrobinę ogarnęła, ale to wciąż nie jest normalne. Teraz jest Wam łatwo mówić, żebym się od niej odcięła, ale gdybyście byli na moim miejscu z pewnością wyglądałoby to tak samo albo bardzo podobnie.
@Fairytales Mieszkanie z taką osobą może być upierdliwe, owszem. Ale sama dajesz jej wleźć sobie na głowę. Albo sama będzie musiała zrobić zakupy i ogarnąć obsługę mikrofali (XD) albo będzie padać z głodu. Rodzina rodziną, ale na litość boską więcej stanowczości i konsekwencji, a nie że ci się rozbeczy i znów ją wyręczasz
Ja w pewnym sensie rozumiem autorkę. Skąd wiecie, czy rzeczywiście zawsze ją wyręcza? Ja na jej miejscu pewnie robilabym tak samo, taka zatwardziałość nie jest w naturze każdego człowieka, a sumienie jednak nakierowywuje w stronę pomagania, mimo że czasami wiemy, że już przesadzamy. Zresztą może dziewczyna chce mieć mimo wszystko dobre kontakty z rodziną?
@Fairytales tyłek też będziesz jej podcierać bo inaczej ciocia rodzinie bzdety nagada? Zamknij pokój, wyjdź z mieszkania, załóż słuchawki, miej ja w dupie. Ile wytrzyma? Tydzień bez jedzenia? Jeśli ciota bedzie cię nachodzić zawsze możesz się wyprowadzić. Jak kuzynka radzi sobie na uczelni skoro nie potrafi iść na przystanek? Jak przemieszcza się miedzy wydziałami?
Tu nie chodzi tylko o ciotke. Kiedyś powiedziałam w nerwach, że jeszcze raz będzie chciała się mną wyreczyc, to wyprowadzam się do chłopaka. Na drugi dzień dzwonił do mnie właściciel mieszkania, które wynajmujemy z pytaniem, czy przypadkiem nie myślę o przeprowadzce i z przypomnieniem że obowiązuje nas umowa najmu i nie mogę ot tak sobie pójść. Także ten ;)
Ale co do tej umowy:
To kuzynka doniosła, czy wypłakała się mamie, a jej mama załatwiła telefon od właściciela? O.o
No i powiedz, jak kuzynka radzi sobie na studiach. Bo to chyba najciekawsza część wyznania.
Chociaż akurat przetrwanie w szkole mogło być jedynym, w czym nie była wyręczana...
Ciotka zadzwoniła do właściciela, na nią jest umowa wynajmu pokoju kuzynki i ona zawsze kontaktuje się z właścicielem. On nawet nie wie jak X wygląda. A jeśli chodzi o studia to jest na roku z przyjaciółką ze szkoły średniej i ona jej pomaga. Wszystkie zajęcia ma w jednym miejscu, więc na szczęście nie musi się przemieszczać po całym mieście.
Fairytales- ale co masz do stracenia? Masz umowe najmu wiec jak będziesz płacić to cie chyba nie wywala? A jak wywala to pójdziesz do chłopaka mieszkać. Najwyżej ciocia i kuzynka się pogniewają. Zawsze możesz nagrać ukradkiem na telefon jak ona płacze na kolanach żeby ja zaprowadzić na przystanek albo bo nie umie sobie mleka podgrzać. I w razie jak rodzina bedzie się ciebie czepiać, że jesteś bezduszna to wyciągasz telefon i masz dowód, że wcale nie przesadzasz. Ty też masz swoje życie, nie możesz być nianią i prowadzać kogoś na przystanki albo do sklepu
No dobra, ale jak dziecko w przyszłości rozryczy Ci się w sklepie, to też za każdym razem będziesz kupować mu zabawki? W jednym masz rację, kuzynka jest jak kilkuletnie dziecko. I tak samo trzeba ją traktować, czyli stanowczo odmawiać, kiedy próbuje coś na Tobie wymuszać. Ona płacze i skarży się matce, bo to działa. Nie ulegaj jej, a z każdym razem powinno być lepiej. Jeśli nie, to i tak będziesz musiała się wynieść z mieszkania. Chyba, że wolisz się męczyć i obsługiwać dorosłą kobietę do końca życia.
Ale jak to "obowiązuje umowa wynajmu", i co, masz zakaz jej wypowiedzenia czy co? Każda umowa ma jakiś tam okres wypowiedzenia, przemeczysz się jeszcze miesiąc a potem spokój
Przecież Ty też ją wyręczasz, więc jak chcesz jej pomóc?
Nieśmiałość to jest jak się zarumienisz podczas rozmowy bo zawstydza Cię rozmówca, a nie jak nie wychodzisz z pokoju przez 3 dni bo do współlokatora gość przyjechał. To już jest swego rodzaju upośledzenie.
Krzywdzisz ją dalej,traktując jak małe dziecko. Usamodzielniaj ją.
Byle na spokojnie. Trochę 'podstępami' a nie brutalnym 'radź sobie sama'. Autorka mogłaby na przykład zapytać kuzynki czy znajdzie jej jakąś trasę na google maps, a potem podpowiedzieć, że w ten sposób może też sama znaleźć drogę, kiedy czuje, że się zgubiła. Zaproponować wspólne gotowanie czegoś prostego i prosić kuzynkę w trakcie, całkiem naturalnie, chociażby o rozbicie jajka czy popilnowanie patelni. Wejść do niej do pokoju, kiedy zamyka się przed ludźmi i zaprosić na drinka czy herbatę... Empatycznie i powoli, bo jej kuzynka ma ewidentnie poważny problem, a rodzice go pogłębiają, więc radykalne działania mogą tylko pogorszyć i tak złą sytuację.
Weź jej zrób kartkę z instrukcjami do mikrofali zrób, a jak nie ogarnie to niech je zimne, nic jej nie będzie. Co do do 2 min przystanku to kto cię zmusza do odprowadzania jej? Idzie sama albo nie idzie. Zakupy jej i swoje oddzielaj i nie płać za nią. Możesz na nią poczekać i stać przy niej, ale nie wyręczaj jej bo się serio nic nie nauczy.
Fobia społeczna/nieśmiałość nie usprawiedliwia nieumiejętności obsługi mikrofalówki. Na studiach tez musi siedzieć w sali pełnej ludzi, porozmawiać z profesorem. Jeśli to da radę to da radę sama dojść do przystanku. Kiedyś przyznaję sama miałam coś w stylu fobi społecznej. Czułam się niekomfortowo idąc sama do sklepu bo miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i się ze mnie śmieją. Z tego ze jestem sama, nie mam się do kogo odezwać i pewnie wyglądam jak debil przez to. Wyjście gdzieś, na basen czy gdziekolwiek samej to już było w ogóle coś nie do osiągnięcia. Ale teraz mamy chociażby smartfony i jak dla mnie to duże ułatwienie dla takich osób - po pierwsze połowa ludzi gapi sie w telefon nie na innych. Po drugie samemu można gapic się w telefon, poczytać anonimowe, przejrzeć facebooka i nie wygląda się przy tym jakos inaczej niż reszta. Jak się zgubisz nie musisz pytać innych o droge tylko odpalasz google maps. Ktoś kiedyś na anonimowych pisał, że czasem idąc udaje że rozmawia przez telefon. Można tez założyć słuchawki i mieć w dupie cały świat. Dla mnie dziewczyna musi się sama ogarnąć bo wyraźnie nie chce i nie umie nic zrobić. Można być nieśmiałym ale umieć sobie zrobić kanapki. A z wyznania brzmi ze ona z niczym sobie nie radzi
A mówiłaś o tym swoim rodzicom? Może oni coś z tym zrobią
Mi to wygląda nie na źle wychowane dziecko, a na jakieś zaburzenia.
Propozycja badania jest raczej wskazana
Pierwsza myśl po przeczytaniu wyznania - rodzice kuzynki czekali jak pójdziesz na studia, żeby ich córka miała opiekę (z wyznania wynika, że jest minimum dwa lata starsza, więc czekała w domu pod kloszem te minimum dwa lata nic nie robiąc, bo gdyby w tym czasie poszła do pracy to nabrałaby obycia w świecie).
Uważam, że powinnaś dać sobie miesiąc przejściowy, gdzie przestaniesz wyręczać kuzynkę we wszystkim i może pozostawiona sama sobie zacznie ogarniać życie (oczywiście możesz jej pomóc, podpowiedzieć, ale niech robi coś sama pod twoim nadzorem). Jak nic się nie zmieni to szukaj nowego mieszkania, najlepiej bez wiedzy kuzynki i jej rodziców, postaw ich po prostu przed faktem dokonanym, że jutro się wyprowadzasz. Ewentualnie po prostu żyj swoim życiem i nie przejmuj się tą dziewczyną, nie odbieraj telefonów od jej rodziców jeśli się im na ciebie poskarży - albo kuzynka się zmobilizuje do działania, albo rodzice przyjadą i ją zabiorą do domu. Choć tu musisz się liczyć, że może nastąpić pogorszenie stosunków w rodzinie - nie tylko z tobą, ale też z twoim rodzeństwem czy rodzicami, wiec przemyśl czy jest to warte.
W ostateczności jeśli zależy ci na obecnym mieszkaniu przemęcz się do stycznia - z taką "zaradnością" kuzynka nie pobędzie dłużej na studiach, bo dziekanat ją zniszczy ;)
Na pewno musisz skończyć z rolą opiekunki (chyba, że rodzice kuzynki zatrudnią cię na etacie za dobrą stawkę ;)), bo już jesteś nieco sfrustrowana, a będzie coraz gorzej i może się to odbyć kosztem twoich studiów albo twoich relacji z chłopakiem czy znajomymi, bo frustracja będzie gdzieś musiała znaleźć ujście.
Fajnie podsumowane. Autorka może też pogadać z rodzicami i uprzedzić ich że ma dość i że byc może pogorszą się stosunki, albo że rodzice zostaną wyciągnięci w próby kontaku.