#4b3EE

Jak przejechałam się na chęci pomocy.

Wiosną zeszłego roku odziedziczyłam trzypokojowe mieszkanie po chrzestnej. Razem z mężem mamy swój dom, więc zdecydowałam się wynająć mieszkanie. Oczywiście wcześniej je wysprzątaliśmy i odnowiliśmy. Mieszkanie ładne, w spokojnej części miasta, w pobliżu duży park z placem zabaw. Moja dobra koleżanka, która pracuje z ofiarami przemocy w rodzinie, poprosiła mnie o pomoc. Młoda kobieta z kilkuletnim synem chciała się uwolnić od przemocowego partnera i stanąć na nogi. Dziewczyna miała pracę, mały chodził do przedszkola. Ponieważ kiedyś też odeszłam od toksycznego chłopaka, zgodziłam się pomóc.

Przez pierwsze dwa miesiące naprawdę wszystko było w porządku. W połowie lipca razem z mężem wreszcie mogliśmy wyjechać na długo wyczekiwany urlop, prawie na miesiąc. W połowie pobytu zadzwonił do nas jeden z mieszkańców bloku, w którym wynajęliśmy mieszkanie. Skarżył się na hałasy. Zadzwoniłam do naszej lokatorki. Powiedziała, że trochę za głośno świętowała urodziny. Przeprosiła i obiecała spokój.

Po naszym powrocie znów zaczęły się telefony ze skargami, dowiedzieliśmy się też o wizytach policji w mieszkaniu. Postanowiliśmy z mężem tam pojechać. Drzwi otworzyła nam lokatorka. Już od progu uderzył nas smród papierosów i alkoholu. W mieszkaniu panował jeden wielki bałagan. Okazało się, że dziewczyna pogodziła się z partnerem, który obiecał się zmienić, ale obecnie miał kryzys. Jej syn na szczęście był na wakacjach ze swoim ojcem. Partner dziewczyny też był w mieszkaniu. Próbował się awanturować, ale mój mąż przekonał go, żeby spuścił z tonu. Ponieważ dziewczyna nie chciała złożyć zawiadomienia, facet lądował na dołku i wracał.

Umówiliśmy się z nią na rozmowę na neutralnym gruncie. Postawiłam sprawę jasno – nie życzę sobie skarg o awantury oraz niszczenia mieszkania. Pomogło na parę tygodni. Po kolejnej awanturze wymówiliśmy wynajem. Przykro mi z powodu tej dziewczyny i jej syna, ale pod koniec września były tam non stop awantury. Zresztą niedługo później chłopiec przeprowadził się na stałe do ojca. Mieszkanie znów musieliśmy doprowadzić do porządku. Byliśmy już jednak mądrzejsi i upewniliśmy się, że nie trafi nam się lokator w trudnej sytuacji życiowej. Obecnie mieszkanie wynajmujemy sympatycznemu małżeństwu z dwójką dzieci i kotem. Oboje pracują, dzieciaki chodzą do szkoły. Żadnych awantur i demolki.

Do koleżanki mam jednak żal. Za to, że dopiero po tej aferze przyznała, że nasza poprzednia lokatorka po raz kolejny powtarza ten sam schemat. Po raz kolejny daje partnerowi szansę, a później są przez to kłopoty. Podobno wtedy była „szczerze zmotywowana”. Może jestem bezduszna, ale nigdy więcej nie dam się przekonać na podobną pomoc.
Domandatiwa Odpowiedz

Co do koleżanki... Nie ma to jak poczuć, że się komuś pomaga, ale zrobić to na chama cudzym kosztem. Jej słowo poręczenia po takiej akcji jest g. warte.

coztegoze2

@Zmineralizowana - jaką przysługę? Nikomu nie zrobiła przysługi. Pytanie jest następujące: jak realnie wyglądała sytuacja. Może dziewczyna nie była realnie gotowa na to odejście i była namawiana. Nic dziwnego, że wtedy wróciła. Potrzeba ogromnego wzmocnienia najpierw żeby odejść z takiego związku. Tym bardziej jeśli nie była to pierwsza próba. Może to było takie za wczesne wypychanie.

Więc wiedząc, że były wcześniej już próby ale nie zakończyły się sukcesem to nie jest fair w stosunku do kogoś znajomego tak się zachować, bo go narażasz na hazard. To już nie jest zwykły wynajem tylko to było po znajomości. I było załatwione nie fair. Nie wpycham nikomu po znajomości niczego co jest wysokim ryzykiem. A jeśli jest jakaś okazja ale coś tam siedzi to zawsze mówię wszystko otwarcie właśnie żeby uniknąć kwasów.

ohlala

@Hvafaen

Dokładnie. Czasami znajomi pytają, czy znam kogoś, kto szuka pracy. Raz poleciłam koleżankę, bo wiedziałam, że na pewno nie narobi mi wstydu. Teraz mam znajomego, który od dłuższego czasu szuka pracy, ale nikomu go nie poleciłam, chociaż miałam taką możliwość, bo nie mam pewności, że nie odwali czegoś głupiego/będzie dobrym pracownikiem.

bazienka

coztego co innego jest jak ktos ucieka i chce sobie ulozyc zycie, a co innego, jak jest uwiklany, najpierw sie przerabia temat
masz racje

CarolinaReaper Odpowiedz

Ciesz się, że w ogóle się wyprowadziła. Mamy chore prawo i nie tak łatwo jest wywalić kogoś ze SWOJEGO mieszkania nawet jak nie płaci.

Iguannna Odpowiedz

Może to chamskie ale… jak mnie denerwują te wiecznie ofiary. Miałam do czynienia wśród znajomych i stwierdzam za one nie chcą pomocy. One chcą litości i naszych łzawych spojrzeń. Oczywiście nie wszystkie. Dwa przykłady, które najmocniej mnie zirytowały - pierwsza pani notorycznie zgłaszała pobicia męża. W końcu znajomy policjant pojechał na miejsce, zlał typa (stare dobre czasy) i powiedział ze tak będzie za każdym razem jak pani przyjdzie na komisariat. Błagał z płaczem na kolanach ze już nigdy więcej. Co zrobiła pani? Przyszła następnego dnia złożyć skargę na policjanta który pobił jej „misiaczka”. Wyrzucili ja na kopach z tekstem ze ma więcej nie przylazic bo najwidoczniej lubi dostawać w pysk od misiaczka. Drugi to mama znajomej. Wynajęli jej mieszkanie, znaleźli lekka prace, stwierdzili ze będę jej praktycznie wszystko opłacać. Nie odeszła od męża. Bo jej się nie podoba to wszystko i ogólnie to wszyscy chcą rozbić jej małżeństwo. Wiec rodzina przestała jej pomagać i jak mąż ja leje a ona wydzwania to odkładają słuchawkę. Ja wiem ze niby syndrom ofiary itd.. ale nikt nie będzie dźwigał na swoich barkach bab które nie potrafią powiedzieć w końcu STOP i zmienić swojego życia.

CentralnyMan

Smutna prawda jest taka, że nawet jeśli ktoś wychodzi z siebie żeby takiej ofierze pomóc to bez współpracy z jej strony nic nie zrobi. Może to brutalne, ale jeśli sytuacja jest taka jak w wyznaniu to instytucje powinny zapewnić dzieciom bezpieczeństwo i odpuścić. Zamiast tego poświęcić czas i zasoby dla osób którym naprawdę zależy i współpracują.

coztegoze2

Tu w grę wchodzą różne skomplikowane mechanizmy psychologiczne i często po prostu uzależnienie od tego przemocowca. Uwierz, że przemocowcy latami pracują nad tym żeby ofiarę od siebie uzależnić w różny sposób: ekonomiczny, psychiczny wmawiając jak jest beznadziejna, sama sobie nie poradzi itp. To nie jest coś z czym można wygrać w ciągu kilku dni. Gdybyś miała poczucie, że ten przemocowiec to Twoje jedyna szansa na cokolwiek, na byt a pochodziłabyś z rodziny gdzie przemoc jest czymś normalnym to wytrzymałabyś wiele żeby ten byt sobie zapewnić.

Cystof Odpowiedz

Najważniejsza zasada wynajmu mieszkania patologii z dzieckiem? Niech to nie będzie Twoje mieszkanie.

Vito857 Odpowiedz

Na twoim miejscu to już po wiadomości, że ten flep z nią mieszka bym jej to mieszkanie wymówił. Sorry.
A koleżance to bym łeb urwał, skoro wiedziała że tak będzie.

CentralnyMan Odpowiedz

Już po pierwszej skardze trzeba było pozbyć się lokatorów. A skoro tamta dziewczyna kolejny raz wróciła do tego typa, to znaczy że będzie przy nim tkwiła choćby nie wiem co. Dobrze, że jej syn jest z ojcem

Dodaj anonimowe wyznanie