#4Zawb

Po przeczytaniu kilku postów o tematyce przemocy w rodzinie, chciałem się podzielić swoją historią. Nie wiem czemu, nie sądzę żeby komukolwiek pomogła, żeby kogokolwiek zainteresowała. Wychodzi na to, że dla siebie, żeby poczuć się lepiej, wywalić z siebie tę żółć.
 
Zacznę od tego, że nigdy nie zdobyłbym się na stwierdzenie, że w moim domu nie było miłości. Moi rodzice mają przeszłość w służbach, konkretniej w policji. Na co dzień zmagali się z potwornym stresem, chwilami skrajnym wykończeniem z uwagi na wydziały, w których pracowali i funkcje, jakie pełnili. W domu nie brakowało niczego, o nic nie musiałem się też nigdy martwić. Chyba że długością T-shirtu i przebieraniem na WF, bo czułem wstyd.
 
Razem z zaangażowaniem moich rodziców w kwestie dostatku, rosły oczekiwania. Nie pamiętam kto mnie pierwszy uderzył i w jakich okolicznościach – najwcześniejsze ze wspomnień sięga przedszkola, w którym to już płynnie czytałem i pisałem; utrwalając którąś z czytanek wybranych przez mojego ojca, popełniałem każdorazowo błąd w ostatnim zdaniu, wzbudzając olbrzymią frustrację u ojca, który w końcu nie wytrzymał i dość mocno mnie stłukł, następnie czytałem tak długo, aż poszło po jego myśli. Wczesne opanowanie tej umiejętności sprawiło, że w nauczaniu początkowym byłem prymusem, a oczekiwania rosły. Na tyle, że ocena niższa niż 5 skutkowała karą – tydzień bez komputera, bez wychodzenia na zewnątrz w celu innym niż szkoła, plus seria tekstów rujnujących mi psychikę. Ironiczne „gratuluję” po 4+ (żenujące błaganie nauczycielki, żeby zmieniła ocenę na 5-, ciarki zażenowania mam na samo wspomnienie). No i regularny wpierdol. Za pyskowanie, zachowanie, wszelkie zachowania odbiegające od przyjętej przez nich normy. Wieszakiem, kablem od żelazka, skórzanym pasem z ćwiekami. Pamiętam swoją małą grę, mającą na celu wywołanie jakiegoś poczucia winy, udawania, że otrzymałem cios w głowę i znieruchomienie, żeby zmusić ich do zastanowienia nad tym, co robią. Niestety, dość szybko się połapali w tej taktyce, co skutkowało tylko większym laniem. Nieważna była okazja, nieważny był sposób i pora. Zarówno ojciec, jak i matka wymierzali mi karę w sposób okrutny, a ja nigdy nie zrobiłem nic, co by uzasadniało pianę na ustach i czerwoną ze wściekłości twarz bijącego czym popadnie i w furii.
    Dopóki to było jednak nauczanie początkowe, obrywałem głównie za dyscyplinę i matematykę. Nigdy zbyt sprawnie nie liczyłem i pierwsze niepowodzenia przyszły dość szybko i wiedząc, że otrzymuję tak okropne cielesne kary za stosunkowo wysokie oceny, to co zrobić z trójką, dwójką? Nie mówiłem o ocenach, wychodziło na zebraniu, a gniew był o wiele cięższy. 

Coraz więcej rozumiałem, widziałem także, że moi rówieśnicy poza pojedynczymi przypadkami nie mają tego problemu – stałem się przedmiotem drwin.
SpytajMilicjanta Odpowiedz

Bicie dziecka za to, że nie dostało piątki, to patologia (tak jak bicie za cokolwiek innego). Nic ich nie usprawiedliwia.

garda Odpowiedz

Przerażające. Nie wiem co powiedzieć, bo wszystko zależy od tego ile masz lat. Jeśli jesteś dorosły, to idz na terapię. Z tego, co zgotowali ci rodzice wyjdziesz szybciej z czyjąś pomocą. Jeśli jesteś nastolatkiem, to zgłoś to w szkole czy do pomocy społecznej. Są też organizacje: rzecznik praw dziecka, "niebieska linia", ... Oni zwyczajnie wyżywają się na tobie. Nie powinieneś mieć wobec nich żadnych skrupułów. Myślę, że oboje, swoim postępowaniem, upewniają się nawzajem, że są bezkarni, że tak mogą, że im nic nie grozi. Bardzo mi przykro, ale trafił ci się najgorszy sort ludzi. Udają rodziców. W rzeczywistości jedynie katują cię. Nie o oceny chodzi, nie o twoje zachowanie. Im chodzi o to, żeby sobie sprawić przyjemność, rozładować napięcie. Ratuj siebie!

anonimowaautorka343

Historia wygląda jakby była jednak pisana w czasie przeszłym. Ale rzeczywiście nie wiadomo... Autorze, to głupie, ale jest tu trochę ludzi, którzy się o Ciebie martwią kompletnie Cę nie znając. Napisz czy już nie mieszkasz z rodzicami i jak radzisz sobie z traumą.

karlitoska Odpowiedz

Tacy ludzie nie powinni się nazywać rodzicami, tylko katami... Normalni rodzice wspierają dzieci i pomagają im się rozwijać, a nie nie znęcają za niespełnianie ich oczekiwań. Widzę, że próbujesz ich usprawiedliwiać stresującą pracą, ale to tylko dowód na wyrobienie w sobie syndromu sztokholdzkiego. Bycie pałą, nie usprawiedliwia bycia patologią.

Vito857 Odpowiedz

Zastanawia mnie jedno, Autorze - trzymasz nadal kontakt z rodzicami?

ohlala Odpowiedz

Musisz niestety zrozumieć, że w Twoim domu nie było miłości, a przynajmniej nie w stosunku do Ciebie. Jeśli ktoś kocha, to nie stosuje przemocy.

Dragomir

Nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami nie wyklucza miłości, nie zawsze jest czarne i białe.

ohlala

@Dragomir

Toksyczna miłość to nie miłość. Im więcej ludzi to zrozumie, tym łatwiej będzie wszystkim żyć. Nie ma czegoś takiego, że "bije, ale kocha". Ludzie sobie wmawiają, że to mimo wszystko jest miłość, bo tak jest im po prostu łatwiej to sobie poukładać w głowie (i robią to zarówno przemocowcy, jak i ich ofiary).

bazienka Odpowiedz

to jest galopujaca patologia, niektorzy nie powinni miec dzieci
mam nadzieje, ze sie od nich odciales

Dodaj anonimowe wyznanie