#4SYOd

Pewnego razu poszłam z moim psem Aresem do weterynarza. To był taki mały, osiedlowy gabinecik, który niestety często musiałam z moim pupilem odwiedzać. Weterynarzy było tam tylko dwóch, więc już po kilku wizytach, bardzo dobrze nas kojarzyli.

Wchodzę do środka, tłumaczę, że miałam przyjść na kontrolę z psem w sprawie łapy, na co weterynarz mówi:
- Tak, tak, pamiętam. Proszę dać księżniczkę na stół.
Trochę się zdziwiłam, że tak powiedział, bo przecież dobrze wie, że to pies, a nie suczka. Nachyliłam się więc do mojego psa, poczochrałam go po grzbiecie i odpowiedziałam śmiejąc się:
- To jest książę!
Wzięłam go na ręce i postawiłam na stole.

Pan spojrzał na mnie, wydawało się, że widzę w jego oczach dwa znaki zapytania. Nic nie odpowiedział, ja też już milczałam i staliśmy tak, patrząc na siebie kilka sekund, aż jakimś cudem doszło do mnie, że on powiedział "książeczkę" - "proszę dać książeczkę na stół". Przerwałam tę niezręczną ciszę prawie krzycząc:
- Aaaa książeczkę zapomniałam, zostawiłam w domu.
idaho Odpowiedz

szczerze to najpierw przeczytałem "książeczkę" i dopiero odkrył ogarnąłem, że ty tam księżniczkę usłyszałaś

SokoliWzrok Odpowiedz

Mógł mówić wyraźnie...

Dodaj anonimowe wyznanie