#4S8ro
Miało to miejsce w gimnazjum. Tak się złożyło, że co rok miałem religię z inną katechetką. Pierwszy rok był z naprawdę świetną kobietą, rozmawialiśmy o fundamentach wiary, śpiewaliśmy sobie piosenki na koniec lekcji, trochę o rodzinie, o tym jak powinniśmy postępować względem drugiego człowieka itd. Drugi rok również było okej. Starsza kobieta opowiadała głównie o tym, co działo się w opowieściach biblijnych, uczyła modlitw itp. Trzeci rok... Trzecia katechetka. Indoktrynacja pełną gębą. "Bo wiecie... Gdyby u władzy był/była/było [tu nazwa partii politycznej], to wszystkim byłoby lepiej, a nie tylko te złodzieje z... [tu nazwa konkurencyjnej partii]". Nie robi mi różnicy kto do jakiej opcji politycznej należy, ale upolitycznianie szkół kojarzy mi się z trochę innym ustrojem niż demokratycznym. Pani katechetka regularnie robiła wywody na tematy polityczne i tego która partia jest "nadpartią" i składa się z "nadludzi", i że reszta to ścierwo. Ale to nie jedyny problem. Puszczała filmy, różne: Katyń, JP2 i wiele innych, których tytułów nie pamiętam. Następnie robiła z nich kartkówki. Jeżeli kogoś na filmie nie było, no to miał problem. Potem przyszła kwestia bierzmowania. Wtedy zaczęła wchodzić w kompetencje księży z różnych parafii, bo "jak to cię ksiądz dopuszcza, jak nie zdałeś u mnie jeszcze 120 pytań z tego, w który organ trafiła kula numer 2 wystrzelona w kierunku Jana Pawła II, na podstawie filmu z roku x". Dziwię się, że wytrwałem do końca tego przedmiotu.
Moja katechetka kiedyś przyszła do nas na zastępstwo za wf, akurat rzucaliśmy piłka lekarska, przyglądała nam się i powiedziała " dziewczyny nogi szerzej, przyda wam się to w życiu" po chwili dodała "no co? Wiem to z doświadczenia".
piłkę lekarską rzuca się w rozkroku, widocznie był zbyt mały i katechetka poprawiła
To nie jedyny problem naszej edukacji. Środowisko nauczycielskie jest ostro nadreprezentowane w polityce, olewana jest nauka o ważniejszych ostatnich wydarzeniach historycznych (na rzecz np. poszczególnych bitwę starożytnej Grecji), sam wybór literatury pozostawia szerokie pole do popisu.
Z rzeczy typowo historycznych, najśmieszniejsze jest to, że gdy wiele krajów fałszuje historię na własną korzyść, Polscy nauczyciele często czują wielką potrzebę, by wmawiać dzieciom, że Polska była krajem antysemickim (WTF, przez praktycznie cały czas była najbardziej tolerancyjnym w Europie, a pojedyncze zgrzyty między grupami obywateli zdarzały się w osobnej proporcji w OBIE strony).
Dokładnie! Jakże ciekawa jest historia Polski, Europy, świata po 1990 r. (lata 90 XX i I dekada XXI wieku). Kwestie polityczne, gospodarcze, militarne, technologiczne. Tymczasem na historii rozszerzonej, w liceum(!) był o tym jeden temat, gdzieś w połowie czerwca, kiedy frekwencja wynosiła jakieś 50%...Jedna lekcja...podczas gdy na samą wojnę trzydziestoletnią poświęciliśmy trzy. O niej mógłbym nawet teraz po kilku latach pisać referaty na kilka stron, tak samo o powstaniu Chmielnickiego, wielkich odkryciach XVI-wiecznych, czy kolonizacji Afryki. Za to nie miałbym pojęcia, gdyby nie źródła pozaszkolne, o wydarzeniach z ostatnich 30 lat! Przecież to chore...
Kielini, to ja naprawdę nie wiem gdzie Ty się uczyles bo ja w 8 klasie na ten okres miałam poświęcone 10 godzin lekcyjnych
My nigdy nie doszliśmy do IIWŚ, o pierwszej też tylko wspomniano raz kilka zdań :(
W który organ trafiła kula numer 2?
Do dziś nie wiem :)
W harmonijkę.
Majer ucz mnie mistrzu!!!
Ostatnio czytam anonimowe i tylko szukam twoich komentarzy, nie wiem skąd sie wziałes ale chcialabym cie poznać. :)
Mama mówiła że znalazła mnie w kapuście. Też chciałbym cię poznać, ale się trochę boję że mogłabyś się okazać wąsatym Wojtkiem, który chciałby mnie skrzywdzić.
Przypadkiem nie jest tak, że pedagodzy nie mogą mówić o swoich poglądach politycznych w czasie zajęć?
W czwartej klasie podstawówki miałam nauczycielkę, która uczyła i Religi i techniki. Tylko ja nie chodziłam na religię, a babka często zamieniała zajęcia, tak że skończyłam z brakiem obecności na niemal wszystkich lekcjach z techniki. Mama wyjaśniła sprawę u detektora, nie mam traumy. Nigdy nie chodziła na religię, za to dwukrotnie (w gimnazjum i w technikum) uczęszczałam na kółka prowadzone przez turbo mile katechetki. To nie religia definiuje człowieka; jak ktoś jest mendą to będzie nią zawsze, tylko znajdzie inny powód. Strasznie bawi mnie ta nagonka na religię z tego powodu. Spotkałam w swoim życiu milion osób, które pozytywnie, z lekkim zaciekawieniem przyjęły fakt, iż nie jestem wierzaca i nie dodaje wyznania za każdym razem. Powoli dochodzę do wniosku, że najbardziej kościół hejtują sami katolicy ;P
Ja bym nie wytrzymała i bym się wypisała
Ja pamiętam jedną z lekcji w szkole podstawowej (a to było jakieś 20 lat temu). Katechetka opowiadała herezje związane z popędem seksualnym kobiety, a mianowicie, że kobieta dostaje go po ślubie. A gdy wypowiadała 'popęd seksualny' to ściszyła głos, żeby przypadkiem nikt jej nie usłyszał, oprócz klasy.
Rozumiecie to - że niby podpisując papier w kobiecie włącza się lampka 'popęd seksualny' / 'płodzenie dzieci' / 'obowiązek małżeński'. A przed ślubem to generalnie jest totalnie pozbawiona ludzkich odczuć i potrzeb. Śmiem przypuszczać, że miało to również znaczenie bycia dziewicą, aż do ślubu.
Zasadniczo nie wyjaśniła co mamy przez to rozumieć, także interpretuje to samodzielnie. Wtedy dla dziecka z podstawówki nie miało to aż takiego dużego znaczenia, ale teraz z perspektywy czasu i doświadczeń uważam, że na prawdę trzeba nie umieć myśleć i nie mieć mózgu, żeby powtarzać wmówione brednie, tak jak ta pani.
Dodam fakt, że owa kobieta w tamtym czasie była dość młoda, zaraz po 30. r.ż., także tym bardziej nie mieści mi się to w głowie.
"upolitycznianie szkół kojarzy mi się z trochę innym ustrojem niż demokratycznym"
Widocznie masz małe pojęcie o demokracji. Jest to częste w autorytaryzmie, ale to tyrania większości wytwarza największe zapotrzebowanie na indoktrynowanie w szkołach.
Tyrania większości to już nie jest demokracja.
Tyrania większości to DEFINICJA demokracji.
Jeśli na WOSie w gimnazjum Ci wmówili, że nie, jakimiś absurdalnymi wymówkami typu "ale totalnie biorą pod uwagę dobro mniejszości!" to właśnie jest skutek problemu, o którym mówię.
Ależ ja nie mam żadnego problemu z odróżnianiem rzeczywistości od teorii. Chodzi mi o książkowe przykłady. To, że nie przekładają się one na świat realny to inna sprawa.
Wy mówicie o religii. Mnie w gimnazjum historii uczyła działaczka jedynej słusznej partii. Wiecie jak szkoła powinna zostać apolityczna? Taak... Więc w ostatniej klasie, kiedy mieliśmy po 15, 16 lat, zaczęła nam truć w umysłach o polityce. I to nie ogółem, opowiadać o wszystkich partiach, ale o tej jednej. Akurat zeszło się to w czasie z wyborami do samorządu w których sama startowała. Wciskała nam ulotki. Nie wiem po co, trzeba ukończyć 18, żeby oddać głos. Ktoś to zgłosił dyrektorce, nauczycielka była na nas niesamowicie wściekła. Jakiś czas temu ją spotkałam. Wymiana dzień dobry, pytanie co zrobiłam po gimnazjum... I temat polityka. Przez te kilka lat zmienił mi się punkt widzenia, jednak do prawicy nadal mi daleko. Żeby zakończyć jej tyradę powiedziałam, że mnie to nie interesuje. Po prostu nie umiem rozmawiać z ludźmi, którzy jak Ona, mają jedynego słusznego wodza i wyznają te same wartości co ten jeden człowiek. Od zawsze wydawała się nawiedzona.
Chodzi o partię obecnie rządzącą? Jeśli tak, to to NIE jest prawica.
Ale ogólnie się zgadzam, że to jakaś nawiedzona baba.
Po jazdach, jakie odstawiała katechetka w moim gimnazjum ponad połowa mojej klasy zrezygnowała z lekcji religii w liceum.