#4QpDG
Jako dziecko nieraz widziałam wizerunki złego, m.in. w naszym zabytkowym, cudownie malowanym kościółku. Zawsze był on (diabeł, nie kościół) brudny, kudłaty, rogaty, ogoniasty i z kopytami. Ten wizerunek dobrze sobie zapamiętałam. Moja ukochana babcia była prostą kobietą, bogobojną (ale daleko jej było do dewotki!) i wychodziła z założenia, że gdyby spotkała na swojej drodze takiego diabła, to by go pogoniła choćby mokrymi majtkami i mnie również zachęcała do stawiania mu się za wszelką cenę.
To było tuż przed Bożym Narodzeniem. Roraty u nas odbywały się wieczorami i gdy już niemal się kończyły, poprosiłam babcię o zabranie mnie na nie. Babcia ubrała mnie ciepło, wsadziła na sanki i zabrała, dając przepiękny lampion w łapki :)
Wszystko byłoby super, gdyby nie sam diabeł... który bezczelnie przemykał sobie po bocznej nawie, między drzwiami zakrystii a bocznymi kościoła. Obserwowałam go starannie, ale za każdym razem gdy dyskretnie starałam się zaalarmować babcię, on znikał i babcia ani razu go nie zobaczyła. Uznała, że to wynik ogromnej wyobraźni i przejęcia chwilą. Powiedziała, że mam się niczego nie bać, bo Pan Jezus diabła pogoni.
Msza się skończyła, ja znów na sanki, niby mam lampion itd., ale jednak strach przez tamtym diabłem nie dawał mi spokoju. Przez następne trzy dni również go widywałam i razem z siostrą oraz bratem doszliśmy do wniosku, że Pan Jezus jest jeszcze za mały, żeby samemu diabła przegonić, więc my mu pomożemy i go obronimy.
Przed ostatnimi roratami babcia zgodziła się zabrać całą naszą trójkę, ale zastrzegła, że tym razem pójdziemy o pół godziny wcześniej, bo musi coś załatwić. Babcia poszła do zakrystii, a my grzecznie oglądaliśmy malowane ściany kościoła, czając się na diabła. Każde z nas miało pod kożuszkiem solidny kij, a ja nawet sznur i butelkę z wodą święconą, ukradzioną z misy przy drzwiach.
Msza się niemal zaczyna i jest! Diabeł! Przemyka nawą do zakrystii, żeby ukraść małego Jezuska! Z pobożną pieśnią na ustach, z tymi kijami, sznurem i wodą rzuciliśmy się na biednego diabła, podcinając mu nogi, tłukąc go i próbując krępować.
Diabeł okazał się być przebranym, ciemnoskórym, młodym księdzem, który miał grać diabła na jasełkach w ostatni dzień rorat. W pełnym przebraniu (epickim!) przemykał codziennie na próby, które odbywały się tuż po wieczornej mszy, a jego chwila sławy miała nadejść tamtego wieczora. Biedny chłopak nieźle dostał, zanim ktoś nas odciągnął.
Babcia złapała się za głowę, proboszcz kisł ze śmiechu, młody ksiądz z jednej strony jęczał, z drugiej się śmiał. Ludzie zdezorientowani, dwóch panów chciało nam nawet pomóc diabła lać. Sprawę szybko wyjaśniono, nikt na nas nie krzyczał, ale mnie wstyd do dzisiaj...
Klasa postaci: paladyn, lvl: 666, skill: skopanie tyłka diabłu
ten opis genialnie pasuje do Donalda Tuska którego celem jest skopanie tylka diabłu pod postacią niskiego siwego karła ;)
Nie umiesz w polityczne bait, wynosi się na Polish Squad.
Wyznanie z gatunku najlepszych, takich jak były na początku anonimowych😂😂😂😂😂
😂😂😂😂😂😂
Co prawda nie ma nic takiego w tym wyznaniu, czego nie możnaby opowiedzieć na rodzinnym spotkaniu, ale czyta się to znacznie lepiej niż setne wyznanie o depresji 😉
świetnie, zróbmy z anonimowych portal komediowy z samymi dowcipami i anegdotkami! Po co komu smutne historie smutnych ludzi
Szlachetną i odważną masz naturę - zero kompromisów że złem:-).
I pióro lekkie.
Gonienie diabła mokrymi majtkami podziałało mi na wyobraźnię:-).
Fajne.
Genialna historia! Taki niski lvl, a bossa utłukli. :D
Brakuje tutaj takich wyznań
takie wyznania trzymają anonimowe przy życiu
Aj tam wstyd! Na takie roraty to ja się chętnie wybiorę😂
„Ksiądz skisł” - jest 6 rano a ja zaśmiewam się do łez 😆😂
Pierwsi w kraju skinheadzi zaatakowali czarnoskórego księdza.😂
Chyba najlepsze wyznanie jakie czytałam 😂