#4OjPv
I mimo że się nie lubiliśmy to zawsze zachowywaliśmy sztuczną życzliwość (jak to mają w zwyczaju dziewczyny), gdy tak naprawdę chcieliśmy jednocześnie wbić sobie noże w plecy (oczywiście nie dosłownie).
W gimnazjum trafiliśmy do różnych klas, ale to tylko wzmagało naszą rywalizację. Liczyło się tylko to kto wygra jakiś konkurs czy zawody, kto się dostanie na większą ilość olimpiad i najważniejsze - kto będzie miał najwyższą średnią na koniec roku. W 1 i 2 klasie przegrywałem niemal we wszystkim. Za każdym razem jednak byłem tuż za nim, całe życie z kompleksem 2 miejsca...
Na koniec 3 klasy wyręczano nagrodę dla Najlepszego Ucznia szkoły. A ja postanowiłem poświęcić wszystko, żeby ją zdobyć. Od razu po szkole biegłem do domu, żeby się uczyć, nauka zajmowała mi zdecydowaną większość dnia. I na ostatniej klasy gimnazjum - na gali wyręczenia - stresowałem się jak nigdy w życiu. Gdy usłyszałem swoje nazwisko i gdy okazało się, że zdobyłem nagrodę byłem gotowy się rozpłakać z radości. W końcu osiągnąłem to, na co tyle pracowałem... I zaraz po gali zobaczyłem idącego z naprzeciwka Marka. I już gdy moje środkowe palce zaczęły się wysuwać z kieszeni, już gdy na mojej twarzy pojawiał się lekceważący uśmiech i już gdy moje usta otwierały się żeby mu jakoś dopiec, dostrzegłem wyciągniętą rękę Marka i usłyszałem słowa 'Gratulacje, zasłużyłeś na to'.
Te 4 słowa odebrały całą radość, jaką miałem w tamtym momencie... Bo mimo tego że ostatecznie zwyciężyłem, zdałem sobie sprawę że sama nagroda nigdy nie miała większego znaczenia, a już na pewno nie dała mi satysfakcji której szukałem.
Wiesz, szczerze to myślę, że w Twoim wypadku to była chora rywalizacja i ambicja. A najdobitniej świadczy o tym to, jak chciałeś potraktować swego rywala, gdy go pokonałeś. Niestety, w tych czasach bardzo często zatracamy się w dążeniu do sukcesu i zapominamy o istotniejszych kwestiach.
Ludzie, piszecie, że to chorobliwa rywalizacja, przesadzona i tak dalej. Ja też na początku o tym pomyślałam, ale pomyślcie z drugiej strony - chłopak dojrzewający, może z kompleksami, w opisywanym przez niego wieku dopiero kształtuje się osobowość, nie wiemy jak rywalizacja się rozpoczęła i dlaczego. Dzieciaki są różne, a temu wyszło akurat na dobre - wyszedł z gimnazjum z wiedzą, z pewnością dostanie się do dobrej szkoły średniej, w dodatku, co ważne, na koniec uświadomił sobie kilka ważnych rzeczy i nabrał mądrości życiowej, która przyda mu się w szkole średniej i w dalszym życiu.
W sumie lepiej rywalizować o oceny niż o to, kto więcej wypije ;)
Na początku napisałeś, że byłeś szczęśliwym dzieckiem. Jednak z dalszej części wyznania wyłania się obraz ogarniętego rządzą rywalizacji i zwycięstwa chłopca, który drugie miejsce uważał za katastrofę i który poświęcał praktycznie cały czas i energię na udowodnienie czegoś.... I jak w końcu to osiągnął to okazało się, że wcale nie przyniosło to oczekiwanej satysfakcji.
W dodatku przez lata okazywał komuś sztuczne uczucia, w głębi serca czując niechęć i zawiść.
Przykro mi, ale dla mnie to jest NIESZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO.
I to bardzo.
Miałam identyczną sytuację. W podstawówce uczyłam się na samych 5 i 6, gdzie nie musiałam przykładać się wcale do nauki. Miałam w klasie taką dziewczynę, która chorobliwie zazdrościła mi wyników w nauce i starała się mnie "pobić" we wszystkim w czym się dało, konkursy, zadania domowe, sprawdziany. W gimnazjum było to samo mimo, że zmieniłam klasę. Dostałam słabszą ocenę od niej - wyśmiewanie na całą szkołę, bo ona jest lepsza. Cóż... I tak egzaminy zdałam lepiej od niej, więc pomimo tej nagonki, którą ona sama sobie robiła mam satysfakcję, że ja poświęcałam czas znajomym, a nie siedzeniu 24/7 nad książkami i nie straciłam swojego dzieciństwa i młodych lat. ;)
To jest aż chorobliwie :/
To była chodra rywalizacja, ale w gruncie rzeczy wyszło Ci to na dobre. Gdybyś nie chciał tak bardzo pokonać Marka, lecz uczyć się dla siebie, byłoby dużo lepiej dla Ciebie i dla niego.
*chora
Ale z Ciebie psychol, lubie Cie.
Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim zabrakło Twoich Rodziców, którzy zobaczyliby co się dzieje i zainterweniowali.
Niektórzy rodzice sami "zachęcają" do takiej rywalizacji, czasem nawet zwykłym "a co dostał/a X?"
Fajna historia, z morałem. ?
bądź z siebie dumny, bo dzięki tej rywalizacji dużo osiągnąłeś i sam się rozwinąłeś : )
Tak właśnie wygląda nasze życie wyścig szczurów. Bądź szczęśliwy ale odpuść troszkę bo zawał gwarantowany w młodym wieku
Wszyscy piszą o tym jako o chorej rywalizacji, ale ja tak nie uważam. Tak na prawdę zazdrościłeś mu i przez to sam starałeś się być lepszym. Kosztowało cię to wiele pracy, ale nie poddawałeś się, bo miałeś swój cel. Możliwe, że gdybyś z nim nie rywalizował, to nie miałbyś motywacji i nie skończyłbyś tej szkoły z tak dobrymi wynikami.
Prawda, bo lepiej rywalizować o oceny niż np. o to, kto więcej wypije. Ale z drugiej strony to było już naprawdę chorobliwe.