#4Hb1C
Niepełnosprawność E. zniszczyła wszystko, na co ciężko latami pracowałam. Ułożyłam sobie życie z mężczyzną moich marzeń. O ciężkiej niepełnosprawności E. dowiedzieliśmy się bardzo krótko przed porodem (ujawnienie większej ilości szczegółów sprawiłoby, że przestałabym być anonimowa). Mieliśmy dosłownie dwa dni na pogodzenie się z tym, że dziecko będzie kaleką. Szybka cesarka, jedyne co ujrzałam to pupa E., bym wiedziała chociaż co urodziłam. Nie buzia, pupa. Dziecko przekazane od razu do innego szpitala. I tak mijał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Ja z poczucia winy przy łóżeczku w szpitalu, nie widując drugiego, maleńkiego dziecka przez ten czas. Dobijana przez lekarzy pytaniami "to nie wiedziała pani nawet, kiedy USG trzeba było w ciąży robić?".
Stan dziecka poprawił się na tyle, że wyszło do domu.
Nienawidzę tego dziecka. Kocham je, ale nienawidzę. Zawsze BĘDZIE MUSIAŁO być na pierwszym miejscu. Nie pojedziemy na wakacje gdzie tylko chcemy, bo ono nie na rady, albo żeby ludzie dali żyć, bo przecież zbieramy kasę na jej leczenie. Nie pójdę do pracy moich marzeń. A z drugiej strony je kocham. To moje dziecko, podobno czysta kopia mnie.
Nienawiść przerodziła się w obojętność, zaczynało chyba do mnie docierać, że będę do końca życia nie sobą, tylko matką kaleki. Zajęło mi to ponad 3 lata leczenia u psychiatry, psychoterapeuty, psychologa, 6 prób samobójczych. Zdecydowaliśmy się na jeszcze jedno dziecko. Doszłam psychicznie do siebie, w końcu uwierzyłam, że potrafię być jeszcze normalną matką, że moje życie może być jeszcze odrobinę normalne. Potrafię spojrzeć na dziecko w wieku E. bez napadu histerii, że dlaczego właśnie moje dziecko, które było zaplanowane i ukochane od początku. I zaczęło się od nowa. E. przestało mieć siły, by walczyć. A ja siebie na nowo nienawidzę. Nie potrafię być matką - bo co to za matka, której dzieci od miesięcy nie widziały w domu? Jaka ze mnie matka dla E., skoro moim marzeniem jest, by to się w końcu skończyło, niezależnie jak, czy jego śmiercią czy cudownym ozdrowieniem?
Dlaczego to piszę? Bo może wy spojrzycie inaczej na matki dzieci niepełnosprawnych. Pomóżcie im, proszę. Nie wiem kto pierwszy wróci do domu - ono czy ja w worku, bo od MIESIĘCY nie widziałam reszty mojej rodziny. Nie ucałowałam do snu. Mimo terapii, leków, nie potrafię już kochać E., jestem wypruta z wszelkich emocji. Jedyne co mnie powstrzymuje od samobójstwa, to myśl, że moje pozostałe dzieci są za małe, by zrozumiały, że tak naprawdę nie powinnam nawet marzyć, by być ich matką. Przez miesiące nawet ich nie wychowywałam.
Płeć E. jest ukryta celowo.
W czerwcu, w połowie ciąży, dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko będzie chore. Mieliśmy tydzień żeby zdecydować co dalej i wybraliśmy terminacje. Gdy czytam takie historie, a nie słodko pierdzące wyidealizowane opowiastki jak to matka kocha ponad wszystko to utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze wybraliśmy. Ciekawe ile matek dzieci niepełnosprawnych myśli jak ty ale boi się przyznać do własnych uczuć. To równie dobrze mogłoby być moje wyznanie za kilka lat gdydym zdecydowała się urodzić.
Co to jest terminacja?
Zakończenie ciąży zgodnie z prawem z uwagi na nieodwracalne wady genetyczne płodu przed 24tygodniem ciąży. Pozostałe dwa przypadki to gwałt chyba do 15tygodnia i zagrożenie życia matki bez limitu czasowego.
Terminacja to aborcja, dziecko rodzi się na etapie gdzie nie jest w stanie przeżyć samodzielnie i umiera wewnątrzmaciczne lub po porodzie.
Pierwszy raz słyszę to pojęcie, zawsze spotkałam się z pojęciem aborcji. Dziękuję za wytłumaczenie
zaraz jakie rodzi sie? nie rodzi sie,plod jest uuwany
goladupa terminacja to po prostu zakonczenie, w przypadku ciazy to aborcja wlasnie
Bazienka co za bzdury opowiadasz. W Polsce nie wykonuje się aborcji mechanicznej. Nikt nie rozrywa dziecka, nie używa proznociagu. Dostajesz leki poronne i rodzisz. Dokładnie tak jak przy normalnym porodzie. Nawet ja będąc już w 23 tygodniu dostałam tylko leki a dziecko ważyło pół kilograma. I tak, dziecko rodzisz. Żywe lub martwe, do pochwy lub na zewnątrz. Możesz się z nim pożegnać, zrobić pogrzeb. Jak wolisz. Prawo w Polsce nie jest aż tak straszne jak niektórzy się naczytali. Tylko w odosobnionych przypadkach gdy nie udaje się wywołać porodu lekarze robią zabiegi.
a czy ja gdziekolwiek napisalam, ze robi sie to mechanicznie? nie sadze
aborcja to aborcja, moze byc farmakologiczna przeciez
nie rozumiem tego dopowiadania sobie
ie, serio? usuniecie mowi sie na aborcje
nie mialam na mysli wydlubywania plodu z macicy tylko ze aborcja to nie porodjak mowi midkwife
No i dalej nie rozumiesz. Aborcja czy terminacja farmakologiczna wygląda dokładnie jak poród.
Może to podłe, ale ja na Twoim miejscu bym oddała to dziecko. Ty, mąż oraz Twoje dzieci mielibyście normalne życie. Szczęście kilku osób jest ważniejsze niż jednej. A i tak w tej sytuacji nikt nie będzie szczęśliwy
Ona je kocha mimo, że jednocześnie nienawidzi. Moim zdaniem nie poradziłaby sobie z tym, że je oddała.
Najlepsza dla wszystkich byłaby śmierć tego dziecka. Straszne ale prawdziwe.
@Etanolansodu
Umyka mi sens Twojej wypowiedzi, bo odnosisz się do tego, co napisała Hustla o oddaniu dziecka, a jednocześnie zadajesz pytanie: "Co to świadczy o niej?", kierując je - jak wynika a kontekstu - w stronę Autorki wyznania. Przecież Autorka nie napisała, że myśli o oddaniu dziecka. Swoją drogą, nie wiadomo nawet, w jakim stanie to dziecko jest - czy w ogóle jest świadome.
"A ty dajesz sobie pomóc?" - Sugerujesz coś tym pytaniem? Autorka napisała, że leczy się od 3 lat, a z kontekstu wyznania może wynikać, że przebywa aktualnie w szpitalu psychiatrycznym. Co więcej Twoim zdaniem ma zrobić ta kobieta, żeby dać sobie pomóc?
Ćpanie w ciąży i szczęśliwa rodzina. Okej, nie mam pytań.
etanolan idz do najblizszego domu dziecka, zaadoptuj takie, koolejek po nie nie ma
albo spedz np. 12 godzin dziennie wolontaryjnie opiekujac sie jednym z takich dzieci w osrodku. samodzielnie.przez miesiac, dwa
a nastepnie sie wypowiadaj
Życzę ci, byś sama doczekała się kiedyś niepełnosprawnego dziecka, Etanolan. Żeby twoje cudownie wspaniale mocne zabezpieczenia podczas seksu zawiodły. Mam nadzieję, że wtedy przestaniesz pieprzyc te oderwane od rzeczywistości głupoty.
Etanolansodu - jesteś takim dnem, że trudno sobie to nawet wyobrazić.
Zgadzam się że komentarze Etanolansodu są ciężkie i przykre dla autorki, moje poglądy się z jej wizją całkowicie rozmijają.
Dodatkowo w żadnym stopniu się z nią nie zgadzam w tym przypadku. Bardzo mi szkoda autorki i w takim wypadku obawiam się, że asienaebaam ma rację. Niestety.
Ale do cholery NOTHING000, jak możesz komukolwiek życzyć takiej tragedii jak niepełnosprawne dziecko??? To jest porażająco głupie i złe... Zastanów się nad sobą bo ewidentnie Ci się to przyda.
@Etanolansodu
Nie mogłabyś być bardziej w błędzie. Słowa mają ogromną moc. Tyle się mówi o hejcie w internecie... Figurujemy na tej stronie jako dziwne nicki, ale po drugiej stronie zawsze jest człowiek, który przetwarza Twoje słowa.
Autorka jest oderwana od rzeczywistości, bo pomimo poważnych problemów z psychiką nie siedzi z dziećmi, tylko w ośrodku? Co...? Jaką bardziej zgodną z rzeczywistością decyzję miałaby podjąć? Na dodatek wcześniej zarzucałaś jej, że "nie daje sobie pomóc". Może wyjaśnij, co dokładnie masz na myśli, bo brzmi to jak jakiś kompletny bełkot.
Pewnie i tak karma do nich wróci jeśli wypną się na własne, chore dziecko.
Pytanie do anonimowych. Gdyby urodziłoby się Wam dziecko ze znaczną niepełnosprawnością, oddalibyście je do adopcji, okłamując rodzinę, że dziecko urodziło się martwe, by nie być piętnowanym?
Szczerze, to chyba ciężko stwierdzić. Teoria to jedno, a doświadczenie czegoś takiego drugie. Ja np. myślę, że jakoś bym walczyła o zdrowie tego dziecka. Ale nie mam pojęcia, czy faktycznie tak bym zrobiła. Pewnie zależy od choroby, finansów, wsparcia innych i sił własnych.
Etalonalsodu, nie sądzę, aby wszyscy byli gotowi CAŁKOWICIE podporządkować swoje życie jednej osobie, która być może nie będzie nawet w stanie tego docenić.
Ja szczerze mówiąc pewnie bym tak zrobila, ale powiedziałbym rodzinie prawdę
po 1 nie chce miec dzieci. zadnych
po 2 jesli w ciazy bym wiedziala, ze bedzie chore, usunelabym
po 3 jesli byloby niepelnosprawne tylko fizyczniie to ok, ale na pewno nie wytrzymalabym emocjonalnie z warzywem albo uposledzonym umyslowo. osrodek to najlepsza opcja dla takiej rodziny- i dla dziecka, i dla calej reszty
etanoln jakpisalam wyzej zaadoptuj sobie takie, pogadamy za max pool oku jak zobaczysz, jaka to "przyjemnosc" i sama bedzies zmiala dosc
sama rob co chcesz, ale nie hejtuj innych, bo chca miec normalne zycie i nie patrzec codziennie na cierpiacego czlowieka, dla ktorego nic nie mozna zrobic, znosic jego humory itp.
Byłoby mi idealnie wszystko jedno, co pomyśli o mnie moja rodzina - gdybym uznała, że powinnam oddać dziecko, to po prostu bym to zrobiła.
Przy czym okłamywanie rodziny jest o tyle słabym pomysłem, że być może wśród biologicznych krewnych dziecka znalazłby się ktoś chętny na przejęcie opieki.
willa urzeka mnie zawsze reakcja tej szkalujacej rodziny na propozycje zostania z dzieckiem np.na weekend czy pare godzin, skoro sa tak bardzo "za nim"
zazwyczja nagle okazuje sie, ze zostawili zelazko na gazie czy cos podobnego ;)
decyzje powinny podejmowac osoby, ktorych sytuacja bezposrednio dotyczy, a nie jakies pociotki nie doswiadczajace tematu w zaden sposob
Etanolan to otwórz własny ośrodek dla takich dzieci. No co? Taka usilna chęć ratowania każdego "życia" za wszelką cenę powinno nieść konsekwencje w postaci opieki nad takimi dziećmi. Drzeć się i oceniać potrafi każdy, ale założę się, że gdyby przyszło co do czego to pierwsza byś się odsunęła w cień.
Hmm, nie wiem. Zależy od stopnia niepełnosprawności ale prawdopodobnie moim priorytetem byłoby oszczędzenie dziecku życia w cierpieniu. Chociaż wiem jak strasznie to brzmi, to staram się odpowiedzieć szczerze. Nie bałabym się w żadnym stopniu napiętnowania społecznego, w takiej sytuacji raczej by mnie to nie obeszło. Aczkolwiek to tylko hipoteczna reakcja, i oby tylko taką pozostała.
Zależy. Jeśli down albo głęboki autyzm, to bym przynajmniej próbowała wychować. Nie każdy musi być mądry, albo społecznie dostosowany, póki jeszcze nie zastąpiły nas roboty istnieje sporo pracy dla ludzi głupich.
Jeśli choroba fizyczna, też absolutnie bym nie oddawała. Jeśli byłaby tak ciężka że wyklucza radość z życia, patrz niżej.
Jeśli natomiast połączenie silnych fizycznych dolegliwości z umysłową niewydolnością, na tyle mocne, że wyklucza samodzielność, na początek sprawdziłabym czy przyduszenie kołdrą, lub czymś równie lekkim da się zwalić na śmierć łóżeczkową. Jeśli nie to pewnie też można wymyślić inną metodę, tak chore dziecko może umrzeć z różnych powodów.
Do ośrodka tylko, jeśli jest na tyle zdolne do życia, że szkoda zabić i na tyle trudne w opiece, że sobie kompletnie nie radzę.
Uważam natomiast za szczyt chamstwa skazywanie na wegetację w fatalnych warunkach czegoś, co stworzyło się dla zaspokojenia własnych potrzeb. Nasze państwo jest fatalne w zapewnianiu opieki osobom niepełnosprawnym, trzeba to brać pod uwagę już na etapie planowania dziecka.
Co do drugiej części pytania, to nie przyznałabym się rodzinie do powyższego rozumowania.
Ja, nie wiem, szczerze nie wiem co bym zrobiła, gdyby moje dziecko, miałoby być niepełnosprawne. Nie jestem matką, nie wiem czy kiedyś będę, ale czegoś takiego podświadomie się boję. Współczuję Ci autorko. Pamiętaj, jesteś tylko człowiekiem, a każdy człowiek ma swoje limity. Nie jesteś złą osobą, tylko zmęczoną. Mogę tylko trzymać kciuki, żebyś znalazła siłę.
Dobijana przez lekarzy pytaniami "to nie wiedziała pani nawet, kiedy USG trzeba było w ciąży robić?". Nie chcę cię dobija ale nie robiłaś usg w ciąży?
To swoją drogą. Ciąża prawidłowo prowadzona jest regularnie monitorowana. Zastanawia mnie czemu tak nie stało się w tym przypadku.
NOTHING000 ja to odebrałam jako zaniedbanie że strony matki..
@TyMiTu sama miałam zadać to pytanie
Chyba że lekarz specjalnie jej o tym nie powiedział
Może chodziło im o to dokładniejsze USG refundowane po 35 roku życia.
nie jest napisane, ila lat ma autorka
Może położna nie wysłała autorki na badania, może lekarz się nie popisał... Albo, jak twierdzi TyMiTu - to kwestia zaniedbań autorki. Coś w rodzaju "pierwsza ciąża przebiegła ok, nie ma co się martwić drugą". My możemy tylko zgadywać.
NOTHING000 nawet jeśli położna jej nie wysłała na badanie to powinna sama to zrobić. Też byłam w ciąży i łącznie byłam u 4lekarzy. Z jednego nie byłam zadowolona więc poszłam do drugiego, później byłam na drugim końcu polski i więc poszłam jeszcze do innego. Teraz jest tylu lekarzy, tyle klinik że nie tylko dziecko ma się mieć dobrze ale także kobieta.. Chyba że wyznanie jest z przed 50 lat..
no i wlasnie dlatego jestem za badaniami prenatalnymi, zapobieganiem rodzeniu warzyw i oddawaniem takich dzieci do osrodkow, gdzie mozna je odwiedzac, nie lamia nikomu zycia i zajmuje sie nimi kompetentna, wyspecjalizowana kadra
biedna ty i twoja rodzina ,szczegolnie pozostale dzieci, ktore pewnie beda zyly z presja
zrob da nich, co tylko mozesz, by nie czuly sie gorsze, a szczegolnie by mlodsze niie czulo, ze urodziliscie je sobie jako opiekunke do chorego
Szczerze mówiąc, bazienka, to brzmi trochę tak, jakby rodzice zdecydowali się na kolejne dziecko właśnie po to. Dwójka dzieciaków. Jedno jest kaleką. I autorka, i mąż zdają sobie sprawę, że wpadli tak jakby w szambo. Po czym z pełną premedytacją robią sobie kolejnego bombelka. Kurde...
no wlasnie pierwsze comi sie skojarzylo to, ze to trzecie dziecko bylo decyzja pt. niech ie zajmiechorym jak my nie bedziemy juz wyraniac
tak na okolicznosc gdyby to starsze zdrowe odmowilo opieki
i to jest straszne,lamie takiemu dziecku zycie szczegilnie jesli dorasta w takiej presji :(
troche mi sie to kojarzy z sytuacja w ksiazce Jodi Picoult "Bez mojej zgody"
Zastanów się czy jest możliwość oddania dziecka. Pomyśl.
Opcja 1 - dziecko zostaje z wami. Dwójka pozostałych zostaje zaniedbana, podobnie jak mąż. Wszyscy wyczerpani psychicznie. Szczególnie ty - nieszczęśliwa. Kiedyś może dojść do sytuacji, gdzie będziesz prowadzić auto i przyśniesz, wykończona, wypadek murowany. Możesz też psychicznie nie zdzierżyć i jednak popełnić samobójstwo. Mąż może dojść do wniosku, że to za wiele i odejdzie.
Opcja 2 - dziecko zostaje oddane. Możesz być matką i żoną. Z dzieckiem chorym możecie się widywać, ale nie jesteście na nie skazani.
Nie zmuszam, nie namawiam, po prostu pomyśl.
I to jest rozwiązanie może jakiś ośrodek gdzie dziecko ma opiekę ale i można widywać i przebywać. Nie wiemy dokładnie do jakiego stopnia ta niepełnosprawność jest ale musi być bardzo uciążliwa skoro cała rodzina nie ma życia. Więc to nie tak że "położysz i leży". Ja bym rozważyła dom opieki albo cos w tym stylu i bez wyrzutów
nie kazde ciezko chore dzieckoo tylko lezy czy tam siedzi jak je zostawisz
wiekszosc np.uposledzonych umyslowo nie rozumie swojego zachowania, wariuje, robi kompromitujace rzeczy,jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia
ale to matka znajac swoje dziecko "wymysla" taaaa
Ale właściwie to jest zastanawiające masz drugie dziecko które jest uciążliwe do granic możliwości i niepełnosprawne rozwala cały system rodzinny i... decydujesz się na trzecie, wait whaaat
Ja prdl jakie położyć??? A kto ubierze, nakarmi kilka razy dziennie, przewinie i umyje kilka razy dziennie? Ćwiczenia, rehabilitacje, lekarze, badania, spacery! Jak to nie zajmuje przez 24/24 to ja chyba żyję w innej rzeczywistości.
A to 3 dziecko to po jasna cholerę?
Z dwoma sobie nie radzę, zbieram na nie kasę, ale co mi tam? Zrobię sobie trzecie!
Paranoja.
Pewnie, żeby zajmowało się młodszym chorym rodzeństwem jak staruszków już zabraknie...
To pierwsze może się opiekować tym drugim.
Może to trzecie to potencjalna opiekunka dla czwartego jeśli urodzilo by się chore.
I inna sprawa, która mnie osobiście nurtuje. Oprócz najwyraźniej nieprawidłowego prowadzenia ciąży... Autorka miała już dwoje dzieci - w tym jedno ciężko niepełnosprawne - a jednak z pełną premedytacją zdecydowała się na kolejnego potomka? Że tak kolokwialnie spytam: WTF?
postac ale jedno sdrowe juz mieli
Chciała dziecko - urodziło, że niepełnosprawne czyli tak brzydko mówiąc "nie wyszło". Może więc chciała miec to upragnione, ZDROWE dziecko? Albo może psycholog jej doradził, bo mogła mieć jakieś kompleksy z powodu tego, że urodziła niepełnosprawne dziecko?
Sztefa: Jeśli psycholog jej poradził zrobienie sobie dziecka dla wyleczenia kompleksów(czy innego poratowania zdrowia psychicznego), to nic tylko go w łeb trzasnąć aż zadzwoni, dzieci powinni sobie robić ludzie stabilni psychicznie, a do poratowania zdrowia służą leki i terapia. A jedno zdrowe i upragnione już ma.
Większość osób patrzy się tylko na autorkę czy jej rodzinę. Tak, jest to bardzo przykra sprawa, bo zamiast cieszyć się z życia, je całe muszą oddać dziecku.
A czy ktoś pomyślał o tym dziecku? Ono wiecznie małe nie będzie, czy ktoś wyobraził sobie jak ONO będzie się czuło za kilka lat? Gdy zrozumie, że jest inne od rówieśników, gdy ci będą mu dokuczać, gdy zrozumie że w przypadku braku rodziców nie będzie mogło samodzielnie żyć? Obie strony są poszkodowane, i rodzice i dziecko. Przez to jestem jak najbardziej za tym aby "uszkodzony" płód, czy też nienarodzone dziecko, które w sposób dość dotkliwie będzie niepełnosprawne - "uśmiercić". Brutalne, wiele osób mnie zlinczuje, ale postawcie się na miejscu takiego rodzica bądź dziecka, wyobrażacie jak straszne jest takie życie? Tego już nawet życiem nie można nazwać, a wieczną męką.
Często widzę dzieci czy też jako dorosłe nawet z downem, w większości przypadków obok jest jakiś opiekun. Dla mnie nie jest to czymś co trzeba taką osobę wytykać palcami, ale robi mi się przykro gdy pomyślę, że taka osoba musi mieć niemalże przez całą dobę kogoś obok, że nie zazna wielu rzeczy tych, na które MY zdrowi ludzie możemy sobie pozwolić.
Niektórych rzeczy nie można wiedzieć szybciej, ale póki jest szansa - należy działać.
Nie wiemy na czym polega ułomnośc tego dziecka. Może m.in na tym, że właśnie bardzo niewiele rozumie?