#4FRyq

Sytuacja wydarzyła się, gdy miałam jakieś 7, może 8 lat. Warto zaznaczyć, że mieszkam w domku jednorodzinnym, a mój pokój znajduje się na parterze, z widokiem na ogród. Czas akcji: około drugiej nad ranem.

Jako mała dziewczynka miałam straszne problemy ze spaniem. Często budziłam się i nie byłam w stanie dalej spać. Tak też było tej nocy. Rodzice dawno zasnęli, a ja, obudziwszy się jakąś godzinę temu, bawiłam się zabawkami. Wiedziałam, że światło i hałas mogą obudzić rodziców i ich zdenerwować, więc niczym ninja zapewniałam sobie rozrywkę po ciemku, dialogi między zabawkami prowadząc w głowie. Wtedy zaczęło się dziać. Mianowicie usłyszałam jakiś szmery za oknem. Zaciekawiona delikatnie wychyliłam się, by zobaczyć co to. Po podwórku krzątało się (chyba) dwóch panów. Ujrzawszy ich padłam na ziemię i w tej pozycji czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Jedna z czarnych sylwetek zbliżyła się do okna i zaczęła uważnie oglądać framugi itp. Z początku chciałam iść z tym do rodziców, ale pomyślałam, że nakrzyczą na mnie za to, że nie spałam. W mojej małej główce narodził się inny plan. Wzięłam sporych rozmiarów zabawkowy radiowóz (taki, któremu się koguty świecą) i przyczołgałam się pod okno. Chciałam włączyć światła koguta, po czym nagle wyskoczyć i krzyknąć "BUU!", żeby ich wystraszyć. Niestety, podnosząc się walnęłam czołem o parapet. Nieznajomy ujrzał zatem zataczającą się dziewczynkę, której twarz wykrzywiał grymas bólu. Mimo to nie poddałam się. Włączyłam koguty, światła błyskają, opieram się o zdradziecki parapet i ze łzami w oczach tłukę w szybę, wyjąc płaczliwie "Buu!" "ŁaaaŁaa!" "Badziebadla!" itp. Koleś odskoczył jak kwasem przeżarty. Padł na ziemię i zaczął się czołgać w rozpaczliwiej ucieczce. Chwilę potem pokonał płot i ogródek był pusty. Niestety cały ten rumor zwabił do pokoju mojego tatę. Ujrzawszy swą córkę z czerwonym, bolącym czołem, ze świecącym radiowozem w ręce i łzami w oczach zapytał, co tu się wyprawia. A ja, z dumą odparłam:
- Tato, wygoniłam czarnego pana!

Kary za niespanie nie dostałam, za to zleciała się policja. Nieznajomych co prawda nie złapano, ale też nigdy więcej nie pojawili się na terenie naszego ogródka. Zresztą, co się dziwić...
Dragomir Odpowiedz

Tak było, byłem tym czarnym panem i potwierdzam. Jużem tam nigdy nie polazł, jakim żyw.

Umbriel

I, mówisz, że chcieliście się nocą, przez ogródek dostać do pokoju małej dziewczynki...? Niee..nie masz nic wspólnego z pedofilią.. skądże.... 🤦

Dragomir

Ale z pędzlem przed dziećmi nie latałem.

Umbriel

Chciałbym w to wierzyć...

Dodaj anonimowe wyznanie