#3y9zq

Od półtorej roku coś jest nie tak z moim brzuchem. Byłam już i sześciu lekarzy, a ten u którego byłam dzisiaj potwierdził, że to prawdopodobnie stresowe. No i ma to sens bo problemy zbiegły się z rozstaniem, mobbingiem w poprzedniej pracy, zostaniem samemu w obcym dużym mieście z depresją i problemami z rzeczywistym otwieraniem się a raczej odcinaniem się od ludzi ze względu na to, że było źle a Ja nie chciałam nikomu biadolić.
Pozwoliłam się sobie doprowadzić do stanu wyrzutka. Trochę nadużywałam pewnych używek, nie wychodziłam z domu, nie pisałam do znajomych po powrocie do rodzinnego miasta. Nie mogłam się ruszyć. Dopiero przyjaciółka nieświadomie wyciągnęła mnie z chandry i od tamtej pory rozciągam się, uczę się języka, chodzę na tańce, wróciłam na terapię, wróciłam do ludzi, podejmuję decyzje, których kiedyś bym się bała i nie potrzebnie za długo rozkminiała dzięki czemu nauczyłam się, że działanie zabija overthinking. Może komuś z was się przyda.
Na dzisiejszą wizytę czekałam jak na szpilkach, lekarz serdecznie polecany przez rodzinę. Liczyłam, że z racji większego stażu i pewnych sukcesów w przypadku moich bliskich rozpozna co to jest, dostanę zalecenia, pomęczę się może jeszcze pół roku i będę w końcu wolna. Ale okazuje się, że w tym przypadku również potrzebuję pomocy psychiatry. Fizycznie jest lepiej, widzę swój progres w lustrze. Mentalnie przejmuję się o wiele mniej, ale najwyraźniej nie wystarczająco. Byłam ppl pleaserem i dopiero teraz rzeczywiście mówię co myślę i dbam o to, żeby to mi było najlepiej choć wiele mnie to kosztuje. To nie łatwe, stawać we własnej obronie, przyznawać się do błędów i je akceptować. Wyznaczać granice i pilnować ich kiedy bliscy, których nie chcesz urazić je przekraczają.
Boję się, że wrócę do tego co było. Do tej depresji kiedy jedyne na co miałam siły, to puszczenie jakiegoś gówna ze streamingu, żeby robiło szum w uszach i zagłuszało chaos w głowie. A Ja leżałam w łóżku i płakałam na zmianę. Nie mogłam się ruszyć. Te lęki. Te negatywne myśli, kiedy już zaczynałam słyszeć te pozytywne. Przecież jest tyle gorszych sytuacji. Dlaczego tak źle to znoszę? Co mam jeszcze zrobić żeby przestać się stresować? Całe życie nie stresowałam się niczym, dlaczego nagle zaczęłam? Jak wyznaczać te granice? Bo kiedy to robię to jestem: za delikatna, dramatyzuję, mam kija w dupie, czemu płaczesz? czemu jesteś smutna? To nie koniec świata. Musisz zrobić to! Spróbuj zrobić tamto!
No i taka spirala spie**olenia.
Staram się być pozytywna. Wiem, że to co udało Mi się odratować w te kilka miesięcy to dużo i nie chce pozwolić, żeby poszło to na marne. Ale kiedy słyszę "sama sobie to robisz" - ten stres, to mam takie: Co Ty nie powiesz? Sama też toczę tą walkę i sama ze sobą nie umiem wygrać i to żałosne. A ty wcale nie pomagasz, dzięki.
KukySeVraci Odpowiedz

To nie wiesz, że nadużywanie używek prowadzi do zjazdów i problemów z układem nerwowym typu depresje i stany lękowe? Nie wiesz, bo skąd... Można spróbować zasmakować tych frykasów to się na własnej skórze człowiek przekona co się dzieje z organizmem.

Meanness Odpowiedz

Dziękuję, że Pani żyje. Wiadomo, że człowiek często jest swoim największym wrogiem. Im bardziej chcemy, żeby inni byli szczęśliwi, tym bardziej siebie krzywdzimy, zamiast chociażby znaleźć coś po środku, żeby siebie też liczyć do "wszystkich", gdy chcemy, żeby wszyscy byli szczęśliwi. Czasem się zdarza nawet myśleć "dopiero wtedy inni będą szczęśliwi jak mnie nie będzie".
Dziękuję, że Pani żyje. Zasługuje Pani na to, by była Pani zdrowa i szczęśliwa, więc mam nadzieję, że tak właśnie będzie.

Dodaj anonimowe wyznanie