#3mUHK

Piszę to jako odpowiedź na wyznania dotyczące adopcji zwierząt ze schronisk, gdzie pracownicy niechętnie wydają zwierzęta albo natarczywie sprawdzają przyszłego właściciela. Faktycznie przypadki opisane w wyznaniach (np. odmówienie adopcji psa, bo ktoś ma tatuaże) są nie na miejscu i absolutnie nie zgadzam się z tym. Jednak zachowanie pracowników schronisk nie jest bez przyczyny. Jako jedna z nich opowiem wam o kilku przypadkach, przez które bardzo nieufnie podchodzimy do potencjalnych właścicieli. I sądzę, że dzieje się to wszędzie.

1. Młoda kobieta chce adoptować małego kotka. Zaznacza, że balkon ma zabezpieczony, wie czym karmić kota, nie posiada małych dzieci ani innych zwierząt, które mogłyby zrobić kotu krzywdę. Wizyta przedadopcyjna też nie wzbudza podejrzeń. Więc kota oddajemy. Miesiąc później ta sama kobieta przychodzi z owym zwierzakiem, mówiąc, że kot jest niegrzeczny. I zastajemy taki widok - kot wychudzony, z jakimiś strupami na pyszczku i obciętymi wąsami. Co się okazało? Pani jednak ma małe dzieci, które tak zamęczyły kociaka, że ten przerażony ukrywał się ciągle pod kanapą, nie chciał jeść i nawet do kuwety bał się podejść, więc załatwiał się tam gdzie siedział, czyli pod kanapą. Nadal się zastanawiamy gdzie ukryła dzieci podczas wizyty przedadopcyjnej...

2. Pewien pan chce adoptować psa. Sam mówi, że ma doświadczenie, wie co i jak. My się zgadzamy, ale wyraźnie zaznaczamy, że to nie pies na podwórko i budę, był wychowywany w mieszkaniu i to typ psa "kanapowca". Pan oczywiście twierdzi, że pies będzie w domu. I jakoś kilka miesięcy po wydaniu psa, dzwoni do nas jakaś młoda dziewczyna, mówiąc, że jej sąsiad trzyma psa na łańcuchu przed domem, pies wychudzony, z ranną szyją od łańcucha. Zadzwoniliśmy po odpowiednie służby, właściciel zgodził się oddać psa, po czym ten miał trafić do nas. No i przyjeżdża, patrzymy - nasz pies, wydany temu panu do domu na kanapę... Brak słów.

3. Pewne małżeństwo adoptuje małego szczeniaka, kundelka. Kilka miesiecy później oddają go nam, mówiąc, że myśleli, że jest rasowy, ale jak dorósł to okazało się, że nie, i oni nie chcą takiego brzydkiego. Okazało się też, że pies musiał być bity.

4. Starszy pan adoptuje psa. Jakiś czas później ktoś go do nas przywozi, mówiąc, że pies porzucony od tygodnia błąka się po jego osiedlu. Tak, pies od nas, wydany tamtemu panu.

5. Kobieta adoptuje od nas kota. Kilka miesiecy później go oddaje. Kot wrócił bardzo schorowany z niewydolnością nerek (jak się później okazało). Pytamy czemu nie zabrała go do weta, a pani stwierdziła, że przecież to kot i sam powinien dojść do siebie. Zastanawia nas też, czemu kot ma wielką zieloną plamę na grzbiecie. Pani tylko wzdycha, że jej siostrzenica się z nim bawiła i postanowiła pomalować go farbą. Co ciekawe przed adopcją, owa pani przedstawiła się nam jako istny ekspert od kotów.

Dlatego nie dziwcie się nam, że mamy aż tak ograniczone zaufanie do potencjalnych właścicieli oraz, że chcemy przez jakiś czas kontrolować zwierzaka.
chlef123 Odpowiedz

jak ktoś przytomnie zauważył - takie przypadki będą się zdarzać, choćby skały srały. skoro ludzie kłamią, składają obietnice bez pokrycia, a nawet ukrywają fakt posiadania dzieci (!!!), żeby dostać zwierzę, to jakoś nie widzę tutaj argumentów dla coraz większego stopnia kontroli, bo ludzie tę kontrolę zaczynają po prostu OBCHODZIĆ. a ci uczciwi, którzy nie chcą kłamać, odpuszczają słysząc, że potrzebują własnej stacji kosmicznej, żeby wziąć sobie kota...

Vampire7

Ja mam jeszcze taką nadzieje, że te historie to jest mały odsetek ludzi i, że to nie zdarza się aż tak często. Rozumiem zarówno tych którzy oddają i chcą kontrolować dom, jak i tych co nie mogą adoptować, bo stawiane są im jakieś niemożliwe do spełnienia wymagania. Niestety istnieją ludzie którzy po prostu noe szanują zwierząt i czy schronisko wyda zwierze czy nie, i tak pewnie znajda sposób na znalezienie zwierzaka... :(

Rattonowa

Na całe szczęście ludzie wystarczająco głupi, by malować kota farbą często są również zbyt głupi, by obchodzić procedury adopcyjne. One są wprowadzane, bo zwyczajnie DZIAŁAJĄ. Wymagają czasu i zaangażowania, bo ktoś musi wyprowadzić psa na spacer zapoznawczy, ktoś musi jechać na wizytę przedadopcyjną, ktoś musi umówić się na wizytę poadopcyjną i zwykle ten ktoś, to wolontariusz, który poświęca na to prywatny czas. Nie robilibyśmy tego wszystkiego, gdyby to niczego nie zmieniało. W "moim" schronisku powroty z adopcji się zdarzają, ale jest ich o rząd wielkości mniej, niż wtedy, gdy można było po prostu zabrać zwierzę ot tak, bez żadnej procedury.
Ludzie, którzy nie szanują zwierząt w 90% przypadków nie mają najmniejszego zamiaru poświęcać czasu na przechodzenie procedur i to właśnie oni najczęściej i najgłośniej krzyczą o ich bezsensie. Tym, którym naprawdę na zwierzęciu zależy, nie sprawią one kłopotu. A takie przypadki jak te opisane w wyznaniu nie są argumentem dla zrezygnowania z tych "utrudnień", a wręcz przeciwnie - uczą, co należy sprawdzać dokładniej i na co zwracać uwagę.
Nie zapobiegniemy powrotom z adopcji, nie osiągniemy 100% skuteczności w odsiewanie świrów, ale możemy zbliżyć się do ideały tak bardzo, jak to tylko możliwe. Nasi podopieczni wycierpieli już zbyt dużo, by wydawać ich na pniu, gdziekolwiek, byle wydać.

Szturchnijbutem Odpowiedz

To są straszne historie i wiem, że chciałoby się zapobiegać im w stu procentach. Ale na ile wydanych zwierzaków trafia się taki klient? Traktowanie każdego jak najgorszego nie rozwiązuje problemu, bo normalny człowiek zaczyna czuć się bardzo nieprzyjemnie i możecie zniechęcić go do adopcji. Koło mnie był pewien mały sklepik spożywczy i zdążyło się tam kilka kradzieży. Zatrudnili dwóch ochroniarzy którzy chodzili za każdym klientem i patrzyli mu na ręce przez całą wizytę w sklepie. Co tam chodziłam na zakupy czułam się jak złodziej mimo, że nic nigdy w życiu nie ukradlam. Sklepik zaczął być omijany i sobie upadł. Nie można popadać ze skrajności w skrajność. Czemu nie było kontroli w tych wszystkich wypadkach? Ale kontroli po miesiącu, a nie wydzwanianie codziennie i wmawianie komuś, że krzywdzi zwierzaka. Czemu zamiast mówić, że tylko jedna karma i ta najlepsza nie porozmawia się na temat żywienia zwierzaka tłumacząc za i przeciw różnych rodzajów karm? Są przecież dostepne droższe i tańsze do wyboru z tych wysoko mięsnych. Przecież można też karmić psa mieszkaniami robionymi w domu. Tylko trzeba o tym uczyć lub oferować wsparcie. Na koniec choćby skały srały i nie wiem jak kontrolowalibyście rodzine po adopcji dalej będą się zdarzały takie przypadki. Nie ma złotego środka ale próbując zniechęcać tych złych w sposob opisany w innych wyznaniach prędzej sobie zniechecicie dobrego człowieka, bo temu złemu to wisi i powiewa.

Sweetdream26

Czasem właśnie o to chodzi by zniechęcić jak najwięcej osób by tylko te rzeczywiście zdecydowane zostały. Sama jestem wolontariuszka w schronisku i nieraz sama mówiłam, że nie wydam komuś psa. Zawsze był konkretny powód tylko nie zawsze ludzie chcieli słuchać. Oczywiście nie mówię, że tak jest w przypadku tamtych wyznań, ale jeżeli rzeczywiście ktoś opisał prawdziwe historie to bardzo chciałabym wiedzieć gdzie takie rzeczy się dzieją..

Sweetdream26

Warto też dodać, że nie wiem jak w innych schroniskach ale u nas nie ma pracowników z powołania tylko z urzędu pracy.. Więc oni tylko chcą zrobić co muszą i iść do domu. Mało któremu zależy na dobru zwierzęcia.

Vampire7

@Sweetdream serio uważasz taką metodę za skuteczną? Żeby zniechęcać ludzi do adopcji psów i kotów, że schronisko po prostu odmawia i stawia żądania? Ja bym np dała bardzo dobry dom takiemu zwierzakowi, a gdyby mi ktoś odmówił, to co? Miałabym się naprzykrzać dalej i siłą wyrywać zwierzaka czy co??? Przecież nie będę robiła z siebie wariatki maniaczki. Szkoda, że raczej tych dobrych ludzi jest więcej niż złych i przez takie zachowanie: psy i koty są nadal w klatkach - słabe życie. A źli ludzie zawsze znajdą sposób na zwierzaka, wejdą sobie na olx albo kupią :(

Rattonowa

Ale co my mamy zrobić, jeśli przychodzi do nas starszy, schorowany pan i mówi, że chce adoptować dużego, młodego i silnego psa? Wydać, a potem odbierać, jak pies pana pociągnie, przewróci i pan złamie biodro? Albo gdy przychodzi rodzina z dwójką kilkuletnich dzieci i mówi, że chce psa lękliwego, który boi się gwałtownych ruchów i głośnych dźwięków? Albo gdy przychodzą ludzie, którzy chcą psa w typie rasy, nie wiedząc o tej rasie kompletnie nic, ale chcą, bo ładny i groźnie wygląda?

Ludzie myślą życzeniowo. Wydaje się im, że pies będzie wdzięczny i sam naprawi swoje problemy, bo przecież oni będą go kochać. Wiecie, co najczęściej zniechęca ludzi? Poinformowanie, że w okresie aklimatyzacji pies może mieć trudności w utrzymaniu czystości w domu. Że psy w schroniskach, to psy po traumie porzucenia i mogą mieć lęk separacyjny, który przepracowuje się miesiącami. Że że względu na złe warunki życia przed schroniskiem mogą z nich wyleźć problemy zdrowotne. Że pies w schronie, a pies w domu, to dwa różne zwierzęta - w schronisku psy żyją w ogromnym stresie, który albo wyostrza, albo odwrotnie - ukrywa pewne problemy behawioralne. Że takich problemów nie wyleczy się miłością, że trzeba będzie zainwestować czas i pieniądze w trenera/behawiorystę. Że pies schroniskowy może nie potrafić chodzić na smyczy, sygnalizować potrzeby spaceru, może nie umieć się delikatnie bawić i trzeba go tego nauczyć. Wiecie, czemu to wszystko mówimy? BO TAK JEST. Tak się zdarza. Hasła "schroniskowy kocha bardziej" albo "miłość wyleczy wszystko" lub "on będzie wdzięczny" to brednie. To tak NIE DZIAŁA...

Rattonowa

Z osobistych doświadczeń - 5 lat temu adoptowałam sukę amstaffa. W schronie jedyny problem, to bardzo słaby kontakt z opiekunem, ale ogólnie w pełni obsługowa. Byłam z nią na spacerze, "widziałam, co biorę". Po tygodniu od adopcji pies zaczął przejawiać agresję lękową. Gryzła do krwi za nawet przypadkowe dotknięcie głowy, zadu, ogona, łap. Raz trzeba było założyć trzy szwy na twarz. Przeszliśmy procedurę, byliśmy uprzedzeni, że różne rzeczy mogą z psa wyjść, byliśmy gotowi na pracę z suką i obecnie od 3 lat nie użyła zębów. Nadal jesteście przekonani, że procedury nie są potrzebne? A co by było, gdyby sukę wziął ktoś, kto niewiele o psach się, na pierwszego psa w życiu? Co by było, gdyby suńka trafiła do domu przekonanego, że wystarczy kochać i samo przejdzie? Co by było z samą suką, gdyby wróciła z adopcji z hasłem "gryzie do krwi"? Myślicie, że wielu byłoby chętnych do adopcji agresywnego amstaffa? Bo mnie się wydaje, że poszłaby prościutko pod igłę...

Jasne, ktoś nie dostanie psa, to sobie kupi. Trudno, nie zbawię całego świata. Nie muszę natomiast spędzać reszty swojego życia plując sobie w brodę, bo wydałam psa do domu, o którym wiedziałam, że będzie domem złym. Że zawiodłam psa, który miał tylko mnie i którego już zawiedziony zbyt wiele razy...

tikamthe

Dwa lata temu chciałyśmy adoptować psa. Znalazłyśmy kandydata, zadzwoniłyśmy do schroniska umówiłyśmy się na wizytę przedadopcyjną i spacer z kandydatem (chciałyśmy żeby nasza psina zaakceptowała kandydata). Przyjechałyśmy i co? Pani mówi: ona nic nie wie. Ona się z nami nie umawiała. Ona nam psa na spacer nie wyda bo... trzeba się umówić. Zrezygnowałyśmy z tego schroniska. I ta sytuacja zniechęciła nas trwale do tego konkretnego schroniska.
Wzięłyśmy psa z mordowni, bo inaczej nazwać tego miejsca nie umiem. Pies z ogromnymi problemami: silny lęk separacyjny, agresja lękowa i terytorialna, problemy zdrowotne - ale nigdy nie żałowałam tej decyzji i tego wyboru.

Jumalatar

Masz rację. Ludzie się zniechęcają Jestem taką osobą zniechęconą do adopcji kota ze schroniska - nie lubię być traktowana jak potencjalny złoczyńca i debil. Mam kota - przyszedł kiedyś sam (mieszkam na parterze) i sam mnie zaadoptował. Od tej pory (właśnie minął rok, gdy przyszedł). Wychodzi prawie codziennie, ale zawsze wieczorem wraca.

karlitoska Odpowiedz

Co za historię... że ludziom nie jest wstyd! Nie wyobrażam sobie takiego braku odpowiedzialności. Uważam, że takie osoby powinny być zgłaszane na straż miejską/policję i karane chociaż symbolicznym mandatem typu 200-300 zł. Może by się zastanowiły zanim wezmą do domu puszka.

tewu Odpowiedz

Co do błąkającego się psa, to akurat mógł uciec. Reszta... Ludzie czasem mają naprawdę dziwne podejście do opieki nad zwierzęciem, której sami się podjęli. Z dziećmi szczególnie smutny przykład bo małe dzieci naprawdę da się nauczyć, że pieska/kotka bolą niektóre rzeczy. Moi mali kuzyni mają 2 koty od dość dawna i koty wyglądają na szczęśliwe.

czolgista1990 Odpowiedz

nie dziwi nikogo ograniczone zaufanie, ale wrzucanie wszystkich do jednego wora jest uznawane za niewłaściwe już gdy robi to jednostka, a tu zachowuje się tak cała instytucja! Wasze uprzedzenia nie są podstawą do takiego zachowania.

Klara589

Bo martwią się o zwierzęta? Schronisko chce jak najlepiej dla tych zwierzaków, a nie żeby kolejny raz przeżywały traume

czolgista1990

Martwienie się to jedno, a stereotypy i wrzucanie do jednego wora wszystkich to drugie. Widzę, że nie rozumiesz problemów. Znam więcej osób z tatuażami i piercingiem, czy wyglądających jak dresy czy koksy, którzy mają więcej empatii i podejścia do zwierząt i ludzi niż ludzie w garniturach robiących idealne pierwsze wrażenie,a tak na prawdę to wieśniaki i patusy w przebraniu.

Klara589

To jest tak, jeżeli zaatakuje cię menelik to instynktownie przechodząc obok innego bardziej uważasz. W tym przypadku poszkodowanym jest nie tylko zwierzak ale i schronisko.. I mając kilka takich akcji po prostu bardziej uważają komu dają zwierzęta. Tu nie ma stereotypów tylko strach

Toszka Odpowiedz

U nas wizyta przed adopcyjna nastąpiła tego samego dnia. Kropka (imię adopciaka) jak usłyszała że jednak nie bo akwarium nie zabezpieczone to wlazła pod kanapę i nie szło jej wydostać.Wrócili po nią następnego dnia, to samo. Kropka jest z nami pięć lat. Dwie przeprowadzki, narodziny syna. To szczęśliwy, rodzinny kot.
Dziecię marudzi żeby „mama pogłaszcz kota” a ta w zamian przynosi mu „ofiary”
Pamiętam jaką bidą była, teraz... rozwydrzone futro. Ale nasze rozwydrzone futro.

SzubiDubi

Piękny komentarz. To kot Was wybrał:-)

Szachrajka124 Odpowiedz

Moja historia nie dotyczy typowo schroniska, ale... Postanowiłam kupić/ adoptować psa, pewna Pani wystawiła ogloszenie," oddam psa ponieważ właścicielka zmarła". Pies niespecjalny, zwykły kundelek postanowilam, go przygarnac, na miejscu okazało się, że ta Pani pracuje w schronisku i piesek w cale nie stracił w ten sposób właścicielki. Później już było tylko gorzej, pani oświadczyła mi iż muszę podpisać kilka papierkow, zgodzić się na na wizytę adopcyjna oraz o ile z tym wcześniej można by stwierdzić spoko czemu nie(chociaż nie ujęła tego ani w ogłoszeniu, ani podczas rozmowy telefonicznej mimo że o to pytalam) to podsumowala, że odda mi psa jak będzie mogła go odwiedzać raz w tygodniu. Oczywiscie, aż tak rozszczenione warunki nie odpowiadały moim wymaganiom co do adopcji pieska, zatem stwierdziłam, że poszukam innego... Jakie było moje zdziwienie jak pani zaczela mi grozić policja, kuratorem i nie wiadomo czym jeszcze, bo jak nie wzięłam jej pieska to pewnie wspieram pseudo hodowlę, a co z tego, że nie podała większości jej wymagań adopcyjnych, ani tego że piesek jest ze schroniska...

Aswq Odpowiedz

Słabo skoro robicie wizytę przedadopcyjną a po już nie. Chociaż nic dziwnego, bo większość tego nie robi aby nie mieć powodu zabierać zwierzęta z domu ^^. A sprawdzać trzeba. Mapka wizytatorów jest w całej polsce , nie jest trudno znaleźć takiego.

Schaboszczaki

W moim mieście tylko jak adoptuje się zwierzaka z fundacji przyjeżdżają na wizytę przedadopcyjną, w schronisku już nie

Aswq

Bo schronisko nie chce zwrotu psiaka..

IHateMyLife Odpowiedz

Ale takie podejście po pierwsze nie zapobiega takim sytuacjom w 100% (co widać z wyznania, jak ktoś chce nakłamać to nakłamie) a po drugie zniechęca potencjalne domy. Ja np. na żadne wizyty się nie zgadzam, na zaglądanie po szafkach ani protekcjonalne pouczanie też nie. Dlatego koteła przygarnęłam po prostu z ulicy, bo akurat się trafił taki, co domu potrzebował. Ale gdybym miała wziąć go przez całą procedurę adopcyjną - no nie, takich problemów akurat mi nie trzeba.

fcklogic Odpowiedz

Przez takich kłamliwych psycholi normalni ludzie są równie zniechęceni do niesienia pomocy.
Fundacje przygotowujące do adopcji potem podchodzą pogardliwie do ludzi, prychając i opowiadając anegdoty że przykładowo " pewni państwo tak bardzo chcieli pieska ale z chorobą nerek, skóry, zwyrodnieniem jakiś narządów, wymaganych kilku operacji (oczywiście sterylizacji nawet bezzębnej starej suki, która może nie wybudzić się po zabiegu) to już jednak nie , no co za okropni ludzie, prawda? No co za snobistyczne świnie". Oczywiście sarkazm i przerysowuję. Ale często tak jest.

Zobacz więcej komentarzy (14)
Dodaj anonimowe wyznanie